Dawid Muszyński Dawid Muszyński 13.03.2016
Recenzja filmu Wstrząs – Sport to zdrowie?
1355V

Recenzja filmu Wstrząs – Sport to zdrowie?

Po nudnych „Facetach w czerni 3” i „1000 lat po Ziemi”, o których większość z nas chciałaby zapomnieć, nareszcie dostajemy ciekawy film z Willem Smithem w roli głównej. I nie jest to komedia.

Scenariusz filmu został zainspirowany artykułem zamieszczonym w magazynie „GQ”, przedstawiającym dowody na powiązanie mikro wstrząsów oraz urazów głowy sportowców z ich późniejszymi skłonnościami samobójczymi. Na związek między tymi zdarzeniami wpadł dr Bennett Omalu (Will Smith) , pochodzący z Nigerii koroner z Pittsburgha,  który połączył urazy, na jakie narażeni są sportowcy, zwłaszcza ci, którzy grają w football amerykański, z przewlekłą traumatyczną encefalopatią, której objawy często doprowadzają do depresji i śmierci samobójczej. Odkrycie lekarza skrzętnie będą próbowali ukryć właściciele ligi NFL, dla których może to oznaczać koniec biznesu. Spisek sięga bardzo wysoko.

„Wstrząs” to nie jest film sportowy choć za taki chce uchodzić. To dramat medyczny. Widz śledzi w nim nierówną walkę szlachetnego i krystalicznie czystego w swoich postępowaniach lekarza z wielką korporacją, jaką niewątpliwie jest NFL. Szkoda, że reżyser Peter Kandesman postanowił od razu zasugerować odbiorcom swojego filmu, kto tu jest dobry, a kto zły, bo tym samym pozbawił produkcję jakiegokolwiek zaskoczenia. Nie ma tu niestety półcieni. Nic pomiędzy. Ale nawet przy tak klarownym podziale można odczuć ewidentny brak głównego czarnego charakteru, który stanąłby przeciwko doktorowi chcącemu nagłośnić spisek w jednej z największych lig USA. W zamian dostajemy kilku mniejszych szarlatanów. Jednak to nie wystarcza.

Najciekawiej wypadają postaci sportowców, którzy po zakończonej karierze zostają pozostawieni sami ze swoimi problemami psychicznymi. Ich stopniowe popadanie w obłęd zostało ukazane niezmiernie przekonująco i dosadnie. Właśnie dzięki temu „Wstrząs” nie jest filmem banalnym, obok którego możemy przejść obojętnie. Kandesman postanowił przy tej okazji poruszyć również problem rasizmu i ciemnoskórych imigrantów w USA. Najlepiej widać to w scenach, w których Omalu, na okrągło musi udowadniać swoje kompetencje, gdyż przez środowisko medyczne traktowany jest jako ktoś o wiele gorszy, tylko dlatego, że nie jest obywatelem tego kraju. I w sumie chyba o tym tak naprawdę jest ten film, czyli o procesie stawania się prawdziwym Amerykaninem i nabywaniu praw obywatelskich.

Peter Kandesman już wcześniej udowodnił, że nie zatracił swoich dziennikarskich umiejętności z czasów zanim został filmowcem i przeniósł się do Los Angeles i po „Wyroku za prawdę” oraz „Parkland” tworzy kolejny scenariusz oparty na śledztwie, tyle że tym razem postanawia sam stanąć za kamerą. O ile wątki i postaci są świetnie napisane, możemy prześledzić w jaki sposób lekarz, niczym rasowy dziennikarz, dochodzi do prawdy i odkrywa niewygodne dla korporacji fakty, o tyle reżyseria nie wychodzi mu najlepiej. Daleko tej produkcji do królujących ostatnio „Spotlight” czy „The Big short”. Brakuje tempa i sprawnego prowadzenia akcji, tak by uniknąć dłużyzn i spadku napięcia.

Najmocniejszym punktem „Wstrząsu”, który w znacznym stopniu rekompensuje jego ułomności, są znakomite kreacje aktorskie. Nie powiem, zdziwił mnie brak nominacji do Oscara dla Willa Smitha za ten film. Po paśmie złych wyborów i słabych projektów, książę z Bel-Air w końcu stworzył postać, którą chce się oglądać. Może niekiedy drażni swoją przerażającą naiwnością, ale nie da się mu nie kibicować w walce o prawdę. Kroku dotrzymują mu również aktorzy drugiego planu. Po seansie na pewno zapamiętacie udręczonego wyrzutami sumienia byłego lekarza jednej z wiodących drużyn footballu amerykańskiego, w którego po mistrzowsku wcielił się Alec Baldwin, czy bezdomnego byłego gwiazdora tego sportu – Mike’a Webstera popisowo zagranego przez Davida Morse’a.

Koniec końców „Wstrząs” to film o potędze uczciwości, w której jest ona zawsze nagradzana najwyższymi laurami, nie zważywszy na poniesione straty. Ten film daje do myślenia i na pewno wstrząśnie nie jednym widzem. Na mnie podziałał.

 

Ocena: 6.5/10

+ kreacje Willa Smitha i Aleca Baldwina
+ historia

- tempo
klarowny podział na dobro i zło
 

 

 

Tagi: film recenzja wstrząs