redakcja PPE redakcja PPE 08.01.2012
Od piksela do modela
1487V

Od piksela do modela

Zbierając się do napisania tego artykułu przez myśl przeszło mi wiele czynników, które wpływają na wygląd i charakter postaci. Postaram się na przykładzie kilku bohaterów opisać ich ewolucję i sposób zachowania się.

Na początek weźmy znanego hydraulika uganiającego się za księżniczką i różnego rodzaju grzybkami. Mario na początku swojej egzystencji był małym płaskim herosem nie okazującym uczuć, ale jak wszyscy wiemy jest odważnym mężczyzną, który potrafi skoczyć w ogień dla swojej lubej. Dopiero w późniejszych częściach serii można zauważyć wąsy i jego czerwone ogrodniczki.  Mnie osobiście najbardziej podobał się wygląd tej postaci w Super Mario Sunshine. Mieliśmy tutaj przyjemnego grubaska z „papuśnymi” policzkami. Najlepszy bajer można było zobaczyć gdy zostawiliśmy go bez ruchu i po chwili Mario zasnął – pochrapując  przy okazji. O odgłosach jakie potrafi wydawać podczas biegu czy wykonywania skoków wie chyba każdy gracz. Tak więc nasz „ulubieniec” jest bardzo wesołym i sympatycznym gościem którego osobiście bardzo polubiłem.

 

 

Płeć piękna od zawsze była obecna w grach wideo. Niestety nie od zawsze można było podziwiać uroki występujących w grach „dziewoi”.  Pikselowe postacie nie mogły okazać uczuć wobec płci przeciwnej, co w późniejszym czasie oczywiście się zmieniło. Weźmy na przykład serię Final Fantasy, gdzie w kilku częściach możemy  zaobserwować wątek miłosny pomiędzy bohaterami. Rosa i Cecil z FF IV, swoisty trójkąt w FF VII pomiędzy Cloudem, Tifą i Aerith, Squall i Rinoa z FF VIII, Zidane i Garnet z FF IX, Tidus i Yuna z FFX czy Snow i Serah z FF XIII.


Rosa księżniczka i Cecil czarny rycerz, który z biegiem czasu stał się Palladynem – nieraz imponował swoimi zdolnościami i odwagą, za co był po cichu wielbiony przez Rosę. Żołnierz grupy avalanche Cloud pewnego dnia na przedmieściach Midgar poznaję śliczną kwiaciarkę o imieniu Aerith. Z biegiem czasu staję się jej osobistym ochroniarzem i powstaje między nimi więź. Niestety wiemy jak się to skończyło: Aerith zginęła a Cloud z ogromnym bólem przyjął jej odejście. Na szczęście znalazł oparcie w ramionach swojej przyjaciółki z dzieciństwa Tify, która również ubolewała nad śmiercią przyjaciółki.


Uczeń Balamb Garden Squall pewnego wieczora na balu poznaje młodą dziewczynę o imieniu Rinoa. Skończyło się to nauką tańca, do którego Squall został namówiony. Jeśli chcecie się przekonać jak potoczyły się ich losy zachęcam do zagrania w FF VIII. To samo tyczy się następnej pary, czyli księżniczki Garnet i Zidana. Garnet namawia go żeby pomógł jej uciec z królestwa co oczywiście ma swoje konsekwencje – Zidane na widok tak pięknej dziewczyny nie potrafił odmowić, co na końcu gry skończyło się ślubem tej dwójki.

 

 

Tidus, gwiazda blitzballa i summonerka Yuna. On nierozgarnięty i potrzepany, ona spokojna i zawsze skłonna nieść pomoc innym. I w tym miejscu warto zatrzymać się troszeczkę na dłużej – a mianowicie warto zwrócić uwagę na mimikę twarzy, ruchy ust, sposób w jaki patrzą na siebie. Możemy zaobserwować  uśmiech na ich twarzach, łzy pojawiające się w trudnych dla nich chwilach. A scena w jeziorze w Macalania Woods przeszła już do historii gier wideo. Gdybyśmy teraz wrócili pamięcią do wspomnianego już Cecila, zauważylibyśmy ogromny postęp jaki dokonał się w tych latach. Zmiana grafiki, to również zmiana formy i sposobów na przekazywanie wirtualnych emocji.


No i wreszcie czas na ostatnią parę - Snow i Serah z FF XIII. Nasz wielkolud za wszelką cenę chce ją chronić. Tak jest do czasu gdy Serah zamienia się w kryształ. Wówczas Snow postanawia ocalić ją – choćby musiał się dla niej poświęcić. Jest ogromnym gościem choć niezbyt rozgarniętym, co można zauważyć przechodząc grę. Serah natomiast jest bardzo uczuciowa i wrażliwa. Może się również pochwalić niezłymi walorami fizycznymi. Chociaż w tej kwestii niezaprzeczalnym królem jest Tecmo i seria Dead Or Alive. Skąpo ubrane i z dużymi biustami dziewczyny są świetnie sprzedającym się produktem. Również kobietki z Soul Calibur mogą poszczycić się ogromnymi walorami. Dziś to oczywista oczywistość, ale w czasach, gdy na rynku rządziły piksele, wyglądało to zgoła odmiennie.

 

 

„Ghost of Sparta” - tych słów nie trzeba wymawiać dwa razy. Możecie sobie wyobrazić Kratosa jako pikselowego ludka, który wykonuje brutalne akcję wykańczające przeciwników? Bo ja nie. Jakim cudem mały pikselowaty Kratos miałby okazywać swój gniew wobec bogów. No i jak brzmiałby jego charyzmatyczny donośny głos? Raczej jest to nie do pomyślenia. Kratos gościnnie wystąpił w nowej odsłonie Mortal Kombat gdzie został poddany małej modyfikacji. A chodzi mi o babality. Mały Kratosik urywający głowę pluszowej gorgonie. Genialne. A jego zachowanie po prostu świetne – został zachowany jego styl, pozostała charakterystyczna bródka i „odgłosy gniewu”. No i oczywiście triumfalne wzniesienie głowy po dokonanej dekapitacji. Coś cudnego, należą się brawa dla twórców gry.


Wrócmy jeszcze na chwilę do serii Final Fantasy. Sephiroth to niepozorny mały ludek żywiący nienawiść do wszystkich ludzi. Jak na rok 1997 swoim wyglądem ustanowił nowe trendy, które podkreślały liczne cosplay'e. Mimo niemożności ruszania ustami potrafił swoją nienawiść okazywać w bardzo różny sposób. To on stoi za śmiercią Aerith, czym oczywiście doprowadził do konfrontacji pomiędzy nim a pozostałymi bohaterami. Posiada ciemną naturę, jest opanowany, inteligentny i bardzo przebiegły. Każdy swój ruch miał bardzo dobrze przemyślany.

 


A co powiecie na Micro Machines - pamiętną grę wyścigową, w której mieliśmy okazję ścigać się po stole bilardowym, kuchennym blacie i wielu innych miejscach. Małe samochodziki mimo niezbyt urokliwego wyglądu potrafiły przyciągnąć do telewizora na długie godziny. Nie mieliśmy wglądu do silnika czy wnętrza naszej bryki. Wybieraliśmy samochodzik i po prostu jechaliśmy przed siebie omijając napotkane przeszkody. Co innego teraz grając w Gran Turismo 5 – przepiękne fury, możliwość grzebania w autach, słuchanie odgłosu silnika, powalający wygląd wnętrza ilość detali po prostu miażdży.


Doskonale wiecie jak Wasze ulubione serię i gry wideo się zmieniają i tylko Bóg jeden wie co nas jeszcze czeka w przyszłości. Pozostaje nam cieszyć się naszym hobby i po prostu grać.

 

Autorem felietonu jest nas czytelnik: Marcin „Śniady” Kot

Tagi: publicystyka redakcja