SKLEP
Piotr Rozbicki Piotr Rozbicki 16.11.2017
10 najfajniejszych bohaterów Gwiezdnych wojen
1889V

10 najfajniejszych bohaterów Gwiezdnych wojen

Star War: Battlefront II jest istnym fan-service’em wielbicieli Gwiezdnych wojen, z całym asortymentem najbardziej kultowych postaci uniwersum. Od wkurzających, pikających i plumkających robocików, poprzez futrzastych sympatyków warczenia, po arcyłotrów z mieczami świetlnymi. Z tej okazji przygotowaliśmy dla Was naszą listę ulubionych postaci świata SW.

Cokolwiek by nie sądzić o Star Wars: Battlefront II, nie można grze odmówić tego, ze traktuje te postaci z należytym szacunkiem. Gdy wpadają na pole bitwy, nie tylko wyróżniają się charakterystycznym uzbrojeniem, ale i sposobem gry. Nie bez powodu zresztą te postaci są w multiplayerze tak ważne.

Czy moc jest obecna w Star Wars: Battlefront II? Sprawdźcie naszą recenzję!

Dla mnie osobiście Gwiezdne wojny właśnie oparte są na tych barwnych indywiduach, a nie na gwiezdnych niszczycielach czy kosmicznej rozróbie. Poniżej znajdziecie 10 najciekawszych postaci z uniwersum stworzonego przez George’a Lucasa. Pamiętajcie, to autorska lista. Całkowicie subiektywna i prawie na pewno nie powinno tam być (tu wstaw bohatera), a powinien być właśnie (tu też go wstaw). Każdy ma swoją własną listę w głowie, więc zachęcam Was do komentowania i wybierania swoich gwiezdnowojennych bohaterów. Nie hejtujcie więc proszę…. a zresztą, hejtujcie do woli!  Acha, i uwaga na spoilery!

10. Boba Fett

Kto nie lubi łowców nagród, no kto? A jeśli jeszcze do tego łowca nagród jest małomównym kozakiem w mandaloriańskiej zbroi, potrafi latać przy pomocy jetpacka, a do tego sam Vader korzysta z jego usług, to czego tu nie lubić? Enigmatyczny Boba Fett nie bez powodu od dekad jest ulubieńcem fanów. Choć w oryginalnej trylogii miał dość mało czasu ekranowego, to jeszcze przed „wycięciem” przez Disney’a Rozszerzonego Uniwersum zajmował w nim istotne miejsce. Dlaczego więc ląduje na samym dole rankingu? Cóż, gość dość głupio dał się połknąć przez Sarlacka na początku „Powrotu Jedi”. Wprawdzie wyszedł – jak się okazało – później z jego paszczy, ale wiecie jak to jest – pierwsze wrażenie zawsze najważniejsze…

9. K-2SO

OK, wiadomo, że nie może być Gwiezdnych wojen bez C3PO oraz R2D2. To postaci absolutnie kultowe, nie ma co do tego wątpliwości. Ale mnie osobiście zawsze irytowały, tymczasem sarkastyczny K-2SO ze spin-offu „Łotr-1”, to robot z charakterkiem. Oryginalnie droid Imperium, został przeprogramowany i wcielony w szeregi Rebeliantów. Choć trzyma z tymi „dobrymi facetami”, nie można mu odmówić dystansu do wszystkiego wokół oraz ciętych, trafnych żartów, które rozluźniają skutecznie atmosferę. Głębi K-2SO dodaje jeszcze świetny głos aktora Alana Tudyka. Jak dla mnie – droid numer 1!

8. Wielki moff Tarkin

Tarkina trzeba poważać. Za to, że jest złem innym, niż ględzący o ciemnej stronie mocy Palpatine. Że jest swoistym „urzędnikiem zła” – gościem zdolnym wydać rozkaz zniszczenia całej planety bez mrugnięcia okiem, a jednocześnie posiadającym aparycję wysuszonego lekarza sadysty rodem z obozów koncentracyjnych. Tarkin to zło bardziej ludzkie, dlatego jednocześnie bardziej przerażające. Dla mnie – bardziej przekonujące. Aktor Peter Cushing stworzył doskonale subtelną kreację w „Nowej nadziei”. Jego cyfrowy powrót w „Łotrze jeden” być może jest kontrowersyjny, ale dla mnie nadał postaci jeszcze większej głębi, podkreślając tylko jego wagę w uniwersum SW.

7. Luke Skywalker

Można Luke’a lubić lub nie, ale ja cenię tę postać za to, jak ewoluowała na przestrzeni filmów. Od naiwnego, wiejskiego łebka, poprzez krnąbrnego, acz zdolnego ucznia, poprzez Jedi-madafakę, kończąc na najbardziej poszukiwanym człowieku w galaktyce. Mnie szczególnie spodobał się jego występ w… „Przebudzeniu Mocy”. Tak, dobrze czytacie. Zbudowanie całego filmu na poszukiwaniach Skywalkera i oczekiwanie na jego pojawienie się tylko potęguje znaczenie ostatniej sceny, w której widzimy starego, przeoranego życiem Luke’a – gościa który zniszczył Gwiazdę Śmierci, stawił czoła Imperatorowi i zachwiał potęgą całego reżimu – i czekamy aż wreszcie coś powie. Tymczasem patrzy tylko tym swoim wymownym spojrzeniem. Wynagradza ono nam wszystkich tych Jar-Jar Binksów i wszystkie Ewoki Gwiezdnych wojen. Tak właśnie powinien wyglądać powrót każdej kultowej postaci!

6. Darth Maul

Czasem mniej znaczy więcej. Tajemniczy Sith z czerwoną, złowieszczą twarzą nie mówi w „Mrocznym Widmie” dużo. Po prostu się pojawia. A gdy reżyser każe mu się już pojawić na ekranie dłużej, to zamiast gadania - walczy. Wyciąga ten swój niesamowity, podwójny miecz świetlny i podejmuje się cyrkowej wymiany ciosów nie z jednym, ale z dwoma Jedi. Po prostu kozak! Wypada docenić to, że Darth Maul był jedną z nielicznych postaci, której George Lucas nie spieprzył w Epizodzie I. Może dlatego właśnie, że nie musiał mówić. I po prostu przerażał…

5. Księżniczka Leia

Nie oszukujmy się – wszyscy kochamy księżniczkę Leię Organę. Za jej niewyparzoną buźkę, za odwagę, za charakterystyczną fryzurę i za występ w „Powrocie Jedi” u stóp Jabby (jakich stóp?!)… To życiowa rola ś.p. Carrie Fisher i zarazem jej największa zmora, zaś dla mnie osobiście to najważniejsza księżniczka galaktyki, która zamiast pedicure woli postrzelać z blastera, a zamiast chadzać na randki z wypachnionymi hrabiami, buja się po galaktyce z bezczelnym przemytnikiem, dwumetrowym małpiszonem i swoim bratem-wieśniakiem-zbawcą kosmosu. To po prostu „nasza” księżniczka Leia.  

4. Han Solo

A właśnie, wspominałem o bezczelnym przemytniku. Jego też znacie bardzo dobrze. Han Solo to klasyka gatunku – awanturnik, cwaniak i gbur, a jednocześnie chłop o gołębim sercu (ale i tak strzelił pierwszy w kantynie!) oraz niesamowitym talencie do przyciągania kłopotów… i wychodzenia z nich bez szwanku. Hana Solo chciałby mieć u boku każdy domorosły poszukiwacz przygód, o ile go tylko stać na jego usługi. Poza tym jest jeszcze jeden ważny argument za tym, żeby postawić Hala na czwartym miejscu tego zestawienia – jest właścicielem Sokoła Millenium, czyli najbardziej szpanerskiego statku komicznego w historii popkultury! How cool is that?!

3. Yoda

Gdyby występ Yody, jednego z najstarszych i najznamienitszych Jedi, ograniczył się tylko do „Imperium Kontratakuje”, bez problemu znalazłby się w tym rankingu na pierwszym miejscu. Ten mały, zielony, śmiesznie mówiący karzełek to symbol jednego z najważniejszych przesłań Gwiezdnych wojen – tego, że wielka siła kryje się w każdym, trzeba tylko w nią wierzyć i właściwie wykorzystać. Jego pojawienie się w Epizodzie V oraz szkolenie Luke’a były jednymi z najbardziej pamiętnych scen w historii całej serii filmowej SW. Niestety, potem przyszły epizody I-III i zrobiły z niego naiwniaka, który koncertowo wykonał cały, podstępny plan Palpatine’a. Poza tym jego cyrkowe sztuczki z tamtych filmów kompletnie zepsuły jego mentorskie emploi. No ale wciąż, mimo wszystko, to jedna z najfajniejszych postaci w uniwersum.

2. Kylo Ren

Dobra, dam Wam chwilę na ochłonięcie. Potem możecie rzucić we mnie kilkoma pomidorami. A na koniec rzucić kilka siarczystych przekleństw. Ale zdania nie zmienię. Zdaję sobie sprawę, że to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w „Przebudzeniu mocy”. Jedni kompletnie go nie trawią, inni uwielbiają. Ja należę do tej drugiej grupy i to na tyle, że postanowiłem zamieścić go na drugim miejscu tej listy. Dlaczego? Powodów jest wiele, a jednym z najważniejszych jest ten, że Kylo Ren zdaje się być jedną z najbardziej skomplikowanych i niejednoznacznych postaci w historii Gwiezdnych wojen. Syn Hana Solo i wnuk samego Vadera, który bardzo chce być mistrzem ciemnej strony Mocy i tak bardzo chce podążać drogą Anakina, a jednak wciąż widać w nim resztki dobra walczące o jego duszę. Jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach (nie, nie w wielkim nosie aktora Adama Drivera), o których można by pisać długo. Kylo Ren jest po prostu postacią tragiczną w klasycznym tego słowa znaczeniu (kimś, kim miał być Anakin Skywalker w Epizodach II-III, ale mu ździebko nie wyszło) i nie mogę się doczekać tego, by zobaczyć, jak ewoluuje w kolejnych filmach.

1. Darth Vader

Bez zaskoczenia, prawda? Ikona popkultury, bożyszcze tłumów, kochający mąż i ojciec swoich jedi-dzieciaków… och, wait! W zasadzie pierwsze pojawienie się na ekranie przyodzianego w czarną zbroję i czarną pelerynę Vadera zapoczątkowało nową erę s-f w kinie. To postać tak kultowa jak sama marka Gwiezdnych wojen. Nawet jeśli nie trawicie uniwersum i wolicie „Listy do M” od kosmicznych awanturników, to i tak jest niemal stuprocentowe prawdopodobieństwo, że kojarzycie tego groźnego, ciężko dychającego gościa, który wzbudza powszechny strach, dusi na odległość i nie znosi sprzeciwu nikogo. Przy okazji jest drugą tak bardzo tragiczną postacią w historii SW, więc nawet jeśli jest głównym antagonistą w Epizodach IV-VI, to nie sposób nie wzruszyć się jego ostatecznym nawróceniem oraz pojednaniem z synem, Luke’iem. No i kultowy, mroczny głos Jamesa Earla Jonesa już na zawsze pozostanie w mojej głowie. Darth Vader to jest gość!

Honorable Mentions

Powyższa lista oczywiście nie wyczerpuje asortymentu ciekawych postaci. Do pierwszej dziesiątki nie załapał się Qui-Gon Jinn w wykonaniu jak zwykle badassowego Liama Neesona, bo cholernik musiał wymyślić te nieszczęsne midichloriany... Zabrakło też ślepego mnicha Chirruta Imwe, bo choć barwną postacią jest, to byli przed nim ciekawsi. Złowieszczy, wieloręki Generał Grevious też się nie załapał, podobnie jak Rey, która wydaje się obiecującą postacią, ale wciąż czekam na jej „grand performance” w nadchodzących filmach. Tyle ode mnie! Niech moc będzie z Wami i waszymi własnymi listami!

 

Tagi: gwiezdne wojny star wars: battlefront ii

Miesięcznik PSX Extreme