717V

Soul Calibur 6 jest powrotem serii do formy

Soul Calibur 6 zbliża się do nas wielkimi krokami, a my sprawdzamy, czy slogan serii "Legenda nigdy nie umrze" nadal jest aktualny.

Przyznaję się bez bicia, że Soul Calibur VI przez dłuższy czas był mi obojętny. Tytuł od chwili zapowiedzi nie wzbudzał we mnie większych emocji i sprawiał wrażenie produkcji, która kontynuuje niesprawdzone pomysły niezbyt udanego poprzednika. Zajęty maniaczeniem innych bijatyk zdarzyło mi się nawet zapomnieć, ze szósty rozdział cyklu zadebiutuje już niedługo na rynku. Wystarczyło jednak spędzić chwilę ze wczesną wersją gry, abym wyrobił sobie zgoła odmienną opinię.

Soul Calibur to bez cienia wątpliwości legendarna seria. Może i jej blask został mocno przyćmiony w ciągu ostatniej dekady, ale to nadal niesamowicie istotna marka dla wielu graczy. Pierwszy Soul Blade robił piorunujące wrażenie na PS1 i natychmiastowo przeszedł do kultu wśród świadomości fanów gier wideo. Nie bez powodu. Była to szalenie satysfakcjonująca i pięknie wyglądająca bijatyka, która do dziś ma swoich miłośników wymieniających ją, jako ulubionego przedstawiciela całego gatunku.

Korzystając z okazji udałem się do Warszawy na spotkanie organizowane przez firmę Cenega. Tam miałem sposobność zapoznać się z wersją buildu opracowanego na potrzeby targów E3. Nie mogłem więc ocenić najświeższych etapów prac, ale to, co zostało pokazane, bardzo mi się spodobało. Rozegraliśmy też turniej dla prasy, w którym, nieskromnie się pochwalę, udało mi się zająć pierwsze miejsce.

Dostępny był tylko tryb Versus, więc na temat innych wariantów rozgrywki nie jestem w stanie się wypowiedzieć. Chociaż twórcy zapewniają, że otrzymamy rozbudowaną fabułę w dwóch wariantach. Jedna przywodząca na myśl to, co zaoferował Tekken 7 i druga z elementami RPG, gdzie zdobywamy walutę, doświadczenie i podbijamy lokacje na specjalnej planszy. Warto wspomnieć o tym, że nasz Geralt odegra w przygotowywanej historii jakąś konkretną rolę i jego występ w nadchodzącej opowieści będzie jak najbardziej kanoniczny.

Jak wypadają same walki? Autorzy opracowali trzon rozgrywki na bazie niezbyt udanego Soul Calibura V, ale wprowadzili do niego szereg mniej lub bardziej inwazyjnych zmian. Efekt, ku mojemu zaskoczeniu, wyszedł bardzo pozytywnie. Walki przede wszystkim nabrały tempa i są zdecydowanie płynniejsze. Sama gra zyskała też jeszcze bardziej na widowiskowości i dynamice. To także potwornie angażująca bijatyka dla nowicjuszy, którzy będą sobie radzić zdecydowanie lepiej niż przy Tekkenie 7.

Pozornie prosty system walki to także skarbnica bardziej wymagających elementów i mechanik, które weteranom przyjdzie godzinami zgłębiać w treningu. Soul Calibur jak zwykle stara się odnaleźć złoty środek i spisuje się świetnie zarówno w formie złożonego przedstawiciela gatunku, jak i niezobowiązującej produkcji dla laików, którzy będą się dobrze bawić stosując absolutne podstawy. Balansu nie zamierzam oceniać, bo tak jak wspomniałem - build gry był już mocno nieaktualny i producenci zapewniają, że wiele się w tej materii poprawiło.

Istotną zmianą jest przywrócenie funkcji Guard Impact, która nie zabiera nam już specjalnego paska. Dzięki temu o wiele częściej możemy zbijać ciosy wroga. Trzeba się jednak liczyć z tym, że nieumiejętne korzystanie z tej opcji może doprowadzić do zniszczenia naszego pancerza i wystawić nas na karę. Ważny jest również mechanizm Soul Charge, gdzie wykorzystując wspomniany wcześniej pasek, możemy chwilowo wzmocnić naszą postać i ataki.

Trzecia mocno istotna mechanika to Reversal Edge. Element, który wzbudzał mój niepokój. Jest to specjalny atak, który przyjmuje na siebie cios przeciwnika i wyprowadza kontrę w postaci spowolnionego starcia. Czas zwalnia a kamera ustawia się znacznie bliżej zawodników. Mamy wówczas do wyboru jedną z aż 7 opcji działających na zasadzie "kamień, papier, nożyce". Taktyczne narzędzie, którego nie sposób nadużywać, a dodaje do starć ciekawy aspekt strategiczny. Zwłaszcza, że można to wykorzystać zarówno w defensywie, jak i ofensywie.

Jak wypada Geralt? Genialnie. Wiedźmin odnalazł się idealnie w uniwersum Soul Calibura i został wykonany bardzo pieczołowicie. Zarówno pod względem samego wyglądu, jak i rozgrywki. Model postaci zrobi wrażenie na każdym fanie RPG-owej serii CD Project. Jego styl walki cechuje się charakterystyczną gracją i unikalną mechaniką stosowania Znaków. To najlepszy i najbardziej dopieszczony występ gościnny w dziejach cyklu. Pięknie prezentuje się również Kaer Morhen, które ze swoim utworem po prostu poraża klimatem.

Na koniec zostawiłem kwestię warstwy technicznej. Pod tym względem również jest lepiej niż sądziłem. Obawiałem się, że porzucenie autorskiej technologii na rzecz Unreal Engine 4 przełoży się na te same bolączki, które trapią Tekkena 7. Na szczęście gra wczytuje się dużo szybciej niż się spodziewałem. Graficznie już na tym etapie deklasuje Króla Żelaznej Pięści, aczkolwiek trudno mówić o wodotryskach. Poszarpane krawędzie i słabszej jakości tekstury dalej kują w oczy. Gra jest ładna, ale bez szału i widać szereg budżetowych rozwiązań.

Najważniejsze, że Soul Calibur VI ponownie rozpalił we mnie ogień, który towarzyszył ferworom walk toczonym w drugiej odsłonie cyklu. Znów poczułem ekscytację systemem walki i nie mogę się doczekać aż otrzymam pełną wersję, by siedzieć godzinami w treningu. Jestem spokojny o kierunek, w którym idą twórcy. Gorzej niż dwie poprzednie części na pewno nie będzie, więc siłą rzeczy szykuje się dla nas najlepszy przedstawiciel serii od kilkunastu ostatnich lat!

Tagi: Bandai Namco PlayStation 4 playtest soul calibur 6