SKLEP

Blog użytkownika Moonloop

Moonloop Moonloop 17.04.2018, 09:38
Kiedy jest już za późno?
1278V

Kiedy jest już za późno?

Od dłuższego czasu obserwuję zjawisko, które jest wszystkim dobrze znane, ale wciąż zmusza do zastanowienia się. Kilka dni temu, ostrzeżono mnie żebym tak się nie cieszył z remasterów „Shenmue”, bo to gra kompletnie już dziś niegrywalna, ale za tamtych czasów, to było niebo. Jak to jest z tym terminem przydatności gier? Jak długo mogą „leżeć” zanim zmienią się w cyfrowy zbuk? Czy w ogóle zależy to od samych gier, czy od graczy?

Do napisania tego tekstu popchnęło mnie wiele przemyśleń i obserwacji z ostatnich kilku lat, ale zwłaszcza moja własna reakcja na remastera „Skyrima”, którego kupiłem sobie ostatnio w promocji na PSS, żeby przypomnieć (nie tak znowu stare) czasy, w których mocno ten tytuł ogrywałem na PC. Kiedy tylko zaczął się gameplay, pomyślałem sobie „Jeeezu, jak ta gra się zestarzała!”. Nie chodzi mi tylko o stronę graficzną, ale też sztywne sterowanie, dziwne „jazdy” z kamerą i kilka innych drobiazgów, które jeszcze w 2013 roku nie były dla mnie żadnym problemem. Pewnie, 5 lat to kupa czasu w tej branży, ale pamiętam jakie to wszystko było dla mnie wtedy świeże, nowoczesne i przełomowe. Półtora roku temu, szczęka mi opadała podczas gry w „Uncharted 4”, a już czuję, że za dwa, trzy lata, ta gra nie będzie robiła kompletnie żadnego wrażenia. Wiem, że piszę tu o rzeczach oczywistych, ale zadziwia mnie czasami ten pęd z jakim pewne rzeczy w tym środowisku się starzeją. Możliwe, że z wiekiem odczuwa się to coraz bardziej.

To zjawisko jest pełne zależności. Wydaje mi się, że starsi gracze, którzy byli świadkami niejednej rewolucji w branży, są nieco bardziej elastyczni. Łatwiej nam zaakceptować pewne archaizmy w grach, łatwiej dostosować swoje oczekiwania względem pewnych produkcji, bo znamy związane z nimi konteksty, graliśmy w gry wydane w tym samym czasie, itd.

Oczywiście, inną kategorią tutaj są gry, w które już graliśmy te naście lat temu. Łatwo jest mówić o ponadczasowości tytułów takich jak np. "GTA San Andreas", "Metal Gear Solid", czy wspomnianego "Shenmue", jeśli grało się w nie kiedy były nowe i świeże. Do dziś nam się takie wydają, również dlatego, że nasze mózgi i nostalgia trochę nas oszukują. Czy gracz, który zaczął przygodę z GTA od "GTA V", będzie w stanie w pełni docenić "San Andreas", które uważane jest przez wielu za najlepszą część serii? Czy można go winić jeśli się od tej produkcji odbije?

Rozwój nas rozleniwia. Czasami staramy się sięgnąć po starszy tytuł, którego jeszcze nie ogrywaliśmy, a o którym wiele napisano i powiedziano dobrego. Ostatecznie, kończymy zabawę po kilkudziesięciu minutach, z dużymi wyrzutami sumienia, że nie potrafimy się przemóc i przymknąć oka na archaizmy, koszmarne sterowanie, czy grafikę skonstruowaną z wielkich poligonów.




Pamiętam pierwsze partie w "Resident Evil" w latach 90-tych - jaka ta gra była miodna, fascynująca i straszna. Zastanawiam się, jak wygląda dzisiaj pierwsze starcie młodszych graczy z tą częścią. Z tym sztywnym ustawieniem kamery, sterowaniem (które jest chyba tutaj najstraszniejszym elementem), czy z absolutnie tragicznym, rozśmieszającym dubbingiem. Jak to jest, że nam to kiedyś nie przeszkadzało? Parafrazując znane przysłowie – czego gracz nie doznał, tego sercu nie żal.

Wtedy trudno było sobie wyobrazić, że może być to lepiej rozwiązane. Podobnie jest teraz. W takie „Uncharted 4” gra się świetnie, jak to ktoś kiedyś w szmatławcu określił – przez tę grę się płynie.
Możliwe, że za 10 lat, będziemy kręcić z ubolewaniem głową kiedy ktoś podniesie temat sterowania postacią w Uncharted. Teraz trudno to sobie wyobrazić, ale tak samo było 10 i 20 lat temu. Jako gracze, rozwijamy się razem z branżą. Zmieniają się nasze upodobania, jesteśmy karmieni coraz lepszą technologią i robimy się wymagający. Nasz poziom akceptacji dla zardzewiałych mechanizmów maleje z każdą grą i każdą generacją konsol.

Narzekamy na remake’i niektórych gier, ale dla wielu z nich to jedyny ratunek przed zapomnieniem. Sukces nowego/starego Crasha pokazuje, że w tych grach nadal tkwi niesamowity potencjał. Trzeba tylko dostosować je do obecnych standardów.

Jestem z tego pokolenia, któremu zdecydowanie łatwiej jest sięgać po starsze, nietknięte do tej pory produkcje. Grafika mnie nie odstrasza, potrafię zaakceptować toporne sterowanie, amatorską realizację (te dubbingi!) i nie dostaję napadu paniki, jeśli gra nie posiada systemu trofeów. Wiem, że to nie tylko kwestia wieku, co pokazał swoim blogiem, młodszy ode mnie o ponad dekadę, drPain, który gra offline i uwielbia wracać do starszych konsol i gier. Wszystko zależy od indywidualnych preferencji gracza i jego własnych doświadczeń. Tu nie ma schematu, nie ma reguł. Opisywanemu przeze mnie zjawisku nie da się przeciwdziałać, nie da się gier zabezpieczyć przed upływem czasu.

Czy istnieje moment, w którym jest już dla nas za późno na zagranie w konkretną grę? Czy można na zawsze przegapić czas, w którym doświadczenie płynące z zabawy danym tytułem, było pełne i satysfakcjonujące? Wygląda na to, że tak.

Było kilka gier, od których się boleśnie odbiłem, zwłaszcza bardzo starych tytułów z lat 80-tych, ale też nowszych, jak np. niektóre części serii "Might & Magic" (oczywiście nie mam na myśli Heroesów). czy pierwszy "Hitman", za którego zabrałem się z duuuużym opóźnieniem. Dwa lata temu, po raz pierwszy zagrałem w Zeldę "Wind Waker" i przyznam, że trochę mnie to zmęczyło (a Ocarina/Majora do dziś mnie nie męczy, taka ironia). Taki "Thief 2" zalągł się w mojej pamięć w bardzo wyolbrzymiony sposób, jako totalny open world. Kiedy dla odświeżenia przeszedłem tę grę dwa lata temu, okazało się, że te fragmenty wcale nie był takie open. Raptem ze dwa okienka przez, które można było wejść, po jednym pokoju, trochę lootu. W tamtych czasach, na długo przed "Skyrimem", "Wiedźminem 3", czy "Falloutem 4,' to był na prawdę wielki świat. Nadal uważam, że to jedna z najlepszych gier, które powstały w tamtym czasie, ale sporo się w niej zestarzało i bardziej niż pamiętałem.

                                                   

Z drugiej strony, są też tytuły pokryte pajęczyną, które są dla mnie tak samo przyjemne, jak te dekady temu.

Znacie mnie na PPE, jako fanatyka „Mortal Kombat”. Moją ulubioną częścią serii jest jedynka. Uważam, że nadal jest nieziemsko grywalna, ale dawno temu odpuściłem sobie przekonywanie innych, że tak jest. Ludzie, którzy zaczynali od dziewiątki lub X-a, traktują oryginalną trylogię, jako fajny materiał poznawczy, ale jednocześnie, jako gry, przy których nie da się wysiedzieć dłużej niż kilka minut. Na YT jest godzinny film gościa, który krytykuje Mortale w 2D i ostatnie dwa, ale klęka przed tymi z czasów PS2 (które spora część fanów ma w poważaniu). Każde pokolenie ma swojego Mortala, i to się tyczy całych generacji konsol.

To okrutne, że wspaniałe tytuły, które swego czasu dostawały 10/10 w recenzjach, są obecnie dla wielu osób reliktem przeszłości, który nie przetrwał próby czasu i którego zjadła pędząca ewolucja przemysłu. Reliktem, którego data ważności minęła i w zależności od konsumenta, jednemu zasmakuje, a drugiego brzuch rozboli.

To trudny temat, bo z jednej strony to są rzeczy oczywiste i naturalne. Z drugiej strony, ten proces nie podlega żadnym żelaznym zasadom, bo są gracze, którzy tego nie odczują, a są też tacy, którzy się z tego powodu męczą.

Nadal żyjemy w ciekawych czasach kiedy pewne zjawiska pojawiają się pierwszy raz. Tak jak z degradacją starych cd-r’ów i konsol. Branża nadal jest stosunkowo młoda (pomyślcie, co będzie za sto lat?) i z pewnymi rzeczami trudno będzie się oswoić jeszcze przez długi czas.

Jak bardzo może nas zaskoczyć kolejna generacja konsol, ale tak żebyśmy to zobaczyli gołym okiem, a nie musieli sprawdzać specyfikacje techniczne i kupować telewizor 4K? Ja nie mam pojęcia, trochę nie mieści mi się to w głowie. Być może za parę lat napiszę drugą część tego bloga i nadal nie będę w stanie odpowiedzieć sobie na pewne pytania.

Ten tekst, to taka gawęda i jednocześnie zaproszenie do dyskusji w komentarzach. Zadaję tu mętne pytania, stawiam mętne tezy i wychodzi z tego bardziej smutna zaduma nad rzeczywistością, niż temat zaorany od A do Z.

Ale takie jest życie!

Tagi:

Oceń notkę
+ +33 -

Oceń profil
+ +56 -
Moonloop
Ranking: 1138 Poziom: 38
PD: 8033
REPUTACJA: 3495
Miesięcznik PSX Extreme