Dawid Muszyński Dawid Muszyński 04.08.2016
Recenzja filmu „Legion samobójców” – A miało być tak pięknie
5249V

Recenzja filmu „Legion samobójców” – A miało być tak pięknie

Czekałem na ten film od chwili jego ogłoszenia. Byłem zapatrzony w pierwszy zwiastun jak w święty obrazek. Po czym poszedłem do kina i czar prysł! Niech cię szlag Davidzie Ayer!

Fabuła jest dość prosta. Tajna agencja rządowa A.R.G.U.S pod kierownictwem Amandy Waller tworzy drużynę o nazwie „Suicide Squad”, czy jak polski dystrybutor woli „Legion samobójców”, składającą się z najgorszych przestępców na świecie. W skład zespołu wchodzą takie postaci jak szalona i przeurocza Harley Quinn, Killer Croc, Diablo, Enchantress, Deadshot, Katana, Kapitan Boomerang i szef oddziału Rick Flagg. Drużyna ma wykonać niebezpieczną misję, której mogą nie przeżyć. W zamian agencja rządowa obiecała ułaskawić szaleńców.

Reżyser David Ayer, twórca znakomitej „Furii” z Bradem Pittem, dostał wolną rękę od wytwórni Warner Bros. na stworzenie prequelu do „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”. Mógł sam napisać scenariusz, wybrać sobie bohaterów, dobrać im ciekawego przeciwnika, ściągnąć na plan dowolne gwiazdy (oprócz tych związanych kontraktem z Marvelem). Krótko mówiąc, stworzyć film, jaki mu się żywnie podoba, byle fani komiksów DC byli zadowoleni. Najwidoczniej za dużo było tej wolności i reżyser się pogubił. Historia, jaką napisał Ayer to jakiś żart. Z tylu arcyprzestępców i potworów, które mogły zaatakować Ziemię i zmobilizować rząd do tak desperackiego kroku, jakim jest sięgnięcie po pomoc superłotrów, wybrano najmniej ciekawą opcję. By uniknąć spoilerów, nie zdradzę jaką. Misja wykonywana przez skazańców ogranicza się do przemierzania ulic i likwidowania napotkanych potworów, co nie sprawia im jakiejkolwiek trudności. Kulminacją, jak w grach, jest spotkanie z bossem, który okazuje się równie małym wyzwaniem co jego sługusy.  

„Legion samobójców” został niejako podzielony na dwie części. W pierwszej Amada Waller na specjalnym spotkaniu prezentuje biografie wybranych przez siebie złoczyńców, których chce zwerbować do nadchodzącej misji. Widz dostaje wówczas kilka wstawek z przeszłości każdej z postaci. W opowieści o Harley Quinn pojawi się Batman (kilkuminutowa scena) i hucznie zapowiadany Joker w interpretacji Jareda Leto (kilkunastominutowa scena). I tyle. Jeśli liczyliście, że któregoś z tych dwóch panów zobaczycie w filmie dłużej, to niestety muszę was zmartwić. To są występy czysto gościnne, choć w przypadku Jokera zwiastun mógł sugerować inaczej. Ale choć krótkie, są bardzo przyjemne.

Druga część to już wykonywanie misji, co w dużej mierze wypada przeciętnie. Po tak dużej grupie czarnych charakterów widzowie spodziewają się szybkiej akcji, ciekawych bijatyk i dużej liczby spektakularnych wybuchów. Reżyser jednak postanowił to wszystko stonować, pewnie ze względu na wiek widzów, do których film jest skierowany, czyli trzynastolatków. Tym zabiegiem Warner Bros. wyrządził „Legionowi samobójców” ogromną szkodę. O tym, że praktyka ta nie jest dobrym rozwiązaniem przekonał się już choćby Sylvester Stallone, który trzecią część „Niezniszczalnych” też postanowił ugrzecznić i puścić młodszej widowni. Do dziś w wywiadach podkreśla, że żałuje tej decyzji.

Film ratują: przepiękna Margot Robbie jako nieobliczalna Harley Quinn i Will Smith jako Deadshot. To dla nich warto jest wysiedzieć do końca w kinowym fotelu. Ona znakomicie łączy szaleństwo z humorem i seksapilem, on natomiast gra to samo co zwykle, czyli sarkastycznego twardziela. Ten duet bardzo szybko zaczyna wieść prym na ekranie, spychając resztę ekipy na drugi plan. Ayerowi to najwidoczniej odpowiada. Widać, że nie miał pomysłu na wyeksponowanie wszystkich postaci na tyle, by otrzymały mniej więcej tyle samo czasu ekranowego. Na przykład wpływ Katany na fabułę jest znikomy i gdyby jej w filmie nie było, nikt by tego nie zauważył. Rola Killer Crocka ogranicza się do wściekłego pokazywania kłów i zademonstrowania światu, że istnieją na nim takie osobniki jak metaludzie. Natomiast Kapitan Boomerang miał chyba zdjąć z barków Deadshota trochę wątków humorystycznych, a to wychodzi mu bardzo przyzwoicie.  

David Ayer, którego uważam za dobrego reżysera, kompletnie nie poradził sobie ze stworzeniem komiksowego blockbustera. Jego film jest nudny, przewidywalny i nie wnosi nic nowego do tego świata. Montaż jest bardzo chaotyczny, a wprowadzenie bohaterów trwa za długo w stosunku do głównego wątku, na który już nie ma za dużo czasu. Krótko mówiąc rozczarowanie. Nie na taki film czekaliśmy. Nie taki nam obiecywano. Warto się wybrać na niego do kina głównie dla świetnej Harley Quinn i równie dobrej ścieżki dźwiękowej.

Tagi: film legion samobójców recenzja

Werdykt
  • + Ścieżka dźwiękowa
  • + Margot Robbie
  • + Will Smith
  • - Reszta Legionu samobójców
  • - Scenariusz
  • - Brak napięcia
5.0
Dawid Muszyński
Dawid Muszyński Warner Bros. musi się jeszcze dużo nauczyć od Disneya w kontekście robienia ekranizacji filmowych. Jak na razie przepaść jest ogromna.