Blog użytkownika Elancheski

Elancheski Elancheski 15.02.2018, 17:29
Monster Hunter World samotnie, czyli sposób na uzależnienie
1437V

Monster Hunter World samotnie, czyli sposób na uzależnienie

Nazywam się Krzysztof i byłem nałogowym monhunoholikiem.

Ponad 600 godzin w 4 Ultimate, ponad 200 w Generations. Śmieszne, straszne, godne podziwu, żenujące? Sam już nie wiem, oceńcie sami, jeśli chcecie. W tym czasie dałbym pewnie radę ukończyć wszystkie singlowe odsłony serii Final Fantasy, nauczyć się całkiem nieźle nowego języka albo wybiegać setki, a może nawet i tysiące kilometrów. Zamiast tego ślęczałem przed 3DS-em. Krótko mówiąc  – nałóg. Problemy pierwszego świata? Lepsze takie niż te trzeciego.

Gdy Capcom zapowiedział World, biłem się z myślami. Co jeśli znów, zamiast zaliczyć kilka świetnych pozycji dla jednego gracza, będę dziesięciokrotnie tłukł tego samego potwora, bo gra nie będzie dla mnie łaskawa, nie chcąc dać mi poszukiwanego przedmiotu? Po co to wszystko? Skąd pochodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Ostatecznie nie odwołałem zaklepanego miesiące temu zamówienia przedpremierowego i kupiłem grę. By nie spędzić w niej setek godzin, potraktowałem ją nieco inaczej niż poprzednie odsłony cyklu – jako grę typowo singlową.

MonHuny na 3DS-a da się przejść samemu (pod słowem przejść mam na myśli zrobienie, powiedzmy, wszystkiego), ale jest to niewdzięczne wyzwanie. Prócz zadań dla jednego gracza istnieje w nich bowiem cały szereg misji przeznaczonych dla kilku osób, w których to potwory mają multum punktów życia i zadają więcej obrażeń, co wydłuża potyczki z długich (20-30 minut) do bardzo długich, niebezpiecznie zbliżających się do godziny. Czyli do okolic limitu czasowego, którymi obarczone są praktycznie wszystkie zadania. Gdy walczysz godzinę lekcyjną (dawno zapomniana jednostka czasu) i przegrywasz tylko przez to, że zabrakło ci tych kilku minut do sukcesu, nietrudno o frustrację.

W World jest inaczej – tym razem Japończycy zdecydowali się połączyć tryb dla jednego i kilku graczy. Wchodząc do gry, tworzymy wieloosobowe lobby, co może sugerować konieczność stałego połączenia z siecią. Po wyłączeniu routera lub odłączeniu kabla od konsoli okazuje się jednak, że da się grać bez Internetu. Inny sposób to utworzenie prywatnego lobby, do którego nikt obcy nie będzie mógł się nam wtarabanić.

Poziom zadań, zarówno tych z kampanii, powiedzmy, fabularnej (w World Capcom postarał się o najefektowniejszą w serii przygodę dla jednego gracza, ale przy okazji najdurniejszą – wybijamy wszystko jak leci, bo poznajemy ekosystem. To ma sens, to ma sens…), jak i opcjonalnych, jest skalowalny – grając samemu, napotkamy nieco słabsze monstra niż podczas zabawy w dwie, trzy lub cztery osoby (ich liczba nie ma znaczenia – czy parka, czy kwartet, siła maszkary będzie taka sama). Nie znaczy to, że granie w pojedynkę jest łatwiejsze – uwaga potwora koncentruje się bowiem tylko na nas (i naszym kocim towarzyszu Koleżkocie, ale jeśli chcemy mieć trudniej, możemy zostawić go w bazie wypadowej). Gracz kontra dwudziestometrowa bestia, jeden na jednego, pojedynek – jest w tym pewien urok.

Koniecznych do wykonania w kampanii zadań jest tu mniej niż w poprzednikach – kilka zamiast nawet kilkunastu na każdy zobrazowany liczbą gwiazdek poziom trudności. W dodatku koncentrują się one na biciu wielkich potworów – misje w stylu „zbierz 10 grzybków” lub „wykradnij jaja z gniazda smoka Rathalosa i nie daj mu się zabić” (albo najpierw zabij jego, a potem kradnij jaja – tak też można), które męczyły na początku 4 Ultimate i Generations, zepchnięto do kategorii dodatkowych. Ich wykonanie nagrodzi nas chociażby nowymi składnikami w obozowej kantynie prowadzonej przez jednookiego napakowanego kota czy nowymi gadżetami do wykorzystania podczas polowań, więc warto je robić i część z nich wykonałem, ale absolutnie nie trzeba.

Znalezione obrazy dla zapytania monster hunter world

"Kończ to granie!" - mówiłby Vaal Hazak, gdyby umiał mówić

Po około 80 godzinach, ubiciu ostatniej maszkary i obejrzeniu napisów końcowych mogę więc powiedzieć pas. Co prawda pokazało mi się jeszcze jedno niby obowiązkowe zadanie, ale wyczytałem, że to tylko jedno z pojawiających się co jakiś wyzwań dla najodważniejszych. Nie jest to najbardziej obfity w zawartość MonHun, ale pod względem rozgrywki to prawdopodobnie najlepsza odsłona serii – sporo tu uprzyjemniających zabawę zmian – podobnie jeśli chodzi o grafikę. To właśnie w nią będę jednak grał najkrócej. Przy każdym włączeniu gra bystrze zauważa, że nie mam PS Plusa i nie doświadczę „pełni doświadczenia”, ale doświadczenie podpowiada mi, że tym razem już mi wystarczy.

PS. Tym razem też biłem jednego stwora dziesięć razy - konkretnie to tego tyranozaura ze zwiastunów, Anjanatha. I wiecie co? I tak mi nie wypadł ten przedmiot. 

Tagi: capcom Monster Hunter World

Oceń notkę
+ +22 -

Oceń profil
+ +39 -
Elancheski
Ranking: 982 Poziom: 41
PD: 10014
REPUTACJA: 3904