791V

„… a zakończenie gry można obejrzeć na YouTube’ie” - Felieton

Recenzja Śródziemia: Cienia Wojny wywołała niepotrzebną burzę. Wasz zakłamany, potajemnie kochający lootboksy i mikrotransakcje redaktor musi coś wyjaśnić.

Ja chyba sobie żartuję. Najpierw piszę felieton, jakie te lootboksy i mikrotransakcje są złe, a potem przyznaję wysoką ocenę grze, która z nich korzysta – i jeszcze polecam obejrzenie zakończenia na YouTube’ie! Tyle złych słów, a przecież w treści recenzji napisałem dokładnie, jak widzę wszystkie te wady. Nie zamierzam karać świetnej gry za to, że wydawca ma niezdrowe zapędy – bo wydaje mi się, że deweloper zrobił, co mógł, by wyrzucić obowiązkowe mikrotransakcje poza właściwą rozgrywkę.

Gwoli przypomnienia - Śródziemie: Cienia Wojny to długa kampania dla jednego gracza z nieobowiązkową rywalizacją z innymi osobami przez Sieć, gdzie atakujemy ich forty. Na przestrzeni całej gry, aż do części „endgame’owej”, nie ma jednak powodu, by korzystać z mikrotransakcji, chyba że chcecie czasowo zwiększyć przyrost zdobywanego doświadczenia. Nie wydając ani złotówki, nawet przez moment nie czułem, że powinienem otworzyć skrzynkę z losowymi przedmiotami dla postaci czy losowymi orkami-kapitanami do mojej armii. Wszystko jest dobrze wyważone.

Kiedy dochodzimy do momentu „grinduj albo płać”? Dopiero po przejściu gry. Wtedy czekają nas obrony fortec przez przesadnie liczne armie wroga. Wszystko po to, by obejrzeć dodatkowe zakończenie, które świetnie uzupełnia całą historię. Czy wcześniej zakończenia nie dostajemy? Dostajemy, tyle że jakby niepełne, urwane. Jak pisałem w recenzji o tej całej kontrowersyjnej końcówce z obroną fortów:

I gdyby nie było tej nagrody – okej, ciekawa atrakcja endgame’owa, jakoś wybaczyłbym długi grind (alternatywą są mikropłatności). Tutaj jednak przesadzili i ogromna szkoda, że większość graczy obejrzy sobie to zakończenie na YouTube’ie, zamiast niepotrzebnie się męczyć.

Powtarzam – nie podoba mi się to rozwiązanie, ale jeśli muszą być te mikrotransakcje (a muszą, bo to Warner), to wolę, by ułatwiały zobaczenie dodatkowego filmiku, niż żeby wycinały mi grywalną zawartość produkcji. Fabuła jest oczywiście istotna, ale z dwojga złego – uważam, że to łatwiej przeżyć.

Tak, nie możemy przyzwalać na rozwój bezsensownych mikropłatności i skrzynek, dlatego piszę jak jest – nie są one potrzebne i nie polecam z nich korzystać. Nie chciałem jednak niepotrzebnie karać gry i dewelopera za coś, co prawdopodobnie zostało studiu narzucone z góry. Nowe Śródziemie jest świetne i nie chciałbym, by ludzie zniechęcili się kontrowersjami z tymi lootboksami, kiedy w rzeczywistości niemal nie pływają na zabawę. Mam też w pamięci wywiad z Bobem Robertsem ze studia Monolith, który wyjątkowo posmutniał, próbując tłumaczyć, że mikrotransakcje nie wpłyną na rozgrywkę. Widząc to, łatwo uwierzyć, że wydawca postawił rozkaz, a deweloper zrobił wszystko, by mikropłatności były jak najmniej inwazyjne:

Tutejsze lootboksy nie mają wiele wspólnego z hazardem, nie są niezbędne do zabawy (wręcz nie ma po co ich używać przed zakończeniem gry) i stanąłem w obronie twórców, nie wydawcy. Jeśli po przeczytaniu recenzji ktoś odczuł, że przyzwalam na takie zachowanie, to prostuję – nie przyzwalam. Po prostu nie uważam, że wystawianie na pokaz niskiej oceny cokolwiek zmieni, a tak dobrej grze przyda się w całym tym hejcie wysoka ocena – bo moim zdaniem (a pamiętajmy, że recenzja to przede wszystkim zdanie jej autora) na taką zasługuje. Cytując siebie raz jeszcze:

Nie ma co krzywdzić dewelopera, skupiając się na chciwości wydawcy. Śródziemie: Cień Wojny tytułu Game of the Year nie dostanie, bo za dużo kontrowersji wywołały te nieszczęsne mikrotransakcje, ale to zdecydowanie jedna z najmocniejszych produkcji tego roku.

Tak jak pisałem w recenzji, zaliczenie całego tego grindu mam w planach, lecz teraz nie było na to czasu, szczególnie że kopię recenzencką otrzymaliśmy dopiero w dzień premiery. Chcę dostarczyć własne wrażenia i czas, w którym rzeczywiście można to przejść. Bo to ważny temat. Oczywiście, że chciałbym sam poznać to zakończenie, a nie na YouTube'ie. I nie zachęcam do "przechodzenia" gier na cudzych filmikach. Podałem tylko opcję, jak można przejść tę narzuconą przez wydawcę barierę.

Tagi: felieton lootbox lootboxy mikrotransakcje monolith recenzja Śródziemie: Cień Wojny Warner Bros.