Blog użytkownika NPol41

NPol41 NPol41 07.05.2019, 16:11
Co dały mi gry?
162V

Co dały mi gry?

Wyłącz ten komputer, to nic ci nie da, życie marnujesz!
Ile to razy każdy z nas słyszał te słowa od kumpli/rodziców/dziadków/dziewczyny? Pewnie nie raz, i pewnie nie raz zastanawiał się czy jednak jest w nich ziarnko prawdy

     Faktycznie na pierwszy rzut oka wydawałoby się że granie nie daje nic poza rozrywką. Żeby na tym zarabiać trzeba:
a) być bardzo dobrym graczem w popularny tytuł e-sportowy (ale to dość świeży zawód), poza tym lwia część z nas woli singla;
b) tworzyć gry (niby takie proste ale potrzeba do tego odpowiednich umiejętności, szczęścia i dużo samozaparcia. Zresztą, sami wiecie jak to jest).

     Ale czy aby na pewno nasze hobby nic nie daje (poza rozrywką) przeciętnemu graczowi? Otóż nie. Dzięki „marnowaniu czasu przed ekranem” można poznać fantastycznych ludzi z którymi przyjaźń trwa lata. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć iż dzięki strzelaniu ludziom w głowy (ku rozgoryczeniu rodziców) umocniłem więzi z paroma osobami, gdyż podczas rozgrywki gadaliśmy na TeamSpeak’u. Oczywiście to głównie domena gier sieciowych, prawda? Niby tak. Grając w dajmy na to Wiedźmina nie siedzi się równocześnie na czacie z kumplem (chociaż, znam takich). Tytuły singlowe także potrafią umożliwić zdobycie nowych znajomości. Fora internetowe, blogi, YouTube wystarczy wejść by dowiedzieć się np. jak pokonać tego Bossa w Dark Souls, a można zostać członkiem nowej społeczności. Pamiętam gdy szukając informacji o tytule na PlayStation 2 w który grałem przed laty z kumplem odkryłem strefęPSX. Momentalnie poczułem chęć dołączenia do tej społeczności, choć w większości tworzą ją osoby które przygodę z graniem zaczynały gdy mnie nie było jeszcze na świecie. I co z tego skoro łączy nas wspólna (tak lekceważona) pasja – gry wideo.


                                                        
                      Strzelanie w ludzi w grze = zagrożenie dla młodzieży. A ja widzę w tym świetny sposób na poznanie znajomych

     Granie może także dać nam o wiele więcej niż znajomych – nową pasję. Pamiętam gdy grałem w San Andreas po latach w 2017 roku chcąc poznać fabułę i czym się tak wszyscy jarali 10 lat temu (szczyl jakim byłem w 2005 nie potrafił tego pojąć. Nie dziwię się, 4-latki raczej słabo czytają, szczególnie po angielsku). Wsiąkłem momentalnie: amerykańskie gangi, low-ridery, Hip-Hop. Zapragnąłem bardziej poznać świat przedstawiony i zacząłem czytać. Powoli odkryłem historię będącą inspiracją do stworzenia gry i poznałem Hip-Hop. Najpierw amerykański, później polski. Zostałem słuchaczem Kalibra 44 i Paktofoniki (mamo, teraz wiesz skąd to się wzięło. Wiń gry). No dobra ale z muzyki też raczej nie wyżyjesz, a słuchanie to też żadna pasja – wielu może tak powiedzieć. A historia? Wyżej punktowana od wyżej wymienionych, czyż nie? To też dzięki grom.

                                               
                                               Grove Street, home. Miejsce narodzin Carla i mojej nowej pasji

World of Tanks kojarzy chyba każdy. Gra przez wielu uważana za niesamowicie frustrującą i niesprawiedliwą co ma ziarnko prawdy (osoby grające tylko na amunicji premium, mają łatwiej. No i Ruskie czołgi są przesadzone). Jednak to właśnie WoT zainteresował mnie historią broni pancernej, a potem II Wojny Światowej co przełożyło się na 6 w szkole i dumę rodziny (hurr durr gówniaż tylko o mamusi pisze).

     Na koniec zostawię coś co kojarzy chyba każdy grający na PC – problemy techniczne. Każdy napotkał problem z nieuruchamiającym się wymarzonym tytułem. Powód prosty – masz za słaby sprzęt! Idź biedaku do sklepu i kup nowy komputer, a nie siedzisz i narzekasz! Tak najprościej. A co jeśli nie ma się pieniędzy na zakup nowego, pachnącego świeżością potwora za tysiące marki MSI, Asusa czy tam innego „stworzonego dla graczy” blaszaka? Trzeba się dowiedzieć co jest najsłabsze w naszej konfiguracji i co trzeba wymienić aby gra nam chodziła lub działała lepiej. Do tego już potrzebna jest wiedza (albo znający się kumpel) która sama się nie znajdzie, więc „szukaj w Google” i jedzim z tematem! Istnieje jeszcze jeden sposób na zwiększenie wydajności – podkręcanie. Obecnie na wymarciu (a szkoda, czasy „Durona z którego dało się zrobić Athlona” już nie wrócą).

     Łatwo powiedzieć. Najpierw trzeba się dowiedzieć jak nasz procesor/ram/kartę graficzną podkręcić żeby czegoś przypadkiem nie popsuć. Tak poznaje się BIOS (normalny użytkownik tego raczej nie używa, bo po co?), programy do diagnostyki systemu podzespołów i tak dalej i tak dalej. Aż dochodzimy do momentu w którym OC robimy dla przyjemności sobie lub mniej obeznanym znajomym/rodzinie. Znajomość komputerów może zapewnić nam pracę lub nowe hobby polegające na przywracaniu starym blaszakom drugiej młodości. Znam to, od 4 lat bawię się swoim PC instalując nowe systemy (chyba tylko Windowsa 95 i DOSa na nim nie było) i podkręcając kompa koledze żeby Drakensang lepiej chodził.

                                               

                                                         OC - kiedyś na porządku dziennym. Dziś na wymarciu

 

To tyle ode mnie. A co Wam dały gry?

 

Tagi: gry wideo hobby

Oceń notkę
+ +8 -

Oceń profil
+ +12 -
NPol41
Ranking: 3180 Poziom: 28
PD: 3292
REPUTACJA: 755