Dawid Ilnicki Dawid Ilnicki 02.05.2021
10 filmów z lat 90. które powinny doczekać się nowych wersji
1656V

10 filmów z lat 90. które powinny doczekać się nowych wersji

VHS-owe kino rozrywkowe z lat 80-tych i 90-tych niejednokrotnie wyróżniało się znakomitym pomysłem czy atrakcyjnymi motywami, jednocześnie jednak często nie robiło tak dużego wrażenia jak powinno, ze względu na ograniczenia budżetowe. Niektórym z takich filmów zdecydowanie przydałby się remake. 

Remake’i nie należą do przesadnie szanowanych formatów, bo zazwyczaj natrafiają na skądinąd słuszny argument o tym, że ich nadprodukcja zwyczajnie markuje brak pomysłów na nowe produkcje. Zdają się one więc wykorzystywać nostalgię za starymi, dobrze znanymi filmami, cieszącymi się popularnością wiele lat temu. Do tego dochodzi znana wśród Amerykanów tendencja do przerabiania hitów europejskiego kina na ich nowe wersje. Najnowszym przykładem jest zakupienie praw do remake’u nagrodzonego przed kilkoma dniami Oscarem “Na rauszu” Thomasa Vinterberga, przez firmę Leonardo di Caprio, która zapewne niedługo wyprodukuje swoją wersję.

Istnieje jednak spora grupa filmów, zwłaszcza tych ze złotej ery VHS z lat 80-tych i 90-tych, która wręcz potrzebuje nowej wersji. To głównie obrazy, które zachwycają świetnym scenariuszem lub atrakcyjnymi pomysłami, ale jednocześnie zdecydowanie nie domagają jeśli chodzi o stronę realizatorską. Niektórym przydałby się inny aktor w roli głównej, a innym lekka modyfikacja wydźwięku, tak by stał się on aktualny także w trzeciej dekadzie XXI wieku. Wybrałem dziesięć filmów z lat 90-tych, którym warto byłoby dać drugą szansę. Część z nich jest bardzo dobrze znana, inne zostały już nieco zapomniane, a więc warto je odkopać.

Waterworld

Na początek pójdźmy po linii najmniejszego oporu. Słynne widowisko Kevina Costnera z 1995 roku, wyraźnie inspirowane Mad Maxem, miało być wielkim sukcesem. Nic dziwnego, w końcu kosztowało ponad 170 milionów dolarów. Niestety ostatecznie okazało się klapą, a historię jego powstawania zna zapewne każdy miłośnik kina lat 90-tych. Trudno nie zgodzić się z tym, że produkcja zawiodła, jednocześnie jednak jeszcze trudniej zaprzeczyć, że miała spory potencjał, prezentując znane schematy z kina postapo w zupełnie nowym opakowaniu. Już wersja reżyserska obrazu okazała się dużo lepsza od pierwowzoru, a remake mógłby załatać większość jego dziur. Wątpliwe jest jednak, by ktokolwiek zdecydował się na sfinansowanie takiego projektu, biorąc pod uwagę to jak przebiegała realizacja niechlubnego dzieła Costnera.

Spawn

Spawn jest z pewnością jednym z najciekawszych komiksowych bohaterów. Stworzony przez Todda McFarlane’a heros był płatnym zabójcą, który został oszukany przez swoich mocodawców i zwyczajnie zlikwidowany. W zaświatach udało mu się jednak wynegocjować powrót do swojej żony, pod warunkiem podpisania odpowiedniej umowy o pracę, w  atrakcyjnym, dynamicznym zespole, sposobiącym się akurat do wielkiej bitwy, kojarzonej z biblijnym Armagedonem (a raczej z tym jak opisywała go popkultura). Po powrocie nic jednak nie jest takie jak przedtem, a wspomniany cyrografik okazuje się bardziej uciążliwy niż można się było spodziewać. Dzieło graficzne doczekało się koszmarnej ekranizacji z 1997 roku, najwyraźniej celującej w nastoletniego widza. Obecnie wiele mówi się o nowym filmie, nad którym pracuje właśnie McFarlane. Mają w nim zagrać Jamie Foxx i Jeremy Renner. Film jest ponoć pomyślany jako horror o kategorii R. Oby wyszło lepiej niż choćby w przypadku „Venoma”. 

Gattaca - szok przyszłości

Moda na antyutopie powoli powraca, o czym świadczy choćby sukces serialu “Opowieści podręcznej” czy też świeżej wersji “Nowego, wspaniałego świata” na podstawie powieści Aldousa Huxleya. Całkiem niezłym przykładem obrazu, wykorzystującego pełen wachlarz możliwości tego podgatunku, jest film Andrew Niccola z 1997 roku. Dotykał on kwestii inżynierii genetycznej, pozwalającej na sztuczne poprawianie poszczególnych jednostek ludzkich. Choć genetyka przestała być w ostatnim dziesięcioleciu naczelnym chłopcem do bicia (nierówności są bowiem dziś reprodukowane w dużo prostszy sposób) za kilka lat może do tej roli powrócić, a wraz z nią remake tego filmu.

Mroczny Anioł

Klasyk kina VHS, z nieśmiertelnym Dolphem Lundgrenem w roli głównej, to przykład filmu, który zaczyna się jak typowa cop drama, z czasem przeradza się w dynamiczne action science-fiction, gdy okazuje się, że nasz bohater wcale nie śledzi standardowych przestępców, a raczej istoty z innego wymiaru. Wartka akcja, interesująca fabuła były głównym atutem tego filmu, który z powodzeniem mógłby funkcjonować w nowej wersji, pod warunkiem znalezienia równie charyzmatycznego aktora jak legendarny magister chemii. 

Tajemnice Syriusza (Screamers)

Oparty na prozie Philipa K. Dicka film z 1995 roku należy do tych produkcji, które potrafią urzec wykreowaną atmosferą, niestety nieco zawodzi strona realizatorska. Pewnie z tego powodu produkcja okazała się dużą klapą i przy budżecie ponad 20 milionów dolarów nie zarobiła nawet jednej - trzeciej tej kwoty. Niestety w poprzedniej dekadzie XXI wieku wzięli się za nią twórcy co najwyżej przeciętni, czego efektem był przewidywalny i nudny sequel “Screamers: The Hunting”, który polecić można jedynie najgorszemu wrogowi. Wydaje się jednak, że historia opowiedziana w pierwszym filmie ma spory potencjał i może być jeszcze wykorzystana w kolejnych latach. 

Egzorcysta III

Wyreżyserowany przez samego Williama Blatty’ego, twórcę literackiego pierwowzoru klasycznego horroru Williama Friedkina, film do dziś jest uznawany za bardzo dobry kryminał z wątkiem paranormalnym. Broni się przede wszystkim dzięki świetnemu aktorstwu (Brad Dourif!) i niezłej intrydze. Jego jedynym problemem było od zawsze to, że funkcjonował jako sequel do wspomnianego obrazu Friedkina, a zatem zdecydowanie zawodził biorąc pod uwagę status tamtego dzieła. Tymczasem “Egzorcysta III” nie powinien nawet nosić takiego tytułu. Oparto go bowiem o zupełnie inną powieść Blatty’ego -“Legion”, na siłę wpychając do niego wątki dotyczące rzeczonych obrzędów. Bez skojarzeń z wcześniejszymi częściami funkcjonowałby zdecydowanie lepiej, dlatego warto pomyśleć o remake’u, także z uwagi na spodziewaną nową wersję klasyka z 1973 roku.

Wishmaster

Ci, którzy narzekali na fabułę w ostatniej części “Wonder Woman”, która zasłużenie zbiera cięgi w Internecie, choćby dlatego, że krytycy są w jej ocenie z niezrozumiałych przyczyn wyjątkowo podzieleni, powinni docenić film, w którym spełnianie życzeń udaje się przedstawić w bardzo ciekawy sposób. A tak było właśnie w przypadku horroru Roberta Kurtzmana, w którym zagrali m.in. zasłużeni dla kina ery VHS aktorzy, tacy jak Robert Englund czy Andrew Divoff. Nowa wersja mogłaby pójść w straszeniu w różną stronę, dobrze gdyby dostała się jednak w ręce twórców, którzy umiłowali filmową groteskę i nie stronią od przesady. 

Dark City

Najbardziej udane dzieło Alexa Proyasa to film, któremu po prostu należy się remake, a może nawet filmowa seria. Scenariusz produkcji z 1998 roku pokazuje bowiem spory potencjał, dzięki któremu fabułę nowego filmu można by rozwijać w różnym kierunku, unikając bezpośredniego nawiązania do od razu nasuwającego się przykładu “Matrixa”, idąc mocniej np. w stronę wykreowania oryginalnej mitologii. 

Split second

Obraz z 1992 roku to przykład niemal kompletnie śmieciowej fabuły z dużym potencjałem. Ten zasadza się przede wszystkim na miejscu rozgrywania akcji: zalanym - za sprawą skutków efektu cieplarnianego - Londynie, w którym dwóch detektywów tropi maniakalnego mordercę, a ten okazuje się kimś zupełnie innym niż się wydawał. Scenariusz daje zatem możliwość do eksplorowania różnych wątków, problem tylko w tym czy udałoby się znaleźć dziś tak charyzmatycznego aktora jak Rutger Hauer?

Hardware

Świetny film Richarda Stanleya to jeden z nielicznych przykładów udanego mariażu estetyki cyberpunkowej z postapo. Obraz wykreowany przez twórcę pochodzącego z RPA robił wrażenie przede wszystkim za sprawą udanej wizji świata po katastrofie. Wielkiego śmietnika, w którym najgroźniejsze jest to co pozostawiono do wyrzucenia. Film był jednak najmniej udany tam gdzie wyraźnie potrzebował nieco większego budżetu, a biorąc pod uwagę to, co sam wielokrotnie wspominał Stanley w wywiadach, odnośnie możliwości zrealizowania sequela, być może ktoś kiedyś wpadnie na to, że produkcji przydałby się remake. Szkoda tylko, że nie zagra już w nim Lemmy Kilminster.

Tagi: filmy Lata 90 remake