Blog użytkownika lechu

lechu lechu 08.05.2017, 14:05
O remasterach słów kilka
1481V

O remasterach słów kilka

Dzisiejszy wpis sponsoruje bieluk. Oczywiście żartuję, aczkolwiek nie ukrywam że do popełnienia tego tekstu skłonił mnie jego komentarz rzucony w temacie recenzji Mario Kart 8 Deluxe. Gra to zacna, ocena wysoka, a że dodatkowo tytuł wyszedł na konsolę Nintendo to i zaraz się trochę troli zleciało co by zawyć żałośnie w rzeczonym temacie niczym młody wilczek na widok księżyca.

Na wstępie zaznaczę że sam od dłuższego czasu mam mocno mieszane odczucia co do liczbowo-procentowego systemu oceniania gier w ogóle. Jest tak z kilku względów. Po pierwsze, przeglądając branżowe serwisy nie sposób nie odnieść wrażenia że pełna skala ocen w dzisiejszych czasach w zasadzie nie jest wykorzystywana. Gry oceniane na 1-4 w skali 10-cio punktowej w dzisiejszych czasach w zasadzie nie istnieją bo są to tak sporadyczne przypadki że każdą taką premierę należało by odnotowywać czerwonym kolorem w kalendarzu, dokładnie tak jak stosunki małżeńskie przez pierwszy rok od urodzenia dziecka. Realne ocenianie tytułów zaczyna się w okolicach noty 5/10. Z jednej strony to dobrze bo oznacza to że gry które ukazują się na rynku są "jakieś" a my mamy to szczęście że nawet te słabiej oceniane nie są typowymi crapiszczami jakie każdy z nas miał wątpliwą przyjemność znacznie częściej oglądać w czasach PS2 i jej poprzedników. A zatem jest "lepiej". Z drugiej strony, takie podejście do tematu generuje też pewną patologię. W opinii wielu, gra otrzymująca ocenę 7/10 to już tytuł tylko przeciętny a więc taki za którym nawet nie warto się oglądać. Jest to spory problem i tak na prawdę nie widzę tutaj sensownego wyjścia, przynajmniej nie tak "na szybko", może po jakiejś dłuższej analizie tematu... Na szczęście nie o tym chciałem.

Wracając do bieluka... znaczy tego, no... tematu. Nie żebym jakoś szczególnie miał bronić czy krytykować ocenę MK8D (9/10), chodzi mi raczej o całokształt zagadnienia oceniania remasterów przez pryzmat zawartości jak i oceny oryginału. Chyba każdy z nas nie raz i nie dwa spotkał się z zarzutem "odgrzewania kotletów", że taki proceder winien być piętnowany i inne trele-morele. Być może jest w tym trochę racji, bo patrząc na to co się obecnie na naszym rynku odpierd... odbywa, faktycznie można się zastanawiać czy aby przypadkiem branża na własne życzenie i na naszych oczach nie zapędza się w kozi róg. Powiedzmy sobie jasno i uczciwie - remasterowanie 2-3 letnich pozycji NIE JEST normalne i wszyscy mamy tego świadomość, ja również. To patologia taka sama jak określanie gry z oceną 7/10 mianem średniaka. Ale czym właściwie jest ten remaster i czy aby przypadkiem nie jest trochę tak że to my sami nakręcamy tą falę hejtu? Koniec końców (uwaga, odkrywcze!) nikt nam tych gier kupować nie każe.

Mało tego, dlaczego jeżeli przychodzi do zwykłego portu, nikt nie ma z tym większego problemu, a jeżeli natomiast dany tytuł otrzymuję łatkę pozycji remasterowanej to już większość na taką grę patrzy spode łba? Przecież co do zasady, remaster od zwykłego portu różni się tym że ktoś nad takim tytułem przysiadł (nawet jeżeli tylko we dwóch i do tego po godzinach, to jednak) i poprawił to i owo podciągając rozdzielczość, ustawiając wyższy framerate, dorzucił lepszej jakości tekstury, efekty oświetleniowe a niekiedy nawet podrasował modele i dorzucił coś od siebie. Czy to źle? Dlaczego nikt nie narzeka kiedy gra po roku od premiery na XO, trafia na PS4, ale już kiedy inna gra w 2-3 lata od rynkowego debiutu w bądź co bądź poprawionej formie migruje z PS3 na PS4, bądź jak w przypadku rzeczonego MK8 z WiiU na NS, już są krzyki, złości i nerwowe tupanie nóżką? Czy na prawdę tak bardzo nas boli to że ktoś chce zarobić dwa razy na tym samym tytule? Czy to że nie idzie na łatwiznę robiąc zwykły port, a dokłada pewnych starań ulepszając to i owo, faktycznie jest powodem do narzekań? I dlaczego najwięcej tych narzekań zawsze pojawia się nie pod remasterami gier przeciętnych, czy nawet takich 7/10, a właśnie przy okazji gier świetnych, czy wręcz wybitnych? W tym miejscu spytałbym retorycznie czy My w ogóle jesteśmy normalni, ale już sam fakt że ja to piszę a Ty to czytasz jest odpowiedzią samą w sobie ;-) No i przede wszystkim - jak oceniać takie pozycje?

Rzecz w tym że remaster remasterowi nie równy, a ani my jako gracze, ani recenzenci na usługach wydawców nie bardzo wiedzą jak do tego jeża podejść tak żeby sobie dupska nie pokłuć. Sprawa recenzji jest kwestią mocno indywidulaną. Wbrew temu co napisał wywołany do talbicy już na wstępie:

bieluk:

Według PPE The Last of Us Remastered jest gorszy od pierwowozoru, ale Mario już lepsze :) Nie wiem czy to nie jest nawet precedens, że remaster ma wyższą notę jak oryginał.

ciężko mówić że "wg. PPE (...)" bo za każdą recenzją stoi konkretna osoba, a w tym konkretnym przypadku kto inny recenzował TLoU (Konrad) a kto inny jego Remaster (Wojtek). Zerknąłem jednak do obu recenzji i to co mnie "uderzyło" a do czego pił bieluk to fakt że w recenzji TLoU:R jako wada podane jest:

Dla niektórych to tylko "kotlecik

No i teraz pytanie wg. mnie zasadnicze - czy coś takiego powinno mieć faktyczny wpływ na ocenę danego tytułu, a jeżeli to jaki? Kwestia remasterowania 2-3 letnich pozycji już sama w sobie jest dość kłopotliwa o czym pisałem akapit albo dwa wyżej. Ale (tak, wiem, nie zaczyna się zdania od "ale" ale i tak mam to w doopie) odrzucając na chwilę tok myślenia sugerujący nieświeże mielone, realnie i faktycznie zazwyczaj dostajemy tą samą grę jednak poprawioną bo usprawnioną w warstwie (najczęściej) technicznej. Nie jest przecież winą gry to że developer/wydawca zdecydował się usprawnić swój produkt i wydać go ponownie, a przecież recenzujemy grę jako produkt, a nie developera jako producenta. Do tego jeżeli jest to tytuł sprzed tych 2-3 lat, gra nie miała też specjalnie czasu żeby się zestarzeć. Obiektywnie patrząc taki tytuł z definicji jest LEPSZY od oryginału, a przynajmniej powinien takim być. Dlaczego zatem miałby być oceniany niżej? Wracając do recenzji Wojtka - "dla niektórych" nie jest żadnym argumentem w rzeczowej dyskusji, bo "dla niektórych tak" a "dla innych nie". Poza tym jak już ustaliliśmy każdy ma swój rozum i taką reedycję albo kupi albo nie. Przyznaję jedynie że trzeba mieć świadomość tego że tak jak wszędzie, tak i tutaj punkt widzenia zależny będzie od punktu siedzenia. Inaczej na taki tytuł popatrzy osoba zaznajomiona z oryginałem, a inaczej osoba która z wersją pierwotną styczności nie miała. Sęk w tym że ocena jest jedna i takie warunkowe dodaj/odejmij jedno oczko do oceny końcowej jeżeli (...) wygląda mało poważnie. Jeżeli ktoś w dany tytuł grał to chyba sam najprędzej będzie w stanie ocenić czy chce za niego płacić jeszcze raz, tylko (albo aż) po to aby zagrać na innej platformie i/lub w trochę lepszej jakości.

A wracając jeszcze na chwilę do samej recenzji Maryjo Karta i wywołanej pod recenzją gówno burzy w szklance miodu - akurat tutaj kwestia wyższej oceny wersji Deluxe niż "podstawki" z WiiU mnie osobiście nie dziwi. Obiektywnie patrząc - gra oferuje wyższą rozdzielczość (1080p vs 720p na WiiU), zawiera wszystkie dodatki jakie wyszły do wersji z WiiU, a ponadto wprowadza zupełnie nowy tryb Battle wraz z ośmioma arenami których w wersji bazowej po prostu nie było.

Dziemkuję za uwagę, pisane na kolanie w poczekalni na lepsze jutro.

Tagi: Mario Kart 8 recenzje remastery

Oceń notkę
+ +23 -

Oceń profil
+ +88 -
lechu
Ranking: 29 Poziom: 76
PD: 55081
REPUTACJA: 38416