Maciej Zabłocki Maciej Zabłocki 20.01.2021
Mam dostęp do XSX, PS5 i mocnego PC, ale… najczęściej gram na PS5 – dlaczego? [OPINIA]
4410V

Mam dostęp do XSX, PS5 i mocnego PC, ale… najczęściej gram na PS5 – dlaczego? [OPINIA]

Zanim odpowiem na pytanie postawione w tytule, warto zastanowić się przez chwilę – po co trzymam w domu mocnego PC i Xboxa Series X skoro to prawie jedno i to samo? No właśnie niekoniecznie. Pozwólcie, że przybliżę Wam swoje przemyślenia na temat wszystkich platform nowej generacji – dziesiątki dni testów, doświadczeń i zabawy sprawiły, że wiem już, która z nich jest najlepsza. 

Nie traktujcie tego jako test, tutaj podzielę się luźnymi spostrzeżeniami, w dodatku bardzo subiektywnymi, bo w końcu wybieram to, co dla mnie jest najlepsze. Od przeszło trzech miesięcy mam wielką przyjemność bawić się z dwoma konsolami nowej generacji i mocarnym PC, a każda z tych platform oferuje odmienne doświadczenia. Gdy już myślałem, że zostanę przy jednej z nich, chwilę potem okazywało się, że druga ma wiele swoich zalet. Finalnie skończyło się na tym, że piszę dla Was ten felieton – jak to w końcu jest z tymi next-genami? 

Zacznijmy od mocnego PC – co to za sprzęt i jak się sprawuje

PC do pracy

Budowę swojego komputera stacjonarnego rozpocząłem wiele miesięcy temu, gdy jeszcze nikt nie słyszał o pandemii czy problemach z dostępnością komponentów. Aktualnie przy moim taborecie stoi czarna skrzynka MSI Gungnir 100P z płytą główną MSI Z390 Ace, do tego 16GB RAM, Intel Core i9-9900K podkręcony do 5 GHz i karta graficzna RTX 3080. Jak możecie się domyślać, taka konfiguracja pozwala na komfortową zabawę w praktycznie dowolnym tytule w rozdzielczości nawet 4K. Taki Cyberpunk 2077 śmiga na tym PC znakomicie na maksymalnych detalach z włączoną funkcją DLSS. Na działanie innych gier również trudno narzekać – na co dzień gram w rozdzielczości 2560x1440p, chyba że akurat podłączę się do TV. 

Tutaj właśnie rozpoczynają się strome schody. Komputer, co oczywiste, oferuje najbogatsze i największe możliwości rozbudowy i rozwoju platformy gamingowej. Niestety, części kosztują, a sprzęt z czasem się przecież starzeje, dlatego raz na dwa, trzy lata konieczna będzie stosowna modernizacja. W moim przypadku za 30-36 miesięcy dostępne będą na rynku procesory Intela 12. generacji ze wsparciem dla nowego formatu pamięci DDR5 oraz nowa generacja kart graficznych AMD i Nvidia z serii analogicznie 7x00 i 40x0. Tak duże zmiany z pewnością przyniosą olbrzymi wzrost wydajności. W tym czasie zarówno PlayStation 5 jak i Xbox Series X będą w swojej najlepszej formie, dostarczając właśnie najbardziej next-genowe produkcje. 

Czy zakup nowych części co trzy lata jest bolączką PCtowców? Zależy od naszych potrzeb i możliwości finansowych. Można przecież obniżyć detale. Można także bazować na strategii „taniej kupię, drożej sprzedam” bardzo aktywnej w czasach pandemii. Da się tak zrobić, żeby kupować nowe komponenty średnio co dwa lata przy minimalnym wkładzie, zyskując sporo na odsprzedaży starych części – trzeba tylko wiedzieć w którym momencie się ich pozbyć i „przecierpieć” np. miesiąc na zintegrowanej karcie graficznej. To stare, ale sprawdzone metody PCtowców by pozostać na topie i cieszyć się najwyższymi detalami podczas grania. No bo dla tych, którzy nie mają takiego parcia na najwyższe detale, wymiana sprzętu często następuje po wielu latach. Czasem co generację konsol. 

Niestety, nawet posiadanie tak mocnej jednostki nie gwarantuje braku problemów. Każdy, kto miał styczność z mocnym PC wie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Co to znaczy? Im więcej mocy znajdziemy w naszych komputerach tym bardziej chcemy mieć ładniejsze albo płynniejsze gry. Rozpoczyna się zabawa w podkręcanie, kombinowanie i modyfikacje plików gry, zgrywanie modów lub instalacje programów diagnostycznych. Oj ten MSI Afterburner to moja prawdziwa zmora – miałem taki moment, że odpalałem go przy każdej grze i sprawdzałem czy gdzieś nie mam spadków o kilka klatek. Gdy już się zdarzały, rozpoczynałem poszukiwania czy winna jest może podkręcona karta graficzna? A może taktowanie pamięci czy procesora? Możliwe, że problem leżał po stronie oprogramowania, które się ze sobą gryzło. Tak wiele możliwości, tak niewiele cierpliwości. Rzecz jasna robiłem to na własne życzenie – w końcu nikt mi nie kazał składać takiego PC, ani tak bardzo uciekać w stronę maksymalnych detali. Tylko przyznajcie się – kto z Was by chociaż nie spróbował? 

Mocny PC - specyfikacja

Najgorsze w świecie PCtowego gamingu jest to, że producenci gier sztucznie zawyżają wymagania dla maksymalnych detali. Mam poczucie, że dziś wszystkie najnowsze gry promują najdroższe (i niestety obecnie niedostępne) komponenty. Choćby takie Medium – gra wygląda przeciętnie, ale do działania na maksymalnych detalach wymaga RTX 3080. Albo Call of Duty: Black Ops - Cold War czy Watch Dogs Legion. Nawet rekomendowane wymagania dla Cyberpunk 2077 zmieniły się w ciągu kilku miesięcy. Oczywiście na gorsze – bo nagle potrzebujemy wszędzie najdroższej karty by zagrać komfortowo na najwyższych detalach. A przecież RTX 2080 to dalej mocarne GPU. Podobne kuriozum występuje z wymaganym miejscem na dysku twardym – liczby przekraczające 150 GB nie są dzisiaj niczym wyjątkowym. 

Niestety, PC to nie tylko pompowanie balonika kasowego i wymuszanie zakupu najmocniejszych części. Problem sterowników czy oprogramowania też jest dosyć powszechny i dopada mnie nad wyraz często, a korzystam z oryginalnej, licencjonowanej wersji systemu Windows 10. Choćby ostatnio, z niewyjaśnionych powodów, przestał działać na moim komputerze launcher Rockstara. Próbowałem wszelkich dostępnych w internecie sztuczek, ale żadna z nich nie pomogła, włącznie z najbardziej znaną – odinstaluj i zainstaluj ponownie. Nic nie dawało czyszczenie rejestru czy plików z dokumentów. Ostatnią deską ratunku, by odpalić GTA V, było zainstalowanie VPN i połączenie z serwerami w Czechach. Wtedy launcher faktycznie ruszył i mogłem w końcu pośmigać Trevorem po mieście. Co ciekawe, VPN ustawiony na Wlk. Brytanię czy Francję… nie przynosił rezultatów. 

PS5 VS XSX

Innym problemem, który dopadł mnie w najmniej oczekiwanym momencie była wizyta Szwagra. Mieliśmy akurat ochotę odpalić do piwka ze dwa mecze w najnowszą FIFĘ. Padów mam w domu kilka, przeniosłem komputer z gabinetu do salonu, podłączyłem do TV i połączyłem jeden z kontrolerów przez bluetooth. FIFA się odpaliła, ale menu zaczęło wariować. Po dłuższej analizie okazało się, że z niewyjaśnionych przyczyn jeden pad przez bluetooth wykrywany jest jako dwa. W dodatku ten drugi podwaja ruchy pierwszego, odwracając je jeszcze o 180 stopni. Mogłem na arenie treningowej grać sam ze sobą, ale druga postać robiła wszystko odwrotnie. 

Uznałem, że czas podłączyć tego pada przez kabel – może to połączenie przez bluetooth powoduje takie problemy? Rzeczywiście, przewód magicznie rozwiązał sprawę. Mogłem samemu zagrać, więc przyszła pora na podpięcie drugiego pada. Tutaj ani bluetooth, ani kabel już nic nie zdziałał. W momencie dodania następnego kontrolera, na ekranie wyboru pojawiały się cztery pady. Dwa z nich działały odwrotnie. Przez półtorej godziny kombinowałem z tutorialami na YouTube, jak to rozwiązać (bo problem jak się okazało, jest dość powszechny). W końcu odpuściłem. Nie miałem jeszcze wtedy dwóch padów ani do XSX ani do PS5 – Szwagier poleciał po swoje PS4 Pro. Gdy je przyniósł, to operacja zagrania w najnowszą FIFĘ trwała może 3 minuty. Mogliśmy tak zrobić od samego początku, ale kto to wiedział? Piwko nam się do tego czasu skończyło. 

Konsole oczywistym ratunkiem? Next-geny zmieniają podejście do grania

Opisane powyżej sytuacje z PC nie są nagminne. Nie zdarzają się każdemu, a u mnie prawdopodobnie wystąpił konflikt oprogramowania – tylko teraz bądź mądry i weź tu znajdź, które ze sobą kolidują. Cenię sobie granie na PC szczególnie w RTSy i stare RPG z widokiem z rzutu izometrycznego. Zorientowałem się natomiast, że mając tak potężną maszynę w domu przez pewien czas odpalałem tytuły sprzed lat, jak pierwszy Max Payne, Quake III albo Soldier of Fortune. Czasem jedynkę Gothica czy starego Warcrafta III (bo remake to kompletna porażka). Grałem na nim w to czego zdecydowanie nie mogę odpalić na XSX czy PS5. Na konsolach z kolei wolę grać we wszystkie najnowsze produkcje – nawet pomimo gorszej grafiki. Dlaczego? 

PS5 podłączone pod telewizor

Właśnie dlatego, że nie występują tutaj tak kuriozalne problemy. Konsole nie są idealne, next-geny mają swoje wady, ale przynajmniej gwarantują względny spokój gdy mam 15-20 minut i chcę odpalić szybki meczyk czy usiąść po pracy i zrelaksować się przy wyścigach albo multiplayerze. Na XSX i PS5, dzięki SSD, wszystko odpala się w moment i dalece wyprzedza to, co można osiągnąć na PC. Szczególnie pełen podziwu jestem w przypadku konsoli Microsoftu, bo do zabawy mogę wrócić dosłownie po kilku sekundach. Quick Resume uważam za jedną z najlepszych funkcjonalności jaka powstała, a płynne przeskakiwanie pomiędzy grami jest dla mnie rewelacyjnym udogodnieniem. 

Nie umniejszając PS5, tutaj również działa to natychmiastowo. Chociaż muszę chwilę poczekać na uruchomienie się gry, to jej ładowanie zajmuje moment, a konsola włącza się w mgnieniu oka – takiego komfortu oczekiwałem od dawna i szalenie cieszy mnie odejście od starych, koszmarnych dysków talerzowych. Na PC natomiast najpierw czekamy na włączenie systemu i wszystkich aplikacji, potem z kolei na to, aż przejdą wszystkie logotypy studiów wydawniczych i deweloperskich i wreszcie możemy wczytać zapisaną grę. Nie przypuszczałem, że po premierze nowej generacji konsol sytuacja tak drastycznie odmieni się na ich korzyść. 

Xbox Series X jest świetnie wykonaną, bezgłośną i w mojej ocenie piękną konsolą. Ten czarny, niewielki monolit (mniejszy niż na zdjęciach) doskonale komponuje się z nowoczesnym salonem, ale tylko w pozycji stojącej. Gdy leży, mam wrażenie że coś jest nie tak. Wtedy wygląda topornie i brzydko. PlayStation 5 natomiast projektowano dla świata zachodu, bo ciężko mi sobie wyobrazić, że Japończycy mogą ten wielki sprzęt komfortowo postawić w swoich niewielkich salonach. To kobyła, której wygląd pozostawiam do indywidualnej oceny. Dla mnie ta konsola jest ładna – brzydsza od XSX, ale ma coś w sobie i urzeka w pozycji stojącej. Gdy leży, jest podobnie okropna jak cegła Microsoftu. Ponadto, egzemplarz premierowy do którego miałem dostęp, miał pewne problemy z jakością wykonania. Plastik po jakimś czasie doznał czarnych przebarwień, a wentylator wewnątrz był wyraźnie słyszalny. Nie wspominając o napędzie, który po włożeniu płyty przypomniał mi czasy latania samolotem po Europie.

PS5 i dysk

Kupiłem po jakimś czasie kolejny egzemplarz PS5 i ten pozbawiony jest póki co takich przypadków. Bardzo przemówił do mnie interfejs konsoli – nie dość, że działa w 4K i z HDR, to jeszcze łatwo i szybko potrafię się w nim odnaleźć. Opcje są jasno opisane, dostęp do menu podręcznego szybki i bezproblemowy, a dodatkowe kafelki z aktywnościami w danej grze znacznie poprawiają zabawę. Nie tylko umożliwiają szybki dostęp do konkretnych elementów, ale przede wszystkim komunikują czego nam jeszcze brakuje lub co możemy teraz zrobić. Korzystam z tego często i z wielką chęcią. Menu w Xbox Series X jest z kolei… nijakie. Działa szybko i rzadko zdarzają mu się przycięcia (ale jednak są, w przeciwieństwie do PS5), ale odnalezienie tutaj czegokolwiek wymaga chwili zastanowienia i nawet po dłuższym korzystaniu z konsoli miałem problem z dotarciem do niektórych opcji. 

Game Pass? Usługa znakomita, tylko że… 

Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja opłacając Game Pass paradoksalnie gram znacznie mniej niż wcześniej. Wyraźnie działa tu problem „bogactwa” bo skoro mam dostęp do tak wielu gier, to ściągnę trzecią, piątą czy dziesiątą i sprawdzę jak wygląda. Odpalam raz, a potem już do niej nie wracam. Na XSX bawię się najlepiej z Forzą Horizon 4, multiplayerem w Gears 5 i Ori and the Will of the Wisps. Ostatnio pobrałem Doom Eternal, chociaż przeszedłem go na PC, więc nie chciało mi się ponownie tego rozgrzebywać. Ściągnąłem też Control, Call of the Sea, kolekcję Halo czy szereg indyków, ale po pierwszym odpaleniu nie miałem ochoty w to wszystko grać. Za to na PlayStation 5 niemal za jednym podejściem przeszedłem Marvel's Spider-Man: Miles Morales (długość tej gry to pomyłka niestety, ale chyba ją splatynuję), długo nie mogłem oderwać się od Astro's Playroom (mam platynę) i kuszą mnie produkcje zawarte w pakiecie PS+ Collection. Chociaż większość z nich przeszedłem na PS4 Pro, to mam ochotę na więcej. Szczególnie Kratosa i Drake’a, ale nawet Ratcheta chętnie przeszedłbym raz jeszcze przed kolejną częścią. 

PlayStation 5 i XSX menu

Czy to zasługa samych gier czy braku tego „bogactwa” – sam nie wiem. Możliwe, że kontroler od PS5 bardziej mi leży, poza tym uwielbiam ten interfejs konsoli i sposób jego działania (ambientowa muzyka ewidentnie koi moje zmysły). No i te haptyczne wibracje, chociaż doskonałe w Astrobocie, nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia w innych tytułach. Mimo to bawię się z nimi lepiej niż w przypadku kontrolera od Xboxa. Nie mogę też pozbyć się wrażenia, że włączając PS5 faktycznie uruchamiam konsolę nowej generacji. W przypadku Xboxa Series X wszystko jest takie… znajome. Miałem wcześniej Xboxa One i koksa, więc może to tego wina – nie czuję przeskoku generacyjnego i nie pomaga w tym „rozmazany” interfejs w 1080p. 

Chociaż doceniam Microsoft za starania i za to, że wychodzą do graczy z tak wielką usługą jak Game Pass, to dziwnym trafem nie mogę tam znaleźć wielu gier dla siebie. Brakuje mi potężnych tytułów AAA, które podobno mają nadejść w 2021 roku. Nie mogę się doczekać Halo Infinite, Horizon 5 i Perfect Darka (to raczej 2023?) oraz wyjaśnienia sytuacji z Bethesdą. Logika podpowiada, że ich gry będą ekskluzywne dla ekosystemu Microsoftu. Na więcej szczegółów musimy jednak poczekać do czerwca, aż cała transakcja zostanie sfinalizowana. Projekt konsoli jest w mojej ocenie lepszy, menu działa znakomicie, a w cenie abonamentu mam dostęp do katalogu ponad 300 produkcji z których wiele jest wspaniale oceniana. Mimo to wolę grać na PS5 – o co tu chodzi? 

PlayStation 5 wypada najkorzystniej, chociaż ma swoje wady

Jak wspominałem wcześniej, od PC odpychają mnie przeróżne problemy czy sztuczne zawyżanie wymagań sprzętowych. PS5 ma swoje bolączki – brak wsparcia 4K z RGB przy HDMI 2.0, brak wsparcia dla 4K na Netflixie i obsługi HDR na YouTube oraz problemy z dostępnością 120 Hz w niektórych grach (znowu brak wsparcia dla profilu kolorów RGB przy tej częstotliwości). Żeby je włączyć to musimy się nakombinować, a przecież można było tego uniknąć. Brakuje mi też lepszego dostępu do tego, co robią moi znajomi i większego podkreślenia społeczności. Uwielbiam za to ten niebieski, ledowy panel konsoli po jej odpaleniu, uwielbiam DualSense i nowe menu oraz zdecydowaną większość gier na PlayStation – kolejne części Ratcheta, Gran Turismo, Horizon czy God of War rozgrzewają moją wyobraźnię po stokroć bardziej od Halo Infinite, Psychonauts 2 czy Stalkera 2. Może to jest rozwiązaniem tej zagadki? 

Szkoda, że dalej mamy tak wielki problem z dostępnością PlayStation 5. Moje zamówienie złożone 17 września w sieci sklepów X-Kom dalej nie zostało zrealizowane, chociaż w tym czasie zdążyłem kupić już dwa egzemplarze PS5, ale czekam cierpliwie. Mam kolejkę chętnych po ten sprzęt bo w Polsce pobudza on zmysły dużo bardziej od każdej innej platformy gamingowej. Po trzech miesiącach testów – wcale się nie dziwię. Ostatecznie to właśnie z tej konsoli korzystam najczęściej, bo jest najprzyjemniejsza w obsłudze, a nadchodzące gry jedynie utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto mieć to wielkie, białe paskudztwo obok telewizora. Nowy Ratchet i KENA za „chwilę” (mam nadzieję) wylądują w moim czytniku. Wtedy PC i XSX ponownie pójdą w odstawkę. 

Tagi: pc playstation 5 xbox series x