SKLEP
Nikodem Sobas Nikodem Sobas 09.10.2015
Gramy w Star Wars: Battlefront - spełnienie marzeń fanów Gwiezdnych Wojen?
3776V

Gramy w Star Wars: Battlefront - spełnienie marzeń fanów Gwiezdnych Wojen?

Mało który film doczekał się takiej masy wyznawców i poziomu kultu jak Gwiezdne Wojny. A już dobre gry, oparte na dobrych filmach? Te można by policzyć na palcach jednej dłoni. Ja kojarzę tylko dwie, jedną z nich jest The Warriors na PlayStation 2 i XBoxa. Pochodzi ona od Rockstar Games - jednego z najbardziej uznanych developerów na świecie. Ta druga - nie uwierzycie, ale i tak już się pewnie domyślacie - od, uwaga uwaga, Electronic Arts.

Beta Star Wars Battlefront zabiera nas na Sullust (Drop Zone - wariancja na temat capture the flag), Tatooine (Survival - tryb gry solo lub w co-opie, zarówno split-screen, jak i online), ale, co jest główną atrakcją wersji beta, na epicką bitwę na lodowej planecie Hoth. Podczas trybu Walker Assault zadaniem Rebeliantów jest zniszczenie maszyn kroczących AT-AT należących do złowrogiego Imperium, by nie doszły one na odległość pozwalającą posłać niszczycielską salwę w generator mocy. Problem w tym, że ogromne AT-AT są niewrażliwe na wrogi ogień ze względu na chroniące je pole siłowe. Na pewien czas mogą je wyłączyć tylko nadlatujące Y-wingi przyzywane poprzez uruchomione Uplink Stations, o przejmowanie których walczą żołnierze piechoty obu stron konfliktu.

Tyle teorii. Ale jak to wszystko wygląda w praktyce! Grafika wizualnie odpowiadająca wszystkiemu, co widzieliśmy w oryginalnej trylogii i stałe 60 klatek na sekundę. W takich okolicznościach technologii trepy zajmują kolejne strefy ze stacjami nadawczymi, powietrze przecinane jest laserami z blasterów, tie-fightery uganiają się za A- i X-wingami. Dwunożne AT-ST siejące popłoch wśród żołnierzy rebelii starających się utrzymać strategiczne pozycje pozwalające przeprowadzać skuteczne ataki na AT-AT w wypadku unieszkodliwienia ich osłony przez Y-wingi.

Wszystko jest bardzo dynamiczne, respawny są błyskawiczne, sterowanie intuicyjne (co nie znaczy, że działania nowych umiejętności piechurów czy zdolności pojazdów nie trzeba się uczyć), akcje widowiskowe, na co zdecydowany wpływ ma na przykład cooldown umiejętności (również granatów), zamiast oddania graczowi konkretnej ich ilości do wykorzystania. Rozgrywka w Walker Assault nastawiona jest na wykonywanie zadań i grę zespołową, ale w pełnej wersji powinniśmy odnaleźć odpowiednik Team Deathmatch.

The force is strong in this one

Jest bardzo atrakcyjnie dla oka, efekty świetlne miażdżą gałki (promienie słońca odbijają się od lodu czy przebijają gęsty dym na Sulluście), ale to, co się wyprawia z muzyką i dźwiękami w tej becie to już przechodzi ludzkie pojęcie. Charakterystyczny świst tie-fighterów, blasterów, ruchów AT-ST, dosłownie wszystko jest nie tylko żywcem wyjęte ze star warsowej trylogii, ale jest bezbłędnie przetłumaczone na język gry i doskonale odnajduje się w nowych realiach. Każdy ruch sterowanego przez nas tie-fightera, każda zmiana kierunku zmienia natężenie i poziom wydawanych przez niego efektów dźwiękowych. Głupio to zabrzmi, i strasznie nerdowsko, ale ja wręcz rysowałem ten niski świst przelatując między nogami AT-AT. Strzelanie w Luke'a Slywalkera i beztroskie przełamywanie przez niego długich i pustych dźwięków lasera zamaszystym buczeniem miecza świetlnego. Delikatny szelest opadającego z sufitu szronu w następstwie dudnienia kroków wielkich maszyn w zlodowaciałych korytarzach bazy rebeliantów. Praca skrzypiących elementów mniejszego walkera zsynchronizowana z regularnością posyłanych przez niego czerwonych, przeraźliwie wyjących, laserów. Wszystko tutaj jest. W najdrobniejszych szczegółach. Do tego wszystkiego bezbłędna muzyka Johna Williamsa, która przygrywa nie tylko w samych misjach, ale również po wykonaniu efektownych akcji - odpala się wówczas najbardziej charakterystyczny filmowy jingiel.

I find your lack of faith disturbing

W poprzednim akapicie wspomniałem o Luke'u i zdolnościach pojazdów. To, a nawet więcej, jest w grze dostępne w postaci żetonów rozsianych po polu walki. Dodatkowy ekwipunek (m.in. bomba termalna, tarcza jonowa, wyrzutnia rakiet), możliwość kontrolowania pojazdów (zarówno latających, jak i naziemnych - można odpalać działa z "głowy" AT-AT i zamawiać bombardowanie, a co!), ale i bohaterów. W becie są to najsłynniejsi (SPOILER ALERT!) ojciec i syn w historii filmów, mogący korzystać z charakterystycznych dla siebie mocy i broni białej.

Bardzo przypadły mi do gustu drobne mechaniczne elementy gry, nadające jej indywidualnych cech. Karabiny plazmowe i blastery pozbawione są magazynków z amunicją, ale poprzez długie trzymanie wciśniętego spustu mogą się przegrzać, co uniemożliwia korzystanie z broni aż do jej całkowitego wystygnięcia, co trwa parę ciągnących się w nieskończoność sekund. Sprawniejsi gracze mogą jednak chcieć przegrzewać broń specjalnie. Istnieje bowiem moment w pierwszej fazie chłodzenia, podczas której wciśnięcie [] natychmiastowo ochładza broń na maksa. Moment ten trwa jednak ułamek sekundy, więc musimy podjąć decyzję. Strzelamy pojedynczymi seriami posyłając mniej pocisków w stronę wroga, ale za to bez przerwy, czy walimy z grubej rury licząc na nasze zdolności manualne by znów mieć broń jak spod igły, ryzykując jednak bezbronność w razie niepowodzenia? System risk-reward w najczystszej postaci. Maszyny latające z kolei cechują się możliwością płynnego przenoszenia mocy - z silników na moc działek lub odwrotnie. Wolimy lecieć wolniej będąc łatwiejszym celem, ale też łatwiej dziurawić powłoki wrogich statków? Czy może posiadać najzwinniejszy pojazd na polu walki, niegrzeszący jednak siłą ognia? Wybór, który można zmienić w dowolnej chwili, należy do nas.

Do. Or do not. There is no try

Patent z przenoszeniem mocy jest rozwinięciem jednego z pomysłów zainicjowanych w trylogii, co tylko pokazuje przywiązanie developera do detali. Beta to jedynie wycinek pełnej wersji gry, a już czuć, że gra została stworzona przez fanów i miłośników uniwersum. Nic tu nie jest przesadzone czy niedopowiedziane, jest takie jak powinno być, jak Gwiezdne Wojny. Dopieszczona detalami, kustomizacją postaci i różnorodnością rozgrywki gra dająca masę frajdy spodoba się każdemu, kto nie ma awersji do laserków-blasterów (w dojrzałym, mocnym i atrakcyjnym wydanie). A jeżeli lubisz Gwiezdne Wojny i chcesz wsiąknąć w klimat przed Przebudzeniem Mocy, to jeżeli jeszcze tego nie zauważyłeś, pozwól że rozwieję Twoje wątpliwości - łap betę Star Wars Battlefront póki jest dostępna i sprawdź organoleptycznie, że pełna wersja to dla Ciebie absolutny must-have.

Nie sądziłem, że kiedyś to napiszę, ale DICE wespół z EA stworzyli grę z miłości. Listopadzie, nadchodź.

Niech Moc będzie z Wami.

Tagi: Electronic Arts playtest star wars: battlefront

Miesięcznik PSX Extreme