Blog użytkownika Dwutlenek

Dwutlenek Dwutlenek 05.10.2019, 16:33
Fifa 20 - opinia o grze.
224V

Fifa 20 - opinia o grze.

Jesień. Koniec września, początek października. Właśnie zaczyna się ulubiony okres fanów wirtualnej piłki nożnej - premiera Fify 20. Jednak czy ta odsłona serii podołała wyzwaniu? Czy jest lepsza od ostatniej, mocno średniej 19-stki? Zapraszam do lektury.

Na wstępie chciałem zaznaczyć, że poniższy tekst nie jest recenzją. Jest to moja opinia o tej grze na dzień 5 października. Fifa nie jest prostą grą do zrecenzowania. Żeby wydać pełny werdykt, trzeba by było napisać ten tekst pod koniec czerwca, w okresie wakacyjnym. Wtedy można w pełni podsumować rok. Niestety wtedy już jest na recenzję tej gry jest za późno.

 

Kilka słów wstępu

Ostatnio zauważyłem (przynajmniej na scenie Fify), że Electronic Arts stara się słuchać graczy. Słyszą od dobrych paru lat, że gracze domagają się nowej Fify Street, chcą porządnego trybu kariery czy kariery zawodnika rodem z NBA od 2K. I co ciekawe - wykonują to. Ale no właśnie, czy robią to dobrze? No niestety, ale nie do końca. Ale zacznijmy od początku.

Uliczna bieda

Bohater tragiczny tego tekstu. EA szykowało nas do tego trybu od Fify 18. Wtedy to po raz pierwszy zagraliśmy na małym boisku w Drodze Do Sławy Alex'a Hunter'a. Mecz typowo uliczny pojawił się też w Fifie 19. Już wtedy kilka rzeczy mi się nie podobało. Słabo wyglądały sztuczki techniczne, gra bardziej premiowała strzelanie bramek niż zabawy z piłką. I teraz przechodzimy do 20-stki. Hucznie zapowiadany tryb Volta. Gracze ucieszyli się, w końcu ostatni raz poważnie w piłkę halową lub uliczną, graliśmy aż 7 lat temu. Oczekiwania były duże. 

Ale zacznijmy od początku. Gdy włączymy w menu gry Volte, gra poprosi nas o stworzenie postaci. Jest to rzecz innowacyjna. Mamy pełen wybór od włosów i ich koloru, po rozmiar ciała, wpływający na nasze pierwsze statystyki (ten system jest nam dobrze znany z Wirtualnych Klubów). Zaczynamy fabułę i... no właśnie. O tym co się zaraz zacznie, mógłbym opowiadać w serii Zagrajmy w Crapa NRGeek'a. 

Zaczyna się niewinnie, jest fajne, klimatyczne intro, przyznam się bez bicia, że się trochę nakręciłem. Nasz gracz przychodzi na halę i bierze udział w pierwszym treningu(?). Przejmujemy kontrolę nad drużyną i gramy. W tym momencie rozpoczyna się Festiwal Błędów im. Electronic Arts. W momencie gdy będziesz się kiwał i stracisz piłkę, gra ci pokaże komunikat "nie popisuj się". CO? Jak to się nie popisuj? To po co jest ten tryb? Przypominam że cały czas mówimy o trybie VOLTA, czyli ulicznej piłce. Trochę się wtedy pogubiłem. Okazało się, że gra nie premiuje wymyślnych techniczek sztuczek, tak jak pierwowzór z 2012, ale wynagradza tylko strzelone bramki. I te założenie niszczy ten tryb.

Przejdźmy do tego jak się gra. Kanadyjczycy zastosowali dobry system podawania do bandy, możemy, rodem z Titanfalla, minąć obrońcę szybkim przebiegnięciem przez ścianę. Dodatkowo, strzały są tylko i wyłącznie ręczne, co praktycznie wyklucza ewentualne strzelanie "od bramki do bramki". Gra się przyjemnie, ale tu jest pewien haczyk. Mecze są satysfakcjonujące jedynie, jeśli ustawimy mecz 3v3 lub mniej. Dlaczego? Otóż, potwierdziły się moje obawy z wersji demonstracyjnej. Jeśli ustawimy tryb 4v4 lub więcej, na boisku robi się "młyn".Jest zbyt dużo zawodników, rozgrywka raczej przypomina typowy mecz piłki nożnej na lekcji wychowania fizycznego. Kopanina. I wtedy sztuczki są kompletnie bezużyteczne, co więcej SI nawet nie próbuje jakoś kiwać. Tracisz piłkę, a Komputer spróbuje ci jak najszybciej załadować bramę. Wtedy uświadamiasz sobie, że jakakolwiek próba grania piłki cieszącej oko, zostanie ukarana. Jest to bardzo przykre.

Wróćmy do fabuły. Ścieżka fabularna w tej grze to gniot pierwszej wody. Limbo of the Lost przy tym, to pod względem kampanii dla jednego gracza God Of War. Jest to sztampowe i nudne do bólu. Teraz ją streszczę więc uwaga na spoilery (ale uwierzcie mi, nie ma się czego bać). Dołączasz do drużyny Jayzinho i trenujecie do MŚ. Wspomniany brazylijczyk łapie kontuzję i nagle ludzie odchodzą z zespołu, bo on nie gra. Zostajemy i tworzymy ekipę zbierając zawodników z różnych miejsc. Zaczynamy być gwiazdą, a gdy Jayzinho wraca z leczenia urazu, strzela focha i mówi że zabraliśmy mu miejsce w drużynie. Reprezentant Brazylii odchodzi, startujemy w mistrzostwach, gramy z jego drużyną w finale. Wygrywamy ten mecz a on nagle się z nami godzi i wraca do drużyny. Ogólnie czas trwania tego wątku to 4 godziny.

Nie, to co napisałem nie jest żartem. Jest to fabuła w grze za 260zł. 

Ile im zajęło napisanie tej fabuły? 15 minut? Scenariusze Patryka Vegi przy tym potworku to ambitne i przemyślane arcydzieła. Przecież te zakończenie to jest dokładnie te same co w chociażby Drodze Do Sławy. Jedyne co się zmieniło, to okoliczności. Nie ma żadnych combos'ów lub boost'ów. Fabuła nawet trochę nie jest ciekawa, bohaterowie nie dają nawet powodu żeby ich lubić. No i ten denerwujący polski dubbing.

No a teraz przejdźmy do mojej ulubionej części pastwienia się nad Voltą - czyli błędów. Ewentualne screeny będą dostępne do obejrzenia w galerii. A więc zacznijmy roast!

- Ta sama bramkarka broni w każdej drużynie,

- Wybieramy zawodnikom stroje, a oni są w nich wszędzie (w samolocie czy w aucie),

- Bramkarka nosi rękawice w aucie i samochodzie,

- Bramkarka zamiast grać z tyłu, biega po ataku,

- W końcowej scenie Volty, FIFA 20 się wykrzacza do menu,

...i wiele, wiele innych...

Tagi: FIFA 20

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +6 -

Oceń profil
+ +7 -
Dwutlenek
Ranking: 7772 Poziom: 17
PD: 971
REPUTACJA: 219