SKLEP

Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 02.08.2018, 22:58
God of War – W końcu dotarliśmy chłopcze...
277V

God of War – W końcu dotarliśmy chłopcze...

Nie ukrywam, że przygoda z nowym GoW'em naprawdę mi się przedłużała. To nie miałem czasu, to sam szukałem sobie wymówek. Bałem się, że wsiąknę totalnie i tak w końcu się stało

God of War'a kupiłem na premierę. Byłem tego pewny, wiedziałem(albo chciałem wiedzieć), że to będzie hit. Niestety praca, brak siły i wybranie wysokiego poziomu trudności(w grze nazwanym bodaj 'wymagającym') sprawiły, że moja podróż ciągnęła się jak krew z nosa. Dwie godzinki dziennie, maks 3 i gra czekała do dnia następnego. Poziom trudności był wyśrubowany, albo jak mi się wydawało po prostu ssałem pałkę. Bo mechanika gry była inna, bo inaczej ustawili kamerę bo to nie był mój GoW i tak to sobie tłumaczyłem. Prawda okazała się jednak inna, ale o tym za chwilę.

Generalnie moja wersja posiadała steelboka, mały artbook i dodatkowe dwa przedmioty w grze, które przede wszystkim różniły się wyglądem początkowego oręża, aniżeli ułatwienie gry. No na początek to jest piękne! Gra mnie urzekła, wygląda dobrze i przede wszystkim nordycki klimat. Tak wdychałem go garściami wymęczony już poprzednią tematyką gry. Gra potrzebowała zmiany i ta nastąpiła. Bardzo dobrze! Kratos to dalej Kratos, no ale oczywiście przez lata musiał się zmienić. Po tym wszystkim co przeżył musiał się zmienić i nie dziwią również zmiany w wyglądzie. Dodatkowo świetna oprawa dźwiękowa. To wszystko się uzupełnia, także głosy bohaterów. I moim zdaniem polska oprawa dźwiękowa także stoi na bardzo wysokim poziomie i ani razu nie miałem wrażenia, że źle dobrano aktora głosowego, albo że jakiś głos jest drażniący i świdruje w mojej upojonej urlopem czaszce. Dla mnie to jest majstersztyk rzemieślniczy i pokazuje prawdziwą siłę gier ekskluzywnych, które przystosowane są do jednego sprzętu i korzystają z jego możliwości. Nie trzeba iść na ustępstwa, nie trzeba szukać łatwiejszych rozwiązań i przystosowywać gry do różnych platform. Właśnie dla takich gier kupiłem sobie PS4.

Jak widzicie jestem uraczony grą, na premierę przez tydzień grałem dzień w dzień. Gra była piekielnie trudna, non stop powtarzałem nawet najprostsze walki. Włączyłem sobie wyższy poziom trudności bo mimo wszystko jestem dość doświadczonym graczem slasherowym, a GoW'a znam od pierwszej części. Sądziłem, że sobie poradzę. No i szło. Jak krew z nosa, ale szło każda walka okazywała się wyzwaniem, ale satysfakcjonującym, wręcz niemożliwym do przejścia. Boże dwa ataki i padam. Gorzej było gdy padałeś od jednego strzała i nie miałeś żadnej możliwości popełnienia błędu. Natomiast na przeszkodzie stała kamera. Gra miała stawiać na bardziej intymne walki(że to tak niezgrabnie nazwę). Mniej przeciwników, silniejsi, bardziej wymagający – nie jak w poprzednich częściach masa mięsa armatniego. Natomiast bardzo szybko odkryłem, że walki mają coraz większą skalę. Oczywiście nie jak w poprzedniczkach, gdzie bez problemu walczyliśmy naraz z dwudziestoma przeciwnikami. Jednak koło dziesięciu w tej części tworzyło już chaos. Dlaczego? Jak wspominałem kamera, umiejscowiona nad ramieniem Kratosa. Przez co ciężko panować nad dużą grupą przeciwników. Oczywiście oni przemyśleli wszystko i wokół spartiaty pojawiały się strzałki, które pokazywały z której strony atakuje przeciwnik. Kolor strzałki oznaczał jak blisko znajduje się atak przeciwnika. I teoretycznie to wystarczy, natomiast tego typu znaczniku rozróżniały tylko i wyłącznie rodzaj ataku – wręcz czy dystansowy. Nie widzimy jednak jak ten atak jest wyprowadzany, czy w pionie, czy w poziomie jaki ma zasięg itp. itd., a widok na to nie pozwalał. Co gorsze ciężko było wykonywać uniki, bo nie widzieliśmy gdzie dokładnie stoją przeciwnicy. Więc nie raz uskakiwaliśmy prosto w objęcia przeciwnika. Niezwykle mnie to irytowało, ale dało się przyzwyczaić do pewnego stopnia. No, ale jakoś szło i nastąpiła długa przerwa z grą. Do wczoraj w końcu usiadłem pod koniec urlopu. No i od wczoraj gram i dziś skończyłem produkcję.

Niestety przegrałem, bo na ostatnie 2 godziny gry musiałem zmniejszyć poziom trudności do normalnego(zrównoważonego), bo niestety walka z dwoma mrocznymi elfami przerosła mnie konkretnie. Nie dość, że mało życia to jeszcze możliwość oślepiania gracza. O ile nie byłoby to takie złe, gdyby atak był dobrze oznaczony, ale niestety elf mógł w dowolnym momencie odlecieć w górę i pozostawić przed sobą bombę właśnie przyciemniającą ekran. Problem gdy zrobił to w trakcie serii, którą ciężko przerwać, a serie nie ogłuszały przeciwników. No i zdecydowałem się na frajerski ruch i nagle gra się zmieniła. Z bardzo trudnej gry w bardzo łatwą. Okazało się, że opanowane przeze mnie techniki były na dobrym poziomie. Wraz z nieco większym marginesem błędu mogłem spokojnie grać, a co ważniejsze przeciwnicy mieli chyba o połowę życia mniej. No i to się nazywa dobre wyważenie poziomu trudności. Nie spodziewałem się, aż takiej zmiany w trudności gry. Na ostatnie dwie godziny nie wróciłem do wysokiego poziomu trudności. No i jest to bardzo duży minus gry. Brak zbalansowania. Gra powinna zawsze stawiać wyzwanie, ale przeskok w poziomie trudności był po prostu niesamowity. I generalnie gdyby nie zestawienie dwóch przeciwników mogących zaciemnić ekran grałbym na wysokim poziomie trudności. Natomiast zestaw tych umiejętności wrogów, małe pole widzenia kamerą okazało się dla mnie rzeczą nie do przejścia. Szkoda, ale pewnie są mistrzowie którzy i ten moment przeszli bez problemu.

I to jest moment w którym chciałbym mocno spojrzeć na rozgrywkę. To, że ulegnie zmianie było wiadomym od początku. To że nie uzyskam masakry jak w poprzedniczkach wiedziałem. Natomiast nie zdawałem sobie sprawy jak w takiej grze może zaważyć na odczuciach usadowienie kamery. Zmniejszenie pola widzenia dla mnie okazało się koszmarem. Momentami nie wiedziałem co się dzieje wokół mnie, a w takich grach jest to szalenie istotne! Takie gry zawsze stawiają na wysokim poziomie umiejętności kontrolowania sytuacji i pozycjonowanie nas na polu walki. Jednak jak pozycjonować się, gdy nie wiesz do końca gdzie są wrogowie, albo gdzie się pojawią. No, a potrafią dosłownie wyłonić się z ziemi. Dodatkowo nasz grek mocno się postarzał, jest ociężały i porusza się bardzo topornie. Oczywiście ja rozumiem, walka toporem różni się znacznie od walki dwoma ostrzami na łańcuchach. No, ale dlaczego Kratos nagle porusza się tak powoli? Dlaczego tak niezgrabnie unika? Jest mniej responsywny? Być może to właśnie odczucie wywołanie kamerą? Ciężko stwierdzić, gra spowolniła, ale dalej próbuje być krwistym slasherem. Zrezygnowano z gamy ruchów, zmieniono broń, ale nie zrezygnowano z przeciwników, a przynajmniej z większości z nich. Ostrza chaosu, a raczej Ateny wracają w połowie gry. No i znów zdziwienie, bo bohater macha nimi tak samo jak wcześniej, a przy tym dalej powolnie porusza się po mapie. To było dla mnie bardzo dziwne. No, ale przyzwyczaiłem się do tego po iluś godzinach gry. Niesmak jednak pozostał.

Do gry wprowadzono również po raz pierwszy tak rozbudowany system rozwoju. I na początku rzeczywiście robi wrażenie. Myślisz sobie rzeczywiście każdy Kratos będzie inny, ale szybko odkrywamy, że większość wartościowych zdolności będzie wykupywanych bardzo szybko. No i korzysta się z niewielu zdolności. Być może to tylko moje wrażenie, ale szybko wiedziałem co chcę kupić. W połowie gry tak naprawdę wykupowałem praktycznie wszystko, tak żeby było bo dlaczego mam nie chcieć? No i generalnie dobrze, że się pojawił i jest to element do udoskonalenia. No, ale właściwie można by było rozwijać to wszystko jak w klasycznych częściach i też byłoby bardzo okej. Ponadto mimo wszystko dodatkową broń dostajesz dość późno w momencie w którym będzie Cię stać na rozwijanie wszystkich dostępnych zdolności dla nowej broni. Plus jest taki, że dalej używa się obu bo każda ma swoje atuty i minusy, a wbrew pozorom GoW nie jest z tego znany.

To co jednak istotniejsze to system ekwipunku i tworzenia go. Tutaj ta część świeci. To co zdobywamy, oraz tworzymy ma swoje właściwości, a także daje się ulepszyć. To nie wszystko! Bo im lepsza broń tym więcej miejsc na zaklęcia – nazywajmy je po prostu runami dobrze? Te wprowadzają modyfikacje do statystyk, ale także dodatkowe zdolności. Gracze berserkerzy chętnie przyjmą runę mającą szansę na zwiększenie obrony podczas otrzymywania obrażeń, inni z refleksem ninjy chętnie przygarną runę która daje bonus przy kontrach. Takich przypadków można mnożyć i dodawać. Fani lewiatana dostaną bonusy do ataków zamrażających, fani ostrzy Ateny bonusy do obrażeń ognistych. Dodatkowo nasz oręż możemy modyfikować. Bo przecież do dyspozycji dostajemy tylko dwie bronie i nie znajdujemy innych. Natomiast nasi zaprzyjaźnieni krasnoludy chętnie pomogą nam ją modyfikować. Trzon topora, uchwyty ostrzy i przede wszystkim dodatkowe zaklęcia. Każda z broni ma miejsce na dwa specjalne ataki – szybki i potężny. Te są różne. Jeden stworzy falę energetyczną odrzucającą wrogów, inny wykona silną serię ciosów w przeciwników. Te czary/ataki można ulepszać za pomocą zdobywanego doświadczenia. Wymieniane uchwyty także dodają właściwości naszej broni. Jedne będą tylko zwiększać jej statystyki, inne dodadzą pewne dodatkowe właściwości dla oręża. Dla naszego syna Arteusa także możemy wykuć zbroję z różnymi właściwościami, oraz ulepszać jego wierny łuk 'Szpon'. Arteus także posiada możliwość korzystania z czarów przywoływania, te także możemy ulepszać i korzystać podczas walki. Tutaj ta część naprawdę świeci i wydaje mi się, że dzięki temu systemowi rzeczywiście każdy tworzy własnego Kratosa.

Skoro napomknąłem o Arteusie – synu naszego protagonisty to chciałbym także mu poświęcić chwilę. Wielu bało się, że gra stanie się długą misją eskortową. Od razu mówię – nie jest. Nasz syn bierze aktywny udział w walce. Za pomocą kwadratu możemy nakazać mu wystrzelić z łuku, oraz przytrzymując wspomniany klawisz użyć zaklęcia przywołania. To wiąże się z ciekawą mechaniką, bo strzał w podbitego przeciwnika podbija go w powietrzu pozwalając kontynuować kombosy. Przeciwnicy z tarczami jeżeli Arteus jest za nimi mogą być dzięki niemu odsłonięci na nasze ataki. Oczywiście on sam może być powalony podczas walki i wyłączony na kilka chwil, a także z czasem walczyć nawet prymitywnie wręcz z przeciwnikami. Do jego dyspozycji przez całą grę zyskamy dostęp do dwóch rodzajów strzał, które także mają swoje bojowe właściwości. Dodatkowo, jeżeli zostaniemy powaleni Arteus może nas ożywić jeżeli posiadamy specjalny kamień wskrzeszeń. Na raz możemy posiadać tylko jeden przy sobie, więc pomysł z obłożeniem się nimi nie wchodzi w grę. Kamienie można kupić jedynie u kupców, którzy są w niewielu miejscach. Tak więc często będziemy biegać bez niego i kończyć konkretny loch, a te na początku wcale takie tanie nie są. Warto o tym pamiętać. Mam nadzieję, że pomimo chaotyczności tekstu macie obraz jak wygląda rozgrywka, a szczególnie walka.

Jednak nie mniej ważne są także łamigłówki. Jest ich sporo są to zagadki terenowe. Od tych, które znamy gdzie wystarczy przesunąć głaz, dzięki któremu przemieścimy się wyżej, przełączyć dźwignię która odblokuje jakąś drogę. W grze istotnym staną się nasze bronie przy rozwiązywaniu zagadek. Każda z broni ma swoje właściwości, także wspomniane strzały są wykorzystywane podczas rozwiązywania zagadek. Lewiatan(topór) może zamrozić niektóre elementy jeżeli go w nie wbijemy, ostrza pozwolą przenosić specjalną energię. Lodowe strzały uaktywnią specjalne kryształy, a elektryczne pozwolą odpowiednią ciecz wysadzić. Co jest bardzo ciekawe i daje duże poczucie progresu. W końcu to co zdobyliśmy będzie wykorzystywany przy eksploracji. No i to zachęca nas do ponownego odwiedzania starych lokacji, bo dostaniemy się kawałek dalej. To naprawdę wspaniałe uczucie!

Jeżeli chodzi o samą fabułę, ta część to wyprawa. Kratosa spotykamy ponownie podczas pogrzebu jego nowej małżonki. Ta poprosiła by on i ich syn Arteus wyruszyli na najwyższą górę, by rozsypać jej prochy. Arteus posiada bardzo dużą wiedzę na temat krainy i jej wierzeń, a sama wędrówka ma zawęzić ich relacje. Tę smutną chwilę przerywa nieznajomy, który zdaje się wiedzieć kim jest Duch Sparty, dowiadujemy się również, że nasz syn nie zna swojego dziedzictwa. Podróż bardzo szybko pokazuje, że nie będzie zbyt łatwa. Szybko okazuje się, że będziemy musieli przemieścić się przez kilka światów, by dotrzeć do celu naszej podróży i oddać cześć małżonki naszego bohatera. Na naszej drodze spotykamy także dwóch braci krasnoludów Sindriego i Broka, skłóconych twórców topora który dzierży Kratos, a wcześniej należał do naszej małżonki. Również poznamy tajemniczą wiedźmę, która nauczy nas jak przemierzać między krainami, a także opatrzy nasze rany. I tutaj niestety muszę zakończyć opis fabuły, by nie zacząć spoilerować(chociaż i tak podejrzewam, że większość z was już grę ukończyła).

Czas to wszystko podsumować. Generalnie zgodzę się z stwierdzeniem, że God of War to gra genialna. Wygląda świetnie! Gra się w nią bardzo dobrze. No, ale nie jest idealna i jestem daleki od takiego stwierdzenia. Ma swoje problemy, szczególnie gameplay'owe, przynajmniej w moim odczuciu. Natomiast gra przeszła zmiany, których potrzebowała. Jest otwarty świat, który kocha wielu z was. Jest on zrobiony dobrze, nie jest przeciągnięty niepotrzebnie. Każda lokacja coś w sobie ukrywa i warto ją odwiedzić. To coś niesamowitego, gdy ja wracam do odwiedzonych lokacji i tutaj to właśnie nastąpiło. Widoki są piękne, oraz zróżnicowane. Odwiedzimy znane z mitologii krainy i różnią się one bardzo, także przeciwnikami. To oczywiście ważne, bo nie czujemy znużenia grą i lokacjami. Fajne są także smaczki dla fanów. Każdy kto grał w poprzednie części zauważy znane ruchy Kratosa. I o ile nie dziwią ruchy ostrzami Ateny no bo przecież Kratos dzierżył je wiele lat, a technika walki czymś takim jest dość specyficzna. Natomiast część przeciwników można po ogłuszeniu wykończyć. Co fajne zauważymy wiele chwytów z poprzednich części. Przeciwnicy także tworzeni na podobnych schematach co kiedyś, oczywiście nie wszyscy, bo pojawiło się sporo nowych rodzajów przeciwników. Historia ciekawi, rzuca nowe światło na znanego mi i wielu bohatera, ale także pozwoli na cieszenie się, jeżeli nie znamy absolutnie fabuły poprzedniczek. Fani zostaną uraczeni smaczkami, które wychwycą tylko oni. Dla mnie to gra, którą powinien mieć każdy posiadacz PS4, który uważa że interesuje się grami. Seria legenda dla fanów Sony, gra która podąża za aktualnymi trendami i rozwija je, gdzie nie czujemy wtórności i gdzie możemy się bawić. Dla mnie to niesamowita przygoda. Wiedziałem, że zostanę przez nią wciągnięty i może dlatego tak ją odstawiałem na później. A wy co sądzicie o tej części?

 

Dla tych którzy przeszli już grę i chcą poczytać więcej o moich przemyśleniach na temat fabuły. Tak więc! UWAGA SPOILER ALLERT!!!!! Run for your lives!

Podróż okazuje się dużo dalsza niż sądziliśmy, jak wspominałem. Okazuje się bowiem, że wiedźma która nam pomaga to bogini Freja, doskonale wiem kim jest Kratos i nie pochwala tego, że ukrywa prawdę o dziedzictwie dziecka. Gdy wspinamy się na górę, którą widzieliśmy na początku gry spotykamy dwóch synów Thora, obserwujemy ich z ukrycia. Magni i Modi. Dowiedzieli się, że będzie to cel naszej podróży i próbują wyciągnąć informacje od Mimira – mędrca uwięzionego przez Odyna. Po rozmowie oddalają się od niego, a my wspinamy się i zaczynamy rozmowę. No i tutaj zaczyna się jazda, okazuje się że największa góra w 9 krainach(odsyłam do mitologii nordyckiej) jest góra w krainie Jotunheim, krainie gigantów. Sam Mimir proponuje swoją pomoc, jednak jedynym sposobem jest odcięcie mu głowy i ożywienie jej za pomocą prastarej magii. Więc ciach, lecimy do Freji i ożywiamy nasz łepek. Swoją drogą Kratos ma chyba jakiś fetysz z tymi głowami, jak nie gorgona, to bóg słońca, jak nie on to jakiś stary dziad, no ale tylko mówię... Okazuje się, że podróż do krainy gigantów będzie ściśle powiązana z Tyrem i jego świątynią, do której zresztą się udamy. W międzyczasie ubijemy Magniego i Modiego, a właściwie tylko Magniego, bo Modi się ulotni. Nasz syn zachoruje po walce, musimy go uleczyć i w końcu Kratos podejmuje decyzję o powiedzeniu prawdy Arteusowi. Ten gdy dowiaduje się prawdy staje się bardzo butny, podczas walki nie słucha naszych komend(nie reaguje na rozkaz wystrzału), co Kratos cały czas komentuje. Arteus samodzielnie podejmuje decyzje o zabiciu Modiego. Po czasie chłopiec zauważa co robił i zaczyna się tego wstydzić. Nieznajomy, który nas zaatakował na początku okazuje się być Baldurem synem Frei. I to właśnie on jest ostatecznym przeciwnikiem tej produkcji. Po kilku perypetiach w końcu ścieramy się z Baldurem, znajdujemy jego słabość. Freja próbuje nas powstrzymać, jednak jej syn chce ją zabić. Gdy w końcu obezwładniony oponent jest duszony przez Kratosa, Freja prosi o by ten wypuścił jej syna. Po namowach Arteusa, Kratos przystaje na prośbę. Jednak Baldur od razu skacze do gardła Freji, co przelewa szalę goryczy. Kratos skręca jego kark, a Freja poprzysięga zemstę. A my udajemy się do Jotunheim. Gdzie dowiadujemy się, że cała ta podróż została przewidziana. Nasza żona była gigantem, a tym samym nasz syn Arteus jest pół bogiem gół gigantem, a nazywać się miał Loki. Sam Kratos na ścianie widzi także swoją śmierć(prawdopodobnie – to moje domysły). Nasi bohaterowie wracają i dowiadują się o największej zimie, która zapowiada Ragnarok w przyszłości. To tyle!

Co ważne gra pięknie pokazuje budowanie relacji między Arteusem i Kratosem. Dopiero pod koniec gry spartiata nazywa swoją latorośl synem. Oboje zaczynają rozumieć swoje czyny i błędy. My sami rozumiemy, że początkowa postawa Ducha Sparty była w jego uczuciu pokazem miłości i ochroną syna przed jego przeszłością i jego błędami. Kratos wstydzi się tego co kiedyś zrobił, mordu na ojcu, na swojej starej rodzinie, cały czas pamięta jak ich mordował(Kaliope!!!! Pamiętamy!). Kratos także rozumie rozgoryczenie i nienawiść Freji wobec niego, pomimo że chciał ją tylko chronić. Zmiana nacisku na narrację w końcu pokazuje doskonale jak głęboką postacią jest spartiata. Wielu pomijało ten fakt, ze względu na bardzo krwisty gameplay i duże tempo rozgrywki. Ludzie nie chcieli zrozumieć dlaczego Kratos wyżyna cały panteon, a skupiali się na samej rzezi w grze. Szkoda, bo to bardzo głęboka postać. Widzimy jego ból, moment w którym odkrywa ślady po rozpalonych łańcuchach od ostrzy chaosu, które przez wiele lat były na stałe przytwierdzone do naszej ręki. Jestem ciekawe kontynuacji samej gry, czy teraz zmierzymy się z Freją? Zemści się, a zakończenie następnej części będzie otwarciem Ragnaroku? Gra pójdzie śladami poprzedniczek? Ostatnia część będzie pokazem mordu na panteonie nordyckim? Jestem urzeczony i czekam na więcej, oby gra utrzymywała ten poziom. Jednak pewne elementy wymagają mimo wszystko zmian.

Tagi: amatorska ashin god god of war gow recenzja

Oceń notkę
+ +6 -

Oceń profil
+ +52 -
Ashin
Ranking: 1732 Poziom: 34
PD: 5898
REPUTACJA: 4258
Miesięcznik PSX Extreme