SKLEP
Paweł Musiolik Paweł Musiolik 30.09.2018
Porzuceni uratowali Destiny 2. Ale na jak długo?
1516V

Porzuceni uratowali Destiny 2. Ale na jak długo?

Pierwszy, konkretny dodatek do Destiny 2 miał za zadanie uratować grę tak, jak zrobiło to The Taken King z pierwszą odsłoną. W niecały miesiąc po premierze wiadomo już, że to się udało. Zastanawia mnie jednak - na jak długo.

Jeśli miałbym wybierać jedną markę, której niewykorzystany potencjał zapisze się w historii tej generacji konsol, to Destiny byłoby mocnym kandydatem. To, jak Bungie było w stanie wykreować zainteresowanie po pierwszej zapowiedzi, a później wszystko zniszczyć, tylko po to, by po roku całość uratować - zasługuje na pamięć. Tym bardziej, że zrobiono to dwukrotnie. Wbrew wszelakiej logice.

Destiny oceniałem zawsze z sporą dawką dystansu. Fanem twórczości Bungie nie byłem, toteż do zapowiedzi ich nowej gry podszedłem z umiarkowanym zainteresowaniem. To, co pokazano nam w lutym 2013 roku zapowiadało się ciekawie. Niestety, z tamtych materiałów ostatecznie nie zostało wiele. Tajemnicą nie jest, że Destiny miało niesamowicie wyboistą drogę ku premierze. Problemy z narzędziami, zbyt duże ambicje, kasowanie gotowej zawartości i przebudowa całości. Coś, co spowodowało słabe przyjęcie jedynki, powtórzono także trzy lata później z Destiny 2.

Pierwszy rok nowej marki Bungie był fatalny. Deweloper miał aspirację stworzyć grę MMO-lite, która zajęłaby graczy do czasu wydania pierwszego rozszerzenia po roku. Taki był pierwotny plan, zanim zaczęły się problemy, których następstwem było posklejanie całego Destiny w siedem miesięcy. Wtedy wyleciała praktycznie cała fabuła, którą - jak zainteresowanie wiedzą - wrzucono na stronę WWW w formie kart Grimoire. Część wyciętego materiały pojawiło się potem w formie dwóch małych rozszerzeń - House of Wolves i The Dark Below - ale to było za mało. Destiny kreowało się na produkcje dla zapalonego gracza i przez to nie oferowało za dużo casualom. Brak jakiejkolwiek fabuły, nastawienie na grind - to nie przyciągało chętnych. Sprawę uratowało tak na prawdę The Taken King, które było ogromnym projektem, mającym na celu - de facto - zrestartowanie projektu. Uzupełniono braki fabularne, wreszcie pojawiło się mnóstwo interesującej zawartości. Gracze po roku wreszcie widzieli sens we wciągnięciu się do świata Destiny.

Dlaczego o tym piszę w kontekście Destiny 2? Poprzedniczkę uratował Luke Smith. Gość, który poświęcił setkę godzin poprzedniczce, więc wiedział, co dokładnie trzeba zrobić by ją uratować. Niejako w nagrodę otrzymał kredyt zaufania i dostał do wyreżyserowania Destiny 2. Które... spartolił. Logicznym krokiem w tworzeniu Destiny 2 było wyciągnięcie wniosków i nie popełnianie drugi raz tych samych błędów. Niestety, Smith popełnił te same błędy co poprzednicy. Projekt był za duży, grę pocięto i opóźniono, by ją ratować.

Destiny 2 dokonało zwrotu w kierunku gracza niedzielnego, skupiając się mocno na fabule. Ona, jak i kampania marketingowa starały się sugerować, że stare Destiny nie wróci i wraz z D2, Bungie zaprowadza nowy porządek w uniwersum. Na boczny tor odsunięto starych wyjadaczy i hardkorowych fanów, którym nie zapewniono nic ponad główny wątek. Nikogo więc nie powinno dziwić, że graczy zalała krew i Bungie znalazło się pod jeszcze większym ogniem krytyki jak kilka lat wcześniej. Pierwszy rok obecności dwójki wyglądał identycznie co jedynki. Paniczne komunikaty, próby szybkiego łatania gry i wypuszczenie zawartości, która została wycięta z podstawki. Jednak tak jak w przypadku pierwszej odsłony serii jakoś jeszcze przełknięto dwie zapchajdziury, tak Klątwa Ozyrysa i StrategOS zostały zjechane z góry na dół za zawartość i cenę w stosunku do niej.

Porzuceni, których ujawniono parę miesięcy temu, było więc ostatnią szansą dla Destiny 2. Bungie co prawda część zmian wprowadziło darmowymi aktualizacjami, ale nadal brakowało zawartości. Dodatek w którym pożegnaliśmy na zawsze Cayde'a-6 ją wreszcie zapewnił. Destiny 2 wreszcie ma sensowny post game. Zawartość, którą nie zaliczamy z marszu w dwa dni po skończeniu wątku fabularnego. Bungie w przypadku tego dodatku poszło ostro i zrobiło zwrot o 180 stopni, praktycznie ignorując niedzielnego gracza, by skupić się ponownie na zapaleńcach.

Z tego też powodu, w Destiny 2: Porzuceni chce się znowu grać. Gdy wychodziły wcześniejsze dodatki - odpalałem grę by je ukończyć, grałem parę dodatkowych godzin i po prostu odechciewało mi się biegać swoim Tytanem. Tutaj wreszcie mam będący w gdzieś w oddali cel, do którego dotarcie nie zajmie mi dwa dni. Gdy znudzi mi się PvE, to odpalam Gambit, który jest zgrabnym pomostem między rzeczonym PvE, a PvP. Chociaż tryb nie jest idealny (matchmaking, tak jak zresztą w całej grze, po prostu jest do bani), to wprowadził sporo świeżego powietrza.

Gdy spędzałem kolejne godziny z Porzuconymi, zacząłem się zastanawiać - co dalej. Czy Bungie ma wreszcie jakiś sensowny plan. Sytuacja z Destiny, gdzie z powodu przesunięcia Destiny 2 na szybko sklejono Rise of Iron raczej się nie powtórzy - już teraz Bungie ma zaplanowane kolejne dwa mniejsze rozszerzenia oraz jedno duże. Z Destiny 3, studio także nie będzie się śpieszyć z prostej przyczyny - deweloperzy celują już w następną generację konsol (miejmy nadzieję, że nie będzie to gra cross-genowa, bo ucierpi jak jak cierpiało z tego powodu Destiny). Jeśli oceniać działania studia "do dziś", to... sam nie wiem czy ekipa ma jakieś sensowne plany. Naprawianie gry na razie wygląda tak, że nowe pomysły są odwracane i tam gdzie się da, to mechanika i zawartość wraca do tego, jak działało to w Destiny. Tylko w nieskończoność tak się nie da, bo większość aspektów działających lepiej w poprzedniczce już w kontynuacji wylądowało.

Bungie niby nie ma problemów z komunikacją, bo co jakiś czas informują o najbliższych planach, poznaliśmy też - w teorii - dokładną rozpiskę nadchodzącej zawartości. Osobiście jest mi po prostu ciężko w 100% uwierzyć w działania dewelopera. Bo dwie gry później, pokazali najwyżej jak zmarnować gigantyczny potencjał. Chciałbym napisać - wierzę, że nauczono się na błędach, ale tak samo mówiłem sobie przed zapowiedzią Destiny 2, a jak jest - każdy widzi. Po roku gra kosztuje grosze i wrzucono ją do PS Plus by przyciągnąć graczy.

Tagi: Activision Blizzard Bungie Destiny 2 pc playstation 4 xbox one

Miesięcznik PSX Extreme