Blog użytkownika lordjahu

lordjahu lordjahu 04.04.2019, 10:59
Warcraft I i II — początki mojej przygody z grami RTS
391V

Warcraft I i II — początki mojej przygody z grami RTS

Od ponad 25 lat gram w gry komputerowe. Zaczynałem jako szczeniak na klasycznych produkcjach pokroju Pacman czy Heretic, ale największą miłością darzyłem wówczas tytuły wliczające się w gatunek strategii. W dzisiejszych czasach RTS'y stały się reliktem przeszłości, choć od czasu do czasu pojawi się na rynku jakiś ciekawy tytuł z tej serii.

Nie mniej jednak strategie zdominowały teraz rynek gier mobilnych, mocno zalewając gracza powtarzalnymi systemami, opartymi o żmudne zbieranie surowców lub długie oczekiwanie na wybudowanie konstrukcji. Z wielkim utęsknieniem czekam na reaktywację takich serii jak Age of Empires, Dune czy wspaniałą serię Red Alert. Jednak z tego, co widzę gatunek RTS, został mocno wyparty z rynku, przez cieszące się sporym uznaniem strzelanki oraz tytuły zręcznościowe. W związku z niedawnym napływem nostalgii i kolejnej (po Diablo) gry objawionej w sklepie GOG, postanowiłem przypomnieć sobie te piękne czasy i na powrót odświeżyć dwie pierwsze części sagi, która na dobre związała ze sobą graczy.

Historia kołem się toczy

Aż trudno sobie wyobrazić, że to właśnie od pierwszej części gry wydanej w marcu 1994 roku, marka Blizzard tak mocno rozwinie swoje wpływowe skrzydła, opierając swój marketingowy fundament na grach spod dark fantasy. Pomysł na fabułę oraz jej realizacja były strzałem w dziesiątkę w czasach gdy odbiorcy poszukiwali czegoś nowego. Blizzard stworzył fantastyczne światy Azeroth oraz Draenor ciągle rywalizujące ze sobą o dobra terytorialne i zasoby. Po obu stronach barykady stali dumni ludzie, gnomy, elfy, krasnoludy, trolle oraz waleczni do bólu orkowie.

Sama fabuła może i należała do tych bardziej przewidywalnych, ale oferowała niespotykaną dotąd skalę działań wojennych. Otóż główny wątek fabularny rozgrywa się w czasach znanych jako „The Great War”, gdzie od wieków toczyła się zażarta wojna między pragnącymi ładu ludźmi a żądnymi krwi orkami. Te potężne stwory pod wodzą tajemniczego maga Medivha, utworzyły Hordę i najechały ludzkie królestwo Azeroth. Pozostali przy życiu ludzie postanowili wycofać się do Lordaeronu, potężnego kontynentu będącego pod władaniem Sojuszu.

W drugiej części obawiający się swej całkowitej zagłady ludzie zawiązują przymierze Lordaeron, w skład którego wchodzą dumne krasnoludy i przebiegłe elfy. Tak powstały sojusz postanawia raz na zawsze rozprawić się z najeźdźcami u bezpowrotnie przegnać ich do macierzystego świata – Draenoru. Jak to zwykle bywa w przypadku kampanii dla obu ras w grach RTS, to od wyborów gracza, który steruje wybraną nacją, zależeć będzie przyszły los świata.

Wybór rasy podstawą zabawy

Sporo czasu minęło od momentu, gdy ostatni raz zasiadałem przy grach strategicznych studia Blizzard i muszę przyznać, że trochę mi zajęło ponowne ogarnięcie systemu sterowania oraz wybór odpowiedniej rasy w trybie kampanii. Udało mi się nawet znaleźć poprzednie pliki zapisu, ale niestety nie mogłem z nich skorzystać, bo były niekompatybilne z obecną wersją gry. Poprzez edytor zapisów gry, udało mi się wyczytać, iż gros czasu spędziłem, grając ludźmi. Strach pomyśleć ile czasu przerżnąłem tą cienką jak barszcz klasą, ciągle dbając o surowce i zbierających je poddanych. Orkowie w końcu byli klasą wojowników, trudniejszych do obeznania, ale chętniejszych do wojaczki niż obrony. Wybór był prosty – drugie podejście po 22 latach – orkowie!

Początki wcale nie należały do najłatwiejszych. Z jednej strony zmęczenie materiału, z drugiej – chęć ponownego nauczenia się na pamięć wszystkich skrótów klawiaturowych i taktyki w tym iście kwadratowym świecie. Po przemyślanym wrzuceniu się w wir walki nawet nie zauważyłem, kiedy zleciało tych 12 map oferowanych przez pierwszą odsłonę cyklu. Zdecydowałem się nie czekać i od razu przystąpiłem do drugiej części, gdzie czekały na mnie bardziej wymagające wyzwania.

Ciężko było ponownie przyzwyczajać się do topornej grafiki i angielskiego dubbingu, gdzie z wielkim entuzjazmem oczekiwałem wykrzykiwań minionków „Ork work, praca, praca!”…. żal mocno ścisnął mi poślady :( Po wybudowaniu ogromnych armii świetnie radzących sobie w powietrzu, w zwarciu oraz przy walce na odległość, pewny swoich umiejętności ruszyłem na wroga. Sromotnie przegrałem, blokując się w ciasnych przesmykach lasów i ponownie przypominając sobie bolączkę poprzednich rozgrywek. Warcraft I i II był mistrzem w blokowaniu się jednostek znajdujących się obok siebie.

Wizualny majstersztyk

Bardzo dobrze wspominam te czasy, gdy pierwsze gry strategiczne mozolnie starały się wykrzesać z silnika gry jak najwięcej. Ten okres, w którym twórcy starali się przeciągnąć odbiorcę na swoją stronę, oferując przystępną grafikę oraz nowoczesną mechanikę. Pamiętam, jakie było moje zdziwienie, gdy nagle przeszedłem z pierwszej części Warcrafta na kolejną. Większa mapa, bardziej zaawansowane budynki i jednostki, które wreszcie przypominały swe fantastyczne odpowiedniki. To było coś. I choć różnic między częściami nie było za wiele, w tamtych czasach w zupełności wystarczyłoby ponownie zakochać się w grze.

Zmianom uległo wiele elementów nie tylko wystroju nakładki HUD, ale również wyższa rozdzielczość dawała większe pole do popisów na wirtualnych polach bitew. Tym razem 14 misji oferowanych przez Tides of Darkness pozwalało na dłużej pozostać w tej niewybaczającej krainie, zniewalając ludzką rasę lub obracając w pierzynę mozolnie tworzone zabudowania Hordy.

Jednak tym, co zadecydowało o dłuższym pozostaniu przy tytule, był długo oczekiwana a wręcz niespodziewana implementacja rozgrywki wieloosobowej. Nie pamiętam z tamtych czasów czy miałem okazję z nich skorzystać, ale nie odjąłem sobie tej możliwości w obecnych. Nie musiałem za długo czekać na odpowiedź ze strony serwera Battlenet, gdyż jak się okazało, wiele osób skorzystało z promocji na GOG na grę bez zabezpieczeń DRM i również wyszukiwało partnera do grania. Nie będę się chwalić, że przetrwałem jedynie pierwsze 10 minut, gdyż mój przeciwnik był zapewne niezłym koksem. Rozłożył mnie na łopatki przy drugiej fali najazdu, gdzie moja persona skupiała się na rozwoju bazy i unowocześnianiem technologii. Kompletnie zapomniałem, że RTS-y w grach wieloosobowych mocno stawiają na szybką wygraną z miażdżącą przewagą militarną.

Miłego początki, pora na Reign of Chaos!

I choć od premiery Warcraft: Tides of Darkness minęło trochę czasu, mnie naszła ochota na trzecią odsłonę cyklu, od której świat oszalał na punkcie pewnej modyfikacji… ale o tym za jakiś czas. Na razie staram się zmotać trzecią odsłonę serii, ponownie chcąc wcielić się w blond-rycerza Arthasa i wybrać się z nim po pewien mroźny scyzoryk. Myślę, że seria RTS spod znaku Warcrafta w dzisiejszych czasach jest już reliktem, który powoduje uśmiech na twarzy, tylko wśród growych wyjadaczy aniżeli u nowego narybku graczy. Być może zainteresuje Was fakt, iż na GOG-u można zakupić dość tanio obie części w dość dobrych cenach, przy okazji angażując się w rozgrywki wieloosobowe, edytor własnych map i to wszystko bez bzdurnych zabezpieczeń, śledzenia danych użytkowników lub innych, mniej lub mocno nieprzemyślanych udogodnień :)

Tagi: rts warcraft warcraft ii

Oceń notkę
+ +19 -

Oceń profil
+ +29 -
lordjahu
Ranking: 1981 Poziom: 34
PD: 5641
REPUTACJA: 1861