Igor Chrzanowski Igor Chrzanowski 28.01.2018
10 zapomnianych serii, które zasługują na powrót!
1776V

10 zapomnianych serii, które zasługują na powrót!

Tak jak w każdej branży rozrywkowej, tak i w świecie gier wideo mamy do czynienia z seriami, które w pewnych chwilach zyskują szczyty swojej popularności, by następnie z bliżej nieokreślonych przyczyn, bądź po prostu pecha, zostać odrzuconymi na bok. Dziś przyjrzymy się 10 wybranych seriom, na których powrót czekamy najbardziej!

Przez ostatnie 25 lat w świecie gier wideo przewinęło się mnóstwo wspaniałych marek, które zyskały specjalne miejsca w naszych sercach, choć dziś możemy je odnaleźć już jedynie tylko tam, gdyż ich producenci o nich zapomnieli.

Poniższe zestawienie celowo jest pozbawione hierarchizacji, albowiem każda ze wspomnianych serii zasługuje równie mocno na to, aby powrócić do czytników naszych konsol i na dyski pecetów. Kolejność jest zatem czysto przypadkowa.

Spyro the Dragon

W czasach pierwszego PlayStation, kiedy to konsole sprzedawały nie takie gry jak Uncharted, a Crash i Spyro, to właśnie ten duet wiódł prym w sercach wielu graczy. Mały fioletowy smoczek hasał sobie po otwartych poziomach niczym Mario na N64, zbierał diamenciki i walczył z całkiem groźnymi skurczybykami. Pierwsze trzy części stworzone przez Insomniac pozamiatały i do dziś są wprost fantastyczne. Kolejne kilka odsłon z ery PS2 oraz spin-offy na GBA były również przyzwoite.

Aż pewnego dnia seria doczekała się restartu w postaci specjalnej trylogii gier akcji typu slasher/brawler. Od skakania po platformach przeszliśmy do scen rodem z God of War. Brawo Activision! Następnie Spyro został bohaterem promującym nowo powstający cykl Skylanders, który wprowadził modę na interaktywne zabawki – co jest dobre, bo dzięki nim mamy Amiibo. Niestety to zabiło Spyro na amen. Miejmy nadzieję, że Sony poczyniło w tym przypadku ruch podobny do tego z Crashem i w 2018/19 otrzymamy Spyro Trilogy!

Prince of Persia

Książę Persji zadebiutował istne dekady temu, a przez te wszystkie lata ewoluował w naprawdę ciekawym kierunku. Ostatnie odsłony serii jakie pamiętamy najbardziej to te, które zapoczątkowały piaskową sagę na PS2, Xbox oraz GameCube. Choć wiadomo, było ich znacznie więcej na przestrzeni lat. Piaski Czasu, Dusza Wojownika oraz Dwa Trony sprawiły, że o tytułowym Księciu Persji zrobiło się niesamowicie głośno. Świetne przejście od nieco baśniowej pierwszej części sagi, przez bardzo mroczne Warrior Within, aż do mieszanej opowieści o podwójnym wcieleniu bohatera.

To dzięki unikalnemu klimatowi, rewelacyjnej ścieżce dźwiękowej, dobremu systemowi walki i przede wszystkim fantastycznej zabawie ze wspinaczką i zagadkami środowiskowymi, do dziś pragniemy powrotu do tamtych świetnych czasów. Późniejszy powrót do pierwotnego klimatu serii spotkał się z mieszanym, choć generalnie dobrym odbiorem, zaś kiepski zapychacz w postaci Zapomnianych Piasków, upewnił Ubisoft w przekonaniu, że Asasyni są ważniejsi od Księcia. A szkoda! Oby planowany powrót naprawdę miał miejsce.

Road Rash

Zaskoczeni? Chyba trochę tak. Przypomnijmy sobie zatem jedną z najlepszych, o ile nie najlepszą, serię wyścigów traktującą o motocyklistach. Cykl, który przez ponad dekadę prowadziło Electronic Arts można śmiało uznać za wyjątkowy i godzien powrotu w dzisiejszych czasach. Długie trasy, unikalny klimat Stanów Zjednoczonych Ameryki i naparzanie się z innymi miłośnikami jednośladów sprawiało za czasów Genesisa i PSX'a mnóstwo frajdy.

Sam rewelacyjnie wspominam Road Rash: Jailbreak, przy którym z kumplami spędziłem zdecydowanie więcej czasu, niż powinienem. Ale nie żałuję z tego ani jednej sekundy. Jaka inna gra pozwalała na to, aby z kumplem łańcuchami lać innych zawodników na trasie, czy też bawić się w pogoń biednego policjanta za bandą uzbrojonych w pałki, paralizatory, kije, łomy i inne bajery motocyklowych zbirów? Swego czasu Criterion chciało zacząć pracować nad restartem cyklu, lecz EA ich wtedy skutecznie zabiło. Dosłownie za kilka dni, minie aż 18 lat od premiery ostatniej odsłony cyklu...

Suikoden

Pamiętacie czasy, kiedy Konami było kojarzone z produkcjami najwyższej klasy? Dziś aż ciężko uwierzyć w to, że znienawidzona korporacja potrafiła kiedyś tworzyć tak niesamowite perełki. A seria Suikoden – zwłaszcza jej dwie pierwsze odsłony, można za takowe cudeńka uznać.

Cykl ten oparty jest na bazie chińskiej powieści Shui Hu Zhuan, co po japońsku zapisuje się i odczytuje jako właśnie Suikoden. Producenci z Konami zapewnili kilka rewelacyjnych opowieści, które przeplatają fantastykę z bardzo poważnymi i poruszającymi motywami politycznymi, z korupcją, władzą, kłamstwami, oszukiwaniem i problemami życia w takim świecie.

Serii Suikoden towarzyszyła bardzo ciekawa, długa rozgrywka, fantastyczna muzyka, której wielu fanów słucha do dziś, a także imponująca liczba aż 108 grywalnych postaci! Motyw ten wywodzi się z pochodzącej z Shui Hu Zhuan idei „108 Stars of Destiny”. Dziś zapewne Konami nie powróci w żaden sensowny sposób do tego cyklu, ani nawet gatunku... więc możemy sobie nadal tylko pomarzyć.

Syphon Filter

Gabriel Logan, agent do zadań specjalnych melduje się na wezwanie, by skopać parę tyłków. Niesamowite jest to, że tak dobra seria wyszła spod rąk tych samych ludzi (no, mniej więcej), którzy parę lat wcześniej dali nam potworka w postaci Bubsy 3D. Ekskluzywny do dziś cykl szpiegowskich opowieści dawał w czasach pierwszego PlayStation swoim graczom niespotykaną wcześniej możliwość zabawy w agenta specjalnego.

Wiadomo, że na ekranach kin rządził James Bond, lecz na ekranach telewizorów z podpiętymi szarakami, niepodzielnym królem był Logan, a towarzyszyła mu jego urocza przyjaciółka Lian Xing. Każda kolejna odsłona przynosiła coś nowego bądź ciekawego. Po zakończeniu podbojów PSX'a, agenci odnaleźli swój nowy dom na PSP, gdzie ich przygody radziły sobie nieco lepiej niż wersje wydawane na PS2. Niestety odpowiedzialne za cykl Bend Studio pracuje obecnie na Days Gone, więc przez następne kilka lat, wciąż nie będziemy mogli wcielić się w Logana. A warto przypomnieć, że w tym roku minie od ostatniej takiej okazji aż 11 lat.

Vigilante 8

Jeśli w czasach PSX'a interesowaliście się samochodowymi grami akcji pokroju Twisted Metal, zapewne graliście także w obie części Vigilante 8. W tej świetnej serii, którą oczywiście pogrzebało Activision, mieliśmy okazję wcielić się w bój pomiędzy łowcami głów, policjantami, oprychami, a nawet nieco szalonymi bohaterami, którzy za sterami swoich pojazdów walczyli na śmierć i życie.

W tle przygrywała nam fantastyczna muzyka disco, a pomysłowość autorów pod kątem plansz oraz pojazdów, potrafiła wtedy mocno zaskoczyć. Kto by bowiem pomyślał o tym, aby na zimowej planszy oddać skok niczym Małysz z wielkiej krokwi, by zdobyć ulepszenie, albo by zaliczyć dobry slalom po power upy z naprawą. No i ta wielgachna kosmo-mrówa... Kto grał w 2nd Offense, ten wie o czym piszę. Klimat, zabawa i muzyka w tej serii były tak dobre, że odpalałem czasem konsolę tylko po to, aby wejść w zakładkę z muzyką i posłuchać sobie Boogie Fever i innych świetnych nut.

Ciekawostka: W 2008 roku Activision wyrzygało z siebie remake pierwszej części pod nazwą Vigilante 8 Arcade. Gra była ekskluzywna dla Xbox 360 i wydana jedynie cyfrowo. Domyślacie się zapewne, jaką „wielką” musiała mieć sprzedaż.

Jak & Daxter

Naughty Dog lubi tworzyć dzieła, które zyskują status kultowych. Po zakończeniu prac nad Crash Bandicoot 3: Warped, Sony zgłosiło się do Psiaków z małą prośbą. Jaką? Mistrzowie gatunku mieli stworzyć przygodową grę platformową z otwartym światem, bez ekranów ładowania. Na przełomie tysiącleci taki pomysł wydawał się być absurdalnie niemożliwy do wykonania.

Jednakże wiadomo, że jak Naughty Dog się za coś zabiera, wtedy niemożliwe nie istnieje. Nie dość, że Psiaki udowodniły, że tak się da, to jeszcze stworzyli dzieło tak dobre, zróżnicowane i klimatyczne, że do dziś pod pewnymi względami nie ma sobie równych. Późniejszy boom na Ratcheta sprawił zaś, że ND poszło w nowym kierunku i mimo tego, że nie potrafili wtedy stworzyć tak fajnego strzelania jak Insomniac, nadrobili to post-apokaliptycznym klimatem Jak II i Jak 3.

Następne produkcje z serii nie były już tak znane, lecz spin-off z Daxterem na PSP jest całkiem udanym tytułem. Naugty Dog próbowało samemu stworzyć Jak 4, lecz uznali, że lepiej nie robić nic na siłę, bo nie poczuli znów tematu tak jakby chcieli, więc zabrali się za The Last of Us.

TimeSplitters

Pamiętacie może Golden Eye od Rare? Jeśli tak, zapewne dobrze kojarzycie dzieło, które stworzyli byli pracownicy studia, a które nazwano TimeSplitters. Co łączy te dwie produkcje? Styl rozgrywki – a konkretniej rzecz ujmując, to jak ujęto w nich mechanikę strzelania. Trylogia dotycząca podróżników w czasie garściami czerpała z rozwiązań mechanicznych znanych ze „Złotego Oka”, a przy tym stanowiła świetną opowieść dla miłośników tego tematu.

Odpowiedzialna za cykl ekipa Free Radical Design stworzyła trzy fantastyczne gry, które niestety zapewne nie doczekają się godnej kontynuacji przez najbliższe lata. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze prawa do marki ma Electronic Arts, po drugie FRD przemieniło się w Crytek UK i zostało zamknięte po Crysis 2 i 3. W międzyczasie pojawiały się liczne próby wskrzeszenia serii, lecz niestety bez powodzenia, zaś planowane TS 4 zostało anulowane.

Burnout

Tej legendy chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jedna z najlepszych wyścigowych serii wszech czasów, która w szczycie swojej kariery zbierała „dychę” za „dychą”, dziś jest obiektem nostalgicznych wspomnień i tęsknoty za kunsztem mistrzów z Criterion Games.

To były piękne czasy. Wsiadaliśmy za kółko w pięknym, sportowym bądź nieco cięższym wozie i pędziliśmy na złamanie karku, by zdobyć pierwsze miejsce w wyścigu, a gdzieś po drodze zobaczyć szalenie satysfakcjonujące ujęcie slow-motion z napisem Takedown! Najwięksi wyjadacze bili rekordy za rekordami, a liczby pokiereszowanych maszyn spokojnie można było liczyć w milionach.

Criterion dało nam dzieła jedyne w swoim rodzaju, których sukcesu oraz jakości nie jest w stanie doścignąć obecnie nikt. Swego czasu próbę stworzenia swojego klona podjęła seria Ridge Racer, lecz skończyło się do dla niej katastrofą i śmiercią marki. Dziś mamy spore szanse na to, aby zobaczyć remaster Burnout Paradise. Czyżby jednak EA w końcu się nad nami zlitowało i zechciało wypuścić jedną ze swoich ofiar?

Onimusha

Capcom ma w swoim portfolio wiele rewelacyjnych serii, którymi manewruje na lewo i prawo, choć zapomniało przy tym, że ma kilku starych herosów, którzy zasługują na powrót. Obok Dante i Joe (Viewtiful Joe) na swój powrót czeka jeszcze grupka samurajów walczących z demonami o swój piękny Kraj Kwitnącej Wiśni.

Za czasów swojej świetności Onimusha była jedną z 7 najlepiej zarabiających marek Capcomu, która to do dziś sprzedała się w nakładzie około 8 milionów egzemplarzy. Jak na 4 główne odsłony, wynik oszałamiający nie jest, choć sam cykl, już tak. Deweloperzy odpowiedzialni za przygody Samanosuke i reszty wojowników z Onimushy odwalili kawał dobrej roboty łącząc przyjemny system walki z rozwojem postaci za zbierane dusze oraz interesującymi zagadkami logicznymi.

Przygoda pełną gębą! W trzeciej odsłonie cyklu zagrał nawet sam Jean Reno, a sama gra posiada najbardziej kozackie intro wszech czasów! Musicie to po prostu zobaczyć.