Kajetan Węsierski Kajetan Węsierski 06.04.2021
Skalperzy - nowy rak naszej branży czy naturalne prawo rynku 
1809V

Skalperzy - nowy rak naszej branży czy naturalne prawo rynku 

Scalping osiągnął ostatnimi czasy w branży gier naprawdę ogromne rozmiary. Zresztą, każdy z Was na pewno słyszał o masie akcji związanych z wykupywaniem PlayStation 5. Jak więc patrzeć na cały precedens i czy ma on prawo bytu? 

Ah ci skalperzy… Chyba nigdy wcześniej nie było o nich w branży gier tak głośno, jak przez okres ostatnich kilku miesięcy. Oczywiście głównie za sprawą niezwykle niskiej dostępności konsol nowej generacji - przede wszystkim PlayStation 5, które jest towarem skrajnie deficytowym. I gdy tylko odpowiedni ludzie dowiedzieli się, jak wygląda sytuacja, weszli tu z buta. 

Od tamtego momentu „problem” stał się globalny i dawno opuścił ramy naszej branży. Przecież już na początku roku jeden z brytyjskich polityków nawoływał do tego, by walczyć z możliwością wykorzystywania małej dostępności przez skalperów. I nie był to oczywiście odosobniony przypadek, albowiem co jakiś czas mogliśmy słyszeć o wypowiedziach wyżej postawionych ludzi. 

I choć sytuacja od dawna wydawała się ogromnych rozmiarów, zwłaszcza gdy mogliśmy czytać o zmasowanych atakach botów na przeróżne sklepy, dopiero ostatnia wiadomość dosadnie zaprezentowała mi skalę całości. Jak wspominaliśmy na początku kwietnia, 18-letni Jake zarobił na sprzedaży next-genów od Sony ponad 10 tysięcy funtów, co po przeliczeniu wynosi około 55 tysięcy złotych. To mówi samo za siebie.

Skalper, czyli kto?

Warto tu przede wszystkim zaznaczyć, że nie ma oficjalnej, polskiej definicji słowa skalper - na pewno nie znajdziecie jej w słownikach. Trzeba więc szukać za granicą, oczywiście w języku angielskim. I najłatwiej napisać chyba, że właściwie wyraz ów stanowi swego rodzaju spolszczenie określenia, jakim można nazwać osobę, która uprawia czynność zwaną powszechnie „scalpingiem”.

Scapling

I od tego chyba najlepiej wyjść. Sam scalping odnosi się głównie do branży inwestycyjnej i polega na otwieraniu ogromnej liczby transakcji w niezwykle krótkim czasie. Jedna z takich transakcji przynosi mały zarobek, ale mnożąc ją przez to, ile się ich wykonuje, dostajemy naprawdę ładną sumkę - jak w przypadku Jake’a, o którym wspomniałem we wstępie. 

Mianem Skalpera w branży gier można więc nazwać osoby, które kupują masę produktów, a następnie odsprzedają je ze stosunkowo niewielkim zyskiem - ten z kolei po zsumowaniu okazuje się co najmniej zadowalający. Trzeba być więc szybkim, stanowczym i bardzo cierpliwym. A jeśli przeanalizujemy potencjalne zyski, często okazuje się, że jest to naprawdę opłacalne. 

Naturalne prawo czy jego brak?

No i tu rodzi się kluczowy pytanie - czy takie działania powinny mieć miejsce? Z punktu widzenia pasjonata, zdecydowanie nie. Kiedyś mocno interesowałem się streetwearem i tam niestety często wygląda to bardzo podobnie. Największe marki udostępniały swoje przedmioty na specjalnych „dropach”, więc niekiedy na zakup było kilka do kilkunastu sekund.

Boty

No i niesamowicie irytował fakt, że ja nie zdążyłem, a udało się komuś, kto przy pomocy botów wykupił jakiś T-Shirt tylko po to, by za chwilę wystawić go na grupce za kilkukrotnie wyższą cenę. Teraz czuję się podobnie - choć mam szczęście posiadać PS5, nie mogę wyzbyć się pewnego poczucia niesprawiedliwości. Znam osobiście całą masę zapalonych graczy, którzy wciąż czekają. Bo umówmy się, że 4 tysiące za konsolę to za dużo. 

Z drugiej strony mamy do czynienia z działaniem, do którego na większą skalę trudno się przyczepić. Jak mówiłem, sam scalping wywodzi się z branży inwestycyjnej i jest naprawdę dobrym sposobem na zarobek dla najwytrwalszych. Nie uważam więc, że całe działanie powinno się jednoznacznie uznać jako pewien nowotwór, który trawi branżę. Byłoby to zbyt ofensywne określenie. 

Problem tkwi w oszustwach 

Człowiek to istota, która lubi kombinować - chyba nie muszę tego nikomu udowadniać. I być może właśnie to jest tu największym problemem. O ile scapling w zamyśle opiera się na cierpliwości i rozpoznaniu rynku, o tyle w branży gier największą przewagę dają dobrze ustawione boty, które odwalają większość roboty. Nie ma sprawiedliwej walki, która zmieniłaby obraz sytuacji. 

nvidia boty

Wystarczy przypomnieć choćby głośną akcję, która miała miejsce w grudniu, w sieci sklepów Walmart. W ciągu zaledwie 30 minut zablokowano tam ponad milion botów, które próbowały wykupić PlayStation 5. Widzicie tę skalę? MILION! A to przecież zaledwie jedna sieć i jeden z rzutów konsol. To świetnie pokazuje, z jak ogromnym i zakrojonym działaniem możemy mieć w rzeczywistości do czynienia.  

Zmienić reguły gry

Reasumując - nie jestem zwolennikiem tego, by całkowicie zabronić działania skalperom. Optuję za tym, aby w jakiś sposób wpłynąć na sposób ich funkcjonowania i niejako „zmusić”, by powrócili do korzeni sposobu swojego funkcjonowania, gdzie nagradzana była cierpliwość, obrotność i spostrzegawczość, a nie konfiguracja oprogramowania, które zostawia w tyle innych chętnych. 

Jeśli tylko wszystko opierałoby się na równej walce, nie miałbym się o co przyczepić. Oczywiście, dalej nękałoby mnie poczucie niesprawiedliwości, które wynikałoby z faktu, że ktoś po prostu kupił taniej i sprzedał drożej. Ale jestem pewien, że skala byłaby nieco inna, a szala wagi przechyliłaby się na korzyść ludzi, którzy chcą po prostu kupić konsolę dla siebie tudzież najbliższych. 

Nie zakazać więc gry, a zmienić jej reguły. Tak, by każdy mógł brać udział z podobnymi szansami i możliwościami. Rakiem branży nie są bowiem skalperzy, a zdobywanie przewagi w sposób, jaki ma to miejsce obecnie. Mam ogromną nadzieję, że kiedy uda się z tym wygrać, sytuacja i podejście do scalpingu nieco się odmieni. 

Tagi: gry ps5 scalping skalperzy sony zarobki