SKLEP
Roger Żochowski Roger Żochowski 14.08.2016
Historia konsol: Video Challenger
1260V

Historia konsol: Video Challenger

Zdarzyło nam się już pisać o tym, że kasety VHS, na których w złotych latach 90. oglądaliśmy takie kultowe klasyki, jak „Rambo”, „Terminator” czy „Szklana pułapka”, były wykorzystywane przez producentów konsol. W przypadku systemu Video Challenger pełniły one rolę... nośnika.

Pierwszą firmą, która w czasach popularności kartridży sięgnęła po kasety VHS, była Worlds of Wonder. Stworzony przez nią system o wdzięcznej nazwie Action Max nie odniósł wielkich sukcesów, ale jak się okazało, znaleźli się chętni podążyć podobną ścieżką. Na taki ruch zdecydowała się japońska firma TakaraTomy, projektując w roku 1987 konsolę Video Challenger. System na pierwszy rzut oka ciężko było nawet posądzić o bycie konsolą. Otwierając pudełko ze sprzętem, naszym oczom ukazywały się kaseta VHS oraz plastikowy pistolet, przypominający zabawki, które po naciśnięciu spustu wydają dziwne dźwięki imitujące strzały i świecą się jak choinka w supermarkecie. Innym ten gadżet przypominał suszarkę do włosów, więc zawsze można było wcisnąć kit drugiej połówce, że chcieliśmy kupić jej prezent, ale jakoś nie wyszło. 

Specyfikacja

Procesor: 8-bitowy HD401010 (4 MHz)
Rozdzielczość: 320x200 (NTSC) 320x256 (PAL)
Dźwięk: wbudowany w pistolet
Pamięć: 32 bajty
Nośnik: kasety VHS

Choć w tych niepozornych kształtach kryło się coś więcej, producenci urządzenia promowali je na rynku jako zabawkę. Hasłem przewodnim w reklamach, w których para nastolatków strzelała z pistoletu w stronę ekranu, był slogan „Teraz to telewizor jest twoim wrogiem”. Tyle, że aby móc cieszyć się z dobrodziejstw gier, potrzebny był własny magnetowid, którego nie było w zestawie. Zabawa była bardzo prosta, żeby nie napisać: prymitywna. Na magnetowidzie odtwarzaliśmy kasetę VHS z nagraną grą, zaś pistoletem świetlnym, który zwał się Challenge Blaster, musieliśmy zdejmować kolejne cele za pomocą wiązki podczerwieni. Zasada bardzo podobna do Kaczek na Pegasusie. Plusem był fakt, że pistolet nie miał żadnych kabli (działał na czterech bateriach AA), więc mogliśmy go swobodnie trzymać w dłoni.

System na pierwszy rzut oka ciężko było nawet posądzić o bycie konsolą

Gra zawsze wyglądała tak samo, a jedyne wyzwanie to zbieranie punktów za celne trafienia. Punkty traciliśmy, jeśli trafiliśmy w obiekty, których nie powinniśmy niszczyć. Jeśli byliśmy skuteczni i niczym Lucky Luke rozwalaliśmy wszystko na danym etapie, w niektórych produkcjach włączały się bonusowe poziomy na czas, jednak i tutaj zabawa wyglądała tak samo. Żeby było śmieszniej – nasz wynik nie był zapisywany na ekranie telewizora, lecz na specjalnym wyświetlaczu ciekłokrystalicznym zamontowanym na pistolecie. Na sprzęt trafiło zaledwie siedem gier, w tym jedna dołączana przy zakupie zestawu. Strzelaliśmy do dinozaurów, statków kosmicznych, elementów z uniwersum Żółwi Ninja, a nawet Godzilli, jednak zabawa dość szybko się nudziła. W produkcji były wprawdzie kolejne tytuły od tak zasłużonych deweloperów, jak Sega i Konami (choćby specjalna wersja kultowego Space Harriera), ale sprzęt bardzo szybko wycofano z rynku. Zdążył on jednak w ograniczonej ilości trafić poza Japonię. W Wielkiej Brytanii dystrybuowała go firma Bandai, dzięki czemu stał się on białym krukiem dla kolekcjonerów. 

Najciekawszą rzeczą w całym eksperymencie była chęć zbliżenia do siebie gier i telewizji. Firma widziała w tym przyszłość branży zabawkowej, co okazało się złudne. Mimo wszystko warto odnotować fakt, że w japońskiej serii anime pt. „Transformers: The Headmasters” można było podczas intra kolejnych odcinków strzelać do pojawiających się Deceptikonów i bić swoje rekordy. Pomysł ciekawy, ale realizacja pozostawiała sporo do życzenia.

TOP 3 gier

1. After Burner
Jeden z klasycznych shooterów na szynach od Segi. Konwersja tytułu na ten sprzęt cały czas mnie zadziwia. 

2. Road Blaster
Samochodowa strzelanina w stylistyce filmu anime, w której zasiadamy za sterami sportowej fury.

3. Space Challenge
Jak sama nazwa wskazuje – strzelamy do kosmicznych statków, potworów i orbitalnych śmieci.

PS Tekst pojawił się pierwotnie w 211. numerze PSX Extreme.

Tagi: historia konsol

Miesięcznik PSX Extreme