Blog użytkownika Kamciooo

Kamciooo Kamciooo 21.04.2021, 17:05
Uncharted 4: Kres Złodzieja po prawie 5 latach od premiery - moja opinia o grze
2073V

Uncharted 4: Kres Złodzieja po prawie 5 latach od premiery - moja opinia o grze

W 2016 roku pożegnaliśmy się z Nathanem Drake'iem, gra Uncharted 4: Kres Złodzieja była pięknym zwieńczeniem serii i z miejsca została okrzyknięta wielkim hitem, Naughty Dog stanęło na wysokości zadania. Była to gra, dla której warto było kupić Playstation 4. Z okazji zbliżającej się 5 rocznicy od debiutu postanowiłem podzielić się moimi wrażeniami na temat ostatniej przygody naszego charyzmatycznego złodzieja. Zapraszam.

Może na początek kilka słów o oczekiwaniu na ten tytuł. Jakoś w 2013 roku mocno liczyłem na czwartą część, która nie była wtedy oficjalnie potwierdzona. Po czasie uznałem, że to raczej złudne marzenie i to koniec serii. Wtem na E3 2014, koniec konferencji Sony i pojawił się zwiastun, a na nim znajoma twarz. To było już pewnie, Nathan Drake powraca, żeby podbić Playstation 4, to był dla mnie punkt zapalny do kupienia tej konsoli. Po wielu miesiącach oczekiwania i kilku opóźnieniach w końcu nadszedł 10 maja 2016 roku, tego dnia mogliśmy położyć ręce na tej grze. Było to prawdziwe święto dla fanów Uncharted. A teraz przejdźmy do konkretów.

Gra rozgrywa się po 3 latach od wydarzeń z Uncharted 3, Nathan Drake ustatkował się i próbuje wieść normalne życie, z dala od skarbów, magicznych artefaktów i wielu niebezpieczeństw, z którymi zmagał się w przeszłości. Jednak nieoczekiwany powrót zmarłego brata zmusza naszego bohatera, żeby powrócić na szlak poszukiwacza przygód. Po raz kolejny doświadczymy efektownych akcji, różnorodnych krajobrazów i wszystkiego, z czego słynie seria Uncharted.

A propos zmarłego brata, tak, w tej części dość niespodziewanie będzie nam dane poznać Sama Drake'a. Twórcy zaskoczyli takim obrotem spraw, gdyż w trylogii nie było ani słowa o nim. Starszy brat Nathana również podziela smykałkę odkrywcy. Jego rola w fabule jest bardzo istotna, musimy odnaleźć pewien skarb, żeby zapobiec kłopotom, które na niego czyhają. Zwiedzimy w tym celu spory kawał świata. Oczywiście oprócz Sama spotkamy inne doskonale nam znane postacie jak Victor Sullivan czy Elena Fisher, którzy od pierwszej części niezmiennie pomagają naszemu bohaterowi. 

Oczywiście pomoc bratu nie będzie taka łatwa, ponieważ na naszej drodze staną przeciwnicy, będzie to Nadine Ross, która dowodzi organizacją najemników Shoreline. Drugą osobą jest Rafe Adler, wywodzący się z zamożnej rodziny i pragnący chwały za wszelką cenę. Antagoniści są napisani świetnie, są bardzo charakterni i charyzmatyczni, moim zdaniem jest to najlepsza para złoczyńców w całej serii. Będziemy świadkami zażartej rywalizacji pomiędzy obiema stronami.

Jako całość historia trzyma w napięciu, nabrała dojrzałości, czuć powagę sytuacji i wysoką stawkę. To nie jest przygoda, żeby tylko zaliczyć kolejne odkrycie czegoś wielkiego. To opowieść o trudnym powrocie do przeszłości i próbie uratowania rodziny. Mnie to kupiło całkowicie i mocno przeżywałem to, co dzieje się na ekranie. Jako ogromny fan zostałem usatysfakcjonowany zakończeniem, tak powinno wyglądać każde zamknięcie serii.

Polska wersja językowa ponownie stoi na wysokim poziomie. Zdania na temat dubbingu zawsze są podzielone, ale tutaj jest naprawdę dobrze. W Nathana po raz kolejny wcielił się Jarosław Boberek, który jak zwykle spisał się doskonale. Inne głosy również dają radę.

Powiedziałem trochę o fabule i postaciach, natomiast jak się gra w Uncharted 4? To dalej jest stara dobra trzecioosobowa gra akcji, w której sporo postrzelamy, trochę porozwiązujemy zagadek, w tle słuchając kapitalnych dialogów między bohaterami. Jednakże jeśli wgłębimy się bardziej w rdzeń mechaniki, zauważymy pewne zmiany i nowości, których nie widać na pierwszy rzut oka. Pierwsza zmiana to przede wszystkim tempo rozgrywki, mamy zdecydowanie więcej spokojniejszych momentów, a zanim oddamy pierwszy strzał to minie trochę czasu. Pod tym względem Uncharted 4 wzbudza dość duże skojarzenia z The Last of Us. Według mnie jest to na plus, ponieważ pokazuje, że możemy bawić się świetnie, nawet gdy nie strzelamy, a chłoniemy inne superlatywy tej produkcji. Kolejne zapożyczenie z wyżej wymienionej gry to opcjonalne rozmowy. Momentami nad postaciami widnieją dymki, które sygnalizują, że możemy zamienić kilka słów z towarzyszem. Pojawiają się tam pewne wtrącenia na temat ostatnich wydarzeń bądź też coś lekkiego i humorystycznego.

Kolejna zmiana to bardziej otwarte lokacje. W pewnych momentach nie jesteśmy prowadzeni korytarzowo i możemy zboczyć z kursu w poszukiwaniu interesujących rzeczy bądź też po prostu pozwiedzać. Przyjdzie nam również zasiąść za kółkiem i swobodnie pokierować jeepem. Twórcy przed premierą zaprezentowali nam to w akcji i robiło to bardzo pozytywne wrażenie. I takie jest w istocie, jazda po Madagaskarze to świetne doświadczenie. Raczej nie chciałbym zobaczyć w pełni otwartego świata w tej serii, ale jako pewna odskocznia wypadło to bardzo dobrze. 

Wracając do pieszej eksploracji, kolejną nowością jest linka z hakiem. Za jej pomocą możemy dostać się w trudno dostępne miejsca. Nadaje ona sporej dynamiki do wspinaczki, która nie sprowadza się tylko i wyłącznie do chwytania się krawędzi. Pożyczymy również czekan od Lary Croft, który pomoże nam wbić się w niektóre powierzchnie, ale nie ujrzymy go zbyt często.

Ostatnia, drobna zmiana to w pewnych momentach wybór kwestii dialogowych, lecz nie jest to nic imponującego. Po prostu sobie jest i nie zmienia diametralnie przebiegu rozmowy.

Podsumowując te zmiany, cieszy mnie, że twórcy postanowili trochę poeksperymentować i jednocześnie to wciąż stare, dobre Uncharted, które nadal wciąga i nie pozwala oderwać się od konsoli.

Przejdźmy do walki, nieodłącznego elementu w tej serii. Ponownie mamy do dyspozycji różnorodny arsenał broni, od pistoletów po granatniki, ale znajdą się pośród nich nowe modele. Zdecydowanie poprawiono feeling strzelania, który był dosyć toporny w Uncharted 3, nie sprawiał satysfakcji, więc dobrze, że tutaj wszystko jest na swoim miejscu. Bronie mają dużo większego kopa i czuć realizm, gdy się nimi posługujemy. Mnie strzelało się na tyle przyjemnie, że swego czasu zatopiłem się na długie godziny w trybie online. Jednak jak wspomniałem wcześniej, tego strzelania nie ma tak dużo, jak w poprzednich częściach, więc osoby, które były tym zmęczone na pewno będą zadowolone. Nie znaczy to oczywiście, że w grze zabraknie efektownych strzelanin i akcji. Niektóre momenty spowodują solidny opad szczęki, takich rzeczy nie zobaczylibyśmy na Playstation 3, więc brawa dla Naughty Dog. Niejeden film akcji mógłby się powstydzić takich scen.

Opcjonalnie możemy trochę się poskradać, są w grze momenty, gdzie możemy wyczyścić arenę z przeciwnikami i nie oddać ani jednego strzału, pomocna będzie również mechanika oznaczania wrogów i chowania się w trawie. Te ''asasyńskie'' zapożyczenia pozwalają nam lepiej zorientować się w terenie i zaplanować akcję według własnego uznania. Jednak można równie dobrze to pominąć i strzelać do woli w starym stylu.

Technicznie i graficznie to absolutny szczyt możliwości Playstation 4. Widoczki zapierają dech w piersiach, a przywiązanie do detali rozkłada na łopatki. Wilgoć na ciele i ubraniach postaci, mimika twarzy, osuwające się kamienie, zachowanie wody, ślady na błocie. Długo by wymieniać, niby to są drobnostki i nie definiują gry, ale pieczołowitość i ogrom pracy włożonej w to zasługują na uznanie. Jeśli chodzi o płynność, to gra działa w 30 klatkach na sekundę, natomiast tryb online w 60. Mam nadzieję, że niedługo gra otrzyma aktualizację, która zoptymalizuję ją pod Playstation 5.

Ścieżka dźwiękowa to kolejna mocna strona tej produkcji. Powraca znany główny utwór w lekko zmienionej aranżacji, a nowa muzyka wzbudza adrenalinę i idealnie wpasowuję się w to, co dzieje się na ekranie.

Jeśli chodzi o czas rozgrywki, to optymalnie gra starczy na około 14 - 15 godzin, dużo tutaj zależy od sposobu grania. Czy skupiamy się tylko na fabule, czy liżemy ściany i dokładnie eksplorujemy. Mnie przejście za pierwszym razem zajęło aż 17 godzin. Nie można powiedzieć, że to jest krótka gra, szczególnie że większość gier z tego gatunku czasami nie trwa nawet 8 godzin. A opłaca się zagrać więcej niż raz, bo jest co odblokowywać. A jeśli ktoś lubi hardkorowe wyzwania, może pokusić się o speedrun, jest trofeum, które wymaga przejścia gry w czasie 6 godzin. Ja nie podjąłem się próby, ale może komuś z was się udało, od premiery minęło już sporo czasu.

Wspomnę jeszcze kilka słów o trybie online. To Standardowa strzelanina 5 na 5 z kilkoma trybami i mapami znanymi z kampanii, nic odkrywczego dla weteranów. Możemy przydzielać sobie mistyczne artefakty oraz pomocników sterowanych przez komputer. Jest sporo przedmiotów kosmetycznych do odblokowania, więc jest co robić. Powraca również znany z poprzednich części tryb hordy. Niestety dzisiaj jest trochę ciężko o znalezienie dobrego i zbalansowanego meczu. Gra nie jest wspierana już od kilku lat, co jest normalne, ponieważ Naughty Dog skupia się na grach single player.

Uncharted 4: Kres Złodzieja to w mojej opinii gra doskonała. Piękna, kompletna, przemyślana. W idealny sposób zamyka historię Nathana Drake'a. W swoim gatunku nie ma sobie równych. Dla mnie to najlepsza gra na Playstation 4 i czołówka gier, w jakie dane mi było zagrać. Naprawdę niesamowicie mi się podobała. Jeżeli jeszcze w nią nie graliście, to gorąco polecam, bo czeka was niezapomniana przygoda. A czy seria powróci w przyszłości? Na tę chwilę ciężko powiedzieć, są pewne plotki, ale jak to będzie w ostateczności? Zobaczymy.

A co wy sądzicie o Uncharted 4? Graliście? Chętnie poznam wasze zdanie na temat :)

Tagi:

Oceń notkę
+ +27 -

Oceń profil
+ +8 -
Kamciooo
Ranking: 8602 Poziom: 19
PD: 1180
REPUTACJA: 268