SKLEP
Jędrzej Dudkiewicz Jędrzej Dudkiewicz 10.10.2018
Better Call Saul, sezon 4 – recenzja serialu. Powoli, ale do przodu
1090V

Better Call Saul, sezon 4 – recenzja serialu. Powoli, ale do przodu

Jeśli ktoś będzie kiedyś przy Was marudzić, że spin-offy nie mają żadnego sensu i to wyłącznie odcinanie kuponów od znanej marki, odchrząknijcie i zwróćcie uwagę na Better Call Saul. Nawet gdy trafia się nieco słabszy sezon, to i tak stoi na odpowiednio wysokim poziomie, by nie można było powiedzieć, że jego powstanie było bezcelowe.

Do historii Jimmy’ego McGilla powracamy w momencie, w którym ją zostawiliśmy w trzecim sezonie. Przyszły szemrany prawnik stracił obecnie prawo do wykonywania zawodu: został zawieszony na rok. Do tego jego brat, Chuck, z którym miał bardzo skomplikowaną relację, popełnił samobójstwo. Czwarta seria przybliża, jak z tymi problemami poradził sobie Jimmy.

Czwarty sezon Better Call Saul mocno ucierpiał właśnie na braku obecności (poza kilkoma retrospekcjami) Chucka. Konflikt, jaki panował między nim a Jimmym był sercem wcześniejszych dziesięciu epizodów. Były w tym emocje, napięcie, zwroty akcji. Jimmy radzi sobie ze śmiercią brata w sposób możliwy do przewidzenia, pamiętając jak Chuck go traktował nie ma nic dziwnego w tym, że Jimmy nie przeżywa specjalnie tej straty. Okaże się jednak, że cień brata będzie mu towarzyszyć w walce o przywrócenie praw do wykonywania zawodu. Ta zaś niby jest ciekawa, bo Jimmy wykorzystuje swoje różnorodne umiejętności w innych branżach i stopniowo przekracza kolejne granice, w czym pomaga mu jego ukochana Kim. Wyraźnie widać, jak z biegiem czasu Jimmy coraz mniej skupia się na ideałach, które wcześniej wyznawał i zaczyna zamieniać się w cwanego, idącego po trupach do celu człowieka. 

Jednocześnie jednak jest to proces, który obserwujemy w zasadzie od początku serialu i z pewnością wiele osób będzie już trochę znużona tym, że tak wolno się to rozgrywa. Sam mam wrażenie, że niektóre rzeczy można by nieco przyspieszyć. Bo fajnie, że w końcu pojawia się alias Jimmy’ego, czyli Saul Goodman, tyle że jeszcze lepiej by było, gdyby główny bohater zaczął już działać jako prawnik pod tym pseudonimem. A na to trzeba czekać do kolejnego sezonu. Z drugiej strony dziesięć odcinków czwartego sezonu opowiada historię całego roku z życia Jimmy’ego i momentami niektóre wątki są poprowadzone tak, że zastanawiałem się, czy czasem nie ominąłem jakiegoś odcinka. Nie wiedziałem bowiem, skąd wynikają dość drastyczne zmiany w sytuacji.

Nie jest oczywiście tak, że musiałem się zmuszać do oglądania kolejnych epizodów, wręcz przeciwnie, wszystkie dziesięć udało mi się nadrobić w dwa dni. Wynika to też z tego, że w czwartym sezonie jest więcej Mike’a i Gustavo Fringa. Obaj doskonale sprawdzali się na drugim planie w Breaking Bad, podobnie jest tutaj. Wrażenie, jak zwykle, robi zwłaszcza Gustavo, bo wcielający się w niego Giancarlo Esposito jest po prostu fenomenalny. W jednej chwili potrafi być szalenie uprzejmy i uśmiechnięty od ucha do ucha, w drugiej – w mgnieniu oka – zamienia się w bezwzględnego gościa, z którym nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby wejść w konflikt. Esposito zaś wyraża to głównie oczami i jest to coś, co budzić może wielki podziw. Dobrze, że jego i pomagającego mu Mike’a jest tu więcej, wydaje mi się bowiem, że w tym sezonie to ich historia była jednak ciekawsze od tej Jimmy’ego. Zwłaszcza, że na scenie pojawił się krewny Hectora Salamanci, Eduardo, który – wszystko na to wskazuje – narobi jeszcze trochę zamieszania.

Better Call Saul nie jest serialem dla każdego. Jeśli ktoś liczy na mnóstwo akcji i emocjonalny roller coaster, jak w Breaking Bad, to się zawiedzie. Tym niemniej to wciąż produkcja stojąca na wysokim poziomie. Zwłaszcza, że twórcy doskonale potrafią wykreować klimat opowieści, dbają o szczegóły i o to, by rzeczywistość, która otacza bohaterów była jak najbardziej wiarygodna. To jedno z niewielu dzieł, w których będziecie mogli wysłuchać toczonej w tle dyskusji na temat tego, kto by wygrał starcie, jeśli na ringu spotkaliby się Muhammad Ali i Bruce Lee. Wszystko wskazuje na to, że w kolejnym, zamówionym już zresztą, sezonie dostaniemy wreszcie Saula Goodmana, na którego wszyscy czekamy.

Tagi: better call saul recenzja serial

Werdykt
  • + Więcej Mike’a i Gustavo Fringa
  • + Aktorstwo
  • + Świetnie wykreowany klimat
  • - Mniej interesująca historia głównego bohatera
  • - Chyba jednak odrobinę za wolno to wszystko idzie do przodu
7.5
Jędrzej Dudkiewicz
Jędrzej Dudkiewicz Czwarty sezon Better Call Saul jest – z różnych powodów – wyraźnie gorszy od trzeciego. Tym niemniej to wciąż bardzo dobry serial.

Miesięcznik PSX Extreme