Mateusz Greloch Mateusz Greloch 17.08.2014
Felieton: Ból tyłka o Rise of the Tomb Raider i „czasową ekskluzywność”
1316V

Felieton: Ból tyłka o Rise of the Tomb Raider i „czasową ekskluzywność”

Zdecydowanie najwięcej dyskusji w minionym tygodniu wywołała domniemana ekskluzywność Rise of the Tomb Raider (PS4), które Microsoft reklamował jako „Only on Xbox One”. Jak się okazało parę dni później, ta ekskluzywność wcale nie jest taka ekskluzywna jak nam wmawiano, a dotyczy jedynie czasowej wyłączności. Niemniej smród po takiej akcji ogarnął nie tylko Microsoft, ale również i Crystal Dynamics, które zostało oskarżone o chciwość i szemrane interesy z właścicielem marki Xbox. Ja się pytam – po co te kłótnie?

Nie mam tutaj na myśli bólu w zadniej części ciała posiadaczy PlayStation, którzy myśleli,  że w Rise of the Tomb Raider (PS4) nie zagrają, ani nawet tych, którzy wrzucali jak jeden mąż Crystal Dynamics, że ci polecieli na kasę i za odpowiednio duży worek pieniędzy sprzedali markę temu, kto zapłacił więcej. Na szczęście każdy kto używa mózgu do czegoś więcej niż oddychania dobrze wiedział, że taka całkowita ekskluzywność spowodowałaby więcej złego niż dobrego i o ile w przypadku marek, które od zawsze kojarzyły się z daną konsolą i są niejako „flagowcami” danej platformy, tak tutaj ekskluzywność nie miała żadnego sensu dla żadnej ze stron.

Fakty: 

  • Tomb Raider od zawsze był kojarzony z konsolami PlayStation. Wszystkie ważne części tej serii pojawiały się na PS.
  • PS4 sprzedaje się dwa razy [a według niektórych danych nawet trzy] lepiej od Xboxa One.
  • Crystal Dynamics narzekało na słabą sprzedaż remake’u Tomb Raider na PC, PS3, PS4, x360, Xbox One – teraz, gdyby wydali kontynuację na tylko jedną z nich – logicznie na to patrząc, wcale nie sprzedaliby więcej.
  • Microsoft chce wydać z Crystal Dynamics Tomb Raidera wyłącznie na swoich konsolach odcinając Crystal Dynamics od prawie 4/6 potencjalnych nabywców, łącznie z PC.
  • Uncharted na jedną platformę jest w stanie nawiązać walkę w kwestii sprzedanych kopii z ostatnim Tomb Raiderem wychodzącym na pięć platform.
  • Jeśli Microsoft chciał w ten sposób zrobić konkurencję grze Naughty Dog, to zrobił to sypiąc kasą, a nie próbując stworzyć własną markę, pozostawiając na lodzie każdego, kto kupując poprzednią odsłonę przyczynił się do rozreklamowania i zaufania na nowo Crystal Dynamics. 

To zaufanie mogło teraz zostać utracone, ale jak wiemy, okazało się, że posiadacze innych platform również zasmakują w grze. Myślicie, że Crystal Dynamics mogło na tym zarobić? Respawn Entertainment przejechało się na umowie o wyłączność z Microsoftem, a potem samo przyznało, że woleliby wydać Titanfalla również na konsolach Sony, bo tych sprzedaje się po prostu więcej. O ile MS nie sypnął naprawdę grubą kasą Crystal Dynamics, to ta druga a więc również Square-Enix, nie zarobiliby za dużo na takim kontrakcie, a w rezultacie mało kto mógłby mówić o zarobku lub chociażby zwróceniu kosztów [produkcji dla Square-Enix, podpisania umowy dla Microsoftu]. Załóżmy, że posiadacze PS4 kupowaliby Xboxa One by zagrać w Tomb Raidera – ile konsol byłoby wstanie zejść z półek sklepowych dla tylko i wyłącznie tego jednego tytułu? Gdyby liczba otarła się o 500 tysięcy, nadal byłoby to mało dla Square-Enix, które paromilionową sprzedaż poprzedniego Tomb Raidera nazwało „niezadowalającą”. Gdzie tu logika? Gdzie tu zysk?

Może i tytuły ekskluzywne sprzedają konsole, ale gracze długo pamiętają „wujowe” zagrywki, stąd taka niechęć do Xboxa One zaraz po premierze, gdzie niedoinformowani ludzie nadal myśleli, że nie można grać na używkach i bez dostępu do internetu. Popełniono parę znaczących gaf, jak chociażby wypowiedź dla tych, którzy z dostępem do Internetu mają problem, gdzie zalecono wtedy trzymać się poprzedniej generacji. Gafy te zraziły do Microsoftu i Xboxa One wielu potencjalnych nabywców, a wyniki sprzedaży jasno pokazują, że amerykańska konsola przegrywa z PlayStation 4 również w USA, co w poprzedniej generacji było nie do pomyślenia. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy, czyli zaczynamy rozmowy o tym całym shitstormie, który rozpętał się w komentarzach u nas na portalu oraz w przeróżnych zakątkach sieci. Zacytuję znajomego, który sprawnie ujął w czym problem i wyraził zdziwienie, jak wielu zaślepionych fanów danej konsoli ma klapki na oczach i nie zamierza przyjąć do świadomości faktu, że takie zagrywki są mimo wszystko potrzebne i wywołują słuszne dyskusje:

Adrian Ćwikliński:

MS i Sony to konkurencja i to tyczy również nas -  graczy. Mogę koło siebie postawić konsole np. Sony i Nintendo bo to zupełnie inaczej stargetowane marki, gdzieś tu nawet leży 3DS... Natomiast MS i Sony ? Jak mamy się skupić na byciu graczami przy takich zagrywkach i takim charakterze ludzi ? Jak MS udawał, że wykupili Tomb Raidera na wyłączność to niektórzy fanboye się prawie posikali z pychy i poczucia triumfu (to nie jest to co powinno nas spajać ? "Oni nie zagrają bo nie dostaną"?). Już nie mówię o tym, że gdyby Sony nie miało takiego agresywnego konkurenta jak MS to nie robili by nic i pokazują to za każdym razem gdy poczują się zbyt pewnie na rynku. Walczą korporacje i walczą ludzie stojący za tymi korporacjami. Nie jestem za tym, ale ludzie wojują i wiem dlaczego.

Prawdą jest przede wszystkim fragment o tym, że gdyby nie konkurencja ze strony Microsoftu, to Sony mogłoby rozwijać swoje usługi i sprzęt w znacznie innym kierunku, który nie zawsze byłby dobry dla graczy. To właśnie dzięki rywalizacji, Sony przejrzało na oczy w kwestii grania online, cyfrowej dystrybucji i wagi tytułów ekskluzywnych, które przyciągają do konsoli niezdecydowanych na platformę graczy. Również wiara w nowe, małe studia i wspieranie ich technologiami lub chociażby radami przełożyło się na powstanie takich gier jak LittleBigPlanet™ (PS3) czy Podróż (PS3), które dla wielu graczy są na tyle nietuzinkowymi tytułami, że mogłyby nie pojawić się nawet na komputerach osobistych, gdzie gracze preferują inne gatunki gier. W moim odczuciu nie jest ważne kto posiada jaki sprzęt pod telewizorem lub czy gra na kanapie czy taborecie – najważniejsze są gry i pasja, która płynie od graczy, co zauważyłem na wczorajszym zlocie czytelników PS Site, który postaram się opisać na swoim blogu już wkrótce. A do tego czasu radzę, by z większą ostudą podchodzić do nowinek o ekskluzywności gier Microsoftu, które masowo wychodzą na PC lub po pewnym czasie podzielą los Tomb Raidera lub Mass Effecta i również pojawią się na sprzętach sygnowanych marką PlayStation.

Tytuły ekskluzywne są ważne, ale wszystkie obozy powinny pamiętać o tym, by takie gry były rzeczywiście unikalne dla danej platformy, a nie kupowane od wydawców, by ciągnąć sprzedaż na zbudowanej od wielu lat również za sprawą konkurencji marce.

Tagi: exclusive felieton PlayStation 4 rise of the tomb raider tomb raider xbox one