SKLEP

Blog użytkownika Szkurczybyk

Szkurczybyk Szkurczybyk 21.03.2019, 21:34
Pamięta ktoś??
123V

Pamięta ktoś??

Opowiadanie które pisałem na konkurs TLoU i przez niedopatrzenie spóźniłem się o dwa dni :)
Miało być poprawione, ale teraz już mi to wisi :P
Poszarpane firany delikatnie podrygiwały w rytmie wietrznej nuty. Zjełczała farba pokrywająca ściany, straciła swój blask lata temu.. Pozostawione przedmioty groteskowo starały się uzmysłowić że jednak nadal, mimo wszystko oczekują właścicieli. Talerze, na których leżały resztki jedzenia. Zgniłe, wyschnięte, niedokończone.. Czajnik który wyschnięty na pieprz nigdy nie doczeka się podgrzania, stał na piecu w nierealnym oczekiwaniu na ciepło. Rozbite szklanki i inne naczynia rzęziły pod stopami. Stąpał najdelikatniej jak było to możliwe. Nasłuchiwał przy każdym niemal najdelikatniejszym ruchu.. - Kurewsko tutaj cicho - pomyślał. Spięty i gotowy do ataku w każdej chwili, parł naprzód w poszukiwaniu czegoś, co przyda mu się w przetrwaniu w tym popieprzonym świecie. Minął kuchnię, którą już niejednokrotnie zszabrowali inni, co było widoczne na pierwszy rzut oka. Bezużyteczne przedmioty walały się niemal w każdym kącie. Wszedł do długiego korytarza który znajdował się zaraz za kuchnią. Po prawej stronie widział schody prowadzące na pierwsze piętro. Połamana poręcz świadczyła o przeprowadzonej tutaj walce. Walce o życie.. Dalej po prawej, znajdowało się wejście do salonu, a kilka kroków dalej wyjście na patio. Drzwi były wyłamane, a niemrawe promienie październikowego słońca delikatnie oświetlały przedsionek. Przyspieszony oddech świadczył o jego zdenerwowaniu, a zaciśnięte na broni palce zbielały od nacisku. Karabin przyciśnięty do prawego ramienia, zdawał się być częścią ciała gotową na atak. Powoli ruszył naprzód. - Chuj tam... Idziemy na górę - przemknęło mu przez myśl.. Stąpając najdelikatniej jak potrafił, dotarł na szczyt schodów. Kilka stopni nieprzyjemnie trzeszczało. Przystawał wtedy nasłuchując czy nie czai się jakieś niebezpieczeństwo. Usłyszałby przelatującą muchę. Ale w tym domu, nie było słychać nawet tego dźwięku.. Ta cisza doprowadzała go niemal do szału. Wytężał słuch, ale poza własnym nerwowym oddechem nie słyszał niczego co wskazywałoby na obecność czegokolwiek żywego. Ewentualnie półżywego. Schody kończyły się oknem i korytarzem prowadzącym z powrotem, lewą stroną.Szyby w oknie były powybijane i zerkając przez nie, mógł dostrzec patio. Zniszczone. Zarośnięte. Zapomniane.... Poczuł smród rozkładającego się ciała. Czuł że gdzieś tutaj znajduje się trup. Cichy szmer w ciemnym korytarzu zwrócił jego uwagę. Spiął się nasłuchując. Cisza. Cholerna cisza !! W tym pieprzonym domu było za cicho. Jego głowa drgnęła, otworzył szeroko usta i zwrócił lewe ucho w kieruku dźwieku żeby jak najlepiej wychwycić jakikolwiek dźwięk. Kolejny szmer. Rzężący cicho i spokojnie oddech co chwilę przerywany charakterystycznym odgłosem. Był pewien. Nieraz go słyszał i żył z nim niemal na codzień. To był cholerny klikacz. Korytarz biegnący wzdłuż schodów posiadał dwoje drzwi. Jedne z nich prowadzące do pokoju, bądź łazienki znajdowała się w połowie jego długości. Drugie, lekko uchylone i ukryte w cieniu na jego końcu. Przez szparę w drzwiach widział mrok spowijający pomieszczenie. To stamtąd dobywał się dźwięk. Głęboko nabrał powietrza. Zmarszczył brwi i ruszył powoli w kierunku niebezpieczeństwa. Nieraz w podobnych sytuacjach, opierał się by nie wrzasnąć z całych sił i czekać skąd wypadną.Dziś było inaczej. Coś mu nie pasowało. Zbliżył się do zamkniętego pomieszczenia i nasłuchiwał. Wiedział że zza zamkniętych drzwi nie grozi mu niebezpieczeństwo, lecz mimo to wolał się upewnić. Nieraz bywał w sytuacjach kiedy gnijące pokraki pokryte grzybem wyskakiwały znienacka za jego plecami. Teraz to ostatnia rzecz jakiej potrzebował. Uchylone drzwi sypialni stanowiły jego cel. To stamtąd dobiegał znienawidzony przez niego odgłos. Ruszył do przodu wytężając zmysły do granic możliwości. Oczy które przywykły już do półmroku, zaczęły rozpoznawać kształty w ciemnym pokoju. Wypłowiały dywan o dziwacznych wzorach, komoda, lustro, krawędź łóżka. Podszedł do pokoju.... Delikatnym dotknięciem lufy pchnął drzwi które zatrzeszczały donośnie. Przeciągły zgrzyt zmroził mu krew w żyłach. Odskoczył do tyłu zerkając nerwowo wokół. Tak mocno zaciskał zęby że bolała go cała szczęka. Rozluźnił jednak uścisk po kilku chwilach. - Weź się kurwa uspokój ! - atakował samego siebie.. Nadal słyszał te cholerne klikanie, ale nic nie wybiegło na niego z pomieszczenia.. - Co jest kurwa ?? - szepnął.. Włączył latarkę przyklejoną taśmą klejącą do broni. Łuna światła rozjaśniła pokój. Był to pokój sypialny. Na łóżku leżało ciało. Kobieta. Jej wyschnięte i ogryzione zwłoki świadczyły o czasie jaki spędziła w swoim posłaniu. Zgniłe i cuchnące resztki człowieczeństwa wyzierały z pustych oczodołów. Nie to jednak go zszokowało. Obok znajdował się niemowlak. A raczej to czym, się stał.. Delikatne ciało stało się suche i zniszczone tak, że wyglądał jak starzejący się karzeł. Na pewno nie przypominał dziecka jakim był kiedyś. Ciało jego własnej matki, posłużyło jako spiżarnia. Wżerał się w nią, do czasu kiedy ciało było świeże.. Leżał w jej zgniłych wnętrznościach i czekał na kolejną zdobycz.. To z tych delikatnych niegdyś ust, wydobywał się niepokojący skrzek który tak go niepokoił. Martwe oczy zwróciły się w jego kierunku.. - Kurwa - sapnął i pociągnął za spust... Główka niedoszłego człowieka rozprysnęła się na leżące zwłoki jego własnej matki, którą żywił się niewiadomą ilość czasu... Chwilę stał tak wpatrując się w zmasakrowane ciała. - No to kurwa teraz przez Ciebie pokrako, zaraz mnie wpierdolą chujce takie jak Ty !! - sapnął i wybiegł na korytarzyk w poszukiwaniu drabinki prowadzącej na dach. Wiele razy to właśnie miejsce ratowało mu życie w krytycznych sytuacjach. W oddali słyszał wrzaski i jęki nadbiegających klikaczy, których tak skrzętnie unikał ostatnimi dniami. Teraz jednak słysząc głośny huk, nadbiegały rycząc, wyjąc i wydając ten cholerny dźwięk. Padając tylko po to by się podnieść na wpół przegniłe, zmasakrowane ciała podążały w kierunku hałasu... Schodki na dach ukryte w suficie na szczęście opadły bez problemu. Wbiegł po nich pospiesznie, zamykając zaraz po tym jak dopadł ich szczytu. Legł zdyszany na podłogę stryszku w którym się znajdował, wkurzony na samego siebie. Leżąc tak zaczął nucić znaną dawniej piosenkę. Zamknął oczy i czekał na przybycie zmienionych... Wpadli z hukiem wyłamując drzwi jak i własne kończyny, potykając się i upadając bezmyślnie dążyły do miejsca, z którego pochodził dźwięk. Do świeżego mięsa.. Zalewając każde pomieszczenie niczym szarańcza, pędzili przed siebie w poszukiwaniu pożywienia.. Gdy upadali ich nadgniłe własne kończyny odrywały się od ciała. Jednak nie powstrzymywało to ich ślepej furii. Podnosiły się bądź pełzały dalej. Niektóre z nich były tak zmasakrowane, że leżac pozostało im jedynie przeciągłe zawodzenie nieustającej agonii. Rozpadające się, gnijące resztki ludzkości. Starał się nie zwracać na nich uwagi, co nieraz czynił w podobnych sytuacjach. Niestety tym razem jego zszargane nerwy były zbyt wstrząśnięte widokiem jakiego przed chwilą był świadkiem. Zdażało mu się widzieć dzieci które nie posiadające dolnych kończyn, pełzły w jego kierunku. Nieraz widywał je powłóczające poranionymi nogami, sunące niczym zjawy na tle brunatnego nieba. Ale to co przed chwilą zobaczył poraziło go do tego stopnia, że nie potrafił kontrolować nawet własnego oddechu. Dyszał jakby były to jego ostatnie chausty powietrza. Nie potrafił tego kontrolować, co denerwowało go jeszcze bardziej. Wiedział że te sukinsyny, mimo zdezelowanych organizmów miały niesamowity słuch. Kiedyś nad tym rozmyślał, ale nie potrafił zrozumieć dlaczego tak jest. Im ciszej tym bezpieczniej, brzmiała jego dewiza. - Weź się w garść - pomyślał - Te kurwy tutaj lecą po Ciebie. Wziął dwa szybkie wdechy, trzeci głębszy i spokojniejszy dla uspokojenia umysłu. Słuchał jak wbiegają na piętro potykając się i jęcząc. Dopadli zamkniętych drzwi tłukąc w nie bez opamiętania. Kilku wbiegło do pokoju który był świadkiem horroru, szamocząc się w dzikim szale i tratując wszystko wokół. Ellie skulona przy oknie domu który był ich schronieniem od kilku dni, obserwowała jak wchodzi do pobliskiej chaty. Niemrawe promienie słońca na chwilę oświetliły jego twarz kiedy wchodził do środka. Jej serce biło z potworną prędkością w obawie o kogoś, kogo pokochała w tym ponurym i pozbawionym sensu świecie. Był jej obrońcą, jej partnerem. Jej miłością... Kilka chwil później usłyszała strzał. Zerwała się na równe nogi przyciskając twarz do szyby. - Kurwa mać Joel - jęknęła. Patrzyła jak z niemal każdej strony nadbiegały kreatury. Wyjąc i trzeszcząc pędziły w kierunku w którym się znajdował. Chwyciła karabin i ruszyła na poddasze. Wodząc w ciemnościach oczyma szukała włazu prowadzącego na dach. Po chwili jej oczy przywykły do ciemności i wypatrzyła znajomy krztałt. Pospiesznie wspięła się po drabince w której brakowało połowy szczebli i otworzyła pokrywę. Wdrapała się na dach i podpełzła do jego krawędzi. Ułożyła się celując w kierunku w którym podążał Joel. - O kurwa - sapnęła widząc jak wiele się ich pojawiło. Wbiegali do domu z pełnym impetem nie zważając na przeszkody. Pojawiali się z każdego zakątka osiedla, Joel jednak się mylił twierdząc że okolica jest bezpieczna. Wcale nią nie była mimo że faktycznie od kilku dni, nie spotkali żadnego klikacza. Drżała patrząc na całą sytuację. A co jeśli to nie Joel strzelał? A jeśli to on i teraz nie ma się gdzie ukryć ? Jeśli go dopadną zostanie zupełnie sama. Leżała tak patrząc i czekając, nie wiedząc co się dzieje z jej ukochanym. Joel nigdy nie dowiedział się jakimi uczuciami go darzy. Ba, niejednokrotnie dawała do zrozumienia że wręcz za nim nie przapada. W głębi serca drżała jednak za każdym razem kiedy wychodził z ich tymczasowych kryjówek. Teraz jej serce niemal przestało bić. Leżał tak wsłuchując się w każdy dobiegający dźwięk. W końcu jego oddech stał się płytki i miarowy, a umysł czysty i gotowy do podjęcia działań. Usiadł niespiesznie by nie powodować hałasu. Ciemnia stryszku nie była już tak nieopokojąca jak w chwili w której tutaj dotarł. W zasadzie czuł się tutaj dość bezpiecznie. Te pieprzone pokraki nie są zbyt bystre. Tutaj raczej same nie dotrą, ale to nie był jego największy problem. Teraz musiał się stąd wydosać, co w zaistniałej sytuacji stanowiło nie lada wyzwanie. Wstał starając się by nie spowodować żadnego dźwięku który zwróciłby uwagę klikaczy. Podłoga zatrzeszczała niesfornie wywołując na jego ciele dreszcz niepokoju, nie zwróciło to jednak uwagi zmienionych. Byli oni zbyt pochłonięci bieganiem i przetrząsaniem każdego kątu budynku. Okno na stryszku było przysłonięte kotarą. Widział jednak w ciemnościach majaczące kształty gratów porzuconych tutaj przez swoich właścicieli lata temu. Kufry, półki, stare zabawki i rzeczy uznane za niepotrzebna. Powoli krocząc między obiektami dawnego życia podążał w kierunku okna. Klikery na dole, nie znajdując obiektu swego chorego porządania, powoli się uspokajały zamierając w swych pokracznych pozach. Nasłuchująca śmierć... Odsłonił delikatnie zasłonę zalewając pomieszczenie resztkami dziennego światła. Starał się rozeznać w tragicznej sytuacji w jakiej się znalazł. Niemal wszędzie widać było pokraczne ciała pokryte cholernym grzybem. - Jakim kutachem jest ich aż tylu - zadał sobie pytanie w myślach. Jeszcze nigdy nie widział ich w takiej ilości. Kilkadziesiąt pokrak kroczących w rytmie swojego chorego bytu, wydających ten przeszywający uszy dźwięk. Byli niemal na każdym podwórzu, drgali i jęczeli oczekując na ucztę. Zdjął plecak by sprawdzić jego zawartość. Lina, nóż, pistolet na flary z dwoma nabojami stalowy drut, srebrne sztućce które znalazł w poprzednim domu a które chciał podarować Ellie. Kilka mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy. Nic co mogłoby mu pomóc w jego obecnej sytuacji. - Kurwa jego mać - sapnął. Zamknął oczy wsłuchując się we wnętrze własnego umysłu. Dźwięczała tam melodia którą nieraz nucił. Kojący dźwięk skrzypiec, bębnów i trąb. Było to wspomnienie pochodzące z filmu jaki widział kilka dekad temu. Film o miłości, wierze i uporze człowieka który dążył do spełnienia. To był Ostatni Mohikanin. Ostatni jaki oglądał ze swoją córeczką w przeddzień jego urodzin. Dzień w którym świat jeszcze nie zwariował..... Zacisnął zęby, aż te zatrzeszczały. Otworzył oczy. Promienie zachodzącego słońca padły na przedmiot który zalśnił ostatnim blaskiem dnia. Tuż pod nogami leżał samurajski miecz. Zakurzony a jednak nadal lśniący. Podniósł go stwierdzając że bardzo dobrze się go trzyma i jest niesamowicie wyważony. Ostrze nie ciążyło tak bardzo jak mogłoby się wydawać, a rękojeść idealnie leżała w dłoniach. Dotknął ostrza by sprawdzić czy nadal będzie z niego użytek. Cienka strużka krwi spłynęła po klindze. - Pieprzony skalpel - jęknął ssając kciuka który odniósł obrażenia przy próbie. Rozglądał się w poszukiwaniu pochwy, jednak nie udało mu się jej znaleźć. - Będzie trzeba uważać - pomyślał z uśmiechem. Spakował rzeczy do plecaka pozostawiając sobie jedynie pistolet z flarami który wetknął za pasek spodni. Chwycił nową zdobycz i powoli ryszył do włazu prowadzącego na dach domu. Wszedł na dach zamykając klapę za sobą. Przysiadł na szczycie spoglądając w kierunku budynku gdzie była Ellie. Od razu ją zauważył. Leżała na dachu z bronią skierowaną w niego. Uśmiechnął się wiedząc że w szarzejących resztkach dnia, zobaczy go przez lunetę karabinu. Kopirajt Riddickq :D

Tagi:

Oceń notkę
+ -5 -

Oceń profil
+ +1 -
Szkurczybyk
Ranking: 1380 Poziom: 37
PD: 7297
REPUTACJA: 2818
Miesięcznik PSX Extreme