vergil vergil 16.09.2012 10:00
Tanioszka: Bulletstorm
476V

Tanioszka: Bulletstorm

Bulletstorm to jedna z tych produkcji, których zakup, z różnych przyczyn, odłożyłem na później. Zwlekałem, ogrywałem inne tytuły, by ocknąć się dopiero po kilkunastu miesiącach od premiery gry polskiego studia People Can Fly. I wiecie co? Żałuję jak cholera, bo to jedna z najlepszych strzelanin, jakie zadebiutowały w ostatnich latach. I, niestety, najbardziej niedocenionych...
Bulletstorm to jedna z tych produkcji, których zakup, z różnych przyczyn, odłożyłem na później. Zwlekałem, ogrywałem inne tytuły, by ocknąć się dopiero po kilkunastu miesiącach od premiery gry polskiego studia People Can Fly. I wiecie co? Żałuję jak cholera, bo to jedna z najlepszych strzelanin, jakie zadebiutowały w ostatnich latach. I, niestety, najbardziej niedocenionych...

Tytuł gry: Bulletstorm
Data premiery: 25 lutego 2011
Średnia ocen wg Metacritic: 83/100
Średnia ocen wg Gamerankings: 84,04%

Zalety:


Zacznę standardowo, bo od fabuły. Fakt, historia opowiedziana w Bulletstorm do zbyt odkrywczych nie należy, ale mocno przekolorowani, a przy tym bardzo charakterystyczni bohaterowie, zdecydowanie nadają jej specyficznego uroku. Kogoś takiego jak Grayson Hunt, który zajmował się usuwaniem dziennikarzy i przeciwników politycznych swojego szefa – Generała Sarrano – raczej się nie zapomina. Sęk w tym, że facet robił to nieświadomie, bo wytyczne jakie otrzymywał, wskazywały jego cele jako terrorystów, handlarzy bronią i innych typów spod ciemnej gwiazdy. Kiedy w końcu prawda wyszła na jaw, poprzysiągł zemstę i przez dziesięć lat, jako kosmiczny pirat, polował na swojego byłego dowódcę. W końcu, zupełnie przypadkowo, udało mu się trafić na jego statek, wiszący na orbicie jednej z bliżej nieznanych mu planet i, korzystając z tego, że akurat był „na bani”, postanowił go zaatakować. Akcja zakończyła się efektownym upadkiem obu krążowników na powierzchnię Stygii, by sytuacja miała jeszcze bardziej się skomplikować. Prawda, że nie brzmi zbyt odkrywczo? Sęk jednak w tym, iż Sarrano to taki dupek, że przez te osiem godzin potrzebnych na ukończenie kampanii dla pojedynczego gracza, autentycznie chce mu się dokopać. Zwłaszcza, że nasz podopieczny do słabeuszy nie należy, a uzbrojony w tak zwaną smycz, kilka karabinów maszynowych, twarde buty i umiejętność wyprowadzania kopniaków, jakich nie powstydziłby się Chuck Norris, stanowi istną maszynę do zabijania. Oczywiście, nie jest sam – towarzyszy mu Ishi, który wskutek katastrofy odniósł poważne rany i jedynym ratunkiem była dla niego operacja, która zamieniła go w cyborga (przez co ciągle musi walczyć ze Sztuczną Inteligencją, chcącą przejąć kontrolę nad jego umysłem) oraz Trishka, o której mogę powiedzieć tyle, że naprawdę twarda z niej babka.



Pora przejść do dania głównego. Na pierwszy rzut oka, Bulletstorm to strzelanina FPS jakich wiele. People Can Fly postanowili jednak odrobinę podrasować oklepany do bólu model rozgrywki, a dokonali tego za pomocą kilku ciekawych rozwiązań. Po pierwsze, system Skillshotów, w polskiej wersji gry nazwanych Superstrzałami, których chyba nie trzeba już nikomu przedstawiać. Sprawa jest prosta – w zależności od tego, jak efektownie poślemy przeciwnika na tamten świat, gra wypłaci nam odpowiednią ilość punktów, które możemy później przeznaczyć na zakup amunicji, tudzież udoskonalenie arsenału. Nazwy takie jak „Topless”, „Polecony”, „Tylne wejście” czy „Lustracja” naprawdę zapadają w pamięć, zwłaszcza, że zazwyczaj towarzyszą im fontanny krwi, w jakich zdychają przeciwnicy, stojący nam na drodze do ostatecznego celu. Kombinacji jest tutaj całe mnóstwo i szybko przekonacie się, że zwyczajny Headshot nie wystarczy – w trakcie rozgrywki, która jest naprawdę szybka i intensywna, trzeba nieustannie się rozglądać i szukać nowych elementów otoczenia, którymi potraktujemy oponentów. Nakarmić jakimś delikwentem zmutowaną i głodną rosiczkę, czy nabić go na kaktus? A może kopnąć go w przepaść? Hm, ciekawszym rozwiązaniem byłoby wepchnięcie go do wentylatora, chociaż przyciągnięcie go do siebie przy pomocy wspomnianej wcześniej smyczy, przypięcie mu do głowy granatu i zasadzenie solidnego kopa w dupsko, wprost w zgraję podobnych mu towarzyszy, by mogli pomachać sobie rączkami na kilkadziesiąt metrów, również nie brzmi tak źle... A skoro o przeciwnikach mowa – również i tu nie można narzekać na brak różnorodności. Kilka rodzajów standardowej piechoty, przerośnięci twardziele z dużymi giwerami, potwór, który rozmiarami zawstydziłby nawet Godzillę, pojazdy latające przypominające motolotnie... zapewniam, jest w czym wybierać. O tym, skąd na tej pięknej planecie wzięły się tak różnorodne gatunki fauny i flory oraz dlaczego atakują nas humanoidalne stwory, bardzo przypominające ludzi, dowiecie się już w trakcie zabawy... Na brak różnorodności nie można także narzekać w kwestii samej rozgrywki – przez większość zabawy przemy przed siebie i eliminujemy dziesiątki nieszczęśników, którzy staną nam na drodze, ale znalazło się tu też miejsce na oskryptowane i efektowne akcje, w których uciekamy przed wielkim mechanicznym kołem, zapewniamy jednemu z towarzyszy wsparcie z powietrza, walczymy z gigantycznym, przypominającym dinozaura potworem, czy nawet... sterujemy jego mechaniczną i uzbrojoną po zęby repliką. Na pochwałę zasługuje również muzyka, oprawa graficzna (ta gra naprawdę wygląda rewelacyjnie!) i bardzo luźne podejście do używanego przez bohaterów języka.


Wady:


Czy jest się do czego przyczepić? Cóż, czasami zdarzają się mocne spadki animacji, które trwają maksymalnie dwie sekundy, po czym wszystko wraca do normy. Lip-sync również mógłby być nieco lepszy, bo niektóre kwestie wypowiadane przez bohaterów, są naprawdę kiepsko zsynchronizowane z ruchem ich warg. Doskwierać może brak możliwości zabawy na podzielonym ekranie oraz fakt, iż w Sieci pobawimy się wyłącznie w trybie bardzo mocno przypominającym zwyczajną „Hordę” (o ile oczywiście uda Wam się tam kogokolwiek złapać, bo gra niezmiernie mało osób).


Werdykt:


Bulletstorm, tak jak napisałem na początku, to świetny tytuł. Gra jest długa (jak na dzisiejsze czasy), nie nudzi ani przez moment (niemal non stop miałem banana na twarzy), może się pochwalić bardzo zróżnicowaną i niezmiernie grywalną rozgrywką, doprawioną bardzo dobrą grafiką. Czego chcieć więcej? Według mnie, za około cztery dyszki – niczego.

Tagi: bulletstorm epic games People Can Fly Polska tanioszka