SKLEP
196V

Downward Spiral: Horus Station - czy da się opowiedzieć historię bez dialogów?

Kosmos od zawsze nas przeraża. Pustka i cisza, w której nikt nie usłyszy naszego krzyku, to temat niejednego horroru czy thrillera. Downward Spiral: Horus Station sięga po ten utarty schemat, ale tym razem da nam szansę przeżyć grozę kosmosu w wirtualnej rzeczywistości. Czy warto zainteresować się tym tytułem? Przekonajmy się!

Zostałem wrzucony do stacji Horus – bez żadnego wprowadzenia czy nawet kontekstu fabularnego. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to niecodzienne sterowanie. Z powodu awarii systemu grawitacji od początku zabawy znajdujemy się w stanie nieważkości. Przemieszczanie polega tutaj na chwytaniu się powierzchni i odbijaniu w wybranym kierunku. Na szczęście bardzo szybko znalazłem pistolet z linką, który ułatwił manewrowanie. Grawitacja, a raczej jej brak, została oddana w produkcji bardzo dobrze. Przemieszczanie stanowiło wyzwanie i trzeba było się do niego przyzwyczaić. Zupełnie jak w prawdziwym stanie nieważkości.

Downward Spiral: Horus Station #1

Z pewnością sporo radochy sprawiały też potyczki. Wrogowie broniący stacji i jej sekretów poruszali się w trudny do przewidzenia sposób. Ale, co ważniejsze, to na nasz ruch trzeba było zwracać większą uwagę. Uniki przy użyciu linki to rzecz, której warto się nauczyć, ale na szczęście jest to prosty manewr. Zresztą gra pozwala nam cały czas trzymać dwa narzędzia w dłoniach i jednym domyślnie jest linka.

Sama rozgrywka polega na eksploracji stacji i rozwiązywaniu prostych zagadek środowiskowych – znaleźć klucz, wsadzić ogniwa zasilające itp. Byłoby to pewnie nudne, ale dzięki nieważkości sprawia masę frajdy. Twórcy chwalą się, że ich gra opowiada historię bez użycia głosów bohaterów, dzienników czy innych audiologów. Ten zabieg im się udał, bo klimat placówki wypada niesamowicie. Jest ciężki i przytłaczający, a porozrzucane tu i ówdzie ciała mieszkańców stacji mówią nam wystarczająco wiele. Co ciekawe dla osób nielubiących walki, a wciąż chcących poczuć klimat gry, przygotowano specjalny tryb eksploratora, który usuwa z gry przeciwników. Atrakcyjna opcja dla graczy lubiących myśleć, a nie strzelać.

Downward Spiral: Horus Station #2

Problemem jednak są liczne błędy i glitche, które bardzo wkurzały przy zabawie. Sam pomysł na grę jest dobry, ale wykonanie odgrywa równie wielką rolę w odbiorze. Niestety, ubogie opcje nie pozwoliły w żaden sposób dostosować tytułu do swoich potrzeb. Nie można póki co nawet ściszyć audio. Ale dobrze, zostawmy opcje za sobą, skupmy się na technicznych potknięciach. Główny problem, jaki zauważyłem, to zwalnianie produkcji w momencie otwierania drzwi. Boli fakt, że w czasie animacji otwarcia nie można się poruszyć, bo od razu dostajemy pokaz slajdów.

Warto też wspomnieć, że gra tworzona jest także z myślą o wirtualnej rzeczywistości. Jej potencjał w tym trybie zabawy jest ogromny. Stan nieważkości, potrzeba obrotów o 180 stopni i tym podobne aż krzyczą – VR! Dodatkowo historia opowiadana w niestandardowy pod względem narracji sposób sprzyja grze w goglach. Nie musimy zwracać uwagi na drobne szczegóły, a w zamian możemy skupić się na chłonięciu klimatu i walce o przetrwanie.

Downward Spiral: Horus Station #3

W Downward Spiral: Horus Station grało mi się przyjemnie. Błędy gra nadrabia klimatem, ciężkim i aż ociekającym grozą. Gdyby wyposażyć się jeszcze w gogle VR, byłoby jeszcze lepiej. Póki co mamy do czynienia z klimatycznym thrillerem, który ma szansę być czymś więcej. Jeśli do premiery dopracowany zostanie silnik gry, to mamy szansę na nieoczekiwany hit. W innym wypadku dostaniemy kolejnego średniaka na VR, który nie zrobi technologii dobrej opinii.

Tagi: Downward Spiral: Horus Station playtest publicystyka

Miesięcznik PSX Extreme