Piotr Rozbicki Piotr Rozbicki 26.04.2018
Filmy Marvela od najgorszego do najlepszego
13499V

Filmy Marvela od najgorszego do najlepszego

9. Iron Man 3 (2013)

Patrząc na film Shane Blacka całościowo, trzeba przyznać, że to typowy, "przeciętny" Marvel. Jeden twist fabularny zaserwowany nam przez scenarzystów i reżysera w tym filmie, sprawia jednak, że "Iron Man 3" jest jedną z najbardziej zaskakujących opowieści w MCU. To takie zaskoczenie, po którym siedzisz w fotelu i śmiejesz się do rozpuku, a jednocześnie zdajesz sobie sprawę, że twórcy genialnie zagrali nam na nosie i wykorzystali przywiązanie do komiksowych konwencji. Jednocześnie ten twist sprawia, że opinie co do trzeciego Iron Mana są skrajnie podzielone. Jedni go uwielbiają za tę jedną scenę, zaś inni wręcz nienawidzą. Ja się zaliczam do tej pierwszej grupy, choć uczciwie - nie byłbym w stanie ze względu na całokształt umieścić tego filmu wyżej w rankingu.

8. Ant-Man (2015)

Dwie sceny spinające klamrą cały film, w których rewelacyjny Michael Pena opisuje drogę pewnej przekazywanej z ust do ust informacji, to świetny scenariuszowy i montażowy żart. Nie mają większego znaczenia w kontekście przygód tytułowego Ant-Mana (zresztą równie świetnego Paula Rudda), ale dowodzą, że w "typowym" filmie MCU też jest miejsce na wyobraźnię oraz zabawę formą. Te sceny to zapewne ślad pozostawiony przez reżysera Edgara Wrighta, który w trakcie prac nad filmem opuścił plan i został zastąpiony innym. Są swoistym smaczkiem, który wzbogaca i tak bardzo dobry superbohaterski obraz. Pełen humoru, pomysłowo zrealizowanej, efektownej akcji (scena z zabawkową Ciuchcią jest tego najlepszym przykładem) oraz dobrze dobranej obsady. "Ant-Man" daje życie pozornie drugoplanowemu superbohaterowi i tylko zupełnie bezpłciowy czarny charakter kładzie się cieniem na całym filmie.

7. Strażnicy Galaktyki (2014)

Jak ze średnio popularnej komiksowej zgrai zrobić najpopularniejszych kosmicznych awanturników na srebrnym ekranie? Marvel wie jak, czego przykładem byli właśnie "Strażnicy Galaktyki". Niezwykle dobrze zrealizowane kino przywołujące ducha nowej przygody i ponownie przykuwające uwagę widzów do kosmiczno-awanturniczych filmów jeszcze za nim na ekranach pojawiły się "Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy". Pod względem realizacji, "Strażnicy Galaktyki" robią wszystko jak należy, przyprawiając to sosem lekkiego humoru sytuacyjnego, świetnej obsady oraz genialnie wręcz dobranej muzyki z lat 80. Jasne, to nie kandydat na Oscara, ale co z tego - przygody Star-Lorda i ekipy ogląda się na jednym - przerywanym salwami śmiechu - wdechu.

6. Czarna Pantera (2018)

"Czarna Pantera" zbudowana na barkach 17 poprzednich filmów Marvela mogła równie dobrze stać się zwiastunem ciągle wiszącego nad MCU przesytu. Tymczasem ponownie twórcom zatrudnianym przez producentów udaje się pchnąć superbohaterów obrazkowych opowieści jeszcze dalej. Tym razem to duża zasługa młodego, niezwykle obiecującego reżysera Ryana Cooglera, który już w "Creed: Narodziny legendy" udowodnił, że potrafi na barkach pewnej konwencji zbudować coś nowego. Dlatego z jednej strony przygody króla Wakandy częstują nas typową komiksową wymianą sierpowych, wzbogaconą do tego nie wywołującymi już poruszenia efektami CGI, z drugiej nadpisuje nad tym społeczno-kulturowy kontekst oraz doskonałą dwójkę postaci - graną z prawdziwą gracją przez Chadwicka Bosemana Czarną Panterę oraz jego przeciwnika z krwi i kości oraz wiarygodnymi motywami, czyli Killmongera w wykonaniu Michaela B. Jordana. To - plus fakt, że to już osiemnasty film z w ramach uniwersum - sprawia, że "Czarna Pantera" zasługuje na duże uznanie.

5. Thor: Ragnarok (2017)

Ten film był pozornie na przegranej pozycji. Bóg piorunów, postać zresztą nawet i w komiksach (pomimo miejsca w pierwszym składzie Avengers) niezbyt interesująca, w filmowym uniwersum Marvela nie zaskarbił sobie zbyt wielu fanów. Przynajmniej nie tyle co Kapitan Ameryka i Iron Man. Ale Marvelowi znów sie udało! Tym razem z pomocą przyszła sprawdzona już w "Strażnikach Galaktyki" konwencja retro. Lata 80. wręcz wylewają się z ekranu i głośników, ale - na szczęście - są tylko tłem świetnie nakręconego filmu, w którym reżyser wreszcie zdejmuje z bohaterów pokroju Thora czy Lokiego pseudo-szekspirowskie brzemię zbudowane w komiksach a utrwalone w dwóch poprzednich filmach. Taika Waititi tę przyciężką powagę zderza z rzeczami przyziemnymi, co owocuje wybuchami śmiechu na sali kinowej. Przy tym nie brakuje w "Ragnaroku" doskonałych dialogów, świetnej gry intertekstualnej z widzem oraz kilku naprawdę fajnie nakręconych scen walki, jak choćby spotkanie Thora z Hulkiem. Poza tym - koniec końców - reżyser i aktorzy czynią swoich pozornie płaskich bohaterów naprawdę... uroczymi i ciekawymi.

4. Iron Man (2008)

Można powiedzieć, że to film, od którego wszystko się zaczęło i który po prostu przygotował swym sukcesem grunt pod całe marvelowskie uniwersum. Dziś oglądany, pierwszy "Iron Man" wydaje się dość zwyczajny, można wręcz powiedzieć - klasyczny. Ale właśnie w tej klasyczności jest jego siła. Origin story Iron Mana elegancko wpisane w kontekst współczesnego świata i jego problemów jest zrealizowany i odegrany z bezbłędną konsekwencją oraz klarownym przesłaniem. Przede wszystkim jednak nie byłoby Iron Mana bez Roberta Downeya Juniora. To niesamowite, ale już pierwsza scena z tym aktorem w "Iron Manie" upewnia widza w przekonaniu, że to Tony Stark, na jakiego zawsze czekaliśmy. Co tu dużo mówić - film Jona Favreau to już legenda.

3. Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz (2014)

Przez wielu uważany za najlepszy film w dorobku MCU, "Zimowy Żołnierz" faktycznie niesie ze sobą coś więcej niż tylko rozpierduchę. Po raz kolejny sprawdza się zasada, że dobre filmy o superbohaterach to takie, które przepuszcza się przez filtr różnorakich filmowych konwencji. Tym razem padło na film szpiegowski i bracia Russo pokazali, jak wykorzystać to w sposób niemal perfekcyjny. Niemal, bo koniec końców "Zimowy Żołnierz "i tak kończy się rozpierduchą CGI. Ale droga prowadząca do finału jest sensownym i trzymającym w napięciu akcyjniakiem, wzbogaconym do tego naprawdę przekonującymi, pełnymi kinetycznej energii i montażowej wprawy scenami akcji. To zresztą wizytówka reżyserskiego duetu, dzięki której ich filmy ogląda się ze ściśniętym gardłem. Tak, "Zimowy Żołnierz" trzyma za gardło lepiej niż zdecydowana większość marvelowskich dzieł.

2. Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów (2016)

Żeby docenić kunszt "Wojny Bohaterów", należy spojrzeć na nią w szerszym kontekście. Po pierwsze, sięgając po konkurencyjnego "Batmana v Supermana". Tam gdzie DC naraziło się na śmieszność, nie umiejąc w sensowny sposób przedstawić motywów prowadzących do konfrontacji superbohaterów, tam w "Wojnie Bohaterów" motywy wybrzmiewają jasno i czytelnie. Po drugie, trzeba też spojrzeć na kontekst całego MCU - budowanych latami postaci, których różnice charakterów oraz napędzających ich do działania bodźców wybuchają w filmie braci Russo z ogromną siłą. Twórcom udaje się to przedstawić jednak w taki sposób, by zrozumiał to zarówno widz nieobeznany z MCU, jak i siedzący w nim po uszy. Reszta to już spektakl fenomenalnie wyreżyserowanych scen akcji, rozsądnych dawek typowego dla MCU humoru, oka puszczanego do fanów oraz aktorskich "momentów". "Wojna Bohaterów" ma w tym wszystkim pesymistyczny wydźwięk, który docenią szczególnie Ci, którzy z Tonym Starkiem, Stevem Rogersem i innymi są już od lat - że nic nie trwa wiecznie, szczególnie to, co budowane jest na światłych ideałach. Do tego należy dodać fakt, że w filmie występuje jeden z najciekawszych czarnych charakterów, bo jest po prostu.... zwyczajnym człowiekiem. To wszystko sprawia, że "Wojna Bohaterów to jeden z najlepszych filmów w całym dorobku MCU.

1. Avengers (2012)

Jeśli pierwszy "Iron Man" był zwiastunem rodzącego się, filmowego uniwersum, to "Avengers" Jossa Whedona był jego ugruntowaniem. To właśnie ten film wprowadził Mścicieli do absolutnie pierwszej ligi popularności, co jest ironią losu, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w komiksach Marvela od lat na pierwszym planie był Spider-Man i X-Meni. "Avengers" przetarło ścieżkę dla późniejszych filmów MCU, jeśli chodzi o "wrzucanie" największych bohaterów do jednego filmu. To ich relacje, a nie bombastyczne sceny walki, są solą tego filmu. To iskrzące na ekranie różnice charakteru nadają ton opowieści i wprowadzają narracyjną dynamikę. Reszta, jak to mówią, jest już historią, czyli Loki znów przyciągający swoją osobowością do ekranu, sprawne budowanie szerszego kontekstu dla całego uniwersum oraz efektowne batalie ozdobione kultowym już, jednym długim ujęciem eksponującym wszystkich członków superbohaterskiego teamu. Tak się tworzy właśnie klasyki kina rozrywkowego!

 

Tagi: avengers: infinity war Marvel Cinematic Universe marvel comics

Przejdź do strony