SKLEP

Blog użytkownika LadyDiesel

LadyDiesel LadyDiesel 02.11.2018, 00:06
Piątkowa GROmada #109
647V

Piątkowa GROmada #109

Dzisiaj zwiedzimy Dziki Zachód.

Witam w kolejnej już GROmadzie, tym razem na tapetę bierzemy dwie perełki ze stajni Rock Star, a mowa oczywiście o Red Dead Redemption – mi się tym razem dostał łakomy kąsek, bo II dotarła do mnie w dzień premiery i mogę wreszcie nasycić się tak upragnionym klimatem Dzikiego Zachodu. Dodam tylko, że w pierwszą część niestety nie grałam, więc nie mogę zrobić odniesienia do wcześniejszej wersji. Za to REAL poświęcił się odświeżając sobie przygody Marstona…


Główną grafikę zaprojektował Reinvented.


REALista

W tym roku wszyscy tak bardzo czekali na RDR 2, że i ja dałem się ponieść hypeowi (mimo, że szczerze nienawidzę westernów) i w oczekiwaniu na nowe dzieło RDR postanowiłem się zabrać za pierwszą część Red Dead Redemption kupioną dawno temu na jakiejś promocji na PS3 i nigdy nie ogarną i muszę przyznać: nie tego spodziewałem. Jednak gra przez tę 8 lat się zestarzała jak cholera i ma kilka strasznie denerwujących rzeczy. Pierwsza z nich to jak porusza się sam bohater: jest on strasznie toporny i jakiś taki ociężały przez co sterowanie nim jest co najmniej dziwne, ale to nic w porównaniu do sterowanie koniem, to jest dopiero mordęga, żeby zawrócić naszego wierzchowca potrzebujemy co najmniej tyle miejsca ile autobus przegubowy i nigdy nie wiem czym mam nawalać X, żeby koń dalej biegł czy wystarczy go trzymać, żeby utrzymywać tempo. Dobrze, że pad sygnalizuje zawibrowaniem moment, w którym zaraz koń cię zrzuci, bo inaczej zapewne każda dłuższa przejażdżka kończyła by się moim niechybnym spotkaniem z ziemią.

Tło fabularne jest dość proste. Nasz bohater to John Marston. Był bandytą, któremu rząd zlecił zadanie zabicia swojego dawnego kompana, a zmusili go tym przetrzymując jego żonę i dziecko. Niestety na początku sprawy trochę się komplikują, bo zostajemy postrzeleni. Cudem unikamy śmierci i tu zaczyna się nasza przygoda.

Pod względem samej gry czy odbierania zadań wygląda to prawie identycznie jak w GTA 4 czyli mamy zaznaczone literami, gdzie znajdują się osoby, które mają dla nas zadanie. Do tego przez sterowanie, albo raczej mój błąd, miałem jedną sytuacje, która dość mnie zaskoczyła: przy jednym z wozów zobaczyłem znak wykrzyknika. Stwierdziłem, że woźnica ma dla mnie zadanie, ale chyba jednak był to fast travel i niestety podszedłem do niego od złej strony i zamiast pogadać z nim zrzuciłem go z kozła co skończyło się tym, że pojawili się stróże prawa i została wyznaczona za moją głowę nagroda (20$). Podbiegałem do strzelającego do mnie szeryfa i dałem mu łapówkę (10$) co skończyło się tym, że straciłem 400 punktów honoru czyli dość sporo. No cóż nie wiedziałem, że tak się stanie, ale się dowiedziałem.

Sam krajobraz jaki przyjdzie nam przemierzać jest… nudny. Wszędzie jest pusto, gdzieniegdzie biegają sobie zwierzęta, ale pustka jest wszechobecna. Nic się nie dzieję, tylko w miastach istnieję jako takie życie, ale też ludzi tam jak na lekarstwo.

Bardzo fajnie za to zaprojektowano łapanie i ujeżdżanie koni, gdyż najpierw trzeba je załapać na lasso, a później dosiąść i balansować przez kilka chwil naszym bohaterem tak, aby nie spaść.

Stwierdziłem, że odzyskam chociaż trochę punktów honoru, które straciłem przez danie w łapę i postanowiłem zapolować na jakiegoś poszukiwanego listem gończym bandytę. Zerwałem plakat z gębą mojego przyszłego celu ze ściany i dostałem informacje, gdzie go znajdę i już wiedziałem, że kolo sprawi, że się wzbogacę, a żeby punkty honoru były większe to wezmę typa żywcem. Jechałem po niego jakieś 40 minut na koniu, gdy wreszcie dojechałem do kanionu, w którym się ukrywał byłem tak zdeterminowany, żeby dopaść go żywcem, że wiedziałem, że nic mi w tym nie przeszkodzi. Zaczęła się walka z jego kompanami, którzy nie bardzo chcieli zgodzić się oddać po dobroci swojego szefa, gdy wreszcie zastrzeliłem wszystkich oprócz wspomnianego bossa zaczął on po prostu uciekać i gdy kilkakrotnie do niego strzeliłem nie zauważyłem, że znajduje się on w pobliżu przepaści i nie dość, że go zastrzeliłem to jeszcze wpadł do rozpadliny do, której ni jak nie dało się zejść. No to tyle z mojej nagrody…

Muszę bardzo pochwalić model strzelania, bo jest naprawdę bardzo przyjemny, a system „dead eye” podczas, którego czas zwalnia, a my przesuwamy celownik po naszych celach, które zostają zaznaczone krzyżykiem, a w momencie, gdy puszczamy akcje do przodu widzimy jak John po kolei zdejmuje wskazane mu cele i np. posiadając taki winchester, który ma 10 naboi w  magazynku możemy oddać serie efektownych strzałów w 10 głów przeciwników co będzie wyglądało naprawdę zjawiskowo.

Podsumowując RDR jest naprawdę ciekawie zrealizowaną grą, ale jak pokazuje mój przykład nie dla każdego. Trzeba po prostu lubić westernowy klimat i Dziki Zachód szczególnie, że nawet postacie mówią z dość charakterystycznym akcentem, który też może wydawać się irytujący, chociaż mnie on akurat nie denerwował. Dla osób, które lubią GTA i oraz gustują w westernach ta pozycja będzie w sam raz, a teraz zapraszam was do tekstu LadyDiesel, która opowie nam o najnowszej produkcji Rockstar.

LadyDiesel

26 października 2018 roku będzie pamiętną datą dla wielu graczy. Po latach oczekiwań wreszcie się doczekaliśmy! Ja z niecierpliwością zerkałam na zegarek wypatrując 20:00, żeby zamknąć się w swoim pokoju i w ciszy delektować się tym cudownym ptysiem w czekoladzie, którego upichciła nam przecież tak zacna kuchnia. To nie mogło nie wyjść. I wyszło… ale 3 gwiazdek Michelina nie ośmielę się wystawić po tak krótkiej zabawie z tym tytułem. A jakie były pierwsze odczucia po ograniu ledwie 20h? Zapraszam do lektury!

Muszę przyznać (tylko nie rzucajcie od razu kamieniami, bo to nie będą same ochy i achy), że pierwsze dwie godziny dały mi trochę do myślenia. Nie byłam w stanie określić, czy gra pochłonie mnie bez reszty czy też odrzuci. Autentycznie klimat wylewał się z ekranu mojego telewizora. Mróz brrrr - zimno, zamiecie, wiatr prosto w oczy – powolny i ociężały ruch głównego bohatera, pieszy czy też konny. Nawet analogi mojego pada chyba wyczuły, że ich właścicielka daje im popalić. Ja autentycznie czułam te warunki pogodowe (takiej immersji od pierwszych minut gry jeszcze nie doświadczyłam) – cudownie nakreślone ślady na skrzącym się śniegu, ruchy konia, praca jego mięśni, po prostu miód.  Mnóstwo dialogów i cutscenek wprowadziły mnie w stan, w którym nie mogłam pozwolić sobie na ani jeden ułamek sekundy nie skupiania się na grze – chciałam wyłapać każdy szczegół, usłyszeć każdy dialog – a monologów jest mnóstwo, z biegiem czasu to się chyba nie zmieni. Ale wszystkie są ciekawe i odpowiednio dobrany dubbing (autentycznie głosy dobrali rewelacyjnie) robi tu robotę.

Ilość informacji jakimi zalewa nas gra na początku rozgrywki trochę mnie przytłoczyła – muszę przyznać – szczególnie kompilacja przycisków (podejdź, wciśnij L2, żeby skupić się na celu, wybierz opcję dialogową, przytrzymaj R2, żeby rzucić lasso, zbliż się do celu i przytrzymaj kółko, żeby związać ofiarę… mam nadzieję, że im dalej z rozgrywką tym łatwiej mi będzie to zapamiętać)... Do tego ograbianie zwłok i przeszukiwanie szafek bardzo długo trwa, jest to szczególnie wyczuwalne, gdy na polu walki mamy masę zabitych, chciwość każe nam zająć się każdą ofiarą, a koledzy z gangu pośpieszają co kilka sekund… Kolejna rzecz, która mnie zaskoczyła, a nie czytałam żadnych informacji o grze ani nie oglądałam rozgrywki, żeby nie psuć sobie efektu WOW przy pierwszym odpaleniu, to dbałość o szczegóły i mowa tu nie o grafice (mimika twarzy mogłaby być odrobinę lepsza – tak, wiem, gram na zwykłej PS4, więc sama jestem sobie winna). Nasz Arthur powinien schludnie wyglądać, musimy go karmić, kłaść spać, golić, po każdym posiłku przybiera na wadze i ta sama kwestia tyczy się konia, który dobrze przez nas traktowany będzie się odwdzięczać (mam taką nadzieję, inaczej nie klepałabym go co kilka minut i nie karmiła marchewkami, które w grze możemy osobiście wykopać z ziemi). Do tego po znalezieniu jakiejś broni dostajemy info, że nie możemy z niej strzelać, dopóki jej nie wyczyścimy. Polerowanie giwery prezentuje się bardzo profesjonalnie, tylko mam nadzieję, że nie z każdą trzeba będzie takie czary odczynić, bo jak dla mnie to jest to trochę sztucznym przedłużaniem rozgrywki i po 20 takich akcjach, zacznie to po prostu nudzić. Kiedy po bójce stracimy kapelusz i nie zdołamy go później odnaleźć – przepada. Podobno, bo u mnie pojawił się sam na mojej głowie w jakimś dziwnym momencie. Bug albo fart… Kiedy pogalopujemy naszym rumakiem w nieznane i przeszarżujemy, nasz przyjaciel podróży w majestatyczny sposób upada na ziemię gubiąc swojego jeźdźca – mi akurat się to przytrafiło podczas misji – nie muszę opowiadać jak to się skończyło (tak w ogóle po zakupie pierwszego pupila możemy go nazwać – wspaniale jest móc znów pojeździć na Płotce, a tak w ogóle to samo przekładanie siodła z konia na konia to jakiś majstersztyk - Rock Star zadbało o każdy szczegół). Niosąc zwłoki ofiary, którą przez przypadek uderzyliśmy w twarz 12 razy pod rząd i wchodząc na pochyły grunt – możemy ześlizgnąć się z półki skalnej i spaść w dół  (tak… sprawdziłam).

Kolejna moja głupia śmierć w tej grze zaczęła się niewinnie… Gdzieś tam, w jakimś obozie na beczce obok śpiących tubylców leżało cygaro. Nie wziąć takiego łakomego kąska to grzech. Pech chciał, że jedna z drzemiących akurat w tym momencie otworzyła jedno oko. Kilka sekund później już biegła do szeryfa, żeby na mnie donieść – pobiegłam za nią, żeby trzymając jej twarz w błocie delikatnie poprosić o wybaczenie. Łajza była szybsza… Afera na pół osady! Szeryf celuje do mnie ze swojej dwururki, a gra pyta czy chcę się poddać, czy go uspokoić. Niestety słowa padające z mych ust niczego nie wskórały. Jeden headshot i było już po mnie. Po wczytaniu punktu kontrolnego uiściłam karę $10 i mogłam dalej wieść spokojne życie prawilnego kał boja, bogatsza o nowe doświadczenie życiowe, że faktycznie palenie zabija :) Podczas kolejnej misji żądza zarobku kazała mi przeszukać wszystkie zwłoki, które rozsiane były po całym lesie – bam! Kilka kroków za daleko i okazało się, że opuściłam teren misji. Czyli trzeba było zaczynać jeszcze raz. Po jej powtórnym ukończeniu zostałam kilka chwil w chatce jakiegoś gangstera, żeby na spokojnie przeszukać wszystkie szafki – bam! Byłam zbyt wolna – na ekranie pojawił się napis POSZUKIWANY. Wsiadam szybko na mojego rumaka i pędzę co sił w nogach (nie moich), byle jak najdalej od zbliżającej się za plecami czerwonej fali stróżów prawa – bam! Podczas ucieczki konik stawia kopytko na kamyczku i oboje zaliczamy glebę. Upadki w grze wyglądają zjawiskowo i bardzo fajnie się to wszystko ogląda, ale ponowne zajęcie pozycji jeźdźca chwilę trwa i czasem jeden upadek może spowodować porażkę misji. Jeśli narozrabiamy w jakimś miasteczku – nie ma bata – szeryf z odległości kilkunastu metrów zaraz nas wyczai i pościg gotowy, więc albo trzeba omijać kłopoty, albo płacić grzywny. Niby 15$ to nie tak dużo, ale biorąc pod uwagę fakt, że nieboszczyki maja przy sobie przeważnie po parę centów, uzbieranie takiej kwoty schodzi długo.

Bardzo mnie zaskoczył fakt, że wszystko co robimy może mieć wpływ na dialogi, które później usłyszymy podczas rozgrywki. W osadzie można podejść do „szefa gangu” i wejść w interakcję, a bohater przyzna się do tego, co go spotkało. Podczas wykonywania jednego questa pobocznego musiałam nagle wyłączyć konsolę. Po ponownym jej odpaleniu musiałam oczywiście zacząć wszystko od początku –  okazało się, że zachowanie niektórych bohaterów zdarzenia nieco się różni od poprzedniego razu. Kolejna rzecz, która sprawia, że jestem tą gra zachwycona. Kiedy pierwszy raz pojawiłam się w mieście, nie mogłam sobie odmówić wizyty w saloonie – wiadomo – trzeba sprawdzić każdy szczegół. I w sumie wiele się nie pomyliłam. Element zaskoczenia był… Zamiast wydać ciężko uzbierane $$ z nowo poznaną koleżanką z największym dekoltem, spuścili mi niezły łomot (kurczę, jak to błoto do którego wcisnęli mi twarz podczas bijatyki pięknie wygląda!!!). Suma sumarum, wpier*** był za darmoszkę, a ja mogłam wydać zaoszczędzone na dziewczynkach pieniądze na element odzieży (ta książeczka z ofertami w sklepie wygląda mega!). Po całym nieszczęśliwym zdarzeniu w przybytku rozkoszy i po opuszczeniu tegoż samego budynku oknem (zamkniętym) muszę stwierdzić, że walka wręcz raczej nie zrobi na mnie największego wrażenia. Niby to wszystko wygląda pięknie, Rock Star dba o szczegóły, ale w sumie wszystko opiera się tylko na bloku i ewentualnym zadawaniu ciosów o ile wstrzelimy się w ten moment, kiedy akurat oponent go przyjmie. Fajnie jest, ale z kapci mnie nie wyrwało.

Najpierw impreza...

Bardzo przyjemnym momentem była kolejna wizyta w saloonie, niestety znów nie było mi dane postawić drinka tej fajnej koleżance o której wspomniałam wcześniej, ale cały ciąg zdarzeń i realistyczność tego zadania wprawił mnie w zachwyt. Może nie będę za dużo spoilerować, dodam tylko, że było mi dane sikać na stojąco, a po całej zabawie obudziłam się skacowana pod jakimś lasem. Wszystko pięknie, ładnie, ale odzyskałam przytomność na jakimś pustkowiu, a do tego mój rumak został pod saloonem. Biegnę więc do osady, do której miałam bliżej w nadziei, że pożyczę jakiegoś konika i nie będę musiała biec do miejsca przeznaczenia przez 15 min. Kilka pięknych osiodłanych już klaczy kusiło przejażdżką – podchodzę do jednego „nie możesz dosiąść tego wierzchowca, bo należy do Dutcha”, z kolejnymi było to samo… ale w sumie udało mi się dorwać jakąś chorą chabetę bez siodła, by na jej grzbiecie popatatajać po moją jedyną przyjaciółkę podróży. Wyjeżdżam z osady, a tam dyliżans z czterema członkami gangu, z którym mój Arthur ma na pieńku. Cała sytuacja skończyła się szybko niczym spotkanie właściciela Iphone’a Xs z grupą dresiarzy spod bloku. Z tym, że nikt nie bawił się ze mną w psychologa dopytując czy mam jakiś problem. Z dwojga złego, po  majestatycznym head’zie, który mi sprzedali wróciłam do rozgrywki siedząc już na mojej Płotce. Ufff…

...a później zgon.

Podczas jednej z misji dostajemy łuk i naszym zadaniem jest upolowanie zwierzyny. Taka broń nigdy nie należała do moich ulubionych, ale muszę przyznać, że tropienie sarenek, celowanie i skórowanie wyszło twórcom rewelacyjnie. Nawet nie zwróciłam uwagi, że wszystko zajęło mi przeszło 15 min. To skupienie, ta muzyczka w tle – takiej przygody podczas łowów w żadnej grze jeszcze nie przeżyłam – autentycznie czułam ten klimat predatora i jego ofiary. W dodatku po upolowaniu króliczka możemy go upiec na ognisku i zjeść – chyba czas kupić bandankę, bo już czuję się częścią Dzikiego Zachodu! Do tego dochodzi polowanie na grubszego zwierza, coś czuję, że poczuję w sobie zew krwi i w przyszłości przyjdzie mi nieraz pobiegać po lesie w poszukiwaniu pożywienia – tak dla czystej przyjemności. Dodam jeszcze, że po walce z potężniejszym przeciwnikiem na naszym płaszczu pojawiają się ślady walki, które wyglądają naprawdę realistycznie.

Nie zdążyłam wyłapać jeszcze wszystkich smaczków gry, ale miłym zaskoczeniem była zmiana widoku po naciśnięciu touchpada. Można spokojnie podziwiać przepiękne widoki z pierwszej osoby, chociaż nie wyobrażam sobie dłuższej rozgrywki z takim właśnie „patrzeniem na świat”. Minusem jest czytelność mapki, nie bardzo przypadła mi do gustu – fakt, wygląda autentycznie i dobrze, że klimat Dzikiego Zachodu został zachowany, ale chyba już się przyzwyczaiłam do lepszego zaznaczenia lokacji i odsłoniętego terytorium w innych grach.

Wszyscy porównują RDR II do Wiedźmina i wcale się nie dziwię. Nawet w osadzie można pograć w domino. Niestety Gwint to to nie jest, ale zawsze można się zrelaksować po jakimś napadzie na pociąg (BTW misja z pociągiem była świetna!). Jeśli chodzi o mnie, po tych niewielu godzinach gry uważam, że Wiedźmin nie jest zagrożony. Historia na Dzikim Zachodzie zapowiada się fenomenalnie, ale przygody Geralta to trochę inna bajka. Za Dzikim Gonem idzie cała ta słowiańska otoczka, polski twórca i wiele innych, drobnych czynników. W RDR dziki był zachód, w Wiedźminie dziki był Gon, sama w awatarze na PPE mam dzika, do tego mój nick na psnie też związany jest z tym właśnie zwierzątkiem. Obie gry przypadły mi do gustu, nie jestem w stanie jednak określić, czy ostatni hit od Rock Stara to gra generacji –  jest na to zwyczajnie za wcześnie, aczkolwiek jest na to duża szansa. I jak na początku, przy pierwszej strzelaninie nie czułam tej dynamiki postaci, nie wiedziałam jeszcze czy można „przykleić się do ściany” i w jaki cwany sposób prześlizgnąć się niepostrzeżenie do miejscówki z lepszym widokiem na wrogów, tak teraz wydaje mi się, że wszystko przyjdzie z czasem. Daję sobie jeszcze tak z 10h gry i zacznę szybko ogarniać mechanikę, kompilacje przycisków i przywyknę do powolnego tempa gry. To co już mogę stwierdzić to to, że do tego tytułu nie można zasiąść raz na jakąś czas na godzinkę. Gra bardzo wciąga i naprawdę mam problem, żeby znaleźć odpowiedni moment, kiedy mogę spokojnie wyłączyć konsolę. Przeplatanie się cutscenek z misjami przebiega w tak harmonijny sposób, że tak naprawdę nie ma dobrego momentu na stwierdzenie „na dziś wystarczy”. Ostatnio dałam sobie spokój z zakupem Kingdom Come, ze względu na ilość szczegółów o które trzeba zadbać – czyste ubrania, dokarmianie bohatera, reputacja… ale dla RDR jestem w stanie to wszystko ogarnąć i skupić się tylko na tym jednym tytule. Przygody na Dzikim Zachodzie okraszone cudownym dubbingiem i świetnym poczuciem humoru – tego mi brakowało. Do tego mamy opcję robienia zdjęć, co ostatnio pojawia się w wielu grach, mnie akurat to nie kręci, ale jak ktoś lubi pobawić się kadrem, to screeny wyglądają świetnie, a i pięknych miejscówek w grze nie brakuje. Porzucam D2, DbD (chociaż godzinka coopa dziennie jest wskazana) i inne pozaczynane gry. Czekałam na jakąś innowację w świecie gier i ją dostałam. Teraz tylko muszę się przyzwyczaić do mechaniki i przyswoić wiele informacji, a potem to już będzie tylko oblizywanie słoja miodu, na który tak długo czekałam. Dobra… to nie przedłużam już – lecę grać! Bywajcie!

Na koniec filmik ze spotkania z niejakim panem Wróblem. W grze znalazło się też miejsce dla Polaków:

Tagi: GROmada LadyDiesel piąteczek piątek piątunio REALista Red Dead Redemption Red Dead Redemption 2

Oceń notkę
+ +52 -

I KNOW THE DEFINITION OF INSANITY
Oceń profil
+ +127 -
LadyDiesel
Ranking: 635 Poziom: 45
PD: 12476
REPUTACJA: 7727
Miesięcznik PSX Extreme