Evercade VS - niby recenzja i wrażenia z korzystania ze sprzętu.

BLOG
351V
Evercade VS - niby recenzja i wrażenia z korzystania ze sprzętu.
Cayde-6 | 09.01, 13:12

Chęć wrzucenia nowego wpisu na bloga już od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie. To na co najbardziej mnie nosiło to podsumowanie 2021 roku, tak sobie pomyślałem że fajnie by było opowiedzieć co myślę o grach z minionych dwunastu miesięcy (przynajmniej tych które ograłem), podzielić się wrażeniami itd.. Pod sam koniec pisania konceptu wdarł się jednak pewien jegomość który skutecznie pokrzyżował mi plany: tytułowy Evercade VS.

Mówiąc szczerze to niespecjalnie mnie ta konsola interesowała. Sama idea Evercade jest moim zdaniem rewelacyjna i śledziłem temat na bieżąco, ale z różnych przyczyn zakup (czy to wersji przenośnej czy stacjonarnej) nie był nawet blisko moich celów na końcówkę 2021 roku. Mój aniołek (jestem z południa i tutaj prezenty podchoinkowe przynosi aniołek a nie żaden czerwony pijus XD) postanowił jednak zrobić mi psikusa i całkiem nieplanowanie pod choinką znalazł się Evercade VS w pakiecie Premium, czyli z dwoma dodatkowymi kartridżami. Oh boy, nawet nie wiecie jak wpadłem…

Na początek trochę o samej formie w jakiej konsola do nas dociera. Wszystko jest opakowane w naprawdę ładne pudełko, wykonane z grubej i porządnej tektury i obleczone w dodatkowy papier (taka typowa „wsuwka”). W środku znajdziemy prawie wszystko co nam potrzebne do grania: konsolka, dwa kontrolery, dwa kartridże (niestety z grami w wersjach Arcade, nie przepadam za nimi za bardzo) i kabelek USB. I tutaj pojawia się pierwsze ALE. W zestawie nie ma ani kostki zasilającej, ani kabla HDMI żeby podłączyć konsolę do TV. Brak tej pierwszej jeszcze jest zrozumiały, coraz więcej producentów elektroniki w imię oszczę…. eee, wróć, ekologii, rezygnuje z tych kostek. Nintendo ze swoimi Mini czy Sony ze swoim Classic też tego nie dawali. O ile jednak kostka zasilająca to pikuś (w końcu można podłączyć się chociażby pod USB w telewizorze) o tyle brak HDMI jest dla mnie dziwną decyzją. W końcu bez tego jesteśmy uziemieni a wydaje mi się że to nadal nie jest akcesorium które ludziom zbywa w nadstanie. U mnie skończyło się na odpięciu i tak nieużywanego Xboxa One i podprowadzeniu przewodu od niego, ale jakby ktoś nie miał takiej opcji to pozostaje wypad do sklepu. Z jednej strony rozumiem że Blaze (producent Evercade) to mała firemka, sam Evercade to produkt niszowy ale jednak oszczędzanie na podstawowym akcesorium to mały fail.

Akapit kolejny: kontrolery. Te zdają się być ok. Mają wszystkie klawisze potrzebne do grania w większość gier które pojawiają się na konsoli. Mamy całkiem solidny krzyżak, typowy kwadrat ABXY, podwójne triggery i spusty itd. Żadna retro gierka nie powinna mieć problemów z klawiszologią, pad jest wyjątkowo uniwersalny żeby opanować większość produkcji. Jakość wykonania samego kontrolera też na plus. Wiadomo, w porównaniu chociażby z konsolami nowej generacji jest zaskakująco lekki i sprawia wrażenie podatnego na awarie ale to tylko wrażenie bo działa wyśmienicie. No i OGROMNY plus za długość przewodu (zapomniałem wspomnieć, pady są przewodowe, nie łączą się przez BT). Ten jest zaskakująco długi, na oko ma jakieś 2,5-3 metry i pozwala na naprawdę wygodne granie bez siedzenia z nosem przy telewizorze tak jak to było chociażby z retro konsolkami Nintendo czy Sony. Za pady naprawdę spory plusik.

No i clue całej zabawy czyli kartridże. Wydaje mi się że to wokół tego elementu zbiera się największa społeczność. Karty są przygotowywane w typowej dla lat 90—tych/2000 formie: mamy plastikowe pudełka z okładką i krótkim opisem z tyłu, w środku kartridż i niewielka książeczka z opisem idei przyświecającej danej kolekcji i krótką instrukcją do każdej gry. Każdy kartridż ma jakiś motyw przewodni (albo platforma z której gry pochodzą, albo dany producent itd.), są numerowane i naprawdę zachęcają do kolekcjonowania. Jak już wspomniałem, wersja premium posiada w zestawie 2 kartridże z grami arcade ale w cenie 75 zł (do końca 2021, od 2022 wszystkie gry poszły do góry i będą kosztować 90-100 zł) można kupować kolejne. Sam już nabyłem m.in. kolekcje Codemasters, gry od braci Oliver (w tym pakiecie są dwie odkopane gry z Dizzym, kolejno z 2015 i 2018 roku!), Technos i jeszcze parę. Zabawa wciągająca bo wydania są naprawdę ładne, kolekcje ciekawe (chociaż można odnieść wrażenie że sporo gier to placeholdery na zasadzie „byle było więcej”) a samo zbieractwo mocno łechta kolekcjonerskie ego.

Dobra, tyle o samym sprzęcie, teraz jak to działa. Konsola bootuje się dość szybko i jeśli podepniemy ją do neta (przez wifi, nie ma złącza Ethernet) to pobiera nam niewielką aktualizację. W samej konsoli są dwa sloty na kartridże, a te możemy zmieniać w locie, bez wyłączania zasilania. Menu główne jest proste i ogranicza się do listy gier z obecnie włożonych kartów. Prócz tego mamy dostęp do dość ograniczonych ustawień i w sumie to tyle. Szału nie ma, ot pragmatyczne menu do odpalania gierek. Niestety mimo 200-stu megabajtowej łatki na dzień dobry, konsola nie ustrzegła się paru błędów i bugów. Przykładowo wkładając dwa kartridże jednocześnie zawiesimy sprzęt tak, że potrzebny będzie twardy reset (czyli wyciągnięcie wtyczki z prądu :P). Trzeba się pilnować żeby zmieniać dyskietki tylko pojedynczo i podmieniać drugą tylko jak już gry z pierwszej się załadują. Polonizacja menu też jest dość zbugowana: nie wyświetla polskich znaków (zamiast nich wstawia „?”), opisy gier są tylko po angielsku itd. Miły smaczek z tą polonizacją ale potrzeba jeszcze trochę poprawek. W samym oprogramowaniu brakuje też wielu potrzebnych opcji. Przykładowo, mamy możliwość podpięcia innych kontrolerów pod USB, konsola je widzi, ale nie mamy możliwości przemapowania klawiszy. Przez co próby zagrania w gry z NES na padzie z NES Mini legły w gruzach bo konsola nie rozumiała START/SELECT i nigdzie się tego nie dało poprawić. Niemniej wszystko działa sprawnie i już po paru minutach można przejść do ogrywania kolejnych gier.

I tu przechodzimy do jakości emulacji. Ta jest… ok. Większość gier działa tak jak w swoich oryginalnych wydaniach. Twórcy nie pokusili się ani o żadne upłynniacze klatek, ani upscale rozdzielczości (w większości przypadków, niektóre gry np. Z kolekcji Jaleco zdają się być nieco wygładzone), wszystko wygląda 1:1 tak jak na oryginalnych konsolach. Czy to dobrze to każdy sobie musi odpowiedzieć sam, dla mnie super bo i tak zawsze wole ogrywać retro w oryginale niż sztucznie je ulepszać ale w dobie naprawdę rozwiniętej emulacji niektórych może to razić. Największą nowością są na pewno zapisy gier, możemy korzystać z opcji szybkiego zapisywania i sześciu dodatkowych miejsc na luźne zapisy. Mało tego, zapisy są przechowywane na kartridżach więc jak nam np. konsola padnie, chcemy zagrać u kogoś bądź po prostu mamy wersję stacjonarną i przenośną to wszystkie zapisy będą się nam synchronizować. Super sprawa. Warto też wspomnieć o zerowym lagu. Przewodowe kontrolery + bardzo prosta emulacja sprawiają że gry są o wiele bardziej responsywne niż na którymkolwiek emulatorze jaki miałem okazję testować w ostatnich latach. Ogromny plus. Jeśli miałbym natomiast wskazać minusy to… nie wiem, chyba nie ma. Może brak informacji z jakiej konsoli jest dana gra ale to trochę zrozumiałe, bo widać że to na grach a nie na samym ich pochodzeniu skupia się Evercade.

Tak się rozpisałem o technikaliach i wrażeniach, ale dlaczego właściwie mi to pokrzyżowało plany? Bo wpadłem jak śliwka w kompot z tym graniem i kolekcjonowaniem. Mimo że sam sprzęt ma trochę wad i niedoróbek to cała otoczka kolekcjonowania gier przyciąga jak magnes. Zaraz po podpięciu konsoli zrobiłem badanie aktualnego stanu kartów i pozamawiałem to co mnie interesowało i dałem się pochłonąć grom. W planach na pewno będą kolejne zakupy a sam producent zapowiedział że ma już plan na przynajmniej cały 2022 (oby tylko rynek im tych planów nie pokrzyżował, już się skarżyli że ze względu na rozmiar firmy są zawsze na szarym końcu łańcuchów dostaw i podobno w niektórych krajach dalej nie można kupić tych konsol, mimo że były wydane 22 grudnia). Z samym graniem też popłynąłem bo okazuje się że taka forma dystrybucji i grania nadaje temu taki mocny klimat retro. Wiadomo że nie jest to to samo co odpalanie na oryginalnym sprzęcie ale i tak o wiele lepiej niż odpalenie emulatora NESA czy SNESA na lapku czy innym android boxie i granie na randomowym padzie. I tak mi zleciały te święta że w przerwach od zaspokajania Xura w Destiny 2 nie ogrywałem sztosów AAA na PS5 tylko siedziałem i kończyłem kolejne części Dizziego dostawałem łupnia w siatkówce od Technos :D

To chyba na tyle w tym wpisie, jakby ktoś miał jakieś pytania to można pytać. Jak macie kolekcje to można się pochwalić. I ogólnie napiszcie co sądzicie o tej idei, zastanawia mnie czy ktoś w ogóle powiela mój entuzjazm :)

Pozdrawiam.

PS. Screeny i fotki w ostatniej chwili pożyczone z IGN, cnet i gamesguru.pl. Przepraszam za taką fuszerkę ale coś się pokaszaniło z moją kartą pamięci w aparacie i postanowiła popsuć mi wszystkie pliki które tam były a nie chce mi się znowu wyciągać i odpinać wszystkiego żeby robić nowe zdjęcia. Jak komuś zależy to wygoogluje, mi pozostaje jedynie przeprosić :)

1

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych