Blog użytkownika Dande

Dande Dande 10.04.2018, 23:41
Moja growa historia cz. 1
183V

Moja growa historia cz. 1

Hej, zapraszam do pierwszej części wpisu o mojej growej historii. W każdej części będę wybierał jakiś sprzęt i przytaczał tytuły, które mi się najbardziej podobały. Zachęcam mocno do dyskusji w komentarzach o waszych ulubionych tytułach, bądź sprzętach do grania, które najlepiej wspominacie.

Dzisiaj na warsztat bierzemy NESa,a raczej bardziej jego klona znanego u nas pod nazwą PEGASUS.

To właśnie dziś jest dzień, kiedy cyfra 1 z przed mojego wieku zmienia się w 2. W związku z czym kilka dni temu wpadłem na pomysł, aby zrobić bloga, który będzie przedstawiał tytuły, które najbardziej zapadły mi w pamięć zaczynając od momentu, gdy miałem około 5 lat do dziś, a więc można też uznać, że już od piętnastu lat dzielę z wami nasze wspólne hobby.
Blog będzie składał się z kilku części w których będę opisywał wspomnienia z poszczególnymi platformami, jak i tytuły z nimi związanymi, które najmilej wspominam. 
Dla tytułów multiplatformowych (z wyjątkiem tytułów kojarzących się z daną marką jak np. Fable, które pojawi się przy Xboxie, mimo że pierwsza i trzecia część wyszła też na PC) powstanie osobny wpis już bez opisu sprzętu. 

Doskonale zdaję sobie sprawę, że mimo tak długiego stażu to ominęło mnie wiele kapitalnych gier jak Bioshock, Dead Space, Dishonored, ale na nie również przyjedzie czas :)

Jest to pierwszy blog umieszczany tu przeze mnie. Ponadto pisany trochę pod presją czasu, bo zależało mi mocno, aby się koniecznie dzisiaj tutaj pojawił, w związku z czym mogą pojawić się drobne zgrzyty. Do kolejnych części postaram się jeszcze lepiej przygotować i opublikować je dopiero wtedy, gdy z pewnością będą gotowe.

A wiec nie przedłużając zapraszam do czytania.


Pegasus (NES)

Ach, Pegasus. Był to pierwszy przeznaczony do grania sprzęt, który było mi dane poznać, a miało to miejsce, gdy na rynku od kilku lat było już dostępne PlayStation 2, czyli gdzieś w okolicach 2003 roku. Zawsze gdy myślę o tej konsoli to mam przed oczami marsz przez targ, gdzie można było łatwo znaleźć stoiska z porozstawianymi dziesiątkami kartridży, jak i te pamiętne 9999999 in 1, gdzie naprawdę było ich góra kilkanaście tylko w różnego rodzaju wariacjach.

Miałem dokładnie taki jak na zdjęciu poniżej i co by nie mówić sprzęt był naprawdę solidny i działał naprawdę długo.

W pewnym momencie się niestety popsuł i zamienniki już nie były takie bezproblemowe. Ale mimo wymiany głównego urządzenia na inny, dużo gorszy to jednego nie zmieniałem, a mianowicie padów. Pady w oryginalnym Pegasusie prezentowały najlepszą jakość z wszelkiego rodzaju zamienników NESa na naszym rynku. Były zdecydowanie najlepsze.

No i pisząc o Pegasusie nie wypada zapominać o pistoletach i strzelaniu do kaczek albo pojedynków w iście kowbojskim stylu. Niby to nic wielkiego i może nie była to idealna technologia, ale pozwalała spojrzeć na gry z nieco innej strony. Trochę bardziej się wczuć, niż przy użyciu standardowego kontrolera.


Super Robin Hood

Oj tak, moja ulubiona gra na NESa, którą można było znaleźć na tzw. złotej czwórce. Gierka była naprawdę trudna, bo wymagała dokładnego uczenia się każdego etapu, dobrego wyczucia postaci, refleksu – zwłaszcza w późniejszych etapach. Sposobów na utratę życia było wiele, a utrata wszystkich żyć wiązała się z zaczynaniem od początku.

Każde z pięter miało własną melodię, jak i styl graficzny. A skoro już jesteśmy przy muzyce to ta była wspaniała, zwłaszcza utwór z parteru oraz „High Score theme”. Byłbym nawet skłonny powiedzieć, że gdyby nie ta muzyka to bym o tej grze tutaj prawdopodobnie nie pisał. Jedyna w swoim rodzaju.

I teraz głupio się przyznać, ale nigdy nie zdołałem tej gry ukończyć. Och, chyba będę musiał wkrótce to zmienić.

 

Contra

Świetny tytuł, lecz nie lada trudny, którego raczej nie trzeba przedstawiać. Mamy tu do pokonania 8 plansz, każda zakończona bossem. Ta pamiętna plansza z wodospadem, albo druga baza – ale to było ciężkie. Najmilej wspominam z tej gry tryb dla dwóch graczy, gdzie zazwyczaj grałem z moim młodszym bratem. Jako że zarówno ja, jak i on orłami w to nie byliśmy, z racji młodego wieku, to ratowało nas posiadanie karta z wersją gry, gdzie na starcie można było wybrać ilość żyć. Jasne, że słabe posunięcie, ale mając po kilka lat było praktycznie niemożliwe ukończenie tego tytułu w tradycyjny sposób. Liczyła się głównie zabawa, co otrzymaliśmy i to było piękne.

 

Adventure Island 2

Kapitalna przygoda, mega zróżnicowana gra platformowa w której mamy do pokonania kilka wysp składających się z różnego rodzaju plansz z których każda zakończona jest bossem.

Wcielamy się w niej w chłopca żyjącego w prehistorycznych czasach, którego zadaniem jest uratowanie ukochanej dziewczyny.

Naszą główną bronią są młotki, które możemy rzucać w przeciwników, ale elementem, który mocno zmienia rozgrywkę to różnego typu dinozaury, które możemy dosiadać i zyskiwać w ten sposób nowe zdolności jak pływanie, latanie czy lepsze ataki.

W mechanice gry dużą rolę odgrywa pasek głodu widoczny w górnej części ekranu. W momencie, gdy spadnie do zera to przegrywamy, dlatego też trzeba uwagę, aby karmić naszego bohatera pojawiającymi się na planszy owocami.

Ścieszka dźwiękowa robi tutaj robotę i świetnie wpasowuje się w ogólny klimat gry. Tak, klimat ta gra ma świetny i to jest jej ogromny atut.

Tank 1990 (Battle City)

Legendarne czołgi zna chyba każdy kto miał do czynienia z tym sprzętem. W grze wcielamy się w czołg i mamy tylko jedno zadanie czyli obronę naszego orła chronionego przez cienki mur – oczywiście należy również zadbać o własne bezpieczeństwo, czyli mówiąc krótko nie dać się zestrzelić.

Gra najlepiej sprawdzała w trybie dla dwóch gracz, kiedy to jeden gracz mógł zająć się eliminacją przeciwników, a drugi obroną bazy.

Należy też wspomnieć o prostym, lecz dającym masę frajdy edytorze map.

 

Super Mario Bros

Na koniec zostawiłem sobie tytuł, którego nie może zabraknąć w zestawieniu tego typu. Kultowego włoskiego hydraulika zna chyba każdy, a już na pewno główny motyw muzyczny z części o której jest tu teraz mowa. Myślę, że nie trzeba tu nic dodawać. Bardzo dobry tytuł.

Ach, biedny Mario, który wędruje od zamku do zamku w poszukiwaniu swojej księżniczki i za każdym razem dowiaduje się że jest ona w zupełnie innym zamku. Trzeba przyznać, że chłopina nie ma łatwego życia i nie dziwi mnie fakt, że sięga po "magiczne" grzybki :D



Dzięki za poświęcony czas. Byłbym wdzięczny za komentarz co mógłbym poprawić w kolejnych wpisach.

Zachęcam gorąco również do dyskusji o waszych ulubionych tytułach z dzieciństwa, młodości. Co najmilej wspominacie? Co was wtedy w nich urzekło?

Tagi:

Oceń notkę
+ +5 -

Oceń profil
+ +8 -
Dande
Ranking: 1401 Poziom: 39
PD: 8263
REPUTACJA: 289