Backlog Wars (11): Co jest grane?

BLOG
277V
Backlog Wars (11): Co jest grane?
willie html | 04.12.2021, 21:47
Czyli pokrótce o tym w co pogrywałem w listopadzie.
(Battlefield 1, Tekken, Yomawari, 12 Minutes, Bravely Default, Control, Forza Horizon 5, It Takes Two, Watchdogs, Front Mission 3)

Front Mission 3(PlayStation)


Sam początek gry mnie zainteresował z racji tego że są to walki mechów (zwane tu Wanzer) w systemie turowym. Swego czasu BARDZO podobał mi się Final Fantasy Tactics tak więc możliwe że Front Mission 3 również zakręci się u mnie w nośniku na dłużej. 

 

 

Yomawari: Midnight Shadows(PlayStation Vita)


Jeśli kiedykolwiek za młodzika pragnęliście z kolegami wyjść na miasto po zmroku to możliwe że przytrafiła się Wam podobna przygoda jak bohaterkom z gry Yomawari: Midnight Shadows. Gdy jedną z dziewcząt czeka przeprowadzka, obie postanawiają spędzić ostatni wieczór oglądając fajerwerki z pobliskiego lasu. W drodze powrotnej koleżanka znika bez śladu, a my zaczynamy zdawać sobie sprawę że nie jesteśmy sami w tym śpiącym miasteczku po północy. 

 

 

Watchdogs(WiiU)


Gra której nikomu chyba nie trzeba przedstawiać bo na nowo zdefiniowała kłamstewka którymi się nas syci podczas targów E3. Tylko CDP ich Cyberpunk 2077 przebili pod tym względem Ubi. Brawo nasi! Trochę mi to zajęło ale w końcu odpaliłem wendettę Alana Pearce’a. Generalnie gra wygląda raczej szaro-buro ale mamy tu całkiem sporo samochodów czy też ludzi. Biorąc pod uwagę że to WiiU, to nie jest źle. Jest tu sporo opcji prowadzenia rozgrywki i na razie powoli wszystko rozgryzam głównie okradając ludzi niczym Robin Hood z oszczędności na kartach kredytowych.

 

 

It Takes Two(Xbox One)


Zacząłem grać razem z żoną i bardzo mi się spodobało że autorzy nie traktują tu kooperacji jako “zapchajdziury” tylko serwują nam bardzo kreatywne sposoby współpracy. Muszę się zorientować czy jest możliwość gry wspólnie online. Tematyka jest raczej skierowana do starszej widowni bo jak dotyczy problemów małżeńskich oraz wpływu jakie one mają na nasze pociechy.

 

 

Tekken(PlayStation)


Tekken 3 był u mnie religią, chlebem powszednim i zapewne gdyby na PS1 były pucharki to miałbym pewnie platynę. (Tiaaaaa! Tak se mów.) Dlatego też postawiłem zajrzeć do korzeni i przekonać jak to było za jedynki gdy na rynku pojawiła się pierwsza odsłona tej mordoklepki od Namco. Przyznaje się bez bicia i łamań Kinga, że dałem sobie spokój. Muzyka jest kiepska, zaś twarze postaci potrafią rozbawić. Animacje są spoko i czuć tu podwaliny systemu, który później ewoluował do formy jaką poznałem w T3. Co ciekawe to fakt że trójka i jedynka wyszły na ten sam system, ale widoczne są dość spore różnice i potrzeba było trochę czasu żeby wirtuozi z Namco okiełznali magię Szaraka.

 

 

Forza Horizon(Xbox One)


Świetna muzyka oraz malownicze meksykańskie miejscówki. Już samo intro robi bardzo pozytywne wrażenie rzucając nas (dosłownie) po Meksyku. Nie wiem dlaczego ludzie tak narzekają na muzykę. Mi jak na razie się podoba. Irytujące są loadingi konieczne po każdym wyścigu, ale to w końcu nie jest konsola nowej generacji, więc nie ma co się spinać. To mój pierwszy kontakt z jakąkolwiek grą spod szyldu Forzy.

 

 

Control(Xbox One)


Gra w której czujemy się jakbyśmy biegali po Archiwum X. Pełno dokumentów oraz oponentów którzy wyglądają jak pracownicy nad którymi kontrolę przejęło tajemnicze Hiss. Zarówno strzelanie jak i zabawa fizyką (bo nasza postać posługuje się mocami telekinezy) sprawiają dużo satysfakcji.

 

 

Bravely Default(Nintendo 3DS)


Gra którą rozpoczynam już po raz trzeci i mam nadzieję że ostatni. Mam japońską wersję więc niuanse fabularne zapewne mi umkną, ale muszę przyznać że gra się w miarę przyjemnie. Gram już ok. 2 godzin i natrafiłem na bossa który wymaga trochę więcej grindu żeby wzmocnić moją drużynę.

 

 

Battlefield 1(PlayStation 4)


​Oczekiwałem solidnej gry w temacie wojennym i muszę przyznać że po pierwszym “epizodzie” tak się właśnie zapowiada. Przejażdżka czołgiem Bessy jest bardzo fajnie zrealizowana i daje nam obraz bezsilności załogi podczas wojny. Duże wrażenie robią eksplozje oraz pył i piach wokół.

 

 

 

Twelve Minutes(Xbox One)


Od pierwszych zapowiedzi czekałem z otwartą paszczą na omawiane tutaj 12 minut. Była to ciekawa koncepcja gdzie wracamy z pracy do domu do żony i naszego małego mieszkanka i wpadamy w pętle czasu. Ci z nas którzy mieli okazje oglądania Billa Murraya w Dniu Świstaka zapewne wiedzą co mam na myśli. Chodzi o to że nasz bohater będąc uwięziony w takiej pętli przeżywa te same wydarzenia wielokrotnie. W przypadku Murraya był to cały dzień. W grze 12 Minutes jest to tytułowe 12 minut. ​

​Gra utrzymana jest w konwencji thrillera. Bo gdy sielsko rozmawiamy sobie z żoną do drzwi zaczyna dobijać się policjant. I tu od naszych decyzji zależy jak potoczą się  dalsze wydarzenia. Z tymże mamy tylko 12 minut zanim gra nas ponownie porzuci na wycieraczce naszego mieszkania. Możemy też sami zresetować pętle, między innymi jak dostaniemy z liścia. Co jak co ale filmowości tej grze nie można odmówić. Świetnie nagrane dialogi podbijają wiarygodność wydarzeń oraz epatują emocjami. Jeśli chodzi o gameplay to niczym w przygodówkach point and click mamy możliwość interakcji z przedmiotami oraz korzystania z podniesionych przedmiotów. Dzięki temu zdobywamy nowe informacje oraz odblokowujemy nowe kwestie dialogowe, z których możemy korzystać w kolejnej pętli. W pewnym sensie mamy taką małą piaskownicę gdzie staramy się eksperymentować co by było gdyby. 

I tu na światło dzienne wychodzi główna bolączka 12 Minutes. 
Pierwsze Primo: Otóż każdą pętle musimy rozgrywać od początku. Udało ci się zdobyć jakieś kluczowe informacje? Zatem musisz sprowokować taki bieg wydarzeń żeby z tych informacji skorzystać. Przykładowo udało mi doprowadzić mojego oponenta do utraty przytomności lecz skończył minusie czas i wielokrotnie próbowałem nieskutecznie sprowokować ten sam bieg wydarzeń. No właśnie. 
Drugie primo: Gra wydaje się być momentami niekonsekwentna. Gdy posiadamy niezbędne informacje i nie możemy z nich skorzystać albo kiedy naszym pytaniem doprowadzimy do furii, ale na następne pytanie odpowiada jak gdyby nigdy nic z miłością w głosie. 
Trzecie primo: Tak naprawdę to nie wiemy co jest naszym celem i co zrobić żeby do niego dotrzeć. Błądzimy macając te same przedmioty, odwiedzając w kółko te same trzy pomieszczenia. To co w dniu świstaka było rozwiązane w ciekawy sposób skracając te powtarzające wątki i skupiając się na tym jak aktor radził sobie w tych samych sytuacjach w nowy sposób. Tak w 12 minutach stajemy po drugiej stronie zwierciadła i poznajemy ten ciekawy koncept z mniej ciekawej pierwszoosobowej perspektywy. 

Mój entuzjazm gasł z każda spędzoną godziną i w końcu dałem sobie spokój. 

 

KAWAŁEK  MIESIĄCA  TO  U  MNIE:

DPR LIVE w utworze "Jasmine"

5

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych