Roger Żochowski Roger Żochowski 13.02.2014 00:36
Playtest: Gramy w Lightning Returns - najsłabsza część trylogii?
1270V

Playtest: Gramy w Lightning Returns - najsłabsza część trylogii?

Tak się składa, że mam już za sobą pierwsze godziny gry w Lightning Returns: Final Fantasy XIII. Fani Błyskawicy będą mieli nie lada dylemat, bo gra jest katalizatorem bardzo skrajnych emocji.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, zaraz po odpaleniu gry, to genialna wstawka FMV. Z drugiej strony nie ma się przecież czemu dziwić - w końcu to Square Enix. Efektowna scenka przedstawia nam walkę Lightning ze Snowem, w którą wtrąca się niejaka Lumina. Musicie bowiem wiedzieć, że Błyskawica jest teraz wysłańcem samego Boga, który zamierza stworzyć nowy świat. Nasza heroina pełni rolę zbawiciela i ma za zadanie ocalić jak największą ilość ludzkich istnień przed zbliżającym się końcem świata. 

 
Szybko okazuje się, że naszą bazą wypadową jest Arka, w której zasiada Hope - postać znana z poprzednich odsłon Final Fantasy XIII. On również został zwerbowany przez Boga i wciela się w rolę naszego instruktora. W przeciwieństwie do podróżowania po świecie, w Arce czas odliczający do nieuchronnego końca ulega zatrzymaniu. Możemy tu powalczyć z pokonanymi przeciwnikami czy dozbroić bohaterkę. Niestety zarówno jakość dialogów, jak i cała intryga w ogóle do mnie nie trafiają. Historia momentami jedzie strasznym banałem. Wprawdzie autorzy gry od samego początku przypominają, co zdarzyło się w poprzednich odsłonach, próbując wszystko zgrabnie połączyć, to i tak kupy się to nie trzyma. Design wielu elementów świata mocno przypomina mi Bayonettę, co również wzbudza mieszane odczucia.



 
Co gorsza, momentami słabo wypada oprawa graficzna. O ile modele przeciwników i postaci (zwłaszcza Lightning), efekty świetlne, różnego rodzaju filtry zarzucane na ekran oraz rozbłyski towarzyszące czarom są niczego sobie, tak otoczenie to czasami niesmaczny żart. Przecierałem oczy ze zdziwienia, gdy na wstawce liczonej w czasie rzeczywistym zaprezentowano mi rozmazane jak za czasów PS2 tekstury jednego z budynków. Podczas zwiedzania miasta animacja ledwo trzyma 30 klatek na sekundę, co przeszkadza w eksploracji. Zaraz, zaraz, jakiej eksploracji? 
 
No właśnie... Motyw z upływającym czasem jest novum w serii. Z tego, co dowiadujemy się na samym początku, nie będziemy mogli uratować wszystkich osób, więc trzeba odpowiednio dobierać questy. Zaliczając je, odwlekamy nieco apokalipsę i umożliwiamy rozwój Lightning. Dziewoja nie dostaje bowiem punktów doświadczenie ani nie ma opcji awansu na kolejne levele. Może za to poprawiać niektóre statystyki (jak HP) oraz powiększyć dostępny w trakcie pojedynków inwentarz. Niestety taki rodzaj zabawy nie sprzyja zwiedzaniu świata gry i grindowaniu, co nie wszystkim fanom serii się spodoba.

Całe szczęście gra nie zawodzi tam, gdzie zawieść nie mogła - w kwestii gameplayu. System walki jest bardzo dynamiczny i satysfakcjonujący. Starcia odbywają się w czasie rzeczywistym, a postacią możemy swobodnie sterować po polu walki. Klawisze funkcyjne odpowiadają za ataki fizyczne, rzucanie czarami oraz obronę. Bronić możemy się, wciskając kwadrat (testowałem wersję na PS3) w odpowiednim momencie, więc trzeba uważnie śledzić poczynania wrogów. Nie zabrakło oczywiście możliwości złamania obrony przeciwnika (opcja znana z poprzednich części) czy żonglowania Schematami. Tak - Schematami. Gracz dostaje niezwykle bogatą opcję kustomizacji wdzianek. Na Schematy Błyskawicy składa się uzbrojenie, ciuchy, akcesoria, różnego rodzaju dopałki i umiejętności, więc można dopasować styl gry do własnych preferencji. Istna rewia mody. Podczas walk dostępne są trzy takie zestawy kostiumów i nic nie stoi na przeszkodzie, by żonglować nimi do woli za pomocą spustów. Przypomina to trochę zabawę ze znanymi nam Paradigm Shiftami, a biorąc pod uwagę, że każdy kostium ma własny pasek ATB, zabawa zyskuje na jakości. 



 
Tytuł momentami przypomina też proste platformówki. W niektórych sekcjach Lightning biega, skacze, wspina się po drabinkach, a nawet huśta na rurkach. I o dziwo wypada to całkiem przyzwoicie. Po 3 godzinach gry mam więc bardzo mieszane odczucia. Niezły system walki kontrastuje z przeciętną oprawą i naciąganą fabułą. Naszą recenzję gry znajdziecie w nadchodzącym numerze PSX Extreme oraz na PPE. 

Ocena wstępna po 3 godzinach gry: 6/10

Tagi: lightning returns: final fantasy XIII pierwsze wrażenia Square Enix

Nie przegap