Mateusz Greloch Mateusz Greloch 29.04.2014 13:00
Byliśmy w kinie na filmie The Amazing Spider-Man 2 - warto wydać kasę?
1523V

Byliśmy w kinie na filmie The Amazing Spider-Man 2 - warto wydać kasę?

Przyznam otwarcie, że trylogia w której Petera Parkera grał Tobey Maguire była dla mnie szmirą, szargającą dobre imię pająka jakiego znałem z kart komiksu. Kiedy Sony postanowiło zresetować serię i zacząć od nowa, czułem niepokój, myśląc, że wyjdzie jeszcze gorzej - na szczęście The Amazing Spider-Man okazało się dobrą produkcją, a kontynuacja wcale jej nie ustępuje.

Za reżyserię wziął się Marc Webb, którego poprzednim tworem była komedia romantyczna 500 dni miłości – pomimo, że ten film przypadł mi do gustu, dalej miałem obawy, bowiem gdzie pająkowi do romansidła? Jak się okazuje, Webb wcale nie był ekspertem od miłości, ale od doboru aktora do roli i dogłębnej analizy zachowań bohaterów, co udowodnił dobierając do roli Petera Parkera młodego Andrew Garfielda, a jako jego ukochaną Gwen Stacy obsadzając Emmę Stone. Był to świetny wybór, tym bardziej, że między obojgiem aktorów aż kipiało od emocji, a chemia z ich udawanego przed kamerą związku udzielała się widowni. Niektórzy narzekali, że pierwsza część była przegadana i przesłodzona, ale według mnie proporcje pomiędzy historią Petera i czynami Spider-Mana rozłożono bardzo dobrze, a każda postać miała wystarczająco dużo czasu na zaprezentowanie siebie i swoich motywacji.

Druga odsłona również nie zawodzi w tym aspekcie, choć wprowadzenie w tej odsłonie trzech przeciwników mogło skończyć się tragicznie. Najgłośniej reklamowany Electro, w którego wcielił się Jamie Foxx, jako postać zarówno przed jak i po przemianie, mocno irytowała. Jedno trzeba jednak przyznać tej postaci – walki z nią były dynamiczne, efektowne, a ścieżka dźwiękowa w trakcie tych starć była najciekawsza z całej palety utworów przygotowanych przez Hansa Zimmera. Jeśli mogę komuś polecić jedną wersję filmu, którą powinni zobaczyć, to zaprosiłbym go do kina IMAX, gdzie wszelkie rozbłyski i sceny w których Electro i Spider-Man walczą ze sobą na śmierć i życie robią największe wrażenie, głównie z racji ogromnego ekranu i świetnego udźwiękowienia. O dwóch kolejnych wolę nie pisać za dużo, bowiem wątek Rhino został potraktowany nieco po macoszemu i stanowi podstawę do humorystycznych gadek Spideya, a Harry Osborne a.k.a. Green Goblin jest na tyle ciekawą personą, że aż żal zdradzać jego perypetie.

Tym o co bali się fani pierwszej części było to, że Webb zbyt dużo czasu poświęci wielkiej miłości Petera Parkera do Gwen Stacy, jednak już na początku filmu okazuje się, że ich związek wcale nie jest tak idealny jak mogłoby się wydawać. Peter ostatecznie decyduje się na poluzowanie stosunków z Gwen i skupia się na ratowaniu nowojorczyków z opresji gangsterów. Tak naprawdę w drugiej części The Amazing Spider-Man więcej jest ludzkich problemów, prób mierzenia się z przeszłością i spuścizną rodu Parkerów, a walka ze złoczyńcami przez pierwszą połowę filmu jest zaledwie tłem do prostowania skomplikowanych relacji między Peterem i jego otoczeniem.

Na ogromny plus zasługują sceny, podczas których kamera usadowiona jest na ramieniu lub plecach Spider-Mana, kiedy ten pomyka po ulicach Nowego Jorku. Jasne, CGI jest widoczne, ale uczucie pędu i akrobacji, wzmacniane dodatkowo efektem 3D robiło spore wrażenie na wielopiętrowym ekranie IMAXa. Nie ukrywam, że Spider-Man należy do jednym z bardziej lubianych przeze mnie postaci z uniwersum Marvela, więc tym bardziej ucieszył mnie fakt, że druga część The Amazing Spider-Man ukazuje go takim, jakim był na kartach komiksu lub w serialu animowanym, który swego czasu był emitowany na kanale Fox Kids. Nie ma tutaj miejsca na fajtłapowatość, Spidey jest zabawny, co chwilę rzuca sucharami w czasie walki i poważnieje dopiero w obliczu śmiertelnego zagrożenia, jednocześnie czerpiąc radość z każdego pociągnięcia pajęczyny i każdego metra w powietrzu.

Najprostszym podsumowaniem, które da Wam pojęcie o tym czy warto się przejść na The Amazing Spider-Man 2 jest Wasz stosunek do pierwszej części w reżyserii Marca Webba. Jeśli tamto podeście do człowieka-pająka było dla Was strawne i lepsze od trylogii z nieporadnym Tobeyem, to dwójka da Wam jeszcze więcej tego samego – więcej humoru, więcej pościgów, więcej walk i miłosnych rozterek. Ja wyszedłem z kina zadowolony, choć wiem, że nie każdemu spodoba się nastoletnia koncepcja, jaką prezentuje Garfield. Pierwsza część zarobiła sporo pieniędzy i zapewniła Webbowi kręcenie drugiej i trzeciej części – niestety jak to bywa w przypadku środka trylogii, spróbowano wprowadzić wiele wątków, które nie do końca zostały odpowiednio poprowadzone i można czuć niedosyt z braku ukierunkowania fabuły w jedną stronę. Na szczęście nie jest to film zły, a jedynie przejściowy, który ma nas wprowadzić do wielkiego finału, który zapowiada się spektakularnie. Gdyby jeszcze Sony Pictures dogadało się z Marvel Studios i dopuściło do wprowadzenia Spider-Mana w kolejnej części The Avengers…. Ech, marzenia.

Tagi: film kino recenzja The Amazing Spider-Man 2