Blog użytkownika WildGee

WildGee WildGee 10.11.2019, 01:15
Jak pracowałem wszędzie, ale nie tam gdzie chciałem - czyli historia człowieka leniwego cz. 2
350V

Jak pracowałem wszędzie, ale nie tam gdzie chciałem - czyli historia człowieka leniwego cz. 2

Był niegdyś taki tekst na ppe co go popełniłem, a opowiadał o tym czego nie robić, by robić to co lubisz. Lata mijają, a ja wciąż nie znalazłem w pełni odpowiedzi na to pytanie. Znalazłem się niemal na dnie, jednak udało mi się odpłynąć. Zapraszam do anty-poradnika zawodowego, część 2. (chociaż tym razem taki trochę poradnik)

W poprzedniej części kończyłem pracę jako specjalista od czegokolwiek, a życie pisało swój scenariusz, w którym moje plany nie do końca zostały uwzględnione. Wraz z biegiem czasu wyszło na jaw jak pewien potentat w swojej branży miał wielkie wizje i plany, jednakże nie do końca spójne z rzeczywistością. Już sam fakt, że na stanowisko CEO wybrano człowieka, którego największym życiowym osiągnięciem było nakierowanie Titanica na górę lodową, spuszczenie szalupy i odpłynięcie w stronę Mauretanii pod osłoną nocy, mógł być co najmniej niepokojący. Otóż nie dla włodarzy mojego nowego pracodawcy. Ci przyjęli go z otwartymi ramionami i pozwolili podejmować te same decyzje, które doprowadziły do upadku firmy Vobis. Ok. Może byłem za cienki w uszach i nie dostrzegłem jego potencjału. Nie było żadnych przesłanek pompowania finansowej bańki. Siedziałem 15min w śmierdzącej szafie (tudzież ciemni) jakiejś prehistorycznej medycyny pracy, bym mógł dostąpić zaszczytu prowadzenia samochodu służbowego. Nie dostąpiłem. Przy okazji pierwszego wyjazdu poza siedzibę firmy otrzymałem bilet na pociąg… z Wrocławia do Gdańska… Bo cięcia kosztów w firmie… Bo się Leasingi za Skody nie spłacą, a góra pieniędzy została wepchnięta w dział R&D, który nic nie wypuścił do tej pory. Moja lampka ostrzegawcza zapaliła się mocą milionów lumenów.


Miałem tylko umowę na czas próbny więc nie doskwierało mi poczucie beznadziejności, aczkolwiek radar nowych perspektyw został aktywowany. Jak dzisiaj pamiętam jednego z moich byłych kumpli który zadzwonił do mnie, przedstawiając pomysł na fenomenalny biznes, jak to ma KA-PI-TAŁ żeby to zrobić, ale potrzebuje grafika i pomocy. Akurat moja lampka ostrzegawcza się spaliła po ostatniej akcji i czekałem na dostawę nowej. Słysząc pytanie czy skaczę na głęboką wodę, kazałem zasłonić parawan gdyż zaciągam kąpielówki i dmucham rękawki. To była niezmiernie nieudana inwestycja. Kapitał stopniał szybciej niż śnieg w maju, nie mieliśmy pojęcia o zarządzaniu firmą (on liczył na moje doświadczenie, ale zapomniałem mu wspomnieć, że to prawda jakobym posiadał firmę, ale tylko 3 miesiące i jedynie wygenerowałem -800zł na składkach dla ZUS-u), a problemy formalne to gwóźdź do trumny tego miesięcznego przedsięwzięcia. Nie zobaczyłem ani keszu, ani kumpla, który zapadł się pod ziemię. Co to było? Pozostawię pod osłoną tajemnicy bo pomysł ma potencjał i może niegdyś z niego skorzystam. 


Tak rozpoczął się najniższy okres mojego życia. Opamiętawszy się, że jestem od miesiąca bezrobotny, a jedyne co zyskałem na wspólnym biznesie to jedzenie kupowane przez „inwestora” w ramach walki z głodem, odpaliłem komputer i dostosowałem CV do aktualnego przebiegu zawodowego. Uciekałem od handlu więc jako ekwiwalent podjęcia dowolnej pracy, która zatkałaby budżet domowy wielkości Sagittarus’a A, kręciłem nosem na wszystko co wiązało się ze sprzedażą, szukając wejścia w moją właściwą branżę – IT. Trwało to trzy miesiące. Trzy bardzo długie miesiące, które kosztowały mnie trochę zdrowia psychicznego, wagi (tego nie mogę traktować jako negatyw) oraz niemalże związek. Jedyną formę zarobkową jaką podjąłem to pomoc w nowo otwartej pizzerii jako kierowca – Panowie nie mogli na starcie wchłonąć w swe szeregi magistrów Filozofii więc była to pomoc dwukierunkowa. Swoją drogą ciekawe doznanie! Jako, że Wrocław moim miastem, a Panowie Sebastianowie stoją murem za Śląskiem (Jak to można wyczytać z okolicznych gzymsów – Ponad Śląskiem tylko niebo…. oraz zgodnie z aktualną tabelą, Wisła Płock, Pogoń, Piast, Cracovia i Legia) to widok rozpadających się klatek w starych blokach ustrojonych od drzwi wejściowych, aż po ostatnie piętro paskiem z barwami klubu – bezcenne. Jeszcze dodajmy do tego dwadzieścia minut jazdy w trzydziesto-pięcio stopniowym upale obok termobaga z gorącymi plackami, fitness na czwarte piętro bez windy, by na samym końcu otworzył nam osiedlowy kark, wylewający się ze zdecydowanie za małych slipek, który wyraził entuzjazm słowami – „Dzięki wariacie”. Te legendy o dostawcach, którym otwierają skąpo ubrane niewiasty, studentki, rocznik pierwszy, tak właśnie weryfikuje rzeczywistość.


Spirala finansowej zapaści kręciła pętle wokół mojej szyi tak sprawnie, że stałem się ekspertem od wyceny przedmiotów domowych za pomocą jednego tylko spojrzenia, ale wtem wkracza kawaleria. Otrzymałem pracę jako Junior SEO. Nie spodziewałem się spektakularnej kariery ze względu na to, że firma zatrudniła gościa, który jedynie wiedział, że jak strona ma dobrą pozycję to jest u góry w gugle, a „meta” to jak ktoś zrobi Ci rozgardiasz w domu w trakcie imprezy – czyt. Mnie. Nauki było sporo, dostałem też bardzo żmudne zadanie jakim był content marketing. Po krótkim czasie zająłem się prowadzeniem grupy pracowników zdalnych odpowiedzialnych za marketing szeptany. Aby ich pozyskać, uruchomiłem ogłoszenie na OLX w kilku mniej perspektywicznych miejscach polski i rozpoczął się festiwal sp%$#. Stawki nie były wysokie, ale mój rekordzista wyciągał 2.500zł miesięcznie na tej monotonnej dłubaninie, więc liczyłem na studentów i ludzi, którzy nie mogą pracować na stałe lub chcą dorobić. W treści oferty nie było zbyt wielu warunków do spełnienia, wszystkiego uczyłem od podstaw, aczkolwiek wymagaliśmy dość lekkiego pióra. 90% odpowiedzi odpadło po wymianie trzech wiadomości, gdzie pióro okazało się z ołowiu. Mnóstwo zdjęć z sedesu, dzióbków i selfiaków, a jeden Sebek zamiast CV to przesłał mi rozpiskę na siłownię. Wybuchnij w bicku o 15cm to Ci będę robił szeptankę. Ludzie którzy będziecie składać kurikulum wite do pierwszych pracodawców (choć pewnie ta grupa nigdy nie dotrze do tego momentu) – napiszcie do mnie PW jeśli macie co do niego wątpliwości, ja wam powiem co można poprawić, a szkolił* mnie w tej dziedzinie rekruter z Opery więc możecie mi zaufać.   /*Mówił jak definiuje CV, które z automatu ląduje w niszczarce, a które czyta*/ Mając braki kadrowe, sam siebie zatrudniłem na to stanowisko więc pracowałem po 12h dziennie, 7 dni w tygodniu by tylko odkopać się z dołka. Mimo braku życia, zarabiałem mniej niż w poprzedniej pracy, bo mój szef to był biznesowy JANUSZ. Im więcej wiedziałem o pozycjonowaniu tym bardziej docierało do mnie, że jego metody mimo, iż skuteczne, leżą na zupełnie innej planecie niż UX. Fajnie jest znaleźć się wysoko, ale dobrze też utrzymać klienta na stronie. Świetne było też podejście do pracowników. Aro jako marka premium królowała na „socialu”, 20cm wentylator przy 40C upale dla biura 4-osobowego, na przerwę można było iść tylko kiedy szef zaczynał swoją, a podwyżka była osiągalna tak bardzo jak Gal Gadot dla każdego z nas. Tylko dwa momenty zapadły mi szczególnie w pamięć. Kiedy Janek zastanawiał się czemu nie może znaleźć specjalistów, oraz jego mina jak snuł plany odnośnie mojej przyszłości, ale musiałem przerwać jego wywód by oznajmić, że podpisałem umowę z kimś innym i mój okres próbny się zakończył. 


Tekst stał się ciut przydługi, więc jeśli interesuje was dalsza historia, wypuszczę pt. 3. Na zakończenie powiem tylko jedno, żadna sytuacja w życiu nie nauczyła mnie zarządzania kryzysowego (szczególnie kapitałem) tak bardzo jak owe przeboje. Dzięki temu dołkowi, który ciągnął się za mną jeszcze do początku 2019r, poznałem taki termin jak poduszka finansowa. Jeśli ktoś z was nie wie z czym to się je, jestem najlepszą osobą by zachęcić was do zapoznania się z tematem.

Tagi: biznes CV finanse hydepark janusz lifestyle praca SEO studia

Oceń notkę
+ +7 -

Oceń profil
+ +9 -
WildGee
Ranking: 3180 Poziom: 28
PD: 3419
REPUTACJA: 799