SKLEP
1353V

H1Z1: Battle Royale na PS4 zapowiada się na wtopę

H1Z1: Battle Royale, choć było jedną z pierwszych gier tytułowego gatunku, które odniosły większy sukces, dopiero teraz zmierza na konsole. Miałem co do tej produkcji spore obawy – część się w zamkniętej becie potwierdziła, część okazała się zbędna.

Na pierwszy rzut oka H1Z1: Battle Royale nie różni się zbyt wieloma rzeczami od takiego Playerunknown’s Battlegrounds. Podobna oprawa graficzna sprawia, że mamy wrażenie patrzenia na dwa identyczne tytuły. Gdy jednak przyjrzymy się bliżej, okaże się, że różnica tkwi w szczegółach. Patrząc na poziom skomplikowania, H1Z1: Battle Royale to coś pomiędzy PUBG a Fortnite: Battle Royale. Bronie posiadają tutaj losowo dodawane rozszerzenia w postaci celowników (czego nie doświadczymy w Fortnite), ale strzela się za to bardziej arcade'owo niż w PUBG. Takich różnic w stosunku do innych tytułów jest więcej, ale wyraźnie widać, że gra stara się balansować pomiędzy tymi dwoma tytułami.

H1Z1: Battle Royale #1

Balans pomiędzy innymi grami widać również w przypadku mapy. Jej rozmiar nie robi wrażenia, a mimo to mamy możliwość korzystania z pojazdów. Nie uważam jednak, że wszelkie radiowozy, quady i terenówki powinny zniknąć. Zawsze dodają one kilka opcji taktycznych, pozwalając kryć się za nimi lub zwabiać wrogów zachęconych porzuconym pojazdem. Lokacje umieszczone na mapie z kolei mogłyby być bardziej skomplikowane. Co chwilę trafiałem na proste pomieszczenia z nudnym system korytarzy. Brak tu bardziej skomplikowanych miejsc, które stałyby się charakterystycznym punktem. No i chyba nie proszę o zbyt dużo, jeśli chciałbym, aby przez część budynków nie dało się przenikać.

W H1Z1: Battle Royale zaskoczyła mnie fizyka. Z jednej strony mamy tutaj prosty model strzelania, który nie sprawi problemu początkującym graczom, a z drugiej realistyczne zachowanie pojazdów. Oczywiście nie oznacza to, że nie mamy możliwości bezpiecznego spadania z wysokich klifów, jednak podczas jazdy czuć wagę pojazdu. Każdy z nich prowadzi się inaczej i fantastycznie zachowują się na zakrętach czy nierównościach. Jest to element wykonany tak dobrze, że aż dziwnie wygląda w porównaniu do oprawy graficznej, która… nie jest pierwszej świeżości.

H1Z1: Battle Royale #2

Gra jest po prostu brzydka. Chociaż nie, to za mało powiedziane. Jest paskudna. Wnętrza budynków wyglądają, jakby składały się z rozciągniętych tekstur, a zasięg widzenia nie należy do najwyższych. Z drugiej strony to jeszcze beta, a twórcy radzą sobie z utrzymaniem jako takiej płynności. Nie ma tutaj sytuacji ze spadkami klatek do mizernej jakości piętnastu na sekundę jak w przypadku Playerunknown’s Battlegrounds na Xboksie One, czego się bardzo obawiałem. Liczę na to, że w przypadku grafiki doczekamy się do premiery jakiegoś polepszenia, ponieważ widać, że autorzy potrafią – wszelkie wybuchy, płomienie i iskry wyglądają już bardzo w porządku. Cała reszta jest jednak tragiczna.

Jak wypada udźwiękowienie, tak ważny element w grach z gatunku battle royale? Podczas tych kilku godzin obcowania z tytułem moją uwagę zwróciło to, że w H1Z1: Battle Royale jest potwornie cicho. Z jednej strony to dobrze, bo łatwiej jest wsłuchać się w kroki zbliżającego się przeciwnika, a ryk silników słyszymy z daleka. Z drugiej strony sprawia to wrażenie pustki, przebywania w martwym świecie, któremu brakuje jakieś głębi. Znów, mam nadzieję, że twórcy wzbogacą oprawę dźwiękową, ponieważ czasem słychać, że potrafią. Dźwięk wydawany przez broń brzmi świetnie, a odgłos kurczenia się trującej chmury zmniejszającej obszar gry, powoduje, że autentycznie mamy ochotę od niej… bardzo szybko uciekać.

H1Z1: Battle Royale #3

Podczas zamkniętej bety miałem okazję rozegrać kilka meczów, kończąc w czołówce lub ginąc tuż po rozpoczęciu od strzału ze strzelby – standard gier battle royale. Nieprzewidywalność rozgrywki, mnóstwo opcji taktycznych i odczucia, które dostarcza tylko ten tryb zabawy, też się tu znalazły, jednak… nie dają aż takiej frajdy. Wszystko przez sporą liczbę niedoróbek. Dzisiejsze gry tego gatunku nie mogą już sobie pozwolić na takie błędy, ponieważ najwięksi łatają swoje produkcje w ekspresowym tempie i nikt nie będzie chciał grać w niedopracowany tytuł tak jak dawniej, gdy dało się to przełknąć dzięki świeżości płynącej z nowego gatunku.

Wielka szkoda, że aktualnie H1Z1: Battle Royale na konsolach nie będzie posiadało trybu Auto Royale polegającego na przetrwaniu w pojazdach. Z fizyką, której miałem teraz okazję doświadczyć, mam wrażenie, że jest to droga, jaką powinni obrać twórcy, i liczę, że takowa rozgrywka stanie się również dostępna na konsolach.

Oczywiście w tego typu grze nie mogło zabraknąć sklepu, na którym twórcy będą zarabiali pieniądze. Już teraz możemy przejrzeć przedmioty dostępne dla przyszłych graczy. Przebierać będzie można pomiędzy strojami starającymi się wpasowywać w klimat gry oraz takimi, których jedynym celem będzie rozbawienie nas.

H1Z1: Battle Royale #4

Przed twórcami H1Z1: Battle Royale jeszcze mnóstwo pracy. Grę można poprawić w wielu miejscach i nie spodziewałem się aż tak nierównego poziomu wykonania. Gdybym miał teraz zabawić się we wróżbitę i przewidzieć przyszłość, to nie mam dobrych wieści dla H1Z1. Bez wsparcia twórców gra zostanie zmiażdżona przez Fortnite, a jej gwoździem do trumny będzie ewentualna premiera pełnej wersji PUBG oraz premiera tejże gry na PlayStation 4.

Tagi: Daybreak Games H1Z1 H1Z1: Battle Royale playstation 4 playtest

Miesięcznik PSX Extreme