SKLEP
Jędrzej Dudkiewicz Jędrzej Dudkiewicz 12.01.2018
Gniew – recenzja filmu
1092V

Gniew – recenzja filmu

Są filmy, które oglądam dla rozrywki. Są takie, które zmuszają mnie do przemyśleń. Są oczywiście takie, które zapewniają jedno i drugie. Nic mnie jednak tak nie irytuje, jak produkcje dotyczące ważnych, kontrowersyjnych tematów, które wykonane są w taki sposób, że w zasadzie jedyne, co można zrobić, to wzruszyć ramionami. Tak właśnie jest w przypadku brytyjskiego Gniewu w reżyserii Ludwiga i Paula Shammasiana.

Malky jest zwyczajnym robotnikiem, który większość swoich dni spędza w pracy (polegającej zwykle na burzeniu budynków), z przyjaciółmi w pubie, gdzie pracuje jego dziewczyna, Emma, a także podczas odwiedzin u matki. Wyraźnie widać, że w mężczyźnie buzują emocje, głównie tytułowy gniew, a gdy do miasteczka po wielu latach wraca pewien ksiądz, szybko okazuje się, co jest tego powodem.

O co chodzi, w jaki sposób Malky został skrzywdzony, wiadomo bardzo szybko, nie jest to zresztą tajemnica filmu, nie o tym on traktuje. Twórcy zastanawiają się raczej, jak poradzić sobie z traumą, która wpływa na wszystkie relacje w życiu, a także, czy przebaczenie w takiej sytuacji jest możliwe i czy ofiara w ogóle ma szansę na normalne życie. Na papierze wygląda to całkiem interesująco, dałoby się te przemyślenia zamienić w poruszający dramat psychologiczny. Problem jednak w tym, że bracia Shammasian i scenarzysta Geoff Thompson zupełnie nie mają pomysłu, jak to zrobić. Malky nie ma w sobie nic intrygującego, nic, co kazałoby widzowi za nim iść, współodczuwać jego wściekłość. Sprawia to, że Gniew jest filmem przez większość czasu zdecydowanie nudnym. To w sumie spora sztuka, by coś tak dramatycznego przedstawić w tak bezpłciowy sposób.

Na dodatek twórcy nie mogą się powstrzymać i wrzucają do swojej produkcji tyle symboliki i metafor, że od pewnego momentu zaczyna być to irytujące. Niemal co druga scena i co drugi dialog ma tu – w założeniu – mieć głębsze znaczenie. Idealnym przykładem tego niech będzie to, że Malky pracuje przy rozbiórce starego kościoła. W pewnym momencie ściąga krzyż, niosąc go na ramieniu, a inna postać mówi do niego: pozwól, że pomogę ci nieść ten ciężar. Koszmar po prostu. Jest tu też sporo niewiarygodnych rozwiązań scenariuszowych, na czele z przemianą głównego bohatera i zakończeniem, które w zasadzie nie wiadomo, z czego wynika. W żaden sposób nie jest to zbudowane, przez co wydaje się, że twórcy uznali, iż tak ma się historia skończyć, ale nie pomyśleli, jak w sensowny sposób do tego rozwiązania doprowadzić.

Gniew broni się zatem wyłącznie aktorsko. Orlando Bloom ma tu w końcu pole do popisu i portretowanie ciągle zezłoszczonego, ale starającego się to w sobie tłumić człowieka wychodzi mu całkiem nieźle. Solidny występ daje też Janet Montgomery jako Emma, zwłaszcza, że nie bardzo wiadomo, co dziewczyna widzi w Malkym i czemu ciągle do niego wraca, mimo że ten bez przerwy ją rani. Przyzwoity jest też Alex Ferns jako najlepszy przyjaciel Malky’ego, Jo: ma on jedną całkiem emocjonalną scenę, która paradoksalnie działa lepiej niż cały film.

Co z tego jednak, skoro o Gniewie zapomni się niemal natychmiast po wyjściu z sali kinowej. Jeśli jako drugą zaletę filmu można określić to, że jest krótki i przez to raczej mało męczący, to cóż, wiadomo, że nie ma się do czynienia z dziełem wartym uwagi. Zdecydowanie lepiej jeszcze raz obejrzeć oscarowy Spotlight.

Tagi: film gniew recenzja

Werdykt
  • + Niezły Orlando Bloom;
  • + Krótki;
  • + Interesujący temat…
  • - …ale nieciekawie pokazany;
  • - Nuda;
  • - Zdecydowanie za dużo symboliki i metafor;
  • - Niewiarygodne rozwiązania scenariuszowe;
  • - Film pozostawia obojętnym
4.0
Jędrzej Dudkiewicz
Jędrzej Dudkiewicz Jeśli chcecie obejrzeć ciekawy, wciągający film związany z pedofilią w kościele, to obejrzyjcie jeszcze raz Spotlight.

Miesięcznik PSX Extreme