Blog użytkownika Mauy_44

Mauy_44 Mauy_44 14.02.2021, 14:20
Walentynka dla M.
155V

Walentynka dla M.

Pamiętam jak jeszcze kiedyś, za czasów szkoły/gimnazjum wysyłało się walentynkową kartkę szkolną pocztą do dziewczyny, która nas zauroczyła.Przeważnie były to różne, sercowe grafiki    z jakimiś wierszami w środku. Nigdy nie potrafiłem i nie umiem pisać wierszy, z narysowaniem ładnego serca też mam problemy, dlatego też jest takie a nie inne. Wzorowane ważnym dla mnie symbolem Omegi.

Dziś tak jak za tamtych czasów (chociaż inaczej) i trochę w innym celu, chciałbym wysłać swoją ''walentynkę'', która prawdopodobnie nie dotrze do adresatki. Mimo to zaryzykuję i sam napiszę kilka linijek specjalnie dla Niej. Dzisiaj nie odzywa się już do mnie bo jak zwykle musiałem coś zepsuć (jak to ja) za co ogromnie Ją przepraszam, również w tym miejscu. Czasem czytała moje teksty tutaj, więc może jakimś cudem i to przeczyta. Nie wyznaję tutaj Miłości bo po pierwsze - nie o to mi tutaj chodzi a po drugie - nie robiłbym tego w taki sposób i na pewno nie w tym miejscu, pomimo tego, że to zawsze tutaj piszę swoje ważne teksty. Jest to bardziej chęć podziękowania bo dzięki Niej przestałem myśleć o kimś i o czymś co sprowadzało mnie na zły tor myśli. To również smutek płynący z powodu braku odzewu od Niej i tego, że nie zdążyłem Jej tego przekazać. Napiszę więc tutaj i nie będę już zawracał Jej głowy. Ostatnio żyjemy w dziwnych, smutnych czasach ale myślę, że można jeszcze po prostu powiedzieć lub napisać Komuś coś prawdziwego, miłego może, ot tak po prostu - gdy zwyczajnie Kogoś bardzo się lubi lub jest dla nas ważną osobą. Może dzisiejsze święto (oczywiście poza każdym innym dniem) jest na to dobrą okazją.

W drugiej części wpisu chciałbym zaprosić Was na tekst nawiązujący do sfery samych uczuć, głównie Miłości, odnosząc się do kultury filmu oraz naszego ulubionego hobby. Uspokajając Wszystkich - nie pojawią się tutaj filmy serii ''Listy do M'' (chociaż one też traktują o Miłości). Zdecydowałem się na trochę inne kino. Nie pojawią się również żadne spoilery.

Najpierw jednak kartka i kilka linijek dla Martyny:

''Może to Twój uśmiech i sam śmiech sprawia(ł), że dziś uśmiechnę się czasem, pomimo tego, że jestem smutny. Może to światełko w oczach, które zapamiętałem kiedyś, nadal świeci wielkimi i błyszczącymi oczami.  Może to Ten charakter, pełen empatii i najprawdziwszych emocji sprawia, że powróciłem do tematu uczuć, marzeń i dziś zastanawiam się czym są, czemu się nie spełniają? Nie mam pojęcia ale wiem, że Piękno ma wiele synonimów. Dzięki Tobie znalazłem kolejny''.

//Mały//14.02.2021

Pewnie to głupie i pewnie się wygłupiłem, przepraszam więc i znikam. Poniżej wspomniana druga część wpisu.

Święty Walenty - czyli skąd wzięło się święto zakochanych

Również nie rozwodząc się zbyt mocno, był to człowiek, który został skazany na więzienie za udzielanie ślubów żołnierzom. W latach, w których przyszło mu żyć, cesarz rzymski za namową ''ekspertów'' zabronił młodym mężczyznom w wieku od 18-36 lat wchodzić w związki małżeńskie, twierdząc, że najlepszymi żołnierzami są tacy, którzy nie mają rodzin. Za złamanie zakazu, wspomniany maestro trafił do więzienia, gdzie zakochał się w niewidomej córce swojego strażnika. Legenda głosi, że jego wybranka pod wpływem tej miłości odzyskała wzrok. Cesarz dowiedziawszy się o tym, skazał go na śmierć a egzekucję wykonano 14 lutego 269 roku.

To tak tylko słowem wstępu. Może tak było, nie wiem ale 14 dzień obecnego miesiąca to kolejny 14 luty, który jest dla mnie dniem smutnym (jak co roku zresztą). Do napisania tego wpisu skłoniło mnie nie tylko samo święto zakochanych, które wszyscy szczęśliwi zapewne obchodzą ze swoimi drugimi połówkami ale również przeróżne stany/emocje, które towarzyszą naszemu/mojemu życiu na co dzień. Wleciało kilka filmów o tematyce miłosnej, które widziałem niedawno oraz pewna ważna gra, która z niewiadomych mi przyczyn umknęła mi gdzieś po drodze zamykania (poprzedniej już, serio? kiedy to zleciało) generacji. Chcąc podjąć temat ''imołszons'' obowiązkowo muszę się do niej odnieść. Mowa o Detroit: Become Human, studia Quantic Dream. Skoro wstęp i ogólne smutki mamy już za sobą - lecimy z tematem. Całość oczywiście w stylu małego człowieka spod znaku Omegi i liczby czterdzieści cztery. Ostatnio chyba zbyt wiele rozmyślam o życiu, o sytuacjach, które się w nim dzieją i o uczuciach, których nie rozumiem. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu.

Android z pewnym defektem...

Najnowsza gra Davida Cage'a to w wielkim skrócie i bez żadnych spoilerów - utwór, który opowiada o wydarzeniach z niedalekiej przyszłości, w której rozwój technologii pozwolił na stworzenie inteligentnych androidów, mających za zadanie pomagać ludziom w codziennych sytuacjach i obowiązkach. To historia trzech postaci (wspomnianych androidów). Kara i Markus to roboty wykorzystywane do pomocy w domu i opieki nad ludźmi natomiast Connor to android - detektyw służący w policji. Jak się szybko okazuje, owa nowa technologia rodzi wiele problemów, zarówno społecznych (siła ludzka powoli zostaje zastępowana przez machine a przez to rośnie skala bezrobocia) jak i samego oprogramowania droidów, które przez błędy systemu zaczynają się (nazwijmy to - bronić/sprzeciwiać pewnym sytuacjom). By odróżnić ich od społeczeństwa - andoirdy posiadają okrągłe, niebieskie ledowe oznaczenie na swojej skroni, dlatego często spotykają się z agresją i wyzwiskami napotkanych im ludzi. Sama ta ''dioda'' przypomniała mi to, że od kilku lat sam w pewnym stopniu jestem androidem, choruję na cukrzycę i mam zainstalowanego chipa do pomiaru cukru we krwi. Co prawda nie świeci i mam go na ramieniu ale wygląda podobnie. Sam kiedyś w pewnym tutejszym wpisie nazwałem siebie samego jako androdia ''niepozbawionego'' uczuć...Coś w tym jest. 

Wracając, nie mam pojęcia jak to się stało, że opowieść ta trafiła do mnie w tak późnym czasie, gdy w moim pokoju zagościła już nowa generacja, przecież tylu ludzi polecało mi zapoznać się z tą twórczością. Płyta zakręciła się w napędzie by kilka chwil później zaserwować mi nostalgiczną podróż wstecz i przypomnieć mi dlaczego ''Heavy Rain'' to jedna z najważniejszych historii jaką poznałem dobrych kilka ładnych lat wstecz. Zresztą pewna postać w Detroit to kalka/nawiązanie do ''Ciężkiego deszczu'' i w pewnym momencie miałem wrażenie, że sam reżyser zdublował swój poprzedni pomysł na kreację danej postaci ale...jeżeli kopiuje od samego siebie to nie ma  tym nic złego - pomyślałem. Już kilka godzin z tym interaktywnym filmem sprawiło, że następnego dnia musiałem się zatrzymać w swoim marnym życiu by zastanowić się nad pewnymi ważnymi sprawami. Gra w pewnym momencie ukazuje nam przerażająco autentyczny obraz, o którym nie chciał bym się tutaj rozpisywać bo mógłbym zepsuć Komuś Jego własną interpretację i odczucia. Jedno jest pewne - gdy puścicie wodze wyobraźni i przeniesiecie się do 2038 roku z tej produkcji to prawdopodobnie sami stwierdzicie, że może to być wizja przyszłości...swoją drogą bardzo smutna i głęboka ale do tego David Cage chyba już nas przyzwyczaił. Poza słabym (w mojej opinii Beyond: Two Souls) po raz kolejny napisał scenariusz, w który sam osobiście wierzę.

Twory Quantic Dream to ''zjawiska'' bardzo kinowe a więc nie bez powodu nazywane są ''interaktywnymi filmami''. Na wielu płaszczyznach to od Nas zależy jak potoczy się dalsza akcja (w mniejszym lub większym stopniu) i trzeba przyznać, że faktycznie tak jest. Do wyborów i decyzji podchodziłem w sposób bardzo ''życiowy'', czyli starałem się postępować/wybierać tak samo jak postąpiłbym (a przynajmniej tak mi się wydaje) w swoim życiu, gdybym musiał zmierzyć się z takimi sytuacjami. To chyba najlepszy sposób na obcowanie z tymi tytułami, trzeba oczywiście pamiętać, że życie to nie film czy gra i w życiu, w trudnych sytuacjach towarzyszy nam więcej bodźców i zmiennych, które mogą znacząco wpłynąć na rozwój wydarzeń. Detroit podejmuje trudne tematy i w mojej opinii wychodzi z tego obronną ręką, zapadając w pamięć swoją autentycznością i przekazem. Jasne - mieliśmy już kilka filmów o podobnej tematyce, nie zapominajmy jednak, że tam uczestniczyliśmy w sposób bierny a Detroit to wciąż gra, w której nasze wybory mają znaczenie. Po każdej scenie możemy zobaczyć jakim torem podążaliśmy sami a gdzie można w sposób znaczący - odmienić los.

Życie to nie film ale...

Skoro jesteśmy już przy filmach to w tej części tego wpisu chciałbym poruszyć temat konkretnej kinematografii, która również odnosi się do emocji i uczuć - a w szczególności do samej Miłości, która w moim zdaniem jest najważniejsza w życiu. Z racji tego, że ten rok chciałbym poświęcić na realizacji swojego pierwszego filmu i aby czerpać różne inspiracje - staram się oglądać ich całkiem sporo, również w samej telewizji. Może to dziwne ale przeważnie to tam przypadkiem natrafiam na filmy, które może samym opisem i tematyką nigdy nie zachęciły by mnie do ich obejrzenia a koniec końców kończyło się to na napisach końcowych i na wielkich rozmyśleniach. Przedstawię Wam zatem trzy filmy, traktujące o Miłości, które ostatnimi czasy wyświetliły się na moim ekranie i zapadły w mojej pamięci. Oczywiście nie będę rozwijał się na temat fabuły bo nie chcę zdradzić Wam istotnych szczegółów dotyczących całości. Opowiem zatem jak owe filmy uderzyły w moje słabej kondycji serducho i sprawiły, że całkowicie wierzę w przedstawiony w nich rozwój wydarzeń.

''Ona'' - ''Her'' 

Zacznę od filmu pt. ''Ona'' z Joaquin'em Phoenix'em w roli głównej. To aktor, którego znam ''od małego'', tych co pojawią się niżej znałem ''tylko z widzenia'' co jest swego rodzaju paradoksem bo przecież aktorstwo to coś co się ogląda. 

Akcja filmu oraz sama otoczka nie odbiega znacząco od tego co działo się w Detroit - mowa więc o niedalekiej przyszłości i nowej technologii.

Pewien pisarz imieniem Theodor zajmuje się pisaniem listów na zamówienie, pomagając w ten sposób ludziom, którzy nie potrafią wyrazić swoich uczuć za pośrednictwem słów. Po długoletnim związku rozwodzi się z żoną i próżno poszukuje szczęścia na portalach randkowych. Zrezygnowany z faktu, że nic się nie udaje, pewnego dnia decyduje się na zakup innowacyjnego systemu operacyjnego - sztucznej inteligencji imieniem Samantha, która (głosem Scarlett Johansson) rozmawia z nim kiedy tylko zechce, za pośrednictwem komputera, telefonu na wszystkie tematy. Oczywiście rozumie go samego i jego problemy. W pewnym momencie sama ta relacja, która odbywa się tylko i wyłącznie na wirtualnych rozmowach, przeradza się w uczucie, pomiędzy człowiekiem a systemem...W tym momencie zaczyna się smutek bo to nie jest opowieść o człowieku, który zakochał się w komputerze tylko o czymś co trzeba wykopać bo to...głęboki, głęboko zakopany przekaz.

Film jest trudny i smutny, jak z resztą wszystkie, które się tutaj pojawią. Ten różni się jednak jednym ważnym aspektem - aktorem. Joaquin Phoenix to majster w swoim gatunku. Nawet jeśli ostatnim filmem z jakim go kojarzysz jest ''Joker'' to już wiesz, że rola wspomnianego aktora w tym obrazie to najwyższa liga. Z tych najwyższych. Mam nadzieję, że tak dobra forma aktorstwa nigdy Go nie opuści.

''I że Cię nie opuszczę'' - ''The Vow''

To właśnie jeden z wielu filmów, który zobaczyłem przypadkiem gdy leciał sobie w telewizji. Kolejny wiarygodny zbiór kadrów, który mógłbym pominąć, chociażby przez sam tytuł, sugerujący mi komedię romantyczną. Nic bardziej mylnego. Oczywiście nie mam nic do komedii romantycznych ale oglądanie ich samemu raczej mija się z celem. To gatunek, który skierowany jest raczej dla zakochanych par, niżeli samotnego człowieka. Wspomniany Film to melodramat, opowiadający o zdarzeniu, które zmienia wszystko w życiu pewnej młodej pary, w ciągu jednej chwili. Czasem wystarczy jedna chwila by wywrócić wszystko, w pozytywnym lub jak to w życiu bywa - negatywnym i smutnym stopniu. Smutne ale prawdziwe.

Pewnego dnia młode i szczęśliwe małżeństwo ulega wypadkowi samochodowemu, na wskutek którego młoda dziewczyna traci pamięć. Wracając do zdrowia po tym wszystkim co się stało nie pamięta już swojego męża i tego czemu się w nim zakochała. Chłopak chyba nie jest nawet w ''jej typie''. Jego świat się kończy. Niby proste i może film jest słaby, czemu zatem zapadł mi w pamięci? Przede wszystkim za samą walkę o Miłość...chłopak postanowił walczyć o to, by dziewczyna ponownie się w nim zakochała i zaczął od zera. Próbował na nowo skraść Jej serce bo wierzył w przeznaczenie. Sam zresztą też w nie wierzę, może dlatego dałem szanse tej opowieści i wplotłem ją w ten osobisty wpis.

''Pasażerowie'' - ''Passengers''

Zmierzając powoli do końca przytoczę ostatni film, jaki niedawno widziałem. Mowa o ''Pasażerach'', którego akcja również dzieje się w przyszłości. Grupa ''szczęśliwców'' otrzymuje szansę poznania nowego życia na planecie oddalonej od ziemi o wiele lat świetlnych. Celem dotarcia do nowego miejsca, wszyscy pasażerowie zostają zahibernowani. Jednym z nich jest Jim, który z niewiadomych przyczyn budzi się w połowie lotu (o jakieś 90 lat za wcześnie!). Mężczyzna zdaje sobie sprawę, że resztę życia spędzi w samotności a jedynym towarzyszem jego egzystencji jest android, który stoi za barem. Początkowo próbuje sobie jakoś z tym radzić, korzystając z atrakcji dostępnych na statku, jednak po jakimś czasie jak można się tego domyślić - zaczyna mu się nudzić. Wtedy przychodzi mu do głowy pewien pomysł, którego realizacja może mieć poważne i zarazem nieodwracalne konsekwencje, jednak walczy z samym sobą by tego nie zrobić. To co zatrzymało mnie przy ekranie to całkiem ciekawy scenariusz i pomysł na fabułę, choć sam osobiście inaczej podszedłbym do przedstawienia rozwoju wydarzeń na statku, przez co zmieniłbym zapewne gatunek filmu. Nie zmienia to faktu iż warto zapoznać się z tym filmem, chociażby dlatego by samemu móc stwierdzić, jak mało zabrakło mu do tego by zostać wybitnym utworem. Możemy również zadać sobie pytanie jak sami postąpilibyśmy w takiej sytuacji. Sam niby znam już odpowiedź... a może zwyczajnie znowu tylko tak mi się wydaje?

Projekt Alfa to nie Omega

Od jakiegoś czasu ''staram'' się pracować przy filmie, który co prawda nie pasuje do gatunku powyższych produkcji ale samo tworzenie go to coś, na co czekam. Swoje inspiracje staram się czerpać nie tylko z samych filmów czy gier ale również właśnie z życia. Mimo iż początkowy projekt, który mnie przerósł był nastawiony na fabułę, prowadzoną dialogami - teraz chcę opowiedzieć historię za pośrednictwem samego obrazu. Co z tego wyjdzie? nie mam pojęcia. To mój debiut i cel życiowy zarówno, więc będę do niego dążył. Może kiedyś będę mógł się tutaj pochwalić tym co udało się nakręcić. Powyższe, wspomniane tytuły to inna bajka ale i tak sprawiły, że zatrzymałem się z myślami. Kto wie, może Ktoś z Was zobaczy coś z tego, ze swoją drugą połówką, może dziś, może samemu.

To tyle ode mnie, życzę każdemu udanych walentynek a sam wracam do Little Nightmares 2, mając nadzieję, że dziewczyna, do której skierowany jest ten tekst - przeczyta go i może odezwie się w końcu do mnie. Będę czekał. Na sam koniec utwór, który często towarzyszył mi podczas piania:

Źródła kolejno :

Okładka bloga/walentynki - Kratos (pomysł); Kopik (wykonanie);

Plakaty gier/filmów ze strony www.filmweb.pl, kolejno:

1.Okładka z gry Detroit: Become Human;

2.Okładka filmu ''Her'';

3.Okładka filmu ''The Vow'';

4.Okładka filmu ''Passengers''.

5.Piosenka : Mr. Kitty - After Dark || youtube.com

//Mauy_44

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +9 -

Oceń profil
+ +39 -
Mauy_44
Ranking: 3204 Poziom: 31
PD: 4706
REPUTACJA: 1944