Blog użytkownika Dwutlenek

Dwutlenek Dwutlenek 23.03.2020, 14:25
Control - definicja nijakości
776V

Control - definicja nijakości

Znacie to uczucie? Pobieracie nowy tytuł na swój komputer czy konsolę, uruchamiacie grę z nadzieją, że poznacie nową, ciekawą historie, która wciągnie was na kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt godzin. Gracie w tę produkcję dwie, może trzy godziny, bo miała całkiem obiecujący wstęp. Wyłączacie ją, no bo się już trochę zasiedzieliście. Ale w następnych dniach do niej nie wracacie, bo w sumie nie wiecie po co.

Takie jest właśnie Control.

Ostatnio miałem okazję przetestować przez 7 dni usługę PS Now. Oprócz strumieniowania gier, które po prostu w moim przypadku nie działa, bo nie mam dobrego internetu (choć swoje robi też to, że usługa nie jest dostępna w Polsce), to mamy również bibliotekę gier na PS4, które już możemy spokojnie pobierać na dysk. Po dłuższej chwili zastanowień, analizowaniu możliwości skończenia danego tytułu w tydzień, padło na najnowsze dzieło od Remedy Entertainment, czyli oczywiście Control. Czemu? Nowa gra, jedna z ciekawszych produkcji zeszłego roku, interesujący klimat - wręcz przypominający Twin Peaks i przede wszystkim coś, co się od razu rzuca w oczy na gameplay'ach i trailerach, czyli grafika. Ale o tym później.

Po pobraniu i zainstalowaniu na dysk, ściągnięciu łatki, odpaliłem Control. Początek jest tajemniczy i interesujący, nie wiemy za bardzo co się dzieje, ale w klimat perfekcyjnie wprowadza nas cała wizualna otoczka - Remedy podniosło do rangi sztuki cieniowanie i wystrój pomieszczeń, czerwona barwa używana w niektórych ciemnych pomieszczeniach, aby nam oświetlić drogę jest fantastyczna. Kojarzyło mi się to z serialem Stranger Things, z którym ta gra ma jeszcze kilka elementów wspólnych. I co najciekawsze, ta gra wygląda już bardzo dobrze na podstawowej wersji "czwórki". Czy byłaby w top10 najładniejszych gier generacji? Nie wiem, raczej nie, ale wciąż pod kątem graficznym ten tytuł jest wyjątkowy. Świetne są również cut-scenki, ludzie odpowiedzialni za ten element powinni dostać podwyżkę. Dawno nie widziałem tak dobrze zrobionych przerywników filmowych.

Ale to wszystko kosztem optymalizacji. Bo o ile kwestie wizualne cieszą oko, o tyle aspekty techniczne co rusz podnoszą ciśnienie gracza. Po wznowieniu każdej zatrzymanej rozgrywki gra się zaczyna "krztusić". Nie trwa to może długo, ale to bardzo irytuje. Tak samo jak długie loadingi. Nie było to nadmierne, a przy pokonywaniu zwykłych oprychów raczej nie zginiesz i nie będzie potrzebne wczytywanie poziomu, o tyle w przypadku bossów, gdy masz do czynienia często z gwałtownym skokiem poziomu trudności, kilka razy zaklniesz pod nosem na twórców. Control potrafi też stracić kontrolę nad klatkami, które przy dużej ilości przeciwników zaczynają spadać. Nie jest to dobrze zoptymalizowany tytuł.

Jednak to nic, przy największej bolączce tego tytułu, czymś, co jest najgorsze w jakiejkolwiek branży - nijakość.

Control

Pewnie nie zapamiętam na długo tej gry. Będę miał w pamięci Anthem od Bioware który był bardzo słaby, ale był przynajmniej "jakiś". A Control przepadnie w zbiorze gier, w którą kiedyś tam się grało.

Bo oprócz grafiki, nie znajdziecie tu nic ciekawego. Atmosfera rodem z Miasteczka Twin Peaks czy Stranger Things utrzymuje się gdzieś przez godzinę, może dwie. Potem wszystkie grzechy Control wychodzą na wierzch. Fabuła jest nudna i bezpłciowa. Przestała mnie już obchodzić przy drugiej sesji z tą grą. Również postacie, w tym nasza główna bohaterka, są przezroczyste i nie pomaga nam to w przejmowaniu się losami tych osób. Dialogi po prostu są i nie napisze o nich niczego więcej... bo po prostu nie wiem co.

Strzelanie potrafiło sprawić fun, ale tylko na początku. Gdy odkrywasz moc rzucania przedmiotami w rywali, gra w moich oczach straciła trochę sens. Na początku rzucanie gaśnicą czy stołem w rój przeciwników jest fajne i nawet zabawne, ale takie zagranie zadaje dużo obrażeń oponentom. Tym samym, gdy spotykamy kolejnych i kolejnych zakapiorów na drodze do miejsca rozpoczęcia misji, zaczynamy ich traktować jako sztuczne przedłużanie rozgrywki, które po prostu irytuje. To wybija nas z tej całej otoczki, nie czujemy tego klimatu który tak chcemy chłonąć. I tu też mamy kolejny problem - każda strzelanina z przeciwnikiem powoduje (przynajmniej u mnie) utratę rytmu. Gra zamienia się w do bólu typowego shootera, tyle że z kamerą zza pleców.

Nie ukończyłem Control, bo się wynudziłem. Nie doszedłem nawet do połowy gry. Ktoś może mi powiedzieć, że się nie znam bo po iluś tam godzinach tytuł się rozkręca... ale szczerze to mało mnie to obchodzi. Jest zbyt dużo świetnych i interesujących od początku do końca gier, żeby się tak męczyć. Control ma taki mankament, że po dwóch sesjach z tą grą, nie wiedziałem po co tam wracać. Ani nie interesowała mnie za bardzo fabuła, ani postacie, w tym główna bohaterka (nawet nie pamiętam jak się nazywała). Atmosfera, grafika i przerywniki filmowe to jednak trochę za mało. Wielka szkoda, bo gra miała bardzo duży potencjał. Jednak mogę powiedzieć tyle, że jeśli podobał wam się Quantum Break, to pewnie też spodoba wam się Control.

PS Pytanie do sondy. Czy kończycie gry za wszelką cenę? Wolicie porzucić tytuł jeśli was zaczyna nudzić lub męczyć, czy jednak może gracie do końca?

Tagi:

Oceń notkę
+ +7 -

Oceń profil
+ +10 -
Dwutlenek
Ranking: 5944 Poziom: 20
PD: 1500
REPUTACJA: 304