SKLEP
Paweł Perez Myśliwiec Paweł Perez Myśliwiec 16.09.2017
Hyde Park: Indyki - grasz czy nie?
528V

Hyde Park: Indyki - grasz czy nie?

Gry indie zadomowiły się na dobre w naszej branży. Nowych produkcji przybywa, jedne wypadają lepiej, inne gorzej. Podobnie jest z oceną samego zjawiska - jedni gracze z dystansem podchodzą do popularnych "indyków", inni z radością przekopują się przez kolejne pozycje, licząc na prawdziwą perełkę. A jak jest z Wami? Gracie? Nie gracie? A jeśli gracie, to czy możecie polecić jakiegoś pewniaka? Tradycyjnie dziękujemy za komentarze i życzymy udanego weekendu!

Rozbo: Jaram się Destiny 2. Tak już mam. Niestety chłopaki z redakcji nie podzielają mojego entuzjazmu. Perez jest Januszem gejmingu i strzelał co najwyżej nawozem do kukurydzy w Farming Simulatorze. Roger nie umi w strzelanki, bo gałki mu się mylą. Romek może i by zagrał, ale on gra solo, bo 5 lat temu zgubił słuchawki i nie może znaleźć. Wojtek gra nogami, bo w tym czasie rękami pisze newsy na PPE. O reszcie redakcji nawet nie wspomnę. Na szczęście wśród moich znajomych na PSN-ie gra niemal każdy, a co chwila mam pytania od nowych amatorów strzelania do kosmitów, którzy chcą wejść w ten świat. Gra Bungie cholernie uzależnia i wbrew krążącym po internecie opiniom nie posiada ani inwazyjnych mikropłatności, ani biednej zawartości. To naprawdę przemyślany i doskonale zrealizowany produkt, który przy okazji może się pochwalić jednym z najlepszych art. designów w grach AAA. Gra wygląda przepięknie, zaś widoki na planetach potrafią onieśmielać. To, co zrobili twórcy z grą świateł oraz efektami cząsteczkowymi zasługuje chyba na jakąś osobną kategorię nagrody. Gram od premiery niemal non stop i ani przez chwilę nie odczułem ani nudy ani przesytu. Poza tym Destiny 2 daje naprawdę poczucie przynależności do pewnej wyjątkowej społeczności. I kumpelstwa, jeśli można w ogóle o tym mówić w kontekście gości, z którymi gra się na odległość. Nie każdy to rozumie, ale też mam wrażenie, że nie każdy do końca chce dać szansę Destiny. Ja dałem trzy lata temu i nie żałuję.

Pytanie tygodnia: W indyki gram niezmiernie rzadko, ze względu na brak czasu. Kiedy jednak je ruszam, to wsiąkam na dobre. Dla mnie ideałami gier tego typu były jeszcze gry z poprzedniej generacji, które przecierały szlaki w tej kategorii – Castle Crashers, Shadow Complex, Super Meat Boy. Kwintesencja grywalności i czystego miodu.


Perez: Przeklinam seriale! Poprzednio wspominałem, że wieczory zagarnął „Narcos”, tak ten mijający tydzień to „Sposób na morderstwo”. Ot, kumpel dał znać, że warto, to pomyślałem, że sprawdzę z jeden odcinek. No i z jednego zrobiło już 25 (pierwszy sezon 15 i mam już 10 drugiego). Bardzo lubię takie seriale/filmy, gdzie pojawiają się retrospekcje, gdzie w którymś momencie wyjaśniane są pewne zdarzenia, a tego w „Sposobie...” jest mnóstwo. Znana pani prawnik, będąca jednocześnie wykładowcą, piątka studentów, których wybiera ze swojej grupy, i całe mnóstwo przeróżnych spraw.

Poza tym praca, dzieci, praca, dzieci... Miniony weekend to wstęp do jesiennych porządków. Nie znoszę mieć wokół siebie zbyt wielu zbędnych przedmiotów (w odróżnieniu od żony, która nie chce nic wyrzucać „bo się przyda” :)), więc jak jest okazja, to jest „czyszczenie magazynów”. Kilka gratów na śmietnik, kilka do teściów, kilka do oddania. A w międzyczasie zabawa z dzieciakami – naprawdę, z każdym tygodniem mam coraz większy podziw dla osób wychowujących dzieci. Czasami aż by się chciało wrócić po pracy, walnąć na kanapie, odpalić tv i uruchomić tryb nic-nie-robienia, no ale szanse na to nikłe. Ale też nie że się żalę, bo dzieciaki to też masa radości :). 

Numer się domyka, będzie 108 stron, będzie trochę wspominek z okazji 20-lecia magazynu, ale w nieco innej formie, niż znane niektórym historie o zjeżdżaniu na krzesłach. Przy okazji informacja dla zainteresowanych – imprezę z okazji 20-lecia mamy w planach, ale na pewno nie jesienią. Wstępnie celujemy w wiosnę 2018 (może przełom lutego/marca, kwestia dogrania kilku terminów). Więcej szczegółów z końcem roku. A na PPE ostro ciśniemy z forum. Mam nadzieję, że z początkiem października będziemy mogli oddać Wam do dyspozycji nową sekcję, która pozwoli rozwinąć wiele tematów growych, ale – może nawet w głównej mierze – okołogrowych (będzie gdzie pogadać o muzyce, sporcie, filmach). 

Pytanie tygodnia: Czasami ciężko mi się zebrać do pogrania w tytuły AAA, stąd z indykami to mam bardzo pod górę, ale to kwestia jedynie czasu, bo zasadniczo nie mam nic do takiego rodzaju gier – ot, ktoś ma pomysł, umiejętności, niech próbuje. Chociaż też nie ukrywam, że grywalność grywalnością, ale odpalanie 8- czy 16-bitowych produkcji to już jakoś nie dla mnie. 


Alexy78: Mój synek poszedł do szkoły. Nie przypuszczałbym, że to aż takie przeżycie dla rodzica. Pojawiły się zadania domowe, oceny za zachowanie, a w najbliższym tygodniu pierwsza wywiadówka – muszę się na niej pokazać, bo wiem, że za gadanie już raz syn został w ławce rozdzielony z kolegą. Z jednej strony śmiesznie, a z drugiej aż się dziwię, jak bardzo mi zależy, by chłopak sobie poradził i do szkoły się nie zniechęcił. Teraz widzę, jak wiele od rodziców się wymaga, by systematycznie były zadania zrobione, by niczego dziecko do szkoły nie zapomniało, by ze szkoły go ktoś odebrał itp. Lekcje czytania stały się standardem, podobnie jak obowiązkowe wcześniejsze wysyłanie pociechy spać. Brzmi prosto, ale wcale takie to nie jest. Życzę jednak każdemu – bo sumarycznie z niczym innym takich doświadczeń bym nie zamienił. Miło dałem się zaskoczyć szkołą i obecnymi standardami. Ławki i krzesła z regulowaną wysokością, sale informatyczne, świetlice wyposażone w różne atrakcje, jak np. stół do „piłkarzyków”, ale i inne. Rewelacyjny jest dziennik, który przez aplikację w telefonie informuje na bieżąco o wydarzeniach w szkole, ocenach, zmianach planu zajęć itp. Jest postęp olbrzymi od czasów, kiedy sam do szkoły poszedłem - choć u mnie, to już prehistoria, którą jednak bardzo dobrze wspominam. Oby synek także po latach mógł powiedzieć to samo.

Pytanie tygodnia: Gry Indie/niezależne są ciekawym tworem, który powstał w wyniku dużego postępu technologicznego oraz mocno rozbudowanych gier AAA. Budżety tych produkcji są astronomiczne, podobnie jak ryzyko ich wydania. Mniejsze firmy zwyczajnie na takie pozycje nie stać, a że często mają dobre pomysły – wdrażają je w formie gier indie. I tu jest klucz dla tych pozycji – pomysł. Od tego momentu sprawa robi się łatwa – jeśli pomysł przy względnie prostej realizacji jest dobry, to indyka można uznać za udany. Czasem jednak niestety idea twórców nie jest tak błyskotliwa, a gra kończy marnie na rynku. Co by jednak nie mówić, to konsekwencje są zdecydowanie mniejsze, niż gdyby gra za 50+ milionów dolarów skończyła podobnie. Siłą produkcji niezależnych jest to, że kiedy osiągną sukces – to zyski są nieporównywalnie większe niż wkład finansowy i ludzki, jaki został w te produkcje włożony. Przykładów można by mnożyć – od Abzu przez Niddhogg po Inside czy Journey, jak i wiele innych. Sama idea takich gier znajduje u mnie niemały sens i pochwalam ich powstawanie – problem pojawia się jedynie, jeśli gry te są wykorzystywane marketingowo np. przez producentów konsol. Ponieważ tych produkcji jest wiele, to nie ma problemu, by np. Sony czy MS stwierdził, że w roku 2018 wyda ponad 100 gier na swoją konsolę... a przecież nie dla takich pozycji się sprzęt kupuje. To jednak odrębny temat.

Chciałbym wyróżnić 2 pozycje, przy których świetnie spędziłem czas. Obie błyskotliwe i obie wykonane w uproszczony graficznie sposób. Zabawa jednak nie jest prosta, za to tym bardziej satysfakcjonująca. Koniecznie polecam tytuł Papers, please – świetnie oddający realia przejścia granicznego „schorowanego” państwa. Rewelacyjne niemalże 10 godzin wiele razy mnie rozbawiło, ale i dało do myślenia, a pewna powtarzalność czynności również pozytywnie wpływa na oddanie klimatu celnika podejmującego decyzje o przepuszczeniu bądź nie petentów przez granicę. Gra posiada pewną fabułę i wiele zakończeń i nic nie stoi na przeszkodzie, by gracz dał się skorumpować… aczkolwiek uważać musi, bo jego praca jest codziennie oceniana przez nadzór „jedynie słusznej władzy” w państwie. Drugą świetną pozycją, którą mogę polecić, jest Faster than Light (FTL) – gra, która w losowo generowanej galaktyce wymusza na graczu zarządzanie statkiem, od skali mikro dot. np. przydziału mocy na poszczególne systemy, po dobór personelu i przydzielaniu mu obowiązków. Gra polega na kolejnych próbach najpierw przetrwania, potem wraz ze wzrostem umiejętności gracza – na przygotowaniu statku to finalnej walki z naprawdę mocnym oponentem. Gracz musi stawić czoła pożarom na pokładzie (po co gasić, jak można otworzyć śluzy i wyssać powietrze z kabin), intruzami czy mgławicami elektromagnetycznymi wyłączającymi poszczególne systemy. Czasem niezbędne jest podjęcie odpowiedniej decyzji względem napotkanych obcych. Przy uproszczonej grafice wszystko jest przejrzyste, a samo doprowadzenie statku do finalnej konfrontacji daje już dużo satysfakcji.

Krótko podsumowując – warto grami niezależnymi nie gardzić i czasem spojrzeć na jedną czy drugą pozycję przychylnie – nierzadko radość z grania okazuje się na tym samym poziomie, co uruchomienie topowej produkcji prowadzącej w listach sprzedaży.


Rayos: Nintendo Direct może nie zmiótł mnie z powierzchni ziemi, ale po obejrzeniu jestem zadowolony. DOOM przenośnie? Poproszę, bardzo chętnie, nawet pomimo tego, że mam 1000 GS na X1 i planuje kupić na PS4, by wbić platynę. Skyrim nareszcie z datą premiery (nie bijcie ale… nigdy nie grałem. A przynajmniej nie grałem na tyle długo, by móc powiedzieć, że grałem), dwa dni po moich urodzinach, więc wiem już co wysępić od drugiej połówki. Zjem własną czapkę, jak Mario Odyssey nie będzie miał średniej powyżej 95 na MC. Xenoblade wygląda zacne, 3DS jeszcze dzielni się trzyma. Zresztą, na samego Switcha do końca roku naliczyłem jeszcze 8 gier do kupna… A mówię tylko o pudełkach. Tragedia, a malkontenci i tak będą mówić, że Switch nie ma gier. 

Tak przy okazji, ostatnio sprzedałem ostatnią swoją konsolę, jaką miałem na sprzedaż i poczułem ogromne ukłucie żalu. Mój kochany klasyczny limitowany 3DS wydany na 25-lecie serii The Legend of Zelda. Towarzyszył mi od swojej premiery, kiedy to dostałem go na święta Bożego Narodzenia wiele lat temu, gdy zagrywałem się w Zeldę OoT po wieczorze wigilijnym na strychu, gdzie mnie wysłali. W kurzu, z surowym kontaktem w ścianie, na starym tapczanie. Smarkałem, kichałem, bo alergia i astma, ale grałem. Ze słuchawkami na uszach, z ładowarką podpiętą do iskrzącego gniazdka i włączonym trybem 3D wchłaniałem trójwymiarowy świat Hyrule. Kiedy widziałem, jak dzielne Pikminy przenosiły dane z 3DS-a na zakupionego kilka dni wcześniej New 3DS-a, serce mi pękało. Kiedy pakowałem 3DS-a do pudełka, razem z resztą akcesoriów z myślą o tym, że jutro go już mieć nie będę – łezka wzruszenia ściekła powoli po policzku. Żeby choć trochę sobie polepszyć humor, założyłem na N3DS-a faceplate z motywami z Zeldy, żeby choć trochę mi przypominał mojego wcześniejszego towarzysza. 3DS-ie – gdziekolwiek teraz jesteś – mam nadzieję, że Ci jest dobrze!
 
I tak, wiem – jestem nienormalny. I CO Z TEGO?!

Direct to nie była jedyna ważna konferencja tego tygodnia, Apple wyskoczył w końcu z nowymi modelami swojego ukochanego iPhone’a i po konferencji jestem pewien, że najwyższa pora zmienić mój stary telefon na… iPhone 7. X to jakiś nieśmieszny żart warty kupę kasy, 8 nie ma aż tylu sensownych zmian, żeby inwestować dodatkową kasę, więc siódemka po obniżonych cenach będzie najlepszym wyborem. Wkroczę tym samym na dość dziewicze tereny, bo całe smartfonowe życie, z małym, kilkumiesięcznym romansem z iPhone 3G, spędziłem na Androidzie. Kiedy dokonam zakupu, nie wiem, ale pewnie niedługo. Mam nadzieję, że zakupu żałować nie będę.

Nie wiem jak Was, ale straszliwie mnie irytuje pogoda w tym miesiącu. Takiego miszmaszu to już dawno nie widziałem. Jednego dnia potrafi być 25+ stopni, a drugiego oberwanie chmury i wiatr zrywający głowę z karku. Albo przez cały dzień może być śliczna pogoda, by wieczorem lunął taki deszcz, że można pójść popływać w pobliskim parku. Niech do jasnej cholery matka natura się zdecyduje: albo piękna polska jesień, albo upierdliwe lato. Nie cierpię takiej pogodowej karuzeli. Chcę normalną, szaro-burą jesień! 

Pytanie tygodnia: Czy gram w indyki? No ba! Indyki są świetną odskocznią od poważnych gier AAA. Indie często łamią schematy, podchodzą do tematu w inny sposób albo zapewniają po prostu rozrywkę, jakiej duże tytuły nie są w stanie zaoferować. Wszelkiego typu rogue-like jak ukochany przeze mnie Binding of Isaac Rebirth (vanilla też, dodatki do rebirth również), Rogue Legacy czy Crypt of the NecroDancer łączący grę rytmiczną z rogue. Wymagające platformery w stylu Super Meat Boya, nowszy Slime-San, The End is Nigh. Żadna gra AAA nie pozwoli nam się wcielić w wesołego węża i zbierać tony przedmiotów, tak jak w Snake Pass. Mógłbym tak wymieniać, ale chodzi generalnie o to, że indyki bardzo lubię. Zwłaszcza platformery, rouge-like, zręcznościowe.


A co tam u czytelników?

person: Wydarzenia minowego tygodnia opisze wspak, a czemuż by nie :). Czwartek można określić jako pechowy dzień, ponieważ pracę, którą pisałem od tygodnia, szlag najjaśniejszy trafił. Przez ostatnie dni siedziałem na swoim laptopie, lecz koleżanka z referatu poszła na zwolnienie, dzięki czemu jeden z komputerów był wolny, oczywiście zamierzałem z tego skorzystać, bo jakby nie było na dużym monitorze lepiej się pracuję. Tyle, że po podpięciu gwizdka do komputera z bliżej nieokreślonego powodu system podczas naprawy nośnika usunął dwa pliki, a były one dla mnie bardzo ważne. Uczucie, jakie towarzyszyło mi, gdy spostrzegłem stratę, było bezcenne i lepiej abym dokładnie go nie opisywał. W środę pojechałem na przegląd srebrną strzałą tzn. Lanosem aka złomkiem aka wołem roboczym. Podczas badania pan, który je przeprowadzał, był bardzo zamyślony. Po krótkiej wymianie zdań okazało się, że pracował w dawnym zakładzie Tarczyn (zamkniętym, jedynie znak towarowy istnieje). Okazało się, że zna mojego tatę. Pracowali w tym samym okresie. Powiedziawszy szczerze, nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Całe szczęście dostałem upragnioną pieczątkę do dowodu rejestracyjnego, lecz trochę się stresowałem. To było pierwsze badanie techniczne na którym byłem. 

W ciągu tego tygodnia najlepszym dniem była niedziela. Razem z REAListą postanowiliśmy wybrać się do Escape Roomu. Poszliśmy w siedmioosobowej grupie. W ekipie był REALista, Daaku, VeraLynn oraz znajomi Reala. Pokój wybrał Daaku, miał on tajemniczą nazwę: "Pegazus". Scenariusz wyglądał następująco: pewnego dnia konsola leżąca na strychu zaczęła wydawać z siebie dziwne dźwięki, po podłączeniu jej, zostajemy wciągnięci do świata gry. Po wejściu do pokoju przywitał nas świat pewnego słynnego hydraulika, a co było dalej, tego nie zdradzę, żeby nie spoilerować. To, co mogę powiedzieć, to że zdecydowanie było warto. Miałem niewyobrażalnie dużo radości podczas rozwiązywania zagadek, do tego współpraca z resztą zespołu układała się znakomicie. Udało nam się uciec przed upływem 60 min. Zdecydowanie polecę tę zabawę. Miejsce, w którym byliśmy, nazywa się "Dom Zagadek". Dostaliśmy kupon zniżkowy i w kolejną niedzielę też się tam wybieramy, tym razem do tak zwanego "Pokoju Zagadka". Mam nadzieję, że dostarczy nam kawał zabawy i radości.

Pytane tygodnia: Gry niezależne jak na ten moment nie znalazły specjalnie miejsca na mojej liście. Być może dlatego że nie miałem czasu, aby dużo ich sprawdzić. Zdecydowanie muszę to nadrobić jak najszybciej. Zapewne wśród gier przeciętnych bądź nudnych znajdzie się taka, która wciąga na dłużej. Na ten moment o tylko jednej produkcji mogę powiedzieć, że jest perłą: Superhot. Gra wprowadza bardzo nowatorskie rozwiązania oraz łączy strzelaninę z grą logiczną. Czas płynie tylko wtedy, gdy się poruszamy. Sama oprawa graficzna jest dość spartańska, lecz nie ona ma znaczenie - ważne jest to, ile zabawy da nam dany tytuł niezależnie, czy to jest gra pokroju AAA, czy też niesforny indyczek.


FLACZEK1988: Panie, indyki? Indyki to babcia w łogrodzie czymała. I jo jako ze tradyci rodzinnyk jezech zwolennikiem, tys czymom ino na dyskach we konsolach. 

A w co żek łostatnio z tego stada widzioł? No Time to Explain!!! Łojaciedupie, ni mo casu na tłumacenie, dostoł zech sakramencko wielko i smiercionosno szczylba. Prawie tak samiuśko zabujco, jak bimber łod śwagra. Szczyloł żech cołe 10 minut, po czym cis żech to w cholerę jasno, bo kruca fuks szkłoda casu na takie dziadostwo. 

I tak przedstawia się większość indyków, które starają się "symulować" retro rozgrywkę. Czasami im to wychodzi, czasami nie. W tej generacji dwa indory mogę polecić z czystym sumieniem. Child of Light (eksploracja, walka turowa, rozwój postaci i świetna muzyka) oraz Valiant Hearts The Great War - prosta rozgrywka na zasadzie "przynieś, wynieść, coś złóż do kupy". Kilka prostych zagadek. I najważniejsze - historia!!! O jaciepierere! Splatające się w jedną całość przygody czwórki bohaterów sprawiają, że nie można oderwać się od ekranu. Końcówka sprawiła, że poczułem ciary na całym ciele. Ten dźwięk na długo utkwił w mojej głowie i pozamiatał  we łbie.

Kończąc oczywistą oczywistością (ja to mawiał John Henry Eden) - jasne jest, że grywam w indory. Jeśli tylko przebijemy się przez morze chłamu, możemy trafić na jakieś perełki. Pozdro, gulu, gulu, gulu, gulu. 


mashi1986: Powrót do domu po urlopie to coś, czego chyba nikt nie lubi. Pierwsze dni w robocie to próba wkręcenia się na pełne obroty i złapania "normalnego" rytmu. Mnie jakoś ta sztuka się udała i można powiedzieć, że już zapomniałem o wakacjach... Cóż - następne dopiero za rok... Ponoć ma szybko zlecieć, więc nie ma co narzekać :). Byle do lata!

Destiny 2 wylądowało i "zrobiło mi jesień". Tak dopracowanej i cholernie grywalnej pozycji potrzebowałem jak suchy strumyk wody. Długo się broniłem, betę hejtowałem, przed premierą wcale się nie nakręcałem, ale jak już przyszedł ten dzień, to zostałem z miejsca kupiony... i chyba nie tylko ja. Wróciły wspomnienia z dawnych podbojów z ekipą, setki godzin wspaniałych przygód i rozmów o przysłowiowej "dupie Maryni" z ludźmi, których poznałem właśnie dzięki produkcji Bungie. To wszystko w jednej chwili znów się pojawiło i spowodowało, że nie myślę o żadnej innej grze! Tak po prostu, po niemal trzech latach od premiery pierwszej części ponownie poczułem "to coś". Co prawda nasz klan nieco się ukruszył, ale nie w ilości, a w jakości tkwi siła zespołu :). Cholera, już teraz na samą myśl o kolejnych godzinach spędzonych na orbicie, zaczynam martwić się o to, czy kupka wstydu, jaka wciąż rośnie, za chwilę nie zmieni się w wysypisko... wszystko na to wskazuje. Może to... przeznaczenie?

Zachęcam Was gorąco do tego, aby dać Destiny 2 szanse. W internecie krąży wiele opinii, wśród których można znaleźć te stawiające grę w naprawdę złym świetle. A to mikropłatności, a to wycięte z podstawki DLC... Może i tak jest, ale nikt Was nie zmusza do tego, by płacić prawdziwe pieniądze w grze. Bez wydawania ani jednej złotówki ekstra, będziecie się świetnie bawić, a wasz Strażnik w niczym nie ustąpi innym. Sama pozycja posiada natomiast w sobie niesamowite pokłady miodu i starczy na wiele godzin rozrywki na najwyższym poziomie. Do zobaczenia na orbicie!

Pytanie tygodnia: Indyki? Lubię, zwłaszcza na święta... ale zaraz, zaraz? To miało być o grach? No tak :). Moje zdanie na temat produkcji niezależnych od dawna się nie zmienia. Nie gram w pseudo-retro-indyki próbujące na siłę uruchomić we mnie wspomnienia z dawnych lat za pomocą pikseli wielkich jak bochenek chleba. Lubię czasami coś ściągnąć i odpalić, ale tylko wtedy jeśli dana pozycja "w miarę wygląda" (przykładem niech będzie ukończony ostatnio Among The Sleep). Nie zrozumcie mnie źle - nic nie mam do retro gier, ale granie w "16 bitów" na dużym TV to masochizm, na który ja się nie piszę. Podsumowując - jeżeli indyk udaje grę AAA, ma w miarę schludną oprawę i sterowanie przystosowane do dzisiejszych standardów, to jestem na TAK. Cała reszta ląduje w koszu...

Tagi: hyde park

Miesięcznik PSX Extreme