Blog użytkownika Lukas Alexander

Lukas Alexander Lukas Alexander 14.06.2019, 09:03
Kommando Brandenburg cz.1
77V

Kommando Brandenburg cz.1

    Przenikają za linię frontu i sieją popłoch wśród oddziałów tyłowych przeciwnika. Zdobywają strategicznie ważne obiekty, a potem bronią ich do momentu pojawienia się sił sojuszniczych. Stanowią ariergardę wycofujących się wojsk i nękają wrogów niespodziewanymi atakami. Siły specjalne, lub jak kto woli- Komandosi.

Rys historyczny

     Jednostki specjalne, jako odrębny rodzaj wojsk pojawiły się stosunkowo niedawno. Wcześniej, szczególnie istotne zadania wykonywali co elastyczniejsi żołnierze lub specjalne oddziały inżynieryjne. W czasie dwudziestolecia międzywojennego oficerowie w III Rzeszy wpadli na pomysł, że warto posiadać w zanadrzu grupę dobrze wyszkolonych, działających na zapleczu frontu dywersantów. Doświadczenia Wielkiej Wojny pokazały, że nawet wysadzenie pojedynczego mostu lub otwarcie śluzy na rzece, może przyczynić się do fiaska najbardziej śmiałych koncepcji strategicznych. Postanowiono nie dopuścić do powtórki z historii- sformowano Kommando Brandenburg.

Specjalnie oddelegowana grupa oficerów badała sposoby działania formacji nieregularnych na przełomie ostatnich kilkunastu lat. Bardzo duże wrażenie wywarły poczynania rodzimych wojsk kolonialnych w Afryce, podczas I Wojny Światowej. Małe, nadzwyczajnie mobilne oddziały pod dowództwem von Lettowa przez kilka lat nękały Brytyjczyków podjazdami, zmuszając ich tym samym do utrzymywania stałej obecności w regionie. Takim sposobem udało się odciążyć oddziały sojusznicze walczące w Europie.

Kolejną, działającą na wyobraźnię figurą był "Lawrence z Arabii". Pułkownik Thomas Edward Lawrence z sukcesem wykorzystał arabskie plemiona do walki z tureckimi wojskami. Przez kilka lat I Wojny Światowej prowadził działania partyzanckie za liniami wroga. Osiągnął znaczące sukcesy bardzo skromnymi, jak na warunki w których operował, siłami. Nie posiadał żadnego ciężkiego uzbrojenia i nie korzystał z tradycyjnych linii zaopatrzeniowych. Atakował głównie w zasadzkach, powszechnie wykorzystując materiały wybuchowe. Znikał niemal tak szybko jak się pojawiał, powodując tym samym frustrację wśród tureckich wojskowych.

Szkolenie

     Jednostka miała rekrutować się spośród najlepszego, dostępnego w III Rzeszy materiału. Podstawowymi kryteriami według których wybierano kandydatów były m.in.: wysoka sprawność fizyczna, zdolność do podejmowania ryzyka i przejmowania inicjatywy a także, co najważniejsze, znajomość języków obcych. Z całego świata ściągano Niemców legitymujących się zdolnościami lingwistycznymi. "Brandenburgczycy" posługiwali się biegle angielskim, polskim, rosyjskim, arabskim a nawet w chińskim. Co ciekawe, znaleźli się również żołnierze władający dialektami żyjących w buszu afrykańskich plemion.

Szkolenie było niezwykle forsowne i obejmowało wiele dziedzin, w tym alpinistykę, radiokomunikację lub wytwarzanie materiałów wybuchowych. Szczególnie wiele uwagi poświęcano strzelectwu i obsłudze różnych rodzajów broni palnej. Większość treningów na poligonach odbywała się pod ostrzałem z ostrej amunicji- miało to przygotować przyszłych dywersantów do działania za liniami wroga, zazwyczaj w okrążeniu.

Sposób działania

     Jak działało Kommando Brandenburg? Podczas planowania akcji, zbierano wszelkie możliwe dane na temat obszaru w którym będzie operować jednostka. Trasy patroli, liczebność i uzbrojenie wroga, miejsca pozwalające na uzyskanie przewagi w trakcie walki, potencjalne drogi ucieczki. Mnóstwo informacji było przetwarzane przez sekcje planistów po to, aby zminimalizować ryzyko niepowodzenia. Nagłe wypadki lub nieoczekiwane zwroty akcji były oczywiście brane pod uwagę- z tego właśnie powodu, od kandydatów wymagano wysokich zdolności adaptacyjnych oraz chęci do podejmowania ryzyka. Po przestudiowaniu planu działania, sabotażyści przenikali w rejon operacyjny.

Bazowano przede wszystkim na przebraniach- mundurach wroga lub odzieży cywilnej. Sprawa ta jest o tyle ciekawa, że konwencje międzynarodowe zabraniają walki w uniformach strony przeciwnej. Postanowiono obejść ten problem poprzez noszenie niekompletnych zestawów- brakujący element zastępowano podobnym odpowiednikiem. Drugim sposobem na ominięcie zapisów traktatowych było... zrzucenie przebrania, na moment przed rozpoczęciem akcji. 

Kiedy rozgorzała walka konieczna była szybkość. Dywersanci zazwyczaj atakowali w bezpośredniej bliskości swego celu po to, ażeby uniemożliwić przeciwnikowi wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Zazwyczaj chodziło tu o niedopuszczenie do wysadzenia strategiczne ważnego obiektu, lub wezwania posiłków przez obrońców. Starcia były gwałtowne i brutalne- korzystano zazwyczaj z broni automatycznej i granatów. 

Większość akcji z początkowych okresów wojny sprowadzała się do opanowania celów, i oczekiwania na przybycie sił sojuszniczych. Tak było w przypadku zdobywania mostów w Belgii i ZSRS, oraz w czasie walki o śląskie zakłady przemysłowe we wrześniu 1939 roku.

Pierwsza akcja

     Swój chrzest bojowy formacja przeszła pod koniec sierpnia '39- mowa tu o prowokacjach zorganizowanych przez SS na granicy polsko- niemieckiej. Trzy specjalnie dobrane oddziały, zainscenizowały atak polskich żołnierzy na przygraniczne obiekty po stronie III Rzeszy. Okoliczni mieszkańcy mieli świadomość, że to co się dzieje to zwykła farsa. Kiedy jedna z grup sabotażystów czekała zakamuflowana na polu kapusty, stała się rzecz dziwna- wojskowy kurier wjeżdża motocyklem pomiędzy nich i wręcza dowódcy list- OPERACJA ODWOŁANA.

W końcu jednak Kommando Brandenburg może pokazać na co je stać- akcja dochodzi do skutku 31 sierpnia. "Polacy" wdzierają się na terytorium Rzeszy, atakują trzy obiekty, w tym rozgłośnię radiową i posterunek graniczny. Nadano nawet komunikat w języku polskim i pozostawiono kilkukrotnie postrzelone ciało przebrane w mundur napastników (ofiara zmarła w obozie koncentracyjnym kilka dni wcześniej). Wszyscy biorący udział w "przedstawieniu" strażnicy i żołnierze należeli do SS i wywiadu- nie można było dopuścić, aby przypadkiem wywiązała się autentyczna strzelanina. Uczestnicy zobowiązali się dotrzymać absolutnej tajemnicy. W razie "wsypy", rodzina nierozsądnego agenta miała zostać wymordowana przez służby ochrony państwa.

Jaki był efekt przygranicznego incydentu? Szczerze mówiąc, praktycznie żaden. Rozgłośnia z której nadawano "polski komunikat" pracowała na nieodpowiednim paśmie fal, przez co sygnał odebrali jedynie ludzie w najbliższej okolicy (planowano nadawać na całą III Rzeszę) Ekscesy z udziałem "bandytów" umknęły uwadze niemieckiej ludności, która w momencie rozpoczęcia akcji szykowała się powoli do snu po całym dniu pracy na roli.

Hitler dostał pretekst do wojny, jakkolwiek marny by on nie był.

Koniec części pierwszej

Tagi:

Oceń notkę
+ +4 -

Oceń profil
+ +8 -
Lukas Alexander
Ranking: 4011 Poziom: 25
PD: 2467
REPUTACJA: 425