Roger Żochowski Roger Żochowski 13.08.2014 22:00
gamescom 2014 od kuchni na żywo. Dzień pierwszy + wideo!
4912V

gamescom 2014 od kuchni na żywo. Dzień pierwszy + wideo!

W poprzednich latach nie decydowaliśmy się na relacje na żywo z Kolonii. W tym roku robimy wyjątek. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak wygląda nasza zakulisowa relacja z największych targów gier w Europie - zapraszamy!

Będziemy starali się na bieżąco przekazywać Wam to co dzieje się na targach robiąc relację z każdego dnia. Nie znajdziecie tu wprawdzie trailerów, screenów ani zapowiedzi nadchodzących gier, ale w zamian dostaniecie przysłowiowe mięsko, czyli naszą relację od kuchni wypełnioną zdjęciami z podróży, wieczornych imprez czy targowych hal.



Na gamescom wyruszyliśmy w tym roku w składzie Roger, SoQ, Sobek i Komodo. Nasz dwudrzwiowy wehikuł miał wystartować z Warszawy o 19:00 w poniedziałek, jednak jak to z takimi wyjazdami bywa, okazało się, że w aucie siadła lampka. Jej wymiana zajęła nam... godzinę. Pojawiły się nawet ironiczne dowcipy pokroju - ilu zgredów jest potrzebnych do wymiany żarówki w samochodzie. Podpowiem Wam - czterech. 

Podróż przebiegała w szampańskich nastrojach aż do momentu, gdy trzeba było płacić za autostradę. Przeprawa z Warszawy do granicy z Niemcami to koszt prawie 100 złotych, gdzie najwięcej trzeba zabulić na odcinku niejakiego pana Kulczyka. Z kolei przeprawa niemieckimi drogami do samej Kolonii nie kosztowała nas nic.




Po drodze nie omieszkaliśmy z SoQiem sprawdzić jak smakują niemieckie trunki - ot taka nasza tradycja. W międzyczasie wpadłem na pomysł, by odwiedzić Dortmund i zajrzeć na stadion Borussii. Komodo, który nie znosi sportów wszelakich i traktuje je jak zło wcielone, stanowczo sprzeciwiał się pomysłowi, ale został przegłosowany. Będąc pod stadionem nie miał nawet ochoty pstryknąć sobie pamiątkowej fotki. Cały Komodo. 

Gdy dojechaliśmy do kolonii zaczęły się pierwsze problemy. Hotel, który miał nas przyjąć o 9:00, miał jakieś problemy i zameldować mogliśmy się dopiero o... 15:00. SoQ i Komodo zniecierpliwieni całą sytuacją postanowili urządzić sobie przebieralnie i toaletę na podmiejskim parkingu. Chłopaki - wszystkie Niemki Wasze!




Po chwili ruszyliśmy zwiedzić miasto. Pierwsze, co rozrzuciło się w oczy, to znacznie mniej reklam promujących gamescom. W zeszłym roku można było je znaleźć praktycznie na każdym przystanku komunikacji miejskiej - w tym na bilbordach przewijają się głównie DriveClub i Call of Duty: Modern Warfare. Czuć niemalże na każdym kroku, że najwięksi wydawcy przeznaczyli znacznie mniejsze pieniądze na reklamy. 

Po wizycie w miejscowej Katedrze i napełnieniu brzuchów currywurstami, SoQ ruszył na konferencje Microsoftu, a my udaliśmy się zobaczyć, jak daleko z hotelu mamy na targi. Nie sposób nie zauważyć mostu, na którym wiszą tysiące kłódek, a młode pary oddają się amorom. Wszystko w towarzystwie flag promujących gamescom. Ba, znalazło się nawet miejsce na polska flagę - cóż, Wiedźmin 3 zobowiązuje.




Gdy po godzinie 15:00 trafiliśmy w końcu do naszego hotelu, nasz pokój okazał się przybytkiem zupełnie innym niż na zdjęciach. Cztery prycze rodem z Prison Breaka, internet śmigający tempem defiladowym, niedziałające gniazdka i jeden ręcznik na cztery osoby - po prostu bajka. 

Po 40 godzinach bez snu postanowimy wpaść w objęcia Morfeusza na całe 30 minut, by po ciepłej kąpieli ruszyć z impetem na konferencję Sony. Poniżej materiał filmowy podsumowujący konferencję obu gigantów. 



Wyczerpani, ale gotowi na kolejne targi w Kolonii dotarliśmy do hotelu po 23:00. Gdy czytacie te słowa my hasamy już po halach w pierwszym dniu dla prasy, rozmawiamy z deweloperami i ogrywamy nadchodzące hity.

A na zakończenie zapraszamy na "GADAJĄCE SONY", czyli nasze wrażenia z konferencji Japończyków:

Dziś wieczorem ciąg dalszy naszych wojaży zza kulis. Do przeczytania. 

Tagi: gamescom 2014 polska redakcja