SKLEP
redakcja PPE redakcja PPE 19.10.2014
Distant Worlds Vienna - relacja z koncertu, który znów porwał tłumy!
577V

Distant Worlds Vienna - relacja z koncertu, który znów porwał tłumy!

Graczosłuchaczowska relacja z Distant Worlds Vienna (14 września 2014) na dwa głosy - większego i mniejszego wielbiciela Ostatniej Fantazji. Oba jednak zgodne jak nigdy. Co nam najbardziej zapadło w pamięć z tego wrześniowego weekendu w telegraficznym skrócie poniżej. Zapraszamy.

Arek: Nie ma przesady w tym, że bez Final Fantasy koncertowe życie muzyki z gier byłoby nieporównywalnie uboższe. Żaden kompozytor i żadna marka nawet nie zbliża się do poziomu popularności, jakim cieszą się fantazje Nobuo Uematsu. Chyba najlepiej oddaje to Distant Worlds, zapoczątkowana pod koniec 2007 roku trasa koncertowa realizująca symfonicznie ulubione tematy z 27 lat muzycznej spuścizny serii. Czołowy projekt Arniego Rotha, dyrygenta i współorganizatora pierwszych koncertów muzyki z gier w Stanach Zjednoczonych, cieszy się niesłabnącą popularnością, przyciągając setki fanów do filharmonii całego świata. Trasa miała swój epizod również w Polsce - wcielona do programu 4. Festiwalu Muzyki Filmowej pokazała, że nie trudno o chętnych na tego typu wydarzenia w naszym kraju. Na powtórkę przyszło mi czekać następne 3 lata, co ma swoje plusy – mogłem podejść do całego wydarzenia właściwie na świeżo, jednocześnie licząc po cichu, że przyniesie mi więcej radości niż rodzima odsłona. 
 
O prestiżu wiedeńskiego koncertu zadecydowała przede wszystkim obecność samego maestro Uematsu oraz Susan Calloway, najnowszego głosu Final Fantasy (Answers  z FF XIV), ale sam repertuar również był ponadprzeciętny. Obok niezbywalny pozycji (Prelude, Battle Medley czy zawsze zamykający występ One Winged Angel) pojawiły się takie rarytasy jak wspomniane Answers, składanka z Lightning Returns Final Fantasy XIII czy przygotowana specjalnie na 25 urodziny serii aranżacja Chocobo Theme. Ostatnie odsłony flagowej marki Square Enix może i nie sięgają szczytów popularności, muzycznie wciąż jednak mają co pokazać, szczególnie w symfonicznej oprawie (Powrót Błyskawicy). Dobrze widzieć, że sami twórcy również dbają o ich eksponowanie.

 
Kilka słów o piosenkach, bo tych w Polsce uświadczyliśmy najmniej (tylko Opera Maria and Draco) Regularnie zastępująca Fey Wong (Eyes on Me) oraz Emiko Shiratori (Melodies of Life) Calloway na żywo tylko zyskuje. Z jednej strony nostalgia, z drugiej świeże, bo barwą i mocą głosu wyraźnie odstające od oryginałów wykonanie świetnie dopełnia cały występ. A Answers, nawet bez gitarowych szarż, urywa głowę.
 
Polską odsłonę Distant Worlds, pierwszą, jaką miałem okazję odwiedzić, przyćmiły filmowe premiery FMF-u, z europejską trasą Joe Hisaishiego na czele. Być może przez to pozostawił taki niedosyt - trudno było mi przyjąć do wiadomość, że tak wychwalane widowisko, odsłuchane już setki razy z płyty, na żywo wypada przeciętnie. Wiedeń odczarował koncert. Wszystko brzmiało lepiej, bardziej precyzyjnie, bardziej stanowczo, po prostu bardziej. Być może sama świadomość tego, że tam muzyka z gier była świętem nastawiało inaczej. W każdym razie warto – emocje gwarantowane, nawet bez znajomości oryginałów.
 
Krzysztof: Przyznam, że nie potrafiłem pasjonować się koncertem aż tak, jak niektórzy fani FF (znacznie więcej emocji pochłonęło oczekiwanie i dogrywanie naszych prasowych formalności) – a fani ci reagowali nieraz spontanicznie i emocjonalnie. Łzy na koncertach spod szyldu Final Fantasy to rzecz zupełnie normalna, a jednocześnie znak, że przybyli najwierniejsi entuzjaści. Cóż, szalenie szanuję Distant Worlds, byłem kilka razy, mógłbym bywać na każdym kolejnym – ale na serii się nie wychowałem. Nie skłamię jeśli powiem, że Distant Worlds mogę oceniać na chłodno.


 
14 września rozświetlony gmach Konzerthaus już na godzinę przed koncertem zaroił się od ludzi – a był to już drugi dzień Distant Worlds, Wiedeń miał szczęście to podwójnego wydarzenia. Wielu fanów natychmiast przyciągnął oficjalny sklep. Cieszył się dużą popularnością, oprócz zwyczajowych albumów czarnych i białych (DW: music from Final Fantasy, DW II: more music from Final Fantasy) kusiły również klasyki (Final Fantasy IV, Last Story) oraz – prawdopodobnie jeden z powodów wzmożonego ruchu – nowa płyta A New World: Intimate Music from Final Fantasy. Do tego koszulki i różne pomniejsze gadżety. Ceny przyjazne portfelowi. 
 
Po odebraniu biletów ruszyliśmy pod Großen Saal – przydzielono nam znakomite miejsca, siódmy rząd, lepsze dostali chyba tylko ludzie, którzy wykupili wejściówki typu VIP (full serwis; Meet & Greet – spotkanie z Nobuo Uematsu i Arniem Rothem, sesja zdjęciowa oraz możliwość zdobycia autografów). Przed samym wejściem udało mi się porozmawiać z pewnym Chińczykiem. Dowiedziałem się, że:
 
- Był już poprzedniego dnia,
- Ma miejsce typu VIP (najdroższe),
- Poprzedniego dnia też miał miejsce typu VIP, zdobył autografy i zdjęcia.
 
Wspominałem coś o wiernych fanach? 
Po zajęciu miejsc i wprowadzeniu poszczególnych sekcji na orkiestron przybył dyrygent, Arnie Roth, a zaraz po nim przywitaliśmy oklaskami Nobuo Uematsu. Zaraz po rozpoczynającym koncert Prelude i Liberi Fatali od razu wróciły nam nadwyrężone całonocną podróżą siły. Największe wrażenie – sekcja dęta. Grzmiała, aż miło, jednocześnie nie wybiegając przed szereg – czasem trudno uchwycić różnicę uchem, a co dopiero opisać ją słowami. W przypadku naszego koncertu do orkiestry nie mam żadnych zastrzeżeń. Grali idealnie, jakby byli jednym organizmem. 

 
Repertuar pierwszej części koncertu zdominowała mieszanka klasycznego Distanta z tym, teoretycznie, mniej popularnym. Klasyka to wspomniany już Liberi Fatali oraz Theme of Love, At Zanarkand i Don’t Be Afraid (z obowiązkowym hau hau na początku), a nowość stanowił dla mnie Light Eternal autorstwa Masashiego Hamauzu. To właśnie ten utwór zrobił na mnie największe wrażenie, większe nawet niż Melodies of Life wg Susan Calloway (sama pojawiła się na scenie!).
Distant Worlds nadal ma w rękawie kilka asów; choćby ekskluzywne aranżacje, których nie uraczymy na albumach (nawet czarnym i białym). Tu akurat mam na myśli FINAL FANTASY Series: Chocobo Medley, motyw bardzo chwytliwy, który bez problemu porwał całą widownię. Można na nim wspierać orkiestrę, wykrzykując C…! H…! O…! … . i tak dalej. Po prostu Distant Worlds, mimo tylu lat, nadal jest na pierwszym miejscu jeśli chodzi o to, co muzyka z gier może zaoferować prawdziwemu melomanowi. I najprawdopodobniej ten stan rzeczy nie zmieni się jeszcze przez jakiś czas. To formuła doskonała nawet dla zupełnego growomuzycznego laika. 
Nie płakałem po Distant Worlds, ale mógłbym go słuchać nieskończoną ilość razy.
 

Tagi: koncert muzyka gracza publicystyka

Miesięcznik PSX Extreme