Japońszczyzna okiem Januszy

Subiektywnie z zajawką

L3SIU L3SIU 06.08.2014, 21:00
Urzekające produkcje japońskiej animacji #17 - Magi na dwa głosy
2006V

Urzekające produkcje japońskiej animacji #17 - Magi na dwa głosy

Król chętnie przystał na ten pomysł i tak Szeherezada rozpoczęła opowiadać...

Jest i możliwe że będzie to najdłuższy tekst w tej serii blogów. Dwugłos na temat Magi, który chciałbym żeby nie był tylko recenzją. Chcemy pokazać że o anime można napisać wiele, z sensem, oraz mam nadzieje że zaciekawimy czytającego. Chciałbym żeby następne wpisy przyjęły bardziej luźną formę, gdyż ta poniższa jednak czerpie z formalności. Wtórować mi będzie dzisiaj Zubek, który czuwał także nad recenzją Katanagatri.

Tytuł:
Magi: The Labyrinth of Magic
Magi: The Kingdom of Magic
 
Liczba odcinków: 50 x 24 minuty
 
Rok Wydania: 2012
 
Gatunek: Akcja, Przygoda, Fantastyka, Shounen
 
Reżyseria: Masunari Koji 

Magi: The Labyrinth of Magic to 4 najlepiej sprzedająca się manga w Japonii w roku 2013, której ilość sprzedanych sztuk wynosi 7,151,001 egzemplarzy. Miejsce to robi jeszcze większe wrażenie, kiedy spojrzymy na pozycje, którym ustępuje, One Piece, Attack on Titan oraz Kuroko's Basketball to marki niesamowicie mocne także poza KKW. Dlaczego o tym wspominam? Wydaje mi się, że Magi jest, jako shounen bardzo często pomijane. Bleach, Naruto, Fairy Tail czy One Piece to tytuły wymieniane jednym tchem, mimo tego, że trzy z nich, powinny cieszyć się mniejszą popularnością. Dlaczego więc historia potomków Salomona, nie jest równie rozpoznawalna przez fanów anime?
 



Fabuła

Największym atutem omawianej produkcji jest klimat, ale nie takie zwykły. Świetnie przerobiony na japońską modłę, zbiór opowiadań Tysiąca i jednej nocy. Jednak nie będą to krótkie historie Szeherezady (znajduje swoje miejsce w drugim sezonie anime) opowiadane sułtanowi z nadzieją przedłużenia swojego życia, lecz długa, pełna przygód i przede wszystkim magii opowieść o dwójce przyjaciół z pewnym celem. Wspomniany duet to Alibaba Saluja i Alladyn (brzmi znajomo?). Pierwszy to kupiec, którego jedynym celem jest szybki zarobek, ponadto dobry szermierz i lekko duch mający marzenie zdobycia wielkiego łupu. Szukać skarbu każdy może, tylko gdzie takowy może się ukrywać? Akurat tutaj mamy drogę na skróty, gdyż w samym środku miasta stoi wielki loch. Legendarny labirynt, który według plotek wynagrodzi swojego zdobywcę niewyobrażalnym majątkiem. Skutecznym hamulcem dla naszego protagonisty jest jednak wiedza, że śmiałków było wielu, jednak żaden nie wyszedł stamtąd żywy. Parę bohaterów uzupełnia Alladyn, młody chłopak, niewiadomego pochodzenia, posługujący się mocami magicznymi, który krótko po poznaniu naszego kupca, obiecuje mu pomoc w realizacji marzenia.

 

Wspomniałeś o klimacie, faktycznie jest on niezwykły i przemyślany. Mamy tutaj całą gamę miejsc, każde zupełnie inne, od wczesno arabskiego Qishan, przez stylizowany na koczownicze plemiona wchodu (mongolia) klan Kouga po chińskie imperium Kou. Wszystko jest ładnie odwzorowane, nawet
to zjapońszczenie nie przeszkadza za bardzo, jedyne, co de facto nie pasuje,
to zachowanie postaci, ale o tym wspomnę później. Sama fabuła jest ciągła oraz dobrze i konsekwentnie poprowadzona. Głównie właśnie ta konsekwentność
i liniowość jest największym plusem, ponieważ dzięki temu serię ogląda się przyjemnie, oczywiście występują nieraz elementy zagadkowe, jednak zawsze są one logiczne fabularnie i rozwiązywane do końca. No i co najważniejsze to faktycznie jest przepełniona magią, wręcz baśniowa przygoda, która naprawdę wciąga.

 

Postacie czyli największa siła produkcji

Po wprowadzeniu do fabuły przejdźmy do postaci, a jest o czym opowiedzieć. Czym byłby wspaniały świat, z genialną stylistyką, gdyby nie bohaterowie, którzy grają na jego tle pierwsze skrzypce. Większość jest prawdziwa, żyjąca w tym świecie. Brak tutaj słodyczy, obecnej choćby w Fairy Tail'u. Niewolnictwo, ubóstwo czy chęć obalenia władzy to tematy, które stanowią tutaj codzienność. W tym towarzystwie oczywiście na pierwszy plan muszą się wybijać protagoniści. Alibaba, naiwny indywidualista, przekonany o swoich ideałach, którego zadaniem jest popychaniu fabuły naprzód. Dziecinny, mający wielkie serce mag Alladyn. Jest głównym motorem napędzającym machinę pt "przyjaźń to magia", jednak nie w stopniu tak wielkim jak w innych tego typu pozycjach. Morgiana, stanowiła motor napędowy wszelkich walk w pierwszym sezonie produkcji. Przedstawicielka rasy Fanalis, dla której cechami charakterystycznymi są czerwone oczy jak i włosy oraz bestialska siła. Jest także byłym niewolnikiem, więc w bonusie dostajemy rozterki emocjonalne i pytania na temat moralności. Z postaci pobocznym, moją ulubioną jest Kougyoku Ren. Księżniczka cesarstwa Kou, które stanowi dość istotny punkt fabuły w sezonie drugim. Zakochana po uszy i będąca wykorzystywana przez Królu Sinbada, który czyni ją jednym z najważniejszych sojuszników grupy bohaterów. Postać kontrastów, emocjonalna, jednak posiadająca wielkie doświadczenie bitewne. Oddana rodzinę, jednak knująca przeciwko swojej stolicy na rzecz ukochanego. Pragnę jeszcze wspomnieć o jednym dżinie (więcej będzie o nich w następnej sekcji), Paimon. Paradująca topless władczyni wiatru, maniakalnej miłości i chaosu. Lojalna swojej właścicielce Hakuei, flirtująca z każdym napotkanym dżinem. Kto nie chciałby mieć takiej na swoich usługach?

 

Postacie! No cóż, skoro L3siu już opowiedział o postaciach głównych ja wspomnę o bohaterach, którzy służą za tło dla naszego tria. Otóż na sam początek postać, która zrobiona została tylko po to, żeby być zajebistym. Mowa oczywiście o Sindbadzie, geniuszu strategii, nieustraszonym żeglarz, zdobywcy aż 7(!) lochów, doskonałym wojowniku a w dodatku królu bogatej Syndrii i władcy potężnego sojuszu siedmiu mórz. Oczywiście zalet ma jeszcze wiele, ale przejdźmy do tego, jaki jest nasz bohater. Poznajemy go, jako roześmianego lekkoducha, stroniącego od problematycznych zagadnień otaczającego
go świata, jednak szybko odkrywamy jego złożoną i nieco mroczniejszą naturę. Jest przebiegłym manipulatorem, królem, który wie, że czasem trzeba zagrać nieczysto lub coś poświęcić. Mimo wszystko jest to postać, której właściwie nie da się nie polubić.

Nie zapomnijmy o antagonistach, w sezonie pierwszym jest to tajemnicza organizacja oraz, niejako przez nią czczony czarny Magi, Judal. Nie wiadomo tak naprawdę o nim nic, ponadto, że za wszelką cenę chce zniszczyć porządek świata. Robi to oczywiście utrudniając życie bohaterom, oraz zwodząc otaczających ich ludzi. Sam Judal raz jest zimnym i wyrachowanym "złym" serii, a raz dzieckiem błądzącym we mgle przerażających wspomnień. Ogółem bohaterowie przedstawiają się nietuzinkowo i są dynamiczni, co plasuje tę serię na dość wysokim miejscu wśród Shounenów, niestety są to zalety, którymi cieszą się w większym stopniu postacie spoza naszego tria.

Warto też wspomnieć o bohaterów całkowicie pobocznych, oraz tła. Tutaj niestety muszę wyciągnąć minusy, które gdzieniegdzie tyczą się również protagonistów wspomnianych przez L3sia. Niestety, jako że klimat mnie urzekł, nie mogłem znieść mentalności ludzi, w wielu przypadkach była ona tak bardzo "dzisiejsza", co rujnowało ten antyczny klimat. Jednak istnieje inna wada tycząca się zdecydowanej większości postaci, dziecinność. To bolesne, gdy oglądasz historię, która jest dorosła, a nagle dzieją się rzeczy rodem z bajek dla dzieci. Pominę już dywagacje na temat "jak bardzo przyjaźń ratuję sytuację" (w większości shounenów mamy to samo). Dużo akcji jest po prostu bez sensu, a ludzie jednak akceptują je i żyją dalej jak gdyby nigdy nic.

Na sam koniec, by uhonorować jak bardzo wszyscy mieli na niego wyrąbane, najlepszy bohater naszej historii, Hakuryuu. Oczywiście najpierw wydaję się on być po prostu kolejnym sztampowym emo, występującym w każdym shounenie. Na szczęście szybko okazuję się ciekawą i nieźle pokręconą, a nawet ździebka psychopatyczną postacią. Wywód o nim może być tematem rzeką, najważniejszym faktem jest to, że wszyscy o nim zapominają, nawet twórcy, jest przez to oczywiście jeszcze bardziej nietypowy. Samym sobą przedstawia cały repertuar osobowości, jest może nie tyle zagadkowy, co pełen niespójności. Dobrym przykładem są jego wahania emocjonalne, występujące pomimo skrajnej pewności siebie. Hakuryuu jest samotnikiem, pojawia się rzadko, ale kiedy już wkroczy to dzieją się cuda. Kogo zobaczymy w następnej scenie? Tajemniczego aczkolwiek zdeterminowanego księcia Kou szukającego zemsty? Podróżującego na własną rękę wojownika z romantyczną duszą, chcącego oświadczyć się swej ukochanej? Niezrównoważonego zabójcę z obsesją na punkcie swojej matki? Czy w ogóle go zobaczymy? Czy ktoś w ogóle o nim pamięta? A może nie usłyszymy już o nim nigdy? Hakuryuu to zbiór paradoksalnych indywiduów zlewająca się w istotę będącą... czym? No właśnie! Tego nie wie nikt.

 

O walkach i ich mechanice słów kilka

Zanim przejdziemy do czystych technikaliów, spada na nas jeszcze obowiązek opisania wszelkich potyczek (jednak to dalej jest shounene), a te stoją na bardzo nierównym poziomie. Pierwszy sezon obfituje bardziej w kameralne starcia na tle wielkich wydarzeń, drugi zaś to już wielkie wojny, pochłaniające setki istnień. Na nieszczęście, Magi w miejscu gdzie większość mordobić rozwija skrzydła, traci parę. Wrażenie robią wszelkie starcia Morgiany, która używanie magii (zdobytą i tak późno) ogranicza do minimum. Dynamicznie, bez zbędnego gdybania, aż chce się oglądać. Jednak większość postaci walczy w zwarciu przy użyciu mocy Dżinów, bytów zamkniętych w naczyniach, których wejście w posiadanie jest możliwe tylko w przypadku zdobycia lochu. Wielkie duchy, użyczają swojemu właścicielowi mocy, której są patronem, w zamian zużywając magoi (Chakra w naruto?), którego więcej lub mniej mają wszyscy ludzie. Każdy właściciel po osiągnięciu pełnej synchronizacji ze swoim duchem (shaman king?), zmienia swoją aparycje i zyskując nowe zdolności. Wspomniany limit magoi nie tyczy się tylko tytularnych "Magich", następcy Salomona mają nieograniczone zasoby tego "surowca". Problem jest taki, że równocześnie może istnieć 3 takowych magów, a mimo wyczerpanego limitu personalnego Alladyn również posiada zdolności charakterystyczne dla wspomnianej trójki. Właśnie w takich warunkach rozgrywają się wszelkie starcia. Mimo dość ciekawych mechanik świata, większości walk brakuje dynamizmu (albo budżetu), a wszystkie odmiany mocy widzieliśmy już w innych produkcjach. Brakuje tutaj napięcia, zwrotów akcji czy nieszablonowych rozwiązań. Nie chce żeby ktoś mnie źle zrozumiał, walki są tylko i aż poprawne. Niewyróżniające się.

 

Chciałbym jeszcze skupić się na mechanice mocy w tej serii, gdyż stanowi ciekawy element. Mamy wspomniane wcześniej magoi, jest to swego rodzaju mana, na którą składają się Rukh, czyli motylopodobne, zdające się żyć własnym życiem fragmenty mocy, powstające najczęściej ze wspomnień, które zobaczyć mogą tylko nieliczni. Magoi posiada każdy, a Rukh są „budulcem”, który odpowiada za wszystkie zjawiska występujące w przyrodzie. Po tym krótkim wstępie możemy przejść do samych potyczek. Są one dobrze wykonane, a niektóre walki faktycznie wyglądają widowiskowo, niestety zawsze brakowało mi tego "czegoś", w związku z czym nie mogłem się nimi do końca zachwycać. Rzeczą, która najbardziej bije w oczy jest to, że wszelkie starcia są nazbyt często jednostronne, a jak już jakaś nie jest, to z kolei wypada zbyt podobnie do typowego shounen (padnij, wstań, krzycz, padnij, wstań krzycz głośniej, wygrałeś). Oczywiście nie mam zamiaru generalizować, istnieją w tej serii starcia faktycznie, przez jakąś chwilę, ekscytujące. Jednak, co smutne, większość wypada po prostu nudno i często przewidywalnie, ratuje je tak naprawdę tylko strona wizualna oraz to, że w sumie z reguły są tylko dodatkiem do jakiejś rozmowy ewentualnie zwrotu akcji.

 

Strona techniczna

Wiele shounenów wpada w pułapkę ciągłego nadawania, co naturalnie przekłada się na wszelkiego rodzaju ustępstwa. Tutaj mamy do czynienia z podzieleniem serii na dwa, 25 odcinkowe sezony (kolejna są kwestią czasu), co pozwoliło A-1 Pictures skupić się na warstwie technicznej.
Tła są bogate w szczegóły,
a w palecie kolorów przeważają odcienie złota, żółci i bieli. Walką od strony animacji, jak wspomniałem brakuje „tego czegoś”, jednak na dłuższą metę są okej. Wizualnie, więc mamy pozycje, która świetnie oddaje perski klimat. Jak z muzyką? Równie dobrze, jednak nie obyło się bez drobnego zgrzytu. Mianowicie brak tradycyjnych arabskich utworów uznaje za wadę, zamiast tego dostajemy bardzo dobre, lecz tylko stylizowane gitarowe brzmienia. Tak ma się sprawa z OST’em, jednak pozostają jeszcze openingi i endingi. Przypadające po dwa na 12 odcinków, dają nam pokaźną ilość 8 utworów, z których każdy trzyma odpowiedni poziom. Na szczególne wyróżnienie zasługuje jednak drugi duet pierwszego sezonu. Opening, zatytułowany Matataku Hoshi no Shita de w wykonaniu absolutnych specjalistów w swoim fachu, których mogliśmy usłyszeć w takich seriach jak Fullmetal Alchemist, Great Teacher Onizuka czy Bleach, czyli Porno Graffitti. Baśniowy tekst na temat marzeń i nadziei, których akurat w świecie omawianej produkcji brakuje, okraszony szybkom i charakterystyczną muzyką daje kopa. Ending to natomiast klasa światowa. Wykonywany przez Supercell utwór The Bravery to jedna z moich ulubionych muzycznych aranżacji w anime.  Tekst, który może odnieść się do każdego głównego bohatera w serii, która kładzie nacisk na przygodę, jest idealny. Opatrzenie go świetną muzyką i fenomenalnym głosem Koedy dopełnia magiczne wrażenie.  Mimo widocznych braków w budżecie, doświadczenie audiowizualne stoi na naprawdę satysfakcjonującym poziomie.

 

Muzyka i animacja, są to dwie rzeczy, które, można bez problemu nazwać moją piętą achillesową, jeśli chodzi o recenzje. O ile animacje jeszcze docenić potrafię, (choć wiele dla mnie ona nie znaczy) to muzyka z reguły jest dla mnie absolutnym tłem, którego nawet nie zauważam (poza kilkoma nielicznymi przypadkami), a openingi i endingi raczej przewijam.
Jednak rola (pseudo)recenzenta wymaga by coś o tych technikaliach wspomnieć.


Kreska była zrobiona prawidłowo, prosta jasna kolorystyka trzymająca klimat bliskiego wschodu. Okazjonalnie można zobaczyć jakieś fajerwerki, (co poniektóre walki), lub bardzo widoczne, i zapewne powiązane z małym zastrzykiem bonusowej gotówki, sceny zrobione dużo powyżej średniej. Z nich muszę twórców pochwalić szczególnie za taniec Morgiany, który wyszedł po prostu rewelacyjnie. Ogółem warstwa stylistyczna jest ładna i trzyma dobry poziom, choć mogło być lepiej zaliczam ją na plus.

                                         

O muzyce powiem tyle, ost było dla mnie zwykle ledwie zauważalne, czyli nie psuło mi klimatu serii. Jest to niewątpliwa zaleta, jednak muzyka raczej w moim stylu nie była, więc w pamięć mi nie zapadła. Openingów i endingów więcej niż raz nie oglądam, ale mogę stwierdzić, że jak na jednorazowe obejrzenie nie dopatrzyłem/dosłuchałem się w nich nic, co by mnie jakoś w oczy/uszy kuło.

Podsumowanie, czyli jak to w końcu jest z tym Magi ?

Podsumowując, serie Magi o podtytułach „The Labyrinth of Magic” oraz “The Kingdom of Magic” to specyficzne i nierówne pozycje, które nie każdemu przypadną do gustu. Największą ich siłą są dość subiektywne elementy, takie jak świetne postacie, unikalny klimat czy inteligentny i przemyślany świat przedstawiony. Natomiast z drugiej strony dostajemy, niekiedy kulejącą animacje, niestojące na najwyższym poziomie walki oraz skrajnie „dziecinnie” przedstawione dość poważne problemy. Dla mnie była to orzeźwiająca, arabska przygoda, która w kanonie shounenów ustępuje jedynie przygodą rodziny Joestarów. Mimo ogólnej lepszej zabawie przy pierwszym sezonie, sprawiedliwie muszę przyznać, że drugi jest pozycją lepszą.

 

Magi prezentuje się znacząco powyżej pewnej średniej, nie tylko shounenów, jest to niejaki powiew świeżości, potrafiący niekiedy naprawdę zachwycić oryginalnością lub odmiennym podejściem do tematu. Niestety znalazło się też miejsce na typowo sztampowe shounenowe zagrania. Jest to seria dość paradoksalna. Po jednej stronie stoi ambicja twórców, a z drugiej często jest psuta przez dziecinne lub irracjonalne zagrania. Tak to bywa, gdy porusza się dorosłe tematy, przedstawia się je w dorosły sposób i rozwiązuje jak 10-latek.
I choć można nazwać to przerostem formy nad treścią, to mimo wszystko Magi jest na pewno godną polecenia każdemu przygodą, mającą do zaoferowania wielki, pięknie wystylizowany, pełen ciekawych postaci świat, który aż chce się odkryć. Może nie jest to seria idealna, ale nic nie jest idealne, a skoro i tak marnujemy dużo czasu na produkcje przeciętne, to na pewno nie powinno nam być szkoda poświęcić go omawianą produkcje.

 

Poprzednie wpisy:

#1 DB_Mafia- Wolf's Rain

#2 flaberobaderous- Chobits

#3 DubstepSheep- Date A Live

#4 Chaos- Noir

#5 Laughter- XIII- Serial Experiments Line

#6 robert163- Ergo Proxy

#7 maya- FullMetal Alchemist: Brotherhood

#8 MonoAudioStereo- Tengen Toppa Gurren Lagann

#9 DB_Mafia- Avenger

#10 L3SIU- Katanagatari

#11 Hantos980 - Naruto

#12 Laughter-XIII - Cowboy Bebop

#13 cosmos22 - Król Szamanów

#14 flaberobaderous - Porco Rosso

#15 MonoAudioStereo - Broken Blade

#16 DubstepSheep - MM

 

Tagi: anime arabia saudyjska azja dwugłos japonia mag manga anime recenzja shounen

Oceń notkę
+ +6 -

Oceń profil
+ 0 -
L3SIU
Ranking: 8616 Poziom: 17
PD: 913
REPUTACJA: 0