Blog użytkownika Evo24

Evo24 Evo24 07.05.2019, 02:38
Co myślę o grach z serii Wiedźmin
1561V

Co myślę o grach z serii Wiedźmin

Zanim zostawicie minusa, przeczytajcie do końca. Moje zdanie może nie pokrywać się z waszym. I szanuję wasze zdanie i mam nadzieję, że i wy będziecie szanować moje zdanie. Dziękuję i zapraszam do bloga.

Ten blog sprawi, że pół portalu mnie znienawidzi i każde ,,patriotyczne serduszko" zaboli moja opinia. A co mi tam. 

 

Zacznę od tego, że bardzo późno kupiłem Wiedźmina 3. Konkretnie rok temu. Zapewne się spytacie: Czemu dopiero teraz kupiłem jedną z najlepszych gier dekady ? Bo nie uważam Wiedźmina 1 i 2 za dobre gry i ludzie powinni mieć do tej serii dużo dystansu. Normalnie to nie byłby problem, pomimo faktu, że lubię sobie ponarzekać i ponad analizować niektóre gry, to ogólnie głód growy mam standardowy. Tak więc moment, gdy zobaczyłem te absurdalnie wysokie oceny, nagrody roku dla trójki powinien być tym, którym przestałem wątpić w tą grę, prawda ? Tylko że nie, gdyż poprzednie odsłony również dostawały bardzo dobre oceny. Dobrze pamiętam, jaką furorę wśród recenzentów zrobił Wiedźmin 1. Jak mało wad wśród nich ta gra miała. O dwójce nie ma nawet co gadać, bo do premiery trójki była ciągle nagrywana, wychwalana oraz porównywaną ją do praktycznie wszystkiego. Tak czy siak, zacznijmy analizę tych gier i moją powolną oraz bezcelową próbę udowodnienia, że każdy, kto grał w te gry i uważał je za gry wybitne...jest prawdopodobnie marzycielem, którego sny ziściły się po premierze trójki. W takim razie łapcie swoje biało-czerwone cebule, bo narobimy tym grom smrodu.

Znalezione obrazy dla zapytania wiedzmin 1

Ach zaczynamy od pierwszego wiedźmina i to jest dobry temat do pogadania. Pierwsza polska gra na poziomie światowym. Tak go określano. Gra na którą, podobnie jak wszyscy, rzuciłem się zaraz po premierze. I to gra, którą.....ledwie co ją ukończyłem. I nie chodzi o to, że jest słaba z perspektywy czasu. Tylko że...moim skromnym zdaniem, nie była dobra od samego początku. Ale zacznijmy od czegoś pozytywnego. Bo w przeciwieństwie do Wiedźmina 2, jego poprzednik posiada jedną, konkretną i bardzo pozytywną cechę, która zachęca do dalszego grania i przez nią można to i owo wybaczyć. Mianowicie fabuła. To nie jest jakaś super ambitna historia z morałem i  zachęcająca do przemyśleń. Nie musi. 90% fabuły pierwszego wieśka jest dobrze napisaną opowieścią detektywistyczną. Każdy quest główny dodaje jakiś element pasujący do układanki. Inne questy totalnie ją rozbijają. Każda postać jest trochę podejrzana i to my, jako pozbawiony bardzo wygodnych dla wspomnień Geralt, musimy rozgryźć organizację zwaną Salamandrą i powstrzymać ich (czegokolwiek by nie planowali). I to jest naprawdę świetne. Nawet ogólne działania Geralta ujawniają kolejne tajemnice, sekrety i fajnie się to odkrywa. Jak wspominałem, to 90% fabuły, ponieważ reszta to typowe stereotypy Wiedźmina, którymi jedynka i dwójka są napchane po brzegi. Wiecie, wieczne sprzeczki ludzi z nieludźmi, nawiedzeni kapłani, niemówiący poprawną polszczyzną wieśniacy, ale o tym będę mówić później.

Faktycznymi wadami fabuły są dwie rzeczy. Zakończenie, w którym nasza idealna układanka zapala sobie grubego Jointa, którego zagryza tabletką ekstazy. Wiem, że tak to w sumie powinno wyglądać, ale takie zakończenie takiej historii jest nie na miejscu.  Drugim debilizmem fabularnym jest..Alvin. Chryste, Alvinie, co ty tu do cholery robisz w tej grze ? A pamiętam. Ganiałeś za Geraltem i przez większość czasu prosząc go o...coś, narzucałeś się, trzeba było cię ratować, miałeś swój mały i wkurzający głosik, ale tak do rzeczy. Alvin miał być Ciri tzw. growego uniwersum, lecz w przeciwieństwie do przybranej córki białowłosego, Alvin pojawia się znikąd. Nie ma nigdy nic ciekawego do powiedzenia i..po prostu tam jest ! I udaje, że jest Ciri. Mimo tego, że tajemnica Salamandry w żaden sposób go nie dotyczy. Na szczęście nie trzeba się zbytnio przejmować, bo ten dzieciak to tylko jeden z 50 wątków tej gry. Reszta daję radę.

Niestety ogromną wadą jest to, że trzeba w niego grać. I gra jest okropnie nudna. Chyba wszystko zostało zrobione po to, by było nieciekawe. Geralt z Rivii, najzręczniejszy wojownik świata, w którym się znajduje, porusza się w walce jak kłoda. Stoi w miejscu, macha mieczem w przydługich i powtarzalnych animacjach, które gracz odpala leniwie klikając lewy przycisk myszy od czasu do czasu. Dobra, mamy 5 znaków odpowiadające zaklęciom, ale wystarczy wydać punkty umiejętności na upgrade Aarda , który ogłusza wrogów i można zabić przeciwnika jednym ciosem. Prawdopodobnie większość walk przelecicie w ten sposób. Mamy też 3 style walki, które różnią się innym timingiem klikania, ale tak jak ze znakami, skupicie się pewnie na jednym *kaszel* szybkim. Ulepsz go na 2-3 poziom i będziesz smagać wrogów tylko nim. I mamy te 2 wiedźmińskie miecze, ale tu nie ma mowy o faktycznym wpływie na walkę. Ot, walczycie z ludźmi ? Stalowy. Potwory ? Srebrny. I tu rodzi się  u mnie pytanie: Czy stalowy miecz, zdolny przebić się przez zbroję wrogiego rycerza, nie jest w stanie chociaż przeciąć skóry jakiegoś zombiaka ? I na odwrót. Ale to już nie problem gry. Dalej mamy system rozwoju i ekwipunek, w  kolejne strasznie biedne cechy tej gry, bo i tego i tego jest w sumie niewiele. Są w sumie 3 zbroje a nowe miecze (opłacalne) zaczynają nam wpadać dopiero po połowie gry. Przy czym nie różnią się zbytnio między sobą i mają podobne do siebie modele. Można też znaleźć inne bronie niż miecze, ale kwestii wizualnej, mają tylko jedną animację. I podobnie jest z systemem rozwoju. Niby punktów do wydania sporo, ale to jest jeden z TYCH systemów rozwoju. Gdzie tylko kilka naprawdę się przyda (pozwalają ładować ciosy itp.), tak większość to pierdoły w stylu: Teraz twój miecz ma 10% szansy na 2 sekundowe krwawienie. Teraz twoja seria ciosów ma 2% szansy na wywołanie przerażenia i te podobne g*wna. I żeby zdobyć te użyteczne ciosy, musimy zdobyć masę tych pierdół. I niby te g*wienka coś robią, ale kto czekałby na wykrwawienie się wroga czy coś. Prędzej zaklikamy go na śmierć. Pozostały jeszcze eliksiry, które są całkiem nieźle zrobione. Przyjemnie się z nich korzysta. Czasem mają fajne efekty i pewnie ich użyjecie nieraz.

I teraz szczerze. Grając na samym początku bawiłem się całkiem nieźle. Prolog dobrze wprowadza w grę a I rozdział daje dużo zabawy w eksploracji, w rozwiązywaniu zagadki itd. Ale idzie wszystko się rypać, gdy docieramy do Wyzimy. I wszystkie elementy rozgrywki właśnie tu będą was najbardziej denerwować. Nigdy nie zrobicie niczego płynnie i po drodze. I o ile miasto wypada całkiem nieźle oraz miała kilka fajnych elementów np. chowanie się mieszkańców przed deszczem...to zaprojektowana jest okropnie. Geralt porusza się tutaj jak skała. Każdy płot jest nie do pokonania i wszystko trzeba obchodzić. I jedyny sposób przemieszczania się to coś w stylu maszobiegu. I mam nadzieję, że lubicie dobrze eksplorować miasta, bo tutaj pokonacie Wyzimę ze 100 razy. O technikaliach  gry nie chcę strzępić sobie języka. A i sama gra ma okropnie dużo loadingów. I mimo wszystko, potrafię zrozumieć czemu ludzie mają szacunek do tej gry. Bo fabularnie jest naprawdę dobrze oraz to pierwsza próba zrobienia RPG przez Polaków

Podobny obraz

Z drugiej strony mamy Wiedźmina 2. Gra, której definitywną zaletą jest to, że ma....śliczną grafikę i system walki jest lepszy. Trochę. Z eliksirów jedynie opłaca się używać jaskółkę. I system rozwoju jest lepszy. Pozwala odrobinę wpłynąć na rozgrywkę, zadawać nowe ciosy i w ogóle. Tylko teraz wystarczy, albo spamować czar Quen i Aard lub turlaniem się i atakowaniem.

Ale zacznijmy od początku. Dwójka zaczyna się chyba najgorszym prologiem w grach. Po cholerę Geralt tłumaczy Rochowi przebieg bitwy, skoro on też sam był. I nie lepiej byłoby zacząć gry w czasie bitwy ? A nie w więzieniu ? A dalej jest tylko gorzej. Z samego uwięzienia Geralta nic nie wynika. Ok, znajdą się jakieś listy gończe, ale nikt nie odmówi nam handlu czy dialogu. Chwila, najpierw przejdę do gameplay'u. Same początkowe wrażenie były u mnie pozytywne. Walka nareszcie jest walką, ekwipunek nareszcie sensowny, jest więcej rzeczy przydatnych do nauczenia, niezły crafting a geralt stał się bardziej mobilny i nie musi już okrążać płotków. Niestety tu też są wady. Wiele umiejętności jest przekokrzonych np. Quen czy turlanie. Eliksiry są już mniej przydatne a Geralt ma bardzo przypadkowe animacje w walce i nigdy nie wiemy, kiedy użyje np. zabójczego piruetu zabijającego z 4 osoby na raz czy wykona zwykłe, wolne cięcie. Ale można pochwalić animacje, bo nie jest to jedna, zapętlona animacja ataku. Patrzę na ciebie Gothic 3.

Tylko, że tam gdzie jedynka była najlepsza, dwójka jest zdecydowanie najgorsza. Mianowicie fabuła, opowiadanie historii i motywacje postaci. Jezu, ta opowieść jest tak nieinteresująca. Zarys jest całkiem w porządku. Skojarzenia są z jedynką. Jak Salamandra zalazła za skórę Geraltowi (zabili Leo, co gra często nam przypominała), tak Zabójcy Królów zaleźli mu za skórę tutaj. Tylko że w jedynce białowłosy  za zemstą a tu nie chce zemsty na Królu. Foltest, znajomy bohatera jeszcze z książek, zginął i czy Geralt ma motywację, by gonić Zabójców ? Nie. Rusza za nimi, bo tak. I podróż niestety jest taka przez całą grę. O ile w jedynce zmuszałem się, by poznać historię, tak w dwójce już ledwo. Wiedziałem o Leto tyle, co na początku gry. Pomijam fakt, że questy główne rzadko są związane ze ściganiem morderców. A to ta wielka bitwa spod końca 2 aktu, a to pomoc przeklętemu królowi itd. I w jedynce też robiliśmy wiele niepowiązanych z wątkiem głównym rzeczy, ale zawsze taka akcja kończyła się poznaniem jakiegoś motywu czy zdobycie jakiś informacji na temat Salamandry. Tu tego nie ma. Walczymy z Keiranem, bo stoi nam na drodze i tyle. Ogólnie fabuła tej gry jest dziwna. Chyba chciano, by była bardziej liniowa, ale twórcy bali się, że ktoś się tego doczepi, ale np. po dotarciu do Flotsam, gra nie sugeruje co mamy robić. No i zakończenie. To jest mega słabe, bo gra kończy się rozmową z Leto, który od tak sobie zdradza swoją motywację a rozmowa trwa jakieś 20-30 minut. I to odpowiada na pytania gracza. Tak się nie robi. Przesiedziałem tyle godzin, słysząc o braku zaufania do loży, że elfy nie są godne zaufania, że jakiś król boi się czarów, a praktycznie niewiele dowiedziałem się o samych zabójcach królów. Tak, tak, przedstawianie świata gry, ale takie rzeczy powinny być opcjonalne.

W ogóle zakończenia w tych grach są słabe. Mówię o 1 i 2. Do trójki jeszcze dojdę. Każde z nich, zamiast logicznie się zakończyć, nagle coś z dupy mieszają. Sama końcówka jedynki dzieje się w głowie jakiegoś wariata a w dwójce... No wiecie, cały plan zabójców idzie na bok. A sam Geralt tylko wzrusza ramionami. Same ostatnie potyczki można pominąć, mówiąc coś w stylu: Mam to gdzieś i rób co chcesz. Tak, w Falloucie 2 (chyba tam) też można było antagonistę zmusić do zaprzestania walki, ale nie było to zrobione...bo tak. Tam trzeba było mieć odpowiednie współczynniki konwersacji. Tu nie. Tu wystarczyło jedno zdanie i tyle.

I to są moje problemy z tymi dwoma grami. Jest ich tak dużo, że ciężko mi je zaliczyć za dobre gry i twierdzę, że w momencie ich premier, były lepsze gry, które zostały ostro potraktowane w recenzjach. I wiecie, bo Wiedźmin jest z Polski. I dlatego jest święty. Dlatego, jako że żyjemy w czasach gdy gry są skreślane zaraz po pojawieniu się pierwszych zajawek i materiałów, przez np. nie podobał się design głównej postaci (DmC: Devil may Cry) albo tytuł (Prey), strasznie dziwi mnie fakt, że po zapowiedziach Wiedźmina 3 nikt nie spojrzał i powiedział: Chyba kogoś tam porąbało. Wszyscy zachwycali się nad Wieśkiem. Taaaa, była ta drama z downgrade'em, ale lepiej jechać po wyglądzie postaci, nie ? I o ile Wiedźmia 3 nie uważam za cudo nad cudami, cieszę się, że zrobił wrażenie za granicą. Tam mają w dupie, skąd ta gra jest i kto zrobił. Bo kogo ich obchodzi, że np. Assassin's Creed jest z Francji, Call of Duty ze Stanów, Resident Evil z japonii czy Wiedźmin z Polski. A i zanim przejdę do omówienia Wiedźmina 3, powiem co mnie denerwuje w tych grach ogólnie.

Podobny obraz

Postać Geralta gryzie się ze światem przedstawionym. Albo na odwrót. Czemu robię z tego masło maślane ? Bo istotne jest, że dostosowanie obojętnie któregoś z tych elementów drugiego, nie ruszając przy tym pierwszego, pomogłoby Już tłumaczę. Geralt to małomówny filozof z twarzą, która potrafi wyrazić dwie czy trzy emocje. Coś między znudzoną rozmową lub lekko poirytowany rozmową. Gość ma sporo o powiedzenia, ale w sumie nie ma komu tego powiedzieć, bo większość osób wokół niego to totalni kretyni.

Tak, więc gość, którego robota zależna jest od interakcji z innymi (zlecenia, zdobywanie informacji) w każdej rozmowie, monotonnością głosu i wstaniem w stylu ,,nie chcę mi się gadać", wyraźnie pokazuje, że ma wszystkich w dupie i wszyscy są pod nim. Nieważne czy to wieśniak czy mag. Z każdym tak samo. I wiem, ta postać ma kontrastować ze światem przedstawionym. Mamy grać tym gościem, który trochę ma to wszystko gdzieś i robi te zlecenia, bo ma taką rolę w tym świecie i nikt za niego tej fuchy nie odwali, ale... I tutaj przechodzimy do drugiej strony spektrum, żeby świat pasował do Geralta. Czy naprawdę, żeby przyjąć jakiegokolwiek questa, wykonać zlecenie itd. muszę słuchać zaciągającego nosem zapitego wieśniaka przez parę minut ? Czy w każdym dialogu musi być aluzja do chlania, ruchania i okradających wszystkich polityków ? To ma być rozmowa pod kiblem Kiepskich, czy (jak to Wieśka określano) dorosły, mroczny RPG ?

Ogólnie temat dorosłości w tej grze, to dla mnie parodia. Wiem, że każdy Wiesiek ma na okładce 18+, ale bądźmy realistami. Mam wrażenie, że nie przesadzę zbytnio, jeśli powiem, że połowa sprzedanych egzemplarzy (mówię o Polsce) trafiła do 15-16 latków. REdzi zdają sobie z tego sprawę i dlatego Wiedźmin 2 i 3 zaczyna się scenkami z nagimi kobietami, bo..wiecie. Nic tak nie zawyży oceny gry, niż para kształtnych cycków na początku, nie ? Prawda, nie każdy taki jest. Nie atakuję nikogo konkretnie. Pewnego rodzaju szczytem dla mnie był quest na kacu z wiedźmina 2. Przyznaję, początkowe i luzackie podejście do pisania dialogów było całkiem fajne i odświeżające po tych przesadnie epickich dialogach o ratowaniu świata w innych grach. Ale ile kurde można ?! Moim zdaniem słuchanie dialogów w wiedźminie 1 i 2 jest jak rozmowa z żulem. Przychodzi do was taki żul, z typowym do nich przywitaniem i początkowo bywa całkiem pocieszny, sypiąc swoimi szefuńciami itd. Ale nagle orientujecie się, że minęły 2 minuty, on dalej gada, powoli dociera do was smród alkoholu, papierosów i zaschniętego moczu. A kiedy próbujecie od niego odejść, on twierdzi, że i tak kawałek przejdzie w waszą stronę. I dalej gada. Tak samo jest z Wiedźminem. Początkowa pocieszność i swojskość dialogów znika po kilku godzinach a potem pozostaje nadzieja, że spotkam kogoś, kto mówi normalnie.

Rzekomo ludzie uważają ogólną ,,polskość" i ,,słowiańskość" tego świata za duży plus oraz coś wspaniałego. I jako tako rozumiem to dla osób zza granicy. Dla nich takie realia mogą być zabawne i świeże. Ale serio dla nas ? Polaków ? To jest powód do dumy i zabawy ? Może to kwestia podejścia. Może nie jestem takim patriotą, jakim chciałoby Gry-Online (Dla nich patriotyzm, to powszechne kochanie Wiedźmina a zwłaszcza 3), ale przeważnie gram w gry, żeby uciec od takich rzeczywistości, więc niekoniecznie chcę widzieć temerski odpowiednik ,,Pana Janka spod Biedronki" w grze i jeszcze robić dla niego questy. Ale to już moja osobista opinia. Jest jeszcze kwestia konieczna w RPGach czyli ludzie vs nieludzie i trochę głupio się tego czepiać, ale mam powód. Gdyż, zwłaszcza Wiedźmin 1, stawiał na szarość świata. Była tylko szarość w różnych barwach. Nie ma dobra i zła, tylko różnoraka szarość. I tak to miało wyglądać. Geralt miał być rozerwany między byciem człowiekiem a kimś więcej. Mógł dołączyć do ludzi albo elfów i krasnoludów.

I tu właśnie pojawia się problem. Bo elfy, jak to elfy, zawsze w fantasy są dupkami. Utracona cywilizacja, zagubiona kultura, tłamszony przez ludzi świat. Standard, do którego sam przywykłem. Nic dodać, nic ująć.Tylko że tutaj walczą w najgłupszy sposób z uprzedzeniami. W sensie, dosłownie walczą. Miecze w dłoń i napadać na te ludzkie karawany. To właśnie nimi przewożą naszą kulturę i miasta. A po drugiej stronie są ludzie. Ludzie jak ludzie. Albo mają na elfy wywalone, albo kumplują się z nimi, albo są kompletnymi rasistami itd. Różnie bywa. Ale na moje to lepszy wybór. Mało jest takich ludzi, którzy walczą w aktywny sposób. I najwidoczniej Red uznało, że ta strona jest nieco zbyt dobrym wyborem. I na siłę postanowili wrzucić postacie, które nienawidzą nieludzi i potęgą scenariusza chcą zmusić do kontaktowania się ich z Geraltem. Specjalnie tego elementu nie kończę, bo wspomnę o nim, ale omawiając Wiedźmina 3. I zanim ostatecznie przejdę do niego, macie tutaj powody, dlaczego tak późno kupiłem trójeczkę. I ta odsłona ostatecznie mnie zainteresowała. Nie dlatego, że to ,,polska gra' i trzeba z musu lubić wszystko, co polskie (pomijając Call of Juarez, Shadow Warriowa, Dying Light czy Bulletstorma, bo to pewnie połowa polskich graczy olała), tylko ta gra wreszcie wyglądała dobrze. Coś co wygląda na porządny tytuł na poziom światowy

Znalezione obrazy dla zapytania wiedzmin 3

Zatem jak ostatecznie wypadł Wiedźmin 3 wg mnie ? Po to tu chyba większość jest. Czy jest lepszy od jedynki i dwójki ? Tak. Jest dużo lepszy. Najlepszy z tych gier. Czy to dobra gra ? Jest nawet ok. A czy Wiedźmin 3 dorasta do przesadnych oczekiwań, jest Alfą i Omegą elektronicznej rozrywki i jest tak nieskazitelnie dobry, jak opinia publiczna po dziś dzień go maluje ? Daleko mu do tego. Pierwszym niepełnym elementem gry jest moim zdaniem...fabuła. I postaram się nie spoilerówać. Bo widzicie, niby Wiedźmin 3 jest trzecią tej serii, ale jeśli nie graliście w poprzednie odsłony to.. możecie tą trójkę zakleić jakimś plastrem lub zamalować. Ta gra nie kontynuuje żadnych wątków z poprzednich części. Poza jednym, ale do tego przejdę później. I chyba lepiej będziecie się bawić, jeśli nie graliście w poprzednie części, bo łatwiej zapomnieć o niedopowiedzeniach. Oczywiście pojawiają się smaczki dla fanów książek i gier, ale to tylko smaczki. I to podejście jest całkiem zrozumiałe z punktu widzenia marketingu, bo trójka była pierwszym na poważnie reklamowanym za granicą Wiedźminem i gdyby gra byłaby mocno oparta na poprzednich odsłonach, odstraszyłoby to potencjonalnych konsumentów. Ale dla graczy którzy liczą na ładną, spójną opowieść z przeplatającymi się wątkami i ciągłą narracją....można się zawieść. Trylogia tych gier bardziej przypomina opowiadania niż sagę. Niby ten sam świat, bohater i w tle te same postacie, ale jak zaczniecie czytać od ostatniego rozdziału niewiele stracicie. Mi totalnie to nie przeszkadzało. Poza jednym wątkiem.

Przejdźmy lepiej do samej fabuły. Fabuły, która przez 3/4 gry jest bardzo w stylu Wiedźmina 2. Geralt, niczym piłeczka ping pongowa , odbija się od osoby do osoby, zbierając strzępki informacji i ślimaczym tępem posuwając śledztwo do przodu. Tylko różnica jest teraz w osobie, którą szuka Geralt. Nie jest to już wykreowany na potrzeby gry wiedźmin ,,wyjaśnię ci kim jestem na ostatnie 30 minut gry" Leto, tylko ważna z punktu widzenia książek Ciri, która jest dla Geralta niczym córka. I takie założenie daje radę. Gra nawet dla osoby niezazanajomionej z książkami bardzo wyraźnie nakreśla wieź, między Geraltem a Ciri, której jedyną wadą na moje jest to, że wygląda ona jak: Geralt + Rule 63 = Ciri, ale to szczegół. Widzimy cierpienie na twarzy naszego bohatera, kiedy dowiadujemy się, że poszukiwana znów wymknęła nam się z rąk lub coś jej grozi. Bardzo ładnie jest to nakreślone. I nawet to śledztwo jest zrobione lepiej, niż w dwójce, bowiem później  fabule kręcimy się po świecie, spotykając ponownie postacie, z którymi już się widzieliśmy i takie lub inne wrażenie wywarliśmy. To już nie jest te kilkanaście słabo powiązanych ze sobą wątków jak w dwójce, którymi zajmowaliśmy się zamiast szukać zabójcy królów. No i jest ostatni fragment gry, kiedy to śledztwo kończy się a my zaczynamy się zajmować bardziej.. liniowymi misjami. I muszę przyznać, że jak zadanie określone jako ,,szukaj śladów Ciri" momentami zaczyna się dłużyć, to końcówka gry (pomijam to, że świat dalej jest otwarty i nie blokuje go w żaden sposób) gna na złamanie karku i już nie miałem ochoty przeszukiwać terenów dla sidequestów w tym momencie. Ot, chciałem wszystko zakończyć, zapewnić spokój Geraltowi i Ciri oraz nakopać Dzikiemu Gonowi, bo na to zasługują.

  I ta fabuła działa. CD Project Red udało się uniknąć przypadłości takiego Fallouta czy Skyrima, gdzie po 40 minutach gry każdy olewał fabułę, by wrócić do niej w ostateczności. Po jakiś 100 godzinach grania. Tutaj jest po prostu ciekawiej. Wątki główne ładnie przeplatają się z pobocznymi, oferują parę interesujących zwrotów moralnych i ogólnie nie ma się do czego przyczepić. Poza jednym małym wątkiem zakończenia gry. wprowadzonym wyraźnie na siłę. Hmm jak by  tu wytłumaczyć jak najmniej spoilerowo. Powiem tak: najwyraźniej Redom wydawało się, że ratowanie córki przed widmo-elfami z innego wymiaru nie jest dość epickie, i dosłownie 20 minut przed końcem gry. Dorzucają wątek ratowania świata przed zagładą. Nie żartuję. Wiem, że było to minimalnie lekko, mikroskopijnie podbudowane ale.. to tak jakby powiedzieć, że nagle dowiadujemy się o kosmitach w tym uniwersum i oni pojawiają się akurat po walce z ostatnim bossem. Bez żadnej zapowiedzi. Teraz. W tym konkretnym momencie. Wiecie o co mi chodzi.

Mogę się też doczepić do wątku szukania Ciri w Novigradzie. Bardzo mało ten wątek wnosi. Oczywiście by Geralt zdobył jakiekolwiek informacje, musi wykonać szereg questów dla podejrzanego elementu miasta, popływać sobie w kanałach, ubić kilka osób, strzelić komuś w pysk tylko po to, by usłyszeć wydłużony odpowiednik zdania ,,Ciri tu była i się teleportowała". Trochę mało, jak na spędzenie 10 godzin w tym mieście i robienie każdemu za podnóżek, prawda ? W pozostałych lokacjach chyba lepiej to zrobiono i Novigradzie czułem dziwny niedosyt. Nie podoba mi się też jedno z głównych założeń gry. A mianowicie nienawiść wobec magii. Jak wiecie, w tym świecie czarodziejie, magowie itp. byle bardzo szanowani, mieli zapewnione miejsca wśród królów i polityków a tutaj...nagle magia jest blee. I to z najgorszego możliwego powodu. Nie z powodu jakiegoś zagrożenia czy katastrofy magicznej tylko...jakiś król podbił sobie jakiś kraj, sodówa i alkohol uderzył mu do głowy i napiętnował wszystko, co magiczne. I stosy dla czarodziei radośnie płoną a ludzie plują na tych, których kiedyś prosili o pomoc. Wyjątkowo proste i tanie rozwiązanie oraz...dziwnie upodabnia tą grę do innej znanej serii RPG, zajmującej się wątkiem uprzedzeń do magów. I to dziwnie, bo zabija to jeden z charakterystycznych elementów świata fantasy.

I teraz przechodzimy do świata przedstawionego. Jak napisałem wyżej, najbardziej denerwuje to, jak przesadnie POLSKI jest ten świat. Zawsze uważałem to, że można by było zrobić to uniwersum bez nawiązań do Polski, Polaków i polskich stereotypów. I Wiedźmin 3 pokazał, że w sumie można. Nie piszę tutaj, że ich nie ma. Są i jest ich bardzo dużo, ale nie wydawały mi się być takie nachalne niż w poprzedniczkach. I to zabrzmi dziwnie, ale przeczytajcie. W Wiedźmina grało mi się najlepiej, gdy starał się być normalnym RPGiem. A nie super mrocznym, zmuszającym do przemyśleń i głębokim Wiedźminem. Już tłumaczę. Wszystko jest w porządku, questy główne i poboczne są ciekawe, parę razy jest ciężej, wzdychałem nad losem postaci iiiii nagle scenarzysta przypomniał sobie, że to MROCZNY I DOJRZAŁY RPG i musi stać się niepotrzebnie brutalnie i nieprzyjemnie, żeby graczowi o tym przypomnieć. I zaspoileruję końcówkę prologu. Dla przykładu, oczywiście. Geralt i Vesemir, podczas szukania Yeneffer, zostali zmuszeni do podjęcia się zlecenia na gryfa, który siał chaos w okolicy.

I wszystko wyglądało fajnie, zakwaterowali się w miejscowej karczmie, gdzie miła właścicielka służyła radą, pomocą, informacją i nagle scenarzysta poczuł, że jest za mało mroku w tej scenie. Po wykonaniu zlecenia, gdy Vesemir podszedł do lady odebrać rzeczy, nawalona klientka złapała właścicielkę przybytku za głowę i zaczęła walić jej twarzą o stół. I ta scena, razem z stojącym obok Vesemirem i ludźmi w karczmie trwa bardzo długo z jakiegoś powodu. I dopiero w momencie, gdy z twarzy karczmarki nie ma co zbierać, Vesemir postanawia pomóc. I w tym momencie reszta osób w karczmie budzi się, by napiętnować złego wiedźmina, bo to niby była jego wina. A po całym incydencie pojawiają się w drzwiach dzielni, królewscy rycerze, którzy od razu zakładają, że to obota wiedźminów i zaczyna się małe nieporozumienie. Parę osób tak czy srak ginie, wszyscy plują naszych bohaterów a gra pokazuje w tej zbędnej scenie ,,JAKIE TO MROCZNE". Kolejnym przykładem jest sprawa ze spaloną kuźnią i o ile szybko dochodzimy do tego, kto to zrobił, logiki tu brak. Serio. Po postawieniu winowajcy przed właścicielem, nie potrafi wybąkać czemu to właściwie zrobił, mimo tego, że krasnolud-właściciel kuźni zawsze służył winowajcy pomocą. Wiecie, bo trzeba wytłumaczyć, że nieuzasadniony rasizm jest zły. Jakby ktoś tego nie wiedział. I że wojna źle wpływa na ludzi. Nie żeby było inaczej, nie ? Dziwne, że nie ma innych tego typu rewelacji, które gra chce nam chętnie przekazać. Tego przykładów nie jest na szczęście dużo, ale samo oglądanie ich dosłownie boli. Boli również to, jak niekonsekwentnie głupi jest świat Wiedźmina (w tym momencie pewnie pół portalu mnie znienawidziło, a co tam). Wiecie, idąc ulicą co chwile słyszymy tekstu typu ,,Dwa miecze na plecach ? To pewnie wiedźmin" albo ,,Białowłosy. To pewnie Geralt z Rivii". Rozumiecie, gra wyraźnie nam pokazuje, że nie jesteśmy kolejnym bohaterem z przypadku. Jesteśmy rozpoznawalną osobą, z którą nie można pomylić z inną. I biorąc to pod uwagę dziwi fakt, że często jesteśmy atakowani przez totalnie przypadkowe osoby. Nie chodzi mi o wrogów z napisem ,,bandyta" czy innych przypadkowych wrogów, ale np. o grupkę złodziei, albo wieśniaków z karczmy, którzy pomimo tożsamości Geralta stwierdzają, że teraz czas jemu zaszkodzić. Nieraz czy dwa zagadacie do przypadkowych osób tylko po to, by zostać później przez nie zaatakowane w niecnym celu. W środku miasta, koło straży, mimo faktu, że Geralt jest bardzo rozpoznawalnym gościem. I po co to ? To tak jakbyście minęli w pełni uzbrojonego komandosa i postanowili okraść go, grożąc mu scyzorykiem. I tak, to gra RPG. Musi mieć wrogów, lecz w tej grze wrogów nie brakuje. Mamy potwory, dezerterów, piratów, wojaków dzikiego gonu. Naprawdę jest tego sporo, więc nie potrzebujemy głupich, bezsensownych walk tylko po to, by pokazać, że ludzie są złymi i niewartymi uwagi gnojkami. Dam jeszcze ostatni przykład.

Geralt szukając Ciri zgłasza się do osoby, którą na potrzeby bezspoilerowego przykładu nazwę Stasiem. Stasiu, jak to w RPGach, mówi coś w stylu ,,powiem ci co wiem, ale ty zrób coś dla mnie". Stasiu prosi wiedźmina, by zapewnił porządek mieszkańcom pewnej wioski. Szybkie śledztwo i odkrywamy, że problem jest w pewnym drzewie, które ma pewnego lokatora. Lokator mówi coś, że jeśli Geralt mu pomoże, lokator zmieni miejsce zamieszkania, więc kłopoty w wiosce się skończą. I dodatkowo wspomina, że Stasiu to trochę taki dupek, więc zmieniając dom, nasz przyjaciel sprzeda Staśkowi pstryczka w nos. Tak więc Geralt staje przed wyborem. Pomóc zmiany lokum tej osobie albo ściąć drzewo wraz z problemem. Biorąc pod uwagę to, że Stasio nie był dla nas zbyt miły podczas przyjmowania tego zadania, wiedźmin postanawia pomóc lokatorowi. Oczywiście to wybór gracza. I wszystko wydaje się całkiem spoko. Wioska ma spokój, lokator nowy dom, Stasio zadowolony i chociaż ma obolały nosek, daje informacje. Wszystko wydaje się być w porządku.....ale, kilka godzin gry później w czasie szukania Ciri, Geralt spotyka pewną rodzinę z problemami. Geralt postanawia im pomóc i wszystko idzie ku dobremu, lecz nagle do wątku wkrada się Stasiek, którego obolały nosek tak zaczął denerwować, że postanowił wszystkie działania Geralta zniszczyć. I z powodu bycia dupkiem, doprowadza do tragedii.

Podsumowując: Geralt pomagając drzewu, doprowadził do tragedii rodzinnej. Na przestrzeni może 10 godzin gry w dwóch totalnie niepowiązanych questach. Logika. Nie chodzi o same konsekwencje. Pod tym kątem, ten wątek jest zrobiony bardzo dobrze i zmusza do zastanowienia się nad sytuacją i przemyślenie czy postąpiło się dobrze. Jednak fakt, że dwa totalnie nie powiązane wątki fabularne nagle łączą się w idiotyczny sposób i wyciągają konsekwencje wyboru gracza z jakiejś totalnie wyrwanej z kontekstu sytuacji. Jest to po prostu słabe. I teraz tak. Wiem, że nikt nie zna konsekwencji swych wyborów. Tak działa życie. Ale nie życie w grach, bo zamiast sensownego wątku wyboru i konsekwencji, widzę tutaj chamską próbę uczenia się sytuacji bardziej, niż ona tego wymaga.

Ostatnim moim problemem ze scenariuszem jest... wątek miłosny. Na pewno jest poprawa w przeciwieństwie do poprzednich części. Nie wystarczy już powiedzieć kilka słodkich słówek i hop do łóżka i nie wszystkie ładnie wymodelowane kobiety są od razu kandydatkami do przespania. Nie ma czegoś takiego. Ale zacznijmy od początku. I będę tu ściśle mówił o 1 godzinie gry i potem przejdę dalej. Gra zaczyna się od poszukiwania Yennefer, którą zarówno Geralt jak i Jaskier, określają jako prawdziwą miłość Geralta. I w ciągu 1 godziny gry Yennefer odnajdujemy tylko po to, by nie zobaczyć ani jednej romantycznej interakcji między nią a Geraltem. Dosłownie Yen na początku gry została zmieniona w narzędzie do ekspozycji i łopatologicznie tłumaczy Geraltowi/graczowi ,,Idź szukać Ciri. Ciri grozi niebezpieczeństwo''. Potem rzuca nam 3 lokacje każąc nam je przeszukać i znika nie wymieniając z Geraltem żadnego ciepłego słowa. I teraz gra nie narzuca nam gdzie zacząć, ale mocno sugeruje, byśmy zaczęli w Velen. Więc zapewne 90 % graczy uderzy w te stronę. I widzicie, tu jest problem. bo gra ma dwie opcje romansowe, Yennefer i Triss. Teraz tak, gra dość mocno sugeruje, byśmy nasze poszukiwania czynili w takiej kolejności: Velen-->Novigrad-->Skelige. W Velen konkretnego wątku romantycznego nie ma, za to w Novigradzie czeka na nas Triss a na Skelige Yennefer. A większość graczy trafi najpierw na Triss. I tu pojawia się ten problem narracyjny. Ten związany z...niezwiązaniem  części Wiedźmina jako trylogii a bardziej jako oderwanych od siebie przygód. Bo Triss w romansie z białowłosym jest...najgorsza.

Jest to wkurzające, bo ta postać wreszcie dostała jakikolwiek charakter w tej grze. Nie jest już tylko osobą miłą dla Geralta niczym z jedynki i dwójki. Teraz przypomina bardziej tę postać, jaką znaliśmy w książkach. Ale co do samego romansu. Wyobraźcie sobie to. Jesteście jak 90% ludzi na świecie. Nie znaliście tej serii, zanim nie usłyszeliście o Wiedźminie 3. Niedługo po premierze gry, trafiacie na jej dobre oceny i zdecydowaliście się ją kupić. Jesteście miło zaskoczeni, bowiem wygląda na to, że gra nie jest powiązana z poprzednimi grami, więc bez problemu możecie zagłębić się w ten świat. Gra delikatnie wprowadza was w backstory postaci. Wiecie, że Geralt jest wiedźminem i szuka swojej dziewczyny, Yennefer. Gra mocno zaznacza, że owa czarodziejka jest dla niego bardzo ważna. A kiedy ją spotykacie, brakuje między wami jakiejkolwiek chemii. Nieznajomiony gracz myśli sobie, że przecież nic z tym nie zrobi i rusza dalej. I tak dociera do Novigradu. I spotyka Triss. Która, poza faktem, że ma charakter dojrzałej kobiety chcącej chronić ludzi jej bliskich, ma też drugą stronę charakteru. Napalonej na Geralta gimnazjalistki. Dosłownie. Znacie ten archetyp postaci, która jest wiecznie napalona na głównego bohatera, bo jest głównym bohaterem ? To jest Triss. Sama gra też pisze z tego niezły żart, bo pewna ślepa osoba zauważa ( ja wiem, że to się wyklucza, ale ja tego nie wymyślam), że Triss cieknie po nogach ile razy widzi Geralta. Ta dziewczyna ma najwyraźniej jakiś problem. Kontynuujmy podróż nowego z serią gracza. Trafia na Triss, która, mimo faktu, iż w jednym z pierwszych zdań w grze, mówi, że cieszy się z tego, że ona i Geralt rozstali się w przyjaznej atmosferze. Ale potem co parę zdań (dosłownie) pokazuje, jak bardzo potrzebuje wiedźmińskiego miecza między nogami. Ponownie pomyślcie, jak bardzo zagubiony musi być nasz gracz. Słyszy na początku, że Yen jest prawdziwą miłością Geralta, tylko po to, być przez nią olanym i potem tracić na Triss, która mówi o ich rozstaniu, tylko po to, by sugerować, że chce być z Geraltem. A potem jest jeszcze ciekawiej. Bo widzicie, jeśli podczas przygód w Novigradzie nie zaczniecie romansu z Triss, a raczej nie odpowiecie na jej zaloty, to ona przepada. Bez możliwości wznowienia tego. Ale z drugiej strony, kończąc podróż w Novigradzie i zgadzając się być z Triss, zgadnijcie kogo spotkamy na Skelige. Yennefer, która (co za niespodzianka) teraz ma czas na słodkie rozmowy, łóżkowe zabawy i jest jak najbardziej chętna do kontynuowania związku z Geraltem. TERAZ. PO SPOTKANIU Z TRISS. Po tym jak 10 godzin temu, jedyne co przychodziło jej na usta to ,,idź szukać Ciri". To mylące. Zwłaszcza, jeśli zdecydujecie się na związek z Yen a daliście się uwieść Triss. I spotka was za to kara, chociaż to jest nawet zabawne. Ale skąd nasz gracz miałby wiedzieć o tej opcji romantycznej ?

Równie dobrze mógłby założyć, że więź między bohaterem a czarnowłosą czarodziejką....zniknęło na zawsze. Że nie będzie ona opcją romantyczną. Mógł tak założyć. Mam też problem do romantycznych charakterów tych pań. Główne założenia postaci są spoko, w rolach fabularnych spisują się na medal ale co do romansów to..nie jest to fajne. Triss zachowuje się jak napalona g*wniara do tego stopnia, że w pewnym momencie udaje pijaną, by polepić się trochę do Geralta a Yen z drugiej strony to zimna, wredna s*ka przez 90% czasu i będziecie musieli przepłynąć przez morze g*wna wylewającego się z jej ust, by wreszcie usłyszeć od niej jakieś miłe zdanie. I ja rozumiem, że miały być swoimi przeciwnościami, ale czemu ich charaktery działają w trakcie głównej fabuły a kiedy dochodzi do romansu, stają się parodiami swoich osobowości. I ponownie nie chodzi mi o to, by iść łopatologiczną drogą gier Bioware, gdzie wystarczy klikać opcję z serduszkiem, by zacząć romans. To jest przesada w drugą stronę. Wolałbym jednak, by gra wyraźnie zaznaczała, kiedy dany romans ma się rozpocząć ? Kiedy pojawi się druga opcja romantyczna, bo może dojść do nieporozumienia. Nie z racji gracza będącego dupkiem a bardziej niedoinformowania. Wiem że to, kolejna rzecz jaka zdarza się w życiu, ale w grze już tak nie działa. Jeśli chodzi o fabułę, to już wszystko.

Teraz czas na gameplay. I jak większość rzecz, jakie wymieniłem to może być czepialstwo, rzeczy na które powinno się zwracać uwagę, kiedy ma się do czynienia z przehypowaną grą jak Wiedźmin, ale teraz przejdźmy do rzeczy, która faktycznie mnie wkurza i to niesamowicie. System rozwoju postaci. C'mon REDzi. Mieliście w rękach całkiem fajny system rozwoju postaci w Wiedźminie 2, który wymagał odrobinę zbalansowania a wy zmieniliście go w jakieś..niepełnosprawne dziecko systemów z jedynki i dwójki.

Znalezione obrazy dla zapytania wiedzmin 3 system rozwoju

I dorzuciliście ograniczenie w postaci slotów, co totalnie zabija frajdę z rozwijania Geralta. Ale po kolei. Mamy 4 drzewka rozwoju: szermierki, znaków, eliksirów i pozostałe, które chyba nie pasowały do żadnej z tych trzech. Drzewko eliksirów można totalnie zignorować, bo jedyne co jest godne uwagi to zmniejszenie toksyczności, czyli jedna z chyba 20 będących tam umiejętności, ale w kolejnych drzewkach nie jest dużo lepiej. Większość umiejętności to znowu te g*wna pokroju: Teraz twój zwykły cios ma 4,5% szansy na obrażenia krytyczne, Teraz twój znak IGNI ma 2,8% więcej szansy na podpalenie, Teraz twój kontratak ma 5% szansy na obalenie wroga na 2,6 sekund. Rozumiecie. Cały system rozwoju wypełniony tym shitem. Brzmi jak Wiedźmin 1, nie ? Ale spokojnie, tu jest gorzej. Za morzem tych bezużytecznych w rozgrywce popierdółek czekają rzeczy, które są faktycznie fajnie i dodawają więcej dynamiki do walki. Np. ładowany cios mieczem zdolny rozpołowić wroga jednym ciosem albo młynek zabijający wszystkich otaczających Geralta przeciwników, albo zmiana rąk w mały miotacz ognia. Tam są te rzeczy, tylko musicie najpierw władować z 20 poziomów w g*wnowarte podbijające statystyki skille aby w ogóle je dosięgnąć. Bzdura. Ale myślicie, że bardziej nie dało się tego spie*rzyć ? Spokojnie, dało się ! Nieważne jaką pierdołę kupicie, by zaczęła działać musicie zaekwipować ją w jeden z dwunastu slotów. Musimy też ekwipować zdolności pasywne, żeby one działały. Widzicie do czego to doprowadza. Przechodzicie naście godzin gry, wbijając te statystyki, czekając aż łaskawie pojawi się godny uwagi skill a kiedy w końcu się pojawia, to wiecie co ? Żal wam go ekwipować, bo w sumie lubicie zabijanie podstawowego bandyty na 3 ciosy. Bo macie tak dowaloną statystykę siły. I w ten oto sposób całkiem fajny system walki, który ms ta gra, dość szybko się nudzi. Co z tego, że każdy potwór ma osobny wpis w dzienniku i metodę na niego, skoro bardziej opłaca się mieć +200% damage'a  w walce mieczem, niż fajną, dodatkową animację ciosu. To ograniczające. Zwłaszcza w grze, w której twórcy szczycili się, że można spędzić 400 godzin. To zabija jakikolwiek sens rozwoju postaci.

Kolejnym problemem jest...responsywność sterowania w tej grze ? Gdy przemieszczacie się po świecie, zależy wam na szybkich ciosach i wysokich skokach itd. to ułatwia podróżowanie. A ta gra ma w zwyczaju wpychania Geralta w ciasne pomieszczenia itp. gdzie gracz musi kliknąć coś bardziej precyzyjnego. A Geralt potrafi na minimalnym wychyleniu analoga potrafi postawić 2-3 kroki do przodu, by zmienić całkowicie swoją pozycję. I postarajcie się trafić w takie rzeczy jak plama krwi na podłodze czy drabina, które są otoczone innymi przedmiotami, z którymi gracz może wejść w interakcje. Klikniecie pewnie w absolutnie wszystko, poza tym w co chcieliście kliknąć. Przesadą są też skoki, które mają fizykę pierwszego Gothica. Wystarczy, że Geralt się rozpędzi i wybije się, pokona z pół wioski. Co jest totalnie zbędne. Czemu ? Ponieważ krawędzie do których ma doskoczyć, są prawdopodobnie magnetyczne, bo Geralt nie ważne jak skoczy, to i tak dosięgnie do krawędzi. I gdyby to zawsze działało, to nie miałbym z tym problemu. A mam, bo działa w miejscach, gdzie twórcy planowali wysłać gracza.

Nim przejdę do wychwalania gry, to jeszcze parę spraw negatywnych. Zawiodła mnie konstrukcja świata i wiem, narobię sobie wrogów, ale sorry, tak jest. Świat w Wiedźminie jest bardzo, ale to bardzo w stylu Ubisoftu….Jeszcze żyję ? Nikt mnie nie zabił ? OK, już tłumaczę. Przyjrzyjcie się temu:

Znalezione obrazy dla zapytania wiedźmin 3 mapa znaczniki

Oto mapa jednej z lokacji w Wiedźminie 3. Obsypana znaczkami od góry do dołu. I te znaczki są...po prostu najgorsze. Nie pokazują ani questów, ani nowych lokacji, ani początków nowych wątków. To te standardowe współczesno-gamingowe znajdźki pokroju: podejdź-->zabij wrogów--->kliknij przycisk interakcji i znak znika. Idź dalej. Poważnie ?! Nikt na to nie narzekał ?! Totalnie nikt ?! Dostało się za dokładnie te same wady najnowszemu Dragon Age'owi, chyba każdemu możliwemu Assassinowi, Mad Maxowi, Cieniowi Mordoru czy najnowszemu batmanowi, ale Wiedźmin jak zwykle święty. Tam nikt  na nic nie narzeka. Nikt nie wspominał jak idiotyczne są te znaczki na mapie i jak absurdalnie dużo ich jest. Nic dziwnego, że twórcy chwalą się 400 godzinami rozgrywki. Zebranie każdego przedmiotu na Skelige, gdzie pływa się powolną łódką, zajmuje samo w sobie 50 godzin. Ludzie, trochę uczciwości. Zwłaszcza, że gra na tym traci. Na takiej bezsensowej głupocie. Normalnie by mi tu nie przeszkadzało, ale tu był olbrzymi potencjał. Gdyby ta gra miałąby konstrukcję mapy ze Skyrima, to byłoby genialnie. Każdy znaczek to loch, małą przygoda, fort, ruiny, wieś albo miasta. A tu co ? Rozwalona karawana z ciałem właścicielem. O matko, ma przy sobie list. Treść: Droga bliska mi osobo. Przewożę cenny łądunek i na 100% nic mi się nie stanie, ale jakby mi się coś stało, to mój skarb jest gdzieś niedaleko a i tak nikt go nie zdobędzie, bo mam klucz przy sobie. Kliknijcie podświetloną skrzynkę i brawo. Macie komplet. Zabawa. Naprawdę szkoda a ten świat jest piękny i ładnie stworzony. O wiele ciekawszy, niż surowy w barwach świat Skyrima. Tyle straconego potencjału. Najlepsze, co możecie liczyć to miejsce mocy, które podnosi poziom Geralta o 1. Szaleństwo i przygoda. Poza obszarami zamieszkanymi przez ludzi, zaczyna być nudno. Mamy zwykłe, codzienne życie wieśniaków i to jest całkiem fajne, ale poza siedliskami jest 800 zadań typu: Zabij x osób i zdobądź skarb.

Oszukane też są na moje wiedźmińśkie zlecenia. Jest ich z 50, z czego 10 ma w sobie fajny twist, coś zmieniającego rutynowe zabijanie potworów. Pozostałe to: pogadaj z wieśniakiem od questa--->wytarguj cenę--->wyciągnij informacje--->znajdź ostatnie miejsce przesiadywań potwora--->odpal wiedźmińskie zmysły--->kliknij czerwone obiekty--->zabij potwora--->wróć. Cały quest. I wiem, że mieliśmy dostać typową wiedźmińską robotę ale pomysł dobry jest na papierze a w samej grze jest do kitu. Bo ostawiam, że Geralt więcej stworów zabił jadąc konno przez 20 minut niż w całej swojej karierze w książkach. Walki jest tutaj bardzo dużo i póki nie nosi w sobie jakiegoś fabularnego znaczenia, jest po prostu jak każda inna.

I na koniec złych rzeczy, mała rundka wiedźmińskich głupot. Czyli rzeczy (niekoniecznie wady), które są głupie i często niepotrzebne. Skoro Geraltowi rośnie broda, to czemu nie rosną mu włosy ? I czemu ponad stuletni wiedźmin nie umie sam się ogolić ? Czemu kowal i płatnerz to dwaj zupełnie inni handlarze ? A jeśli tak miało być, to czemu gra stawia ich zawsze daleko od siebie ? Czemu ta gra ma tak mało tekstów u przechodniów ? Strzała w kolanie wydaje się być jednorazową linijką w przeciwieństwie do powtarzających się tekstów tutaj. Czemu są 3 rodzaje waluty, skoro płacimy tylko jedną ? Po co kusza, skoro wrogów latających można strącić znakiem lub bombą a strzela się z niej beznadziejnie ? Ponadto czemu pod wodą zabija na hita ? Po co w sumie walka pod wodą w tej grze ? Czemu wszechpotężny Wiedźmin jest totalnie zalany po wypiciu jednego kufla piwa ? Czemu mamy dwie aktywne pauzy ? Czemu nie ma animacji jedzenia i pica ? Po co w tej grze zapalanie świec ? Twórcy chcieli się pochwalić dynamicznym oświetleniem ? Geralt ma nieskończoną pochodnię, zatem zapalanie świec jest bezużyteczne. Czemu Geralt traci zdolność skakania w walce ?

To chyba tyle. Mogłem coś przegapić. A i gra ma też strasznie dużo bugów. Jeszcze w edycji gry roku, ale to tylko mój przypadek. I to chyba tyle z wad. Framerate mi nie przeszkadzał. Grałem w 1080p w okolicach 50-60 klatek. A szlag, zapomniałbym, że jest jeszcze jedna wada. Wybaczcie za nią. Mianowicie dubbing. Polska wersja nie jest najlepsza. Głosy głównych postaci są naprawdę dobre, chociaż Geralt ma problem z wykrzykiwaniem różnych rzeczy. To coś jakby miał krzyczeć i w połowie mu się odechciało. Może to miało być ogólne założenie postaci, ale nie powinien mieć problemu z wykrzykiwaniem imion. I gra chyba najpierw była robiona z myślą o angielskim dubbingu. Mówię całkiem serio. Niekiedy animacje ust postaci nie pokrywają się ze słowami wymawianymi przez aktorów i pojawiają się kwiatki pokroju ,,Twoja dupa należy teraz do mnie". Co po angielsku brzmi coś w stylu ,,Your ass now belongs to me", co odpowiednikiem internetowego I'm gonna own your ass (wybaczcie, że przekręcam te zdania), co jest po angielsku normalne, lecz nikt normalny po polsku nie mówi. Bardziej powiedzianoby coś w stylu ,,Zrobię z twojej dupy jesień średniowiecza". Problemem mogą też być błędne wymawianie imion np. Ciri nieraz jest nazywana Siri albo nazwisko Filippy wymawiane jest parę razy zupełnie inaczej. I czemu większość wieśniaków mówi głosem Xardasa ? Ja tylko czekałem, aż ktoś nie nazwie białowłosego Bezimiennym.

Dobra dość, bo pewnie sobie myślicie ,,Skończył gre tylko po to, by narzekać". Gra jest niesamowita. Ma wielki, różnorodny świat, któremu brakuje powiewu przygody, ale to i tak jeden z najlepszych wykreowanych terenów. Terenów, które przemierzamy na chyba najlepszym wierzchowcu w grach. Płotką. Wioski są pełne życia i każda jest inna od siebie. Novigrad jest chyba najlepszym miastem, jakie widziałem w RPGach. Całość ocieka klimat czy to europejskich pól i wsi czy skandynawskiego zimna na Skelige. Bestiariusz jest różnorodny i pełen wrogów. Walka wreszcie jest dobrze zrobiona i przyjemnie się walczy. Ciosy lekkie, ciężkie, uniki, parady, kontry, bloki, znaki, granaty. Dużo możliwości, tylko szkoda, że wszystko psuje okropny system rozwoju postaci. Polepszeniu uległ scenariusz, który wreszcie zauważył, że nie musi co drugie zdanie rzucać jakimś g*wniarskim żartem. A każda postać nie musi być polskim stereotypem. Oczywiście dalej mamy mnóstwo takich dialogów, ale wydają się być mniej wymuszone. Dalej jest tego wymuszonego mroku, ale jest tego mniej.  Wreszcie wszystko jest zrównoważone. Są watki niczym z normalnego RPGa, trochę śmieszków z polskiej rzeczywistości i trochę przesadzonego mroku. I wreszcie można słuchać tych dialogów, nie zastanawiając się ,,jaki 12-latek wymyślał te dialogi ?". Może wątek główny nie jest perfekcyjny, ale i tak postacie, na które się natrafiamy po drodze są interesujące i godne zapamiętania a te z poprzednich części...są o niebo lepsze. Pozytywnie zaskoczyło mnie w przypadku Jaskra i Triss, chyba że ta była sam na sam z Geraltem. W poprzednich częściach jawnie ich nie trawiłem. Wreszcie wyszli z stereotypów komik/najlepszy przyjaciel protagonisty dla Jaskra oraz miła, wszystkowiedząca dziewczyna bohatera  w przypadku Triss. Teraz mają swoje wątki i mają jakiś rozwój postaci, więc miło się ich ogląda. Zwłaszcza Jaskra. To jak jego postać się zmienia, robi to wrażenie. Tylko coś mu zrobili z wyglądem. Jest ok. I sama relacja Geralta z Ciri. Naprawdę fajnie się patrzy na tą dwójkę. Szkoda tylko, że czasami wychodziła z charakteru zaradnej dziewczyny na stereotyp zbuntowanej nastolatki, ale to były przebłyski. Grze udało się uniknąć problemu z ostatnim światem, gdzie spychano fabułę na 2 czy 3 plan i wracało się do niej po długim czasie. Ja wróciłem do fabuły w Skyrimie po półtora roku.

Znalezione obrazy dla zapytania wiedzmin 3

Dodatki są bardzo dobre. Nawet lepsze od podstawki. Serca z Kamienia oferują bardzo dobrą opowieść inspirowaną po trochu Panem Twardowskim. Wątek Olgierda jest chyba jedną z lepszych rzeczy w tym uniwersum i jest kilka zabawnych scen, jak wesele. Tylko rozczarował mnie wątek Ofiru. Pojawiają się by porwać Geralta i tyle. A i wraca Shani, czyli partnerka, jaką wybrałem w Wiedźminie 1. Chyba nie myśleliście, że skończyłem wiedźmina bez wybrania partnerki ? Co do Krwi i Wina..cóż to muszę przyznać że... gra mi się w to o niebo lepiej niż w podstawkę. Świat wydaje się dużo bardziej fantasy, niż "polski", ludzie jacyś tacy mniej chamscy, podobają mi się takie bardziej personalne zadania dla Geralta pokroju rozbudowa domu, a nawet te wszystkie pytajniki wydają się mieć więcej sensu i zamiast znaczków do odhaczenia oferują niekiedy faktyczne zadania i przygody. I dopiero po tym dodatku zacząłem się smucić, że skończyła się ta gra.

 

I ostateczne podsumowanie Wiedźmina 3. To wspaniała, długa podróż na wielką skalę umiejscowioną w szczegółowym świecie i historią, sporą ilością ludzkich momentów(i zabawnych, jak ta ,,impreza" w siedzibie wiedźminów) oraz ze świetną eksploracją i systemem walki. Niestety nie wykorzystuje połowy potencjału z tego interesującego świata, zamiast tego woli spamować gracza nieciekawymi znajdźkami dużego kalibru. To gra, na której jeśli hypie bym poleciał, to byłbym rozczarowanym, bo to nie jest gra, którą należy jarać się kilka lat po premierze. I nad której sukcesem należy dalej się spuszczać. To dobra gra, która ma w sobie tysiąc głupich rozwiązań, które przerywają immersje jaką twócy zapewne chcieli osiągnąć. Gra o poszukiwaniu przez ojca córki, która momentami musi być przerywana na siłę debilizmem pokazującym to, dlaczego gra dostała +18. Ogólnym moim problemem to też numerek 3 w tytule. Wolałbym, gdyby ten Wiedźmin był pierwszą growym Wiedźminem, bo jeśli CD Project Red budowałby na takiej podstawie, to kolejne przygody Geralta byłyby monumentalnymi. Szkoda, że wszystko zaczęło się od gier, w których głównie chodziło o żarty o polskich stereotypach i zbieraniu kart z cyckami. Warto też cieszyć, że ta gra zrobiła ogromne wrażenie na innych wydawcach. Spójrzcie jak teraz seria Assassin's Creed została zmieniona. Przynajmniej coś pozytywnego wynikło z jarania się tą samą grą. Dalej nie jestem fanem porównywania wszystkiego do Wiedźmina, bo ta gra też ma swój arsenał wad i głupot, co nie przeszkadza jej być dobrą grą. Tylko jak zwykle Polacy robią z niej nie wiadomo co i....to w sumie wszystko, co chciałem przekazać. Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i napiszcie swoje zdanie o tych grach. I nie hejtować siebie samych i mnie tylko dlatego, bo ktoś myśli inaczej. Ja spadam, bo chcę ograć kilka tytułów i zacząć przygotowywać coś w rodzaju growej kanapki. Raz gra oceniona przeze mnie dobrze, potem fatalnie i znów dobrze. Do zobaczenia

Zapomniałbym o czymś wspomnieć, a konkretnie o samym podejściu CDP Red do graczy, po tym jak pokazali, że szanując swojego odbiorcę, nie rżnąc go na pierdółkowate dodateczki za absurdalną cenę można zbudować sobie renomę nie tylko w kraju, który w oczach wielu jest krajem złodziei i chytrusów, ale na calutkim świecie. Mam nadzieję że te wszystkie oznajmienia innych deweloperów  "Chcemy wzorować się na CDP Red" nie są tylko chwytami marketingowymi i faktycznie gaming uderzy w tę stronę. Ale jak ktoś na portalu się spyta czy Wiedźmin ma najlepszą fabułę/świat/questy/walkę/grafikę/wszystko inne, dalej będę odpowiadał "Nie", każdy z tych elementów wkurzał mnie w ten czy inny sposób, albo miał tonę zmarnowanego potencjału, ale jeśli ktoś zapyta mnie "Czy to świetna gra i dlaczego za taką ją uważam?" to prawdopodobnie nie skończę wymieniać przez kolejną godzinę wszystkich małych zajebistości tego tytułu. Oczywiście mówię o Wiedźminie 3, bo jedynki i dwójki dalej będę nie cierpiał.

Tagi: rozczarowanie wiedźmin Wiedźmin 2: Zabójcy Królów Wiedźmin 3: Dziki Gon

Oceń notkę
+ +13 -

Oceń profil
+ +41 -
Evo24
Ranking: 1493 Poziom: 37
PD: 7055
REPUTACJA: 1906