Moon Knight może być czymś świeżym w MCU. Wyczekujcie tego serialu, bo warto!

Moon Knight może być czymś świeżym w MCU. Wyczekujcie tego serialu, bo warto!

Kajetan Węsierski | 26.01, 21:30

Kinowe Uniwersum Marvela rozwija się w zawrotnym tempie. I choć wiele osób bało się, że po starciu z Thanosem formuła może się znudzić i zwyczajnie nie uda się ponownie zachęcić fanów do przeżywania każdej przygody z ogromnym zainteresowaniem, strach został błyskawicznie rozwiany. Disney raz za razem pokazuje, że doskonale wie, co robi, a prawa do ekranizacji Marvela spoczywają w dobrych rękach. 

Udowodnili to choćby przy okazji ruszenia z formułą seriali, które miały przełamać pewną schematyczność pełnometrażowych produkcji kinowych. I można śmiało uznać, że sprawdziło się to bardzo dobrze. W pozycjach odcinkowych dostajemy to, na co nie ma miejsca w ogromnych hollywoodzkich filmach - zabawę formą, eksperymentowanie i odbieganie od standardowych sposobów opowiadania historii. 

Takie doświadczenia zaserwowały nam dotychczas choćby „WandaVision” i „Loki”. „Hawkeye” był czymś na pograniczu seriali i filmów, a „The Falcon and The Winter Soldier” oferował przeniesienie schematu z dużych ekranów na kilkuodcinkową serię. Pokuszę się jednak o stwierdzenie, że najlepsze wciąż jest jeszcze przed nami. I jednym z dowodów na potwierdzenie tej tezy niech będzie zaprezentowany niedawno tytuł. 

Moon Knight

Tak jest, „Moon Knight”! Już 30 marca 2022 roku na platformie Disney+ (prawdopodobnie wciąż niedostępnej do tego czasu w naszym kraju) zadebiutuje serial o bohaterze Marvela, który niewiele mówi odbiorcom. Wszak warto postawić sprawy jasno - nie mówimy tu o kimś pokroju Spider-Mana, Iron Mana, Kapitana Ameryki czy nawet Thora. A jednak serial ma ogromną szansę, by podbudować obraz tej postaci. 

Czemu? Wystarczy napisać, że w główną rolę wcieli się Oscar Isaac, który ostatnimi czasy radzi sobie coraz lepiej. Mogliśmy go oglądać we wręcz teatralnych „Scenach z życia małżeńskiego”, a także w zeszłorocznej „Diunie” i najnowszej trylogii „Gwiezdnych Wojen”. Co więcej - mężczyzna wcieli się także w samego Solid Snake’a przy okazji nadchodzącej ekranizacji serii od Hideo Kosimy - „Metal Gear Solid”. CV rośnie jak na drożdżach.

Oscar Isaac

I biorąc pod uwagę talent aktora oraz jego charyzmę, mam wrażenie, że trafiono tu z kastingiem wręcz idealnie. Zresztą - wystarczy spojrzeć na najnowszy zwiastun, który dość jasno pokazuje, iż będziemy mieli do czynienia z fantastycznie pasującą postacią do roli. Ta jest natomiast bardzo nietypowa i niecodzienna, albowiem cały zamysł na herosa jest prawdziwie wyjątkowy i niespotykany. Niezaznajomieni z nim mogą się zdziwić. 

Bohater, jakich mało 

Dobra, dobra - koniec nawijania makaronu na uszy. Tyle enigmatycznego zapowiadania i pisania o tym „Księżycowym Rycerzu”, a nic jeszcze o nim nie zdradziłem. Nie ma w tym jednak żadnego przypadku, albowiem sama postać jest równie tajemnicza, co moje podchody, aby ją opisać. Moon Knight to właściwie Marc Spector i pierwszy raz ujawniony został przez Douga Moencha w komiksie „Werewolf by Night” z 1975 roku

Moon Knight - Komiks

Mężczyzna był zwykłym najemnikiem i dawnym pracownikiem CIA, który został pozostawiony na pewną śmierć na środku rozległej pustyni przez swojego rzekomego wspólnika. Tam też znalazł schronienie przy jednej z figur pewnego egipskiego bóstwa i… Dokonał żywota. Jak się jednak okazało, statua stanowiła miejsce czczenia boga księżyca, Khonshu. Ten wskrzesił Marca i uczynił go swoim rycerzem. 

Po powrocie do USA zaczął walczyć ze złem, lecz niestety demony przeszłości nie pozwalały mu na zaznanie pełnego spokoju. Pochłonięty depresją oraz stresem pourazowym, doprowadził swoją psychikę do rozpadu i zaczął cierpieć na osobowość wieloraką. W jego głowie „zaczęły mieszkać” cztery osoby: Marc Spector (brutalny żołnierz), Steve Grant (milioner), Jake Lockeye (ubogi facet) i Moon Knight (bohater zwalczający cierpienie i zło). 

Wszystko to sprawia, że czytanie komiksów o tytułowym bohaterze to prawdziwe szaleństwo. Czasem można dostać zawrotów, albowiem co kilka stron wszystko zdaje się zupełnie inne. Raz obserwujemy poczynania Marca, innym razem Moon Knighta, a jeszcze kiedy indziej Jake’a. Da się zgubić, ale gdy już damy radę się przyzwyczaić, dostajemy naprawdę solidne dzieła z pogranicza thrillera i produkcji psychologicznej. 

Czekajcie, bo warto! 

I mam dziwne przeczucie, że w serialu może się to udać znakomicie. Tylko wyobraźcie sobie, że Marvel ryzykuje i pozwala nam co odcinek obcować z zupełnie inną osobowością bohatera, a jedynym spójnikiem byłaby tu postać Moon Knighta. Brzmi genialnie i daje naprawdę ciekawą wizją na całą koncepcję. Moglibyśmy dostać kolejny krok poza bezpieczną barierę produkcji superhero! 

Moon Knight - MCU

W kwestii samego bohatera, mam wrażenie, że mogłoby mu być zdecydowanie bliżej do Wandy z „WandaVision” niż Falcona czy Hawkeye’a. Dlaczego? Cóż, kluczową rolę może tu odgrywać psychika bohatera oraz wszystko to, co się w niej rozgrywa. To zawsze pewne przekroczenie granic, a dodatkowe zahaczanie o tematy chorób mentalnych jak depresja, PTSD czy właśnie osobność wieloraka, brzmi jak przepis na sukces. 

Temat bardzo trudny do poruszenia, ale jeśli zostanie prawidłowo ograny, może kupić serca fanów. Disney niejednokrotnie pokazał, że jest w stanie podejść do takich rzeczy w odpowiedni sposób i liczę, że tak będzie również w tym przypadku. Moon Knight może być czymś zupełnie nowym. Może być serialem, który nie tylko przełamie bariery Marvela, ale także wszystkich seriali, w których dużą rolę gra akcja. 

Dodam jedynie, że zdecydowanie warto czekać. Nawet jeśli nie uda się Wam obejrzeć na premierę (z oczywistych względów), to warto odłożyć seans na później. Dla niektórych może to być wręcz pozycja, która skruszy pewną niechęć do gatunku lub samego Marvel Cinematic Universe. Wszystko zdaje się tu pasować i wypadać niczym w bardzo przemyślanej układance. Moon Knight to produkcja, na którą czekam w tym roku tak, jak na mało co.