Krzysztof Grabarczyk Krzysztof Grabarczyk 24.07.2021
Jim Ryan vs. Phil Spencer - wizerunkowe zderzenie
1173V

Jim Ryan vs. Phil Spencer - wizerunkowe zderzenie

Za progiem decyzyjnym rynkowych potentatów stoją pojedyncze jednostki. Nierzadko decyzje są bezpowrotnie związane z sylwetkami ludzi całe życie zajmującymi się biznesową stroną branży gier. Najwyższe szczeble dzisiaj bardzo sporadycznie kojarzone są pozytywnie. Chyba wszyscy nie do końca darzymy sympatią szefów wielkich firm, czy dywizji odpowiedzialnych za dany segment działalności.

Czasem jednak pojawiają się odstępstwa od tej zależności. Kilka dni temu, na łamach strony mogliście przeczytać wpis poświęcony nieodżałowanemu Satoru Iwacie. Uosabiał cechy, które już prawie wymarły w korporacyjnej machinie generowania zysków. Dzisiaj, naprzeciw siebie stoją Phil Spencer oraz Jim Ryan. Z mniejszym lub większym skutkiem generujący przychody dywizjom, którym szefują. W pogoni za zyskiem, warto pamiętać jednak o odpowiednim wizerunku w oczach graczy. Obaj mają prawdziwie medialny charakter, o czym świadczy niemal każdorazowa obecność w trakcie targów, jeszcze do niedawna. Który z nich ostatecznie tworzy wizerunek nieco bardziej przychylny gawiedzi?

W obliczu zmiany

Jim Ryan

Spencer oraz Ryan mają wiele wspólnego. Nie dość, że są sternikami największych, odwiecznie rywalizujących dywizji w przemyśle growym, obaj zaczęli prezesury w chwili dużych zmian. Zacznijmy od Phila Spencera. Microsoft przyjął go w szeregi już w 1988 roku, rozwój dość bogatej kariery jest w gruncie rzeczy materiałem na długą i wciągającą lekturę. Rzadko wymienia się historię Spencera, która opiewa nie tylko młodocianym zamiłowaniem do gier. Philowi przypadł zaszczyt obecności w takich zespołach jak LionHead Studios oraz Rare, aż do 2008 roku. Wtedy stanął na czele wewnętrznych studiów Microsoft, skąd rozpoczęła się już ostatnia prosta na fotel szefa całej dywizji Xboxa. Po odejściu poprzedniej głowy marki Xbox, Johna Holtmana - wybór mógł być tylko jeden. Tym samym, Phil Spencer otrzymał niełatwe zadanie. Pamiętacie burzę wywołaną przez nieodpowiedni, debiutancki pokaz Xbox One? Dyskusyjny występ Dona Mattricka jedynie skomplikował sprawę. Konsolę przedstawiono bardziej w świetle dekodera, urządzenia multimedianego niż konsoli do gier. Phil Spencer zdołał wyciągnąć markę z lekkiego dołka, po udanej kadencji Xbox 360. 

Jim Ryan związany jest z PlayStation od przeszło 25 lat. Rzadko się o nim mówiło nawet w obliczu przejęcia stanowiska szefa europejskiego oddziału marki. W ostatnim czasie mocno podpadł społeczności z uwagi na dość odważne i brutalne decyzje. Zarząd widział w nim jednak potencjał, wypracowany na drodze mocno biznesowego podejścia do rynku gier. Kiedy sam widzę sylwetkę Ryana w licznych wzmiankach o nowościach związanych z PlayStation, wraca do mnie niczym bumerang - pewien obraz z dawnej historii. Wróćmy do firmy, która według kronikarzy "stworzyła branżę gier". Mowa o dawnym Atari, po tym gdy Nolan Bushnell opuścił firmę, natomiast rządy przejął Ray Kassar. Nie do końca lubiany, lecz skuteczny w odważnych decyzjach generujących milionowe przychody budżetu firmy. Jest więc tutaj pewna analogia. Jim Ryan przejął ster również pod koniec kadencji PS4, u progu nowej generacji. Stanowisko objął w listopadzie, 2019 roku. Skutki jego prezesury odczuliśmy dopiero kilka ładnych miesięcy dalej. Warto jeszcze stanąć na chwilę aby zastanowić się jakie podejście ma Jim Ryan do wewnętrznych studiów PlayStation, oraz przede wszystkim - zespołów niezależnych. W tym kontekście, dużo mógłby się nauczyć od aktualnego szefa Xbox. 

Zachodnie osiągnięcia

Phil Spencer

Kiedy patrzymy na działania podejmowane przez szefa SIE, nietrudno odnieść wrażenie, że oczkiem w głowie stały się wysokobudżetowe tytuły na wyłączność PlayStation. Japońskich mentorów zastąpili przedstawiciele zachodniej myśli biznesowej oraz deweloperskiej. Shuhei Yoshida pozostawił funkcję Hermenowi Hulstowi, którego wcześniej znaliśmy jako ojca Guerilla Games. Jim Ryan przejął schedę Johna Kodery, który zdecydował się odejść z Sony na drodze rozwoju kariery. Ciężko jest obecnie podsumować dotychczasowe osiągnięcia Ryana - relatywnie krótko piastuje stanowisko. Dał się niestety kilka lat wstecz poznać nam od nieco negatywnej strony. Jednoznacznie określił swój pogląd wobec popularyzacji wstecznej zgodności (co z kolei stanowi zasługę Phila Spencera). Zupełnie jakby miała to być odpowiedź na poważny ruch konkurencji w tym zakresie. "Bywałem często na eventach poświęconych Gran Turismo, gdzie znajdowały się standy z grami od PSX po PS4. Tytuły z pierwszego oraz drugiego PlayStation wyglądają jak antyki. Czyli kto miałby w to grać"? - wyjaśniał w wywiadzie dla magazynu Time w 2017 roku.

Zabawne, że mniej więcej rok później, do sprzedaży trafiło PlayStation Classic w zaporowej cenie. Podejście Sony do tematu kompatybilności wstecznej zostało mocno zaniedbane, lub podyktowane chęcią zysku, ponieważ w ofercie PS Store liczne tytuły z dawnych lat można kupić na zasadzie emulacji. Praktyka nie do końca uczciwa. Ryan jednak zrozumiał, że w końcu należy zaadaptować się do rozwiązań konkurencji. Stąd wsteczna zgodność na PlayStation 5, działająca w stylu zaproponowanym kilka lat wcześniej przez Phila Spencera. Skoro weszliśmy na temat osoby CEO Xboxa, trzeba przyznać, że Spencer to wizerunkowy sukces. Nie dość, że udało mu się podciągnąć sprzedaż konsol, zadbał o dobre relacje z innymi studiami, w tym z Platinum Games. Wiele osób widzi porażkę Scalebound jako winę Spencera. Nie do końca się z tym zgadzam. Microsoft bardzo rzadko decyduje się na tak drastyczny krok jak anulowanie wysokobudżetowego projektu. Prawda zawsze leży gdzieś pośrodku.

Hideki Kamiya zasila grono najambitniejszych, wschodnich deweloperów. Być może wszystko przerosły ambicje, rozbijając gdzieś po drodze jakość. Phil sam mocno ubolewał nad tym faktem, nie tłumaczył się, lecz postanowił wziąć gniew oczekujących na siebie. Popularyzacja abonamentowej, interaktywnej rozrywki również wpisje się w CV "króla Spencera" - takim określeniem często obdarowują go znawcy z for dyskusyjnych. Fakt, przyzwyczaił graczy do luksusu w jaki obrasta Xbox Game Pass, tym samym dając pstryczek w nos wyższym cenom gier. Rzadko podawane są wyniki sprzedaży pudełkowych wydań gier z bibliotek Xbox. Dla samego Spencera także zaczyna mieć to raczej marginalne znaczenie. Do tej pory nie wiemy, jaki pułap cenowy osiągną gry nowej generacji od Microsoftu. Ostatnią przewaga Jim Ryana są studia odpowiedzialne za tzw. "exclusivy". Mimo tego, przegrywa wizerunkowo z Philem Spencerem. 

Niezależna swoboda

Phil Spencer

Na koniec interesuje nas jeszcze jedna kwestia - podejście do współpracy z niezależnymi studiami oraz promocja mniejszych tytułów. Niestety, Ryan wyraźnie koncentruje się na "najlepszej jakości". Zupełnie jakby przestając interesować się ofertą skierowaną do entuzjastów niezależnej rozrywki. Obawiam się, że Kena: Bridge of Spirits okaże się ostatnim takim projektem. Początek PS4 zawierał naprawdę ciekawe pozycje z niższej półki. Przy następcy, liczba ta drastycznie zmalała. Teraz mamy jedynie Bugsnax czy Oddworld: SoulStorm. Jim Ryan niespecjalnie ogląda się za łapaniem kolejnych, mniejszych projektów. Szkoda, ponieważ często owe gry dają upust możliwościom technicznym danego zespołu, lecz zapewniają szersze pole kreatywności. Wie o tym natomiast Spencer, który bardzo aktywnie promuje ideę niezależnej rozrywki. Wystarczy spojrzeć na prezentację kolejnych zapowiedzi z ramienia Microsofu a Sony - wówczas wszystko staje się jasne. 

Phil Spencer wypracował sobie o wiele większą sympatię przez ostatnie kilka lat. Złośliwi upatrzą w jego wystąpieniach, komentarzach czy wywiadach - dobrą minę do złej gry. Jego podejście zaczyna się coraz bardziej sprawdzać. Widać w nim szerokopasmowe myślenie, perspektywiczne. Wystarczyły niecałe cztery lata od chwili wspierania gier działających we wstecznej zgodności aby ta praktyka stała się dzisiaj trendem pomocnym w oczekiwaniu na next-genowe doświadczenia. Podobnie będzie z usługą Game Pass. Jimowi natomiast przypadł niechlubny zaszczyt podwyżki cen gier, decyzji o wyłącznej sprzedaży konsol przez Internet. Graczom podpadł jeszcze bardziej gdy ogłosił zamknięcie sklepu PlayStatiom dla PS3, PSP czy PS Vita. Niestety, to określa podejście do wieloletniej tradycji i fanów marki. W wizerunkowym starciu, Ryan przegrywa. Choć nadal chwali się grami na wyłączność, coraz więcej produkcji trafia na PC. Próbuje każdą decyzję obrócić w sukces. Ciekawe co powie zapytany o jakość wersji reżyserkich. Sony chyba potrzebuje drugiego Phila Spencera. Póki hegemonia trwa. 

Tagi: jim ryan Microsoft phil spencer Sony