Blog użytkownika Elancheski

Elancheski Elancheski 29.03.2018, 12:30
Steins;Gate, czyli manipulacje czasem to nie zabawa
312V

Steins;Gate, czyli manipulacje czasem to nie zabawa

Podróże w czasie w grach? Przenosimy się do przeszłości, robimy co trzeba, wracamy i zostajemy uznani za bohaterów. Czasem napotkamy jakieś przeszkody, coś się po drodze nie uda, komuś się nawet umrze, ale w ostatecznym rozrachunku prawie zawsze odnosimy zwycięstwo. Mało który przedstawiciel elektronicznej rozgrywki zagląda do głowy owych wędrowców, by pokazać jak przeskakiwanie z jednego punktu osi czasu na drugi mogłoby wpłynąć na psychikę człowieka.

Jednym z nich jest Steins;Gate.

Bohaterem gry jest Rintaro „Okarin” Okabe, podchodzący pod dwudziestkę student jednego z tokijskich uniwersytetów. Po jego zachowaniu trudno by się było jednak tego domyślić – Rintaro chodzi wszędzie w białym kitlu, śmieje się maniakalnie w losowych momentach i wygłasza kwieciste mowy w kierunku swojego (wyłączonego) telefonu komórkowego, udając, że rozmawia z innym członkiem ruchu próbującego uciec przed tajemniczą organizacją planującą przejąć kontrolę nad światem.

Na co dzień, prócz studiowania, Okarin przesiaduje głównie w swoim „laboratorium”. Ująłem to słowo w cudzysłowie, bo jest to określenie zdecydowanie na wyrost – wynalazki Okabe stworzone we współpracy z Daru, otyłym maniakiem komputerów i gier erotycznych, są równie funkcjonalne co płuca palacza z czterdziestoletnim stażem. Trio uzupełnia Mayuri, młodsza przyjaciółka protagonisty, sprawiająca wrażenie lekko niedorozwiniętej (przepraszam, Mayuri), a przynajmniej porządnie roztrzepanej. Nie mając pojęcia o technikaliach, dziewczyna zajmuje się głównie szyciem kostiumów cosplayowych i towarzyszeniem Okabe, który uważa ją za swojego zakładnika.

Po skleceniu kilku wyjątkowo niepotrzebnych światu utensyliów, takich jak „Bit Particle Cannon” (pilot do telewizora umieszczony wewnątrz zabawkowego pistoletu) czy „Would it be, ORA ORA!?!?” (wykrywacz kłamstw rzekomo działający na podstawie badania potu z kciuka przesłuchiwanego), ekipa wpada na ciekawy trop. Podczas eksperymentów z kuchenką mikrofalową Rintaro i Daru spostrzegają, że włożone do urządzenia banany, haniebnie podkradnięte Mayuri, zamieniają się w bliżej niezidentyfikowany żel. Co dziwniejsze, owoce niekoniecznie pozostają w sprzęcie AGD – niektóre z nich wracają do kiści pozostawionej na stole.

 

 

Kolejnym zaskoczeniem dla Okabe jest spotkanie podczas seminarium naukowego Kurisu Makise, studentki jednego z renomowanych amerykańskich uniwersytetów, przebywającej obecnie w rodzimym kraju. Nie byłoby w tym nic podejrzanego, gdyby nie to, że kilka godzin wcześniej Okabe… widział jej zwłoki leżące w kałuży krwi w ciemnym zaułku budynku uczelni. To właśnie niedługo potem, wysyłając SMS-a do Daru, Rintaro po raz pierwszy doświadcza uczucia oderwania od rzeczywistości, gdy nagle znajduje się samotny na gwarnej jeszcze przed momentem głównej ulicy Akihabary.

Kurisu, zaciekawiona eksperymentami Okabe, odnajduje jego pracownię i postanawia pomóc w wyjaśnieniu fenomenu żelbananów, jak ochrzcili zdeformowane owoce członkowie laboratorium. Z pomocą genialnej pani naukowiec zespół odkrywa, że jakimś cudem mikrofalówka z wyrwanymi drzwiami stała się swego rodzaju machiną czasu – za jej pomocą można wysyłać do przeszłości krótkie wiadomości tekstowe. Jeśli ich odbiorca zastosuje się do otrzymanych w SMS-ie wskazówek, przyszłość może się zmienić. Okabe nierozważnie pozwala wysłać swoim znajomym kilka D-Maili, które odnoszą spodziewany skutek. Wszystko zdaje się przebiegać po jego myśli… aż do tego dnia. Tego feralnego dnia.

Przepraszam za ten przydługi wstęp, ale był on konieczny. Poza tym, jeśli zdecydujecie się na zapoznanie się ze Steins;Gate, czy to w formie gry, czy anime (polecam tę pierwszą opcję, a czemu – o tym dalej), zostaniecie potraktowani podobnie. Tylko zamiast kilku minut czeka na Was kilka godzin czytania. Steins;Gate to bowiem powieść wizualna – interakcja ogranicza się tu właściwie do przewijania kolejnych ramek z tekstem i okazjonalnej interakcji ze smartfonem, za pomocą którego odbieramy i wysyłamy wiadomości tekstowe oraz nawiązujemy połączenia. Jeśli właśnie straciliście rezon, uspokajam – dla mnie to również pierwsza tego typu gra. Co prawda mam za sobą chociażby Ace Attorneya czy To The Moon, ale w tym pierwszym podczas rozpraw gracz całkiem często ma okazję do reakcji, a w tej drugiej pozycji możemy poruszać się postaciami. Jeśli jednak macie czasem w rękach takie zamknięte w okładce zadrukowane strony i nie boli was głowa od ich przeglądania, to nic wam nie grozi.

Wracając do głównego wątku tego tekstu – po kilku godzinach zapoznawania się z bohaterami pozycji następuje ten feralny dzień. Oczywiście nie zdradzę wam, co się wtedy stało. I tak mam wrażenie, że napisałem już zbyt wiele. Ten jeden wieczór powoduje jednak, że życie Okarina zmienia się o 180 stopni. Nie ma już miejsca na teatralne przemowy – Rintaro musi odrzucić swój wizerunek szalonego naukowca i zacząć działać. Musi dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.

 

 

Podróże w czasie okazują się być nie przygodą, a męką. Za każdym razem, gdy Okabe ląduje w przeszłości, jest wyizolowany – jak tu powiedzieć przyjaciołom, że właśnie przybyło się z nieodległej przyszłości i wie się, co stanie się w najbliższym czasie? A jakoś trzeba to zrobić, bo bez kooperacji z innymi członkami laboratorium Okarin nie jest w stanie zmienić niepożądanej kolei rzeczy.

Nawet gdy Rintaro udaje się przekonać innych, że faktycznie jest podróżnikiem w czasie, nie oznacza to automatycznie, iż jego problemy zostają rozwiązane. Okabe doznaje porażki za porażką, co odciska się na jego psychice. Dodatkowo by dopiąć celu musi działać egoistycznie, przedkładając swój cel nad szczęście przyjaciół.

Albo i nie – i tu na wierzch wypływa wspomniana przeze mnie wcześniej przewaga gry nad serialem animowanym. W kilku momentach możemy zaniechać dalszych prób, próbując ułożyć sobie życie w inny sposób. Wadą takiego rozwiązania jest sięgnięcie przez twórców do motywu znanego z typowych visual nowelek, tych, które stanowią prawdopodobnie większość gatunku – z jakiegoś powodu Okabe, choć do amanta mu daleko, a jego sposób bycia jest niezwykle irytujący, jest w stanie stworzyć romantyczną relację z niemal każdą z bliżej znanych mu niewiast. Cóż, trudno porzucić gatunkowy rodowód.

Gra posiada więc kilka zakończeń, przy czym każde prócz prawdziwego jest zupełnie niesatysfakcjonujące, co zachęca grającego do poszukiwania drogi do właściwej konkluzji opowieści. Szkoda tylko, że prawdopodobnie skończy się to wertowaniem Internetu, gdyż do sukcesu konieczne jest odpowiedzenie prawidłowo na kilka SMS-ów, czego domyślić się samemu właściwie nie sposób. Zdecydowanie warto jednak spróbować, gdyż „true ending” to satysfakcjonujące zwieńczenie cierpienia Okarina, a podczas jego czytania gra otoczyła mnie z każdej strony kucharzami krojącymi ogromne ilości cebuli.

 

 

Tak to właśnie jest z tym Steins;Gatem – pomimo dziesiątek opisów odwołujących się zarówno do prawdziwej nauki (o budowie mózgu dowiedziałem się tutaj więcej niż na lekcjach biologii, co nie świadczy najlepiej o moich nauczycielach tego przedmiotu), jak i tej zupełnie zmyślonej (czyta się to jak artykuły w stylu „30 argumentów za płaską Ziemią” – bzdurne to straszliwie, ale jednak ciekawe), jest to opowieść, która manipulowała moimi emocjami tak, jak Okabe manipuluje czasem. Nie jest to twarde science-fiction – naukowy bełkot, choć czasami zgodny z obecnym stanem wiedzy, jest tu raczej podłożem niż sednem historii. Ale to dobrze, bo dzięki temu jest to fabuła, z którą zapoznać może się właściwie każdy.

Także ten,

EL

PSY

KONGROO

PS. Być może w przeciągu kilku miesięcy nadejdzie być może najciekawsza okazja do zaznajomienia się ze Steins;Gatem. Właśnie potwierdzono, że jeszcze w tym roku na PC, PS4 i Switchu pojawi się przywołujące na myśl całkiem popularne w latach 90. gry FMV Steins;Gate Elite – zamiast statycznych teł gra będzie wyposażona w materiał stworzony na potrzeby anime, uzupełniony nowym, obejmującym wątki obecne do tej pory tylko w grze. A jeszcze w kwietniu w formie animacji zobaczymy Steins;Gate 0, sequel/spin-off, o którym mam nadzieję napisać niebawem kilka tysięcy znaków. 

Oryginalnie wpis ukazał się na moim blogu, na którym są też inne wpisy (i będą kolejne). Jeśli nie można się w taki sposób „promować na PPE”, to dajcie znać. 

Tagi:

Oceń notkę
+ +10 -

Oceń profil
+ +37 -
Elancheski
Ranking: 965 Poziom: 42
PD: 10225
REPUTACJA: 3845