Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 11.05.2018, 22:15
Soul Calibur – Wieloletnia opowieść o dwóch nie nagich mieczach.
316V

Soul Calibur – Wieloletnia opowieść o dwóch nie nagich mieczach.

Jako, że wielkimi krokami zbliża się kolejna odsłona jednego z ciekawszych cykli bijatyk 3D, myślę że warto pochylić się nieco nad jej początkami. Wzlotami i bolesnymi upadkami. Czy seria nadal będzie trzymać wysoki poziom czas pokaże po premierze, a póki co zapraszam na nostalgiczną podróż.

Cykl Soul Calibur to seria posiadająca naprawdę bardzo ciekawy fluff i historie opowiadane między wierszami, wyszukiwane w instrukcjach, artykułach i wywiadach z twórcami. Dziś przede wszystkim na fanowskich wikipediach. Twórcy gry stworzyli bardzo kompetentną wizję realnego świata, dodając do niego dużo szczypt magii i własnej wizji. Seria do dziś pozostaje jedną z ciekawszych przedstawicieli swojego gatunku.

Soul Edge/Soul Blade(w zależności od regionu) – mniej znane początki.

Dostępne postacie: Mitsurugi, Siegfried, Taki, Li Long, Sophitia, Rock, Seong Mina, Voldo, Hwang, Cervantes

Nie każdy wie, że pierwszą odsłoną serii był właśnie Soul Edge. Gra została wydana w 1995 na maszynach Arcade'owych, by w 1996 zamieszkać w domach Japończyków posiadających PSOne, opuściła kraj kwitnącej wiśni rok później. Odsłona ta koncentrowała się na poszukiwaniu legendarnego miecza zwanego Soul Edgem, zwanego również bronią ostateczną. Podobno każdy kto będzie go poszukiwać przyciągnie do siebie wielkiego pecha. Plotki głoszą, że jest on w posiadaniu Cervantesa, który zakupił go podróżując i odwiedzając pewną aukcję. Jego śladami wyrusza dziewięciu znakomitych wojowników. Każdy z nich ma swój powód by walczyć o zdobycie potężnej broni. Sam Cervantes zostaje pokonany przez Sophitię i Taki i traci Soul Edge'a. W kanonie zaś jej posiadaczem staje się Siegfried znajdując go na statku pirata. Przeklęte ostrze opanowało jego umysł mamiąc obietnicą ożywienia ojca w zamian za karmienie duszami. To w tej części powstaje koncept Nightmare znanego z kolejnej części.

Gra w swoim czasie dość mocno wyróżniała się na tle innych bijatyk. To bardzo dobra pozycja oferująca walkę za pomocą broni i przede wszystkim robiąca to bardzo dobrze. To właśnie tutaj poznaliśmy dość prosty w egzekucji system kombo, umożliwiający sporo kombinacji. Przedstawiono nam również ograniczone areny, które zmuszały do rozważnego stawiania kroków, oraz uświadamiały że walczymy w pełnym trój wymiarze. Źle wyprowadzony 'sidestep' mógł zakończyć długą walkę w której prowadziliśmy, a złe pozycjonowanie umożliwiało błyskawiczne zwycięstwo za pomocą ataku wypychającego. Co ciekawe pierwsza odsłona penalizowała pasywny styl gry. Każda z broni posiadała swój indywidualny pasek wytrzymałości i przy długotrwałym blokowaniu ataków mogła ulec zniszczeniu. W takim wypadku nasz zawodnik walczył gołymi pięściami, jednak był to mało efektywny sposób przeciwstawiania się uzbrojonemu oponentowi. Stanie się to wizytówką serią i czymś co nie każdy polubi. Murem stał również content samej produkcji. Każda z postaci na Playstation posiadała swoje indywidualne zakończenie, przybliżające nam nieco postać i jej charakter – każda postać posiadała dwa. Co ważniejsze odblokowano quasi cRPG'owy styl zwany 'Edge Master Mode', zmuszający nas do stawania w szranki w różnych wyzwaniach. Zmienione zasady walki wymuszały na nas nowe taktyki i często niekonwencjonalne podejście do starć. Nagrodą były poszczególne bronie dla naszych postaci modyfikujące nieco jej właściwości. Co ciekawe każdy z bohaterów na końcu miał dostęp do Soul Edge'a – potężnej wersji broni dla każdej postaci, która podczas użytkowania pochłaniała nasze zdrowie. Jedynym odstępstwem od zasady Soul Edge'a był Cervantes posiadający miecz fabularnie od samego początku. Gra utkwiła mi w pamięci na długie lata. Ogrywana przeze mnie gdy byłem bardzo młody i miałem możliwość grania na wypożyczonej konsoli odbiła się w pamięci na długie lata. By później zostać odkopaną w pamięci za pomocą emulatorów. Do dziś uważam, że wiele rozwiązań z tej części dało podwaliny do stworzenia kolejnych i jej piętno widać w każdej kolejnej części.

Soul Calibur – Nowa generacja, nowe możliwości, nowy miecz

Dostępne postacie: Cervantes, Hwang, Mitsurugi, Rock, Seong Mina, Siegfried, Sophitia, Taki, Voldo, Astaroth, Edge Master, Ivy, Lizardman, Killik, Xianghua, Maxi, Nightmare, Yoshimitsu

Oczywiście początek tej odsłony sięga jak zawsze w tamtych czasach do automatów. Pierwsze maszyny pojawiały się w 1998roku, by rok później trafić na Dreamcasta. Wszyscy w krótkich odstępach czasowych mogli się cieszyć kolejną odsłoną znakomitej bijatyki w swoim domu. A zmieniło się sporo i to na lepsze w większości przypadków. Wracają praktycznie wszyscy wojownicy z poprzedniej części, brakuje jedynie Li Longa, jego miejsce zajmuje Maxi, ten zresztą był jego uczniem. Fabuła ma miejsce trzy lata po wydarzeniach z oryginalnej części. Soul Edge na dobre przejął kontrolę nad Siegfriedem, który stał się jego nosicielem. Przemienił on się w kreaturę zwaną Nightmare. Na ścieżce krwi stworzył nowy kult mający na celu odbudowanie w pełni potęgę przeklętego ostrza Soul Edge'a. Jego śladami wyruszają trzej młodzi protagoniści Kilik, Maxi i Xianghua. Ostatecznie miecz tej ostatniej okazuje się być Soul Caliburem, przeciwieństwem przeklętego ostrza, stworzonemu lata temu z oczyszczonych kawałków Soul Edge'a. Jest to jednak pyrrusowe zwycięstwo. Siegfried częściowo odzyskuje władzę nad swoim ciałem i postanawia oddalić się od cywilizacji, by mógł w końcu zaznać spokoju i zwalczyć swoje wewnętrzne demony.

Pod kątem graficznym gra od razu przykuwa wzrok. Możliwości Dreamcasta na ówczesne czasy były imponujące. Gra wyglądała przepięknie, a ciała wydawały się takie smukłe i pozbawione kanciastości. Nie ucierpiał również na tym gameplay, jednak było widać pewne ograniczenia samej konsoli. Większość postaci to reskiny bohaterów. I tak Lizardman to kalka Sophiti, Astaroth kalka Rocka, Kilik to nieco zmodyfikowana Seong Mi-na. Oczywiście zestawiając obie postacie ze sobą jedna jest zawsze szybsza, ale zadaje mniej obrażeń, druga powolniejsza, ale silniejsza. Tworzy to pewne problemy. Spoglądając na takiego Siegfrieda i jego styl zyskuje on bardzo dużo kiedy jest szybszy i staje się naprawdę bardzo przegiętą postacią, zestawiając go z wolniejszym Nightmarem. Oczywiście są także postacie, które mają swój indywidualny styl. Przede wszystkim Xianghua, Ivy – która stanie się wręcz wizytówką serii z dwoma dużymi walorami(charakterystyczną bronią, oraz ciekawym designem strojów i aparycji). Warto również spojrzeć w stronę gościnnej postaci, którą jest Yoshimitsu. Te odwiedziny mogą wskazywać na to, że Tekken i seria SC dzieją się w tym samym uniwersum, szczególnie że Yoshimitsu stanie się częstym gościem w tej serii i zajmuje swoje należyte miejsce w kanonie. Co ważniejsze, sama nazwa Yoshimitsu to bardziej przydomek niż właściwe imię. Udźwiękowienie produkcji także stało na wysokim poziomie i będzie to także jedna z cech całej serii, już w Soul Edge'u wypadało to całkiem nieźle. Jeżeli o samą rozgrywkę chodzi mówimy tutaj o ewolucji, aniżeli o rewolucji. Znane postacie zachowały swoje style, które nieco udoskonalono. Zrezygnowano z możliwości wybierania innych broni w przeciwieństwie do poprzedniej części, a także zrezygnowano z systemu jej niszczenia(choć moim skromnym zdaniem to był ciekawy aspekt pierwszej części serii Soul). Plansze w dalszym ciągu pozostają otwarte dając możliwość wyrzucenia z niej przeciwnika i wygrania za pomocą 'Ring Out', co może pomóc szczególnie mniej doświadczonym postaciom. Cieszy praktycznie pełna obsada znana z poprzedniej części, a zmiana Li Long'a na Maxiego była akurat trafionym pomysłem. Nowy bohater wniósł co swoje do historii i jest przede wszystkim charyzmatyczny. Na tym etapie stworzono idealny sequel. Co fajne w dalszym ciągu zaimplementowano rozbudowany system misji dla pojedynczego gracza. Tym razem nie odblokujemy tutaj dodatkowych broni, ale za pomocą zdobytej w tym trybie waluty odblokujemy stroje, krótkie animacje, oraz art worki z gry, co jest miła motywacją i mnie przyciągnęło do konsoli na dość długi czas. Co ciekawe jest to praktycznie jedyna odsłona głównej serii nie wydana na konsolę Playstation, która w ówczesnym czasie nie mogła poradzić sobie z animacją Ivy i nie chodzi o jej piersi, a broń. Z perspektywy czasu był to dobry ruch, który pozwolił nam poznać jeden z ciekawszych stylów w całej serii.

Soul Calibur II – więcej lepiej, piękniej.

Dostępne postacie: Astaroth, Cervantes, Ivy, Kilik, Maxi, Mitsurugi, Nightmare/Siegfried, Seong Mina, Sophitia, Taki, Voldo, Xianghua, Yoshimitsu, Cassandra, Raphael, Necrid, Talim, Youn-Seong

Gościnnie: Heihachi(PS2), Spawn(X360), Link(GC)

Wydana początkowo na automatach w 2002 roku, do naszych domów wraca w 2003 w niewielkich odstępach czasowych między regionami. Seria wraca na konsolę Sony, pokazując się również na sprzęcie Microsoftu, jak i Nintendo. Sama fabuła ciągnie historię dalej i dzieje się 4 lata po akcji Soul Calibur. Nightmare został pokonany, jednak Siegfried nie zaznał spokoju. Wyruszył w podróż by w samotności pogodzić się z własnymi grzechami. Silna więź z przeklętym mieczem niestety nie może być tak łatwo zerwana. Młody rycerz niejednokrotnie budzi się otoczony trupami, miecz odbija się na nim i przejmuje kontrolę w nocy. W końcu w cztery lata po odzyskaniu wolności Siegfried przegrywa wewnętrzną walkę i Nightmare powraca. Z tą samą misją, by nakarmić ostateczne ostrze i odbudować jego potęgę! W historię zostaje zamieszany Raphael, którego włości zostały zniszczone przez Nightmare'a. Gdy ich drogi się spotykają ponownie Raphael przebija oko Soul Edge'a. To sprawia, że uwięziona w nim dusza Sigfrieda może ponownie przeciwstawić się swojemu mrocznemu ja. Walka umysłów sprawia, że młody rycerz znów przejmuje kontrolę nad swoim ciałem. Odnajduje oba miecze Soul Edge'a i Soul Calibura i postanawia je zniszczyć.

Dwójka to kolejny krok do przodu, powracają alternatywne bronie dla postaci, wprowadzono również sporo contentu dla jednej osoby. Tym razem możemy levelować naszą postać, a do dyspozycji otrzymaliśmy również 3 gościnne postacie, każda dla innej konsoli. Xbox otrzymał Spawna(moim zdaniem najlepszy place), Playstation 2 Heihachiego, a Gamecube Linka. Do grywalnych postaci dołączyli Raphael – szermierz, Cassandra – siostra Sophitii, używająca jej stylu, Talim – dzierżaca tonfy, Hong Yun-Seong – walczący chińskim mieczem(styl Hwanga). Widać przede wszystkim większe zróżnicowanie w postaciach, nie postawiono na ilość, a ich jakość i praktycznie każdym gra się nieco inaczej. Co ciekawe dwie nowe postacie posiadają całkowicie nowe style, co odświeża formę zabawy i tworzy nowe ciekawe możliwości. Postacie nie wydają się być dodane na siłę i przede wszystkim pozwalają na cieszenie się grą. Z ciekawych trybów warto wspomnieć o Conquest Mode(ekskluzywny dla wersji Arcade) dający nam możliwość rozwijania statystyk wybranej postaci między pojedynkami, oraz Weapon Master Mode, dzięki któremu zdobędziemy dodatkowe bronie, oraz pieniądze potrzebne w Museum w którym kupimy dodatki podobnie jak w poprzedniej części. Dla fanów odkrywania smaczków jest to na pewno ciekawa wiadomość. Art Worki potrafią być przepiekne, dodatkowe kostiumy i to nie za DLC, a za granie i spędzanie z produkcją czasu! Dla mnie to dobra kontynuacja, dodająca coś od siebie, rozwijająca znane nam schematy, po prostu lepiej, mocniej i ciekawiej! Tak wyglądają według mnie idealne sequele.

Soul Calibur III – praktycznie ideał

Dostępne postacie: Astaroth, Cassandra, Maxi, Xianghua, Killik, Siegfried, Nightmare, Cervantes, Ivy, Lizardman, Mitsurugi, Raphael, Rock, Seong Mina, Sophitia, Talim, Taki, Voldo, Yoshimitsu, Youn-Seong, Setsuka, Tira, Zasalamel, Olcadan

Najjaśniejszą w mojej opinii częścią jest trzecia odsłona cyklu(czwarta jeżeli liczyć SE) wydana w 2005 roku. Gra była wypełniona po brzegi zawartością, wprowadzono ciekawe urozmaicenia, oraz możliwość tworzenia własnych postaci, co na pewno ucieszyło wielu fanów i amatorów kreatorów postaci. Tym razem fabuła zaczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach z poprzedniczki. Ranny Killik zostaje oddelegowany do swojego mistrza, pobiera dodatkowy krótki trening. Siegfried zaś budzi się obok obu mieczy Soul Edge'a i Soul Calibura. Postanawia znaleźć sposób by je zapieczętować raz na zawsze. W całą intrygę po cichu obserwuje Zasalamel, który pragnie wkroczyć gdy oba miecze będą przepełnione energią. W momencie gdy ich moc osiąga stan krytyczny tajemniczy mężczyzna wkracza do akcji i postanawia wchłonąć oba miecze w wyniku czego staje się Abyss'em, bytem posiadającym moc obu mieczy. Siegfried, któremu udało się odrzucić z swojego ciała Nightmare'a staje wraz z nim w szranki przeciwko Abyssowi. Walka okazuje się dla nich zwycięska, jednak radość nie trwa długo. Siegfried chwyta Soul Calibura, Nightmare za Soul Edge'a i ścierają się między sobą w morderczej walce.

Gra idzie drogą ewolucji, a nie rewolucji – co moim zdaniem jest bardzo dobre w przypadku bijatyk. Rozwija koncepcje i wprowadza kolejne postacie. Zdecydowanie jedną z ciekawszych jest Zasalamel dzierżący kosę. Dodatkowo poznajemy również Tirę – dzierżącą dziwne ostrze w kształcie okręgu, oraz Setsukę – wędrowną kobietę samuraj walczącą parasolką w której ukryty jest miecz. Już na pierwszy rzut oka widać, że te postacie są bardzo specyficzne i reprezentują zupełnie inny styl rozgrywki. I dobrze! Każda z nich jest ciekawa, a sam Zasalamel stał się moją zmorą gdy pokazałem prostą serię mojej ówczesnej dziewczynie. Spamowała nią niemiłosiernie, a była dość skuteczna. No, ale czego się nie robi, żeby zachęcić drugą połówkę do pogrania co? Natomiast to nie jedyna nowość. Do gry wprowadzono możliwość tworzenia postaci! Co ważniejsze mają one swoje indywidualne style walki. Oczywiście są one pośrednio oparte na postaciach głównych, ale wprowadzają swoje indywidualne zagrania i nie są tylko i wyłącznie zżynką. Możemy także wybrać dla naszej postaci styl pochodzący bezpośrednio od kanonicznego bohatera, przez co nasz avatar przejmie w pełni jego możliwości. Co fajne i warte napomknięcia jest możliwość wybrania losowej postaci tworzonej w całości losowo z dostępnych elementów stroju, a także z losowym stylem, niekoniecznie opartym na kanonicznych postaciach.

Stworzone przez nas postacie możemy używać w trybie Chronicles of The Sword, który jest połączeniem cRPG, strategii, oraz oczywiście samej bijatyki. Na mapie przesuwać będziemy naszych bohaterów i w razie spotkania z przeciwnikiem stoczymy z nim walkę w standardowym trybie. Nasze postacie będą się tutaj rozwijać, zdobywać doświadczenie, co zwiększy ich poszczególne statystyki. Fabularnie jest jakoś wybitnie, ale właśnie ta opcja pozwala nam poznać zupełnie inną opowieść w uniwersum w którym się znajdujemy. I mimo że momentami działa to wszystko topornie, dla mnie było jednym z ciekawszych trybów udostępnionych w tej odsłonie i poświęciłem na niego naprawdę sporo czasu. Od bardzo miły dodatek do gry.

Dodatkowo jest również tryb Tales of Souls, który pozwala nam ścierać się z przeciwnikami sterowanymi komputerowo. Podczas gry będziemy decydować, którą drogą będziemy się przemieszczać. Te decyzje zaowocują ostatnim bossem albo Abyssem, albo Night Terrorem. Podczas niektórych przerywników może pojawić się potrzeba zareagowania na sekwencję QTE, a także na naszej drodze mogą pojawić się wyzwania w postaci dodatkowych walk. Przegrana w nich nie kończy rozgrywki, ale nie można do nich powrócić podczas pojedynczego podejścia.

Moim zdaniem jest to jedna z najbardziej kompletnych części serii. Daje mnóstwo zabawy, posiada ciekawe tryby, wiele interesujących postaci, jak i te które już znamy i przede wszystkim pokochaliśmy. Ta część kończy również przygodę z konsolą Playstation 2 dla serii, kolejne odsłony będą publikowane na kolejnej generacji konsol. To pożegnanie pewnej ery gier z tej serii.

 

Soul Calibur IV – Nowa generacja, nowe standardy

Dostępne postacie: Amy, Astaroth, Cassandra, Cervantes, Ivy, Kilik, Lizardman, Maxi, Mitsurugi, Nightmare, Raphael, Rock, Seong Mina, Setsuka, Siegfried, Sophitia, Taki, Talim, Tira, Voldo, Xianghua, Yoshimitsu, Yun-Seong, Zasalamel, Hilde, Algol

Gościnnie: Starkiller, Vader(PS3), Yoda(X360)

Rok 2008 przynosi nam kolejną odsłonę cyklu znanych i kochanych bijatyk. Nowe konsole wprowadzają nowe standardy i nową jakoś grafiki. Oczywiście ta cieszy oko, a jak wiemy Soul Calibur zawsze lubował się w żywych arenach i pięknie wykreowanych postaciach. Fabuła staje się coraz bardziej rozmyta i pogmatwana. Wyrywamy ją głównie z opisów bohaterów, jednak ciężko ustalić kanoniczne zdarzenia. To co jest pewne to cel. Naszym przeciwnikiem staje się Algol, stary król i użytkownik Soul Edge'a, a także stwórca Soul Calibura. W dawnych czasach był użytkownikiem Soul Edge'a, jednak jego syn zazdrosny o potęgę ojca wiedziony podszeptami przeklętego miecza ukradł go ojcu i spróbował go zabić. Algol był zmuszony zabić własnego syna, a widząc co Ostrze Duszy może zrobić z słabymi spróbował stworzyć nowy miecz, przeciwieństwo ostrza które niegdyś dzierżył. Niestety coś poszło nie tak i jego dusza została uwięziona w przestrzeni Astralnej. Po wielu latach jego wieża wynurzyła się spod ziemi i przyciągnęła śmiałków. Celem Algola było pozyskanie obu mieczy, które pozwolą mu znów stać się potężnym wojownikiem. Lata spędzone w przeklętym wymiarze spaczyły jego duszę, która stała się ucieleśnieniem podboju.

Nowa część jak wspominałem przyniosła upgrade graficzny i jest on widoczny gołym okiem. Soundtrack również trzyma wysoki poziom. Prawdziwym mięskiem jednak jest system walki. Niezmiennie od lat przyjemny i ciekawy. Z nowych postaci mówimy o Hildzie i postaciach gościnnych Darth Vader(PS3), Yoda(Xbox) i na obu konsolach Star Killer. Wprowadzono dla nich specjalne zasady używania mocy. Oczywiście posiadacze danej konsoli mogli z czasem wykupić postać ekskluzywną dla drugiej konsoli. No bo dlaczego by nie móc na tym zarobić. W grze dalej możemy odblokować zakończenia dla każdej z postaci i wraca większość znanych i lubianych bohaterów. Wraca również kreator postaci, wykonany jednak dużo prościej. Nie uraczy nas indywidualnymi stylami naszych postaci, wybrać możemy już tylko te, którymi władają główne postacie. Szkoda, ale dla fanów dalej pozostaje wiele możliwości w kreowaniu własnego awatara. Samotnicy mogą pobawić się w wyzwania Tower of Lost Soul, gdzie za wygrane będą mogli odblokowywać dodatkowe elementy do tworzenia postaci. Miły dodatek, ale pozostaje niedosyt po poprzedniej części. Dodatkowo w tej części po raz pierwszy wprowadzono rozgrywki Online, które pozwolą graczom z całego świata stawać w szranki, bez potrzeby zapraszania znajomych do domu. Kontrowersyjnym dodatkiem stały się jednak Critical Finishers i Soul Gauge. Ten drugi pojawiał się w formie kuli zmieniającej kolor obok paska zdrowia naszego awatara, gdy pękał przeciwnik miał szansę na wykonanie Critical Finish kończącego rozgrywkę automatycznie efektownego ciosu kończącego. Soul Gauge zmieniał kolor w momencie gdy blokowaliśmy się przed atakami przeciwnika, grając pasywnie mogliśmy bardzo łatwo przegrać. Regenerowaliśmy go, kiedy to my nacieraliśmy na wroga. To kolejna próba zmuszenia graczy do bardziej aktywnej gry i mnie osobiście to się podoba, jednak może wprowadzać pewien problem z balansem, gdzie powolniejsze postacie niestety bardzo wiele tracą, są one z natury mniej agresywne i opierają się na kontrach. Mimo wszystko gra okazała się bardzo dobra, nie rezygnowała z ulubieńców graczy, wprowadziła bardzo interesującą postać Hildę. Osobiście wydawało mi się, że kolejna część przyniesie tylko lepsze efekty, bo przecież twórcy przyzwyczajali się do nowego silnika. Do dnia dzisiejszego część czwarta jest najczęściej uruchamiana przeze mnie z całej serii, pomimo że bardziej lubiłem trójkę, to PS3 uruchamiam mimo wszystko dużo częściej niż poczciwą czarnulkę.

Soul Calibur V – zawód i stagnacja...

Dostępne postacie: Siegfried, Nightmare, Mitsurugi, Ivy, Maxi, Hilde, Tira, Voldo, Astaroth, Raphael, Aeon Calcos(Lizardman), Yoshimitsu, Algol, Dampiere, Cervates, Edge Master, Kilik, Patroklos, Pyrrha, Z.W.E.I., Natsu Yan, Leixia, Viola, Xiba, Alpha Patroklos, Pyrrha Omega

Gościnnie: Ezio Auditore da Firenze

W 2012 wydano kolejną odsłonę serii Soul Calibur. Będącą na chwilę obecną ostatnią(ale jak wiemy VI jest już zapowiedziane). Gra zaczyna się 17lat po wydarzeniach z poprzedniczki. Twórcy postawili na tryb fabularny, tak by dużo łatwiej było obserwować kanon. Jest to na pewno inspiracja trendów utrzymujących się w tych czasach i ciepło przyjętego trybu w Mortal Kombat. W tej części poznajemy dzieci Sophitii, Pyrrhę i Patroklosa. Do tych bohaterów niewielu przywiązuje wagę i nie darzy raczej wielką miłością. Pyrrha to rozklekotana emocjonalnie młoda dziewczyna, pełna strachu i łatwa w manipulacji. Staje się posiadaczką Soul Edge'a i jest wykorzystywana przez Kirę, która zwodzi ją i podstępem nakłania do mordowania. Po drugiej stronie mamy złamasa, tzn Patroklosa, który zachowuje się jak złamas od pierwszych chwil. Staje się on jednak posiadaczem drugiego miecza Soul Calibura – teoretycznie tego dobrego. Zadaniem Patroklosa jest odnalezienie porwanej siostry i ponowne spotkanie. Nie powiem, by skończyło się ono jakoś specjalnie dobrze. Podczas spotkania dochodzi do walki z opętaną Pyrrhą. Patrklos jednak odmawia zabicia posiadacza przeklętego ostrza, za co zostaje ukarany przez projekcję Soul Calibura i wchłonięty do środka miecza. Ta sytuacja wydziera Pyrrhę spod klątwy. W wymiarze stworzonym przez miecz Patroklos spotyka Elysium, która przybrała postać jego matki(za tę podawała się cały czas prowadząc Patroklosa ku zniszczeniu Soul Edge'a). Jednak nasz bohater orientuje się w tym wszystkim i pokonuje projekcję miecza, co pozwala mu się uwolnić z wymiaru w którym został uwięziony. Po przebudzeniu widzi zdeformowaną siostrę, którą akceptuje. Oba miecze zrzucają do Astral Chaos, czyli innego wymiaru(tak tego w którym uwięziony jest Algol. Po wydarzeniach w czwórce podobno trafił tam i został tam powstrzymywany przez Blade Mastera, taka wstawka gdzieś między wierszami, poświęcili nadwyraz dużo czasu ostatniemu bossowi...). Później widzimy rodzeństwo odchodzące podczas zachodu słońca. Bardzo wzruszające, szkoda tylko że historia absolutnie mnie nie pochłonęła i nie poczułem żadnej więzi z bohaterami. Dużo przyjemniej przeżywałem fabułę Injustice, a szkoda. Świat ma spory potencjał.

Największym zawodem tej części była absencja kochanych postaci. Zmieniono je i to bez podania większej przyczyny. Nie ma Xianghua'y zastąpiła ją jej córka(machnięta z Killikiem, który stał się postacią typu 'copy cat' czyli przejmującą inne style walki), Killika zastąpił jakiś rudzielec z kijem(Xiba), a Taki jej uczennica – Natsu. Właściwie nie przedstawiono ich nam za bardzo. Podobnie sytuacja ma się z Z.W.E.I.'em – Wilkołakowi z tego uniwersum, który właściwie po prostu przyzywa wilka, ale jest jedną z ciekawszych nowych postaci, oraz Violą użytkowniczką magicznej kuli, którą używa w walce – również interesująca postać potrafiąca pozycjonować magiczną kulę i atakować z różnych stron niespodziewających się przeciwników. Gra posiada 3 postacie typu 'copy cat' wspomnianego Killika Edge Mastera i ostatniego bossa Elysium. Jest to mega leniwe i bardzo irytujące marnowanie slotów postaci. Natomiast fajnie wypada bohater gościnny w postaci Ezio(Edward i tak jest najlepszym Assassinem!), który wpasowuje się idealnie w klimat uniwersum, posiadając swój indywidualny styl i znane wszystkim gadżety jak chociażby kuszę. Wielu zasmuci jednak brak chociażby Zasalamela i Talim posiadających naprawdę unikalne style walki.

Jednak dostępne postacie to nie jedyne bolączki gry. Ta została stworzona naprawdę bardzo leniwie. Brakuje tutaj tryby typu Edge Master, czy nawet porządnie wykonanego Arcade Mode'a. Po ukończeniu tego ostatniego nie mamy filmików kończących dla poszczególnych postaci. No i ktoś powie, ale o co taka wielka afera, a no o to że po co mam kończyć kilkukrotnie grę skoro nic za to nie dostaję?! Tryb Arcade jest zawsze podstawą poznawania gry różnymi postaciami. W wielu tego typu grach miałem ochotę rozmazać pada o ścianę, przechodząc totalnie nielubianą postacią grę. Ale wiecie co? To punktowało, część z nich zacząłem lubić, a pozostałymi znałem chociaż podstawy bo mimo chodem musiałem uczyć się tych postaci i nie było to nudne wklepywanie komend w training mode, na który zresztą część ludzi narzekała. Nie miałem absolutnie żadnej motywacji by ukończyć tę grę kilkukrotnie i po skończeniu Story Mode poszła na półkę bo w to miejsce wolałem czwórkę, posiadającą moim zdaniem więcej ciekawych postaci. Może to błąd bo gra sama w sobie nie jest zła, ale nie potrafiła mnie zatrzymać przy sobie na dłużej. System walki był okej, były mimo wszystko style które znałem, tylko po co tracić czas, skoro podobnie było w SCIV, a brak aspiracji do gry online zabijał dla mnie do końca ten tytuł. Nie jestem typem gracza klepiącego wszystkie kombosy i grającego przez neta z chińczykiem, który nie ma życia poza grą i po prostu mnie podrzuca i zabija. Lubię pograć z kumplami przy jednej kanapie, aniżeli się stresować i frustrować. A szkoda, bo ja z tą grą wiązałem wiele nadziei i właściwie była pierwszą grą zakupioną do mojego PS3. Na szczęście wcześniej miałem styczność z czwórką na Xboxie kumpla i dokupiłem ją później, bo stracił bym kawał dobrej gry.

Tak mniej więcej prezentuje się cała seria jeżeli chodzi ogłówne odsłony, oczywiście posiada kilka spin offów, o których może pokrótce opowiem. Jednak chciałbym na chwilę zatrzymać się w tym miejscu. Seria Soul Calibur dla mnie to szczególne gry, poczynając od Soul Edge'a grałem praktycznie we wszystkie główne odsłony serii. Podobnie sytuacja ma się z Tekkenem. Z tym, że Soul Edge'a poznałem szybciej. W moim mieście była wypożyczalnia kaset VHS, w niej zrobili mały salon gier. Posiadali trzy konsole N64, SNES'a i właśnie pierwsze Playstation, a wśród nich właśnie Soul Edge'a. Miałem możliwość tam pogrywać dość często, bo pracowała tam znajoma mojej siostry i gdy nikt nie wynajmował danej konsoli mogłem na niej grać. Kiedy kilka lat po tym odnalazłem ponownie tę grę, za sprawą brata mojego przyjaciela moje wspomnienia odżyły i ta gra stała się do dnia dzisiejszego jedną z lepszych bijatyk. Niejednokrotnie z kumplami graliśmy wiele godzin, bo system łatwych kombosów naprawdę pomaga niezaznajomionym z tego typu grami osobą. Co ważniejsze nie przeszkadza także tym, którzy na nich się znają bo dobre opanowanie mechanik w grze nie zostanie przyćmione przez mashera, który wciskając na ślepo stworzy niesamowite kombosy. Dla mnie to jedna z tych serii, które zawsze dla mnie pozostaną ważne. Tym bardziej z wielką nadzieją i dużą trwogą patrzę na nową część serii. Mam nadzieję, że nie skończy jak wiele nowych bijatyk z pierdyliardem DLC, postaciami do ściągnięcia za kasę i bardzo ubogim systemem rozgrywki dla jednej osoby. Wykastrowana ze wszystkiego co się da, na rzecz nacisku na tryb online, który i tak będzie działać kiepsko. No, ale czas pokaże jak to wszystko się rozwinie. Ja nie ufam dzisiejszym grom, jednak pokusa pewnie okaże się bardzo duża i zakupię Soul Calibur VI na premierę, albo krótko po niej. Czy wierność się opłaci? Serce mówi, że tak. Doświadczenie i rozum krzyczy z rozpaczy.

 

Epilog – Spin Offy

 

Soul Calibur Legends – Wii

Zdecydowanie najciekawsza poboczna inkarnacja tej serii. Przedstawiona jako slasher. Do naszych rąk oddany zostaje Siegfried, Mitsurugi, Ivy, Taki, Sophitia, Astaroth i Lloyd(postać z Tales of Symphonia). Gra ma na celu stworzenie pomostu między częścią z Playstation, a tą z Dreamcasta i przedstawia drogę Siegfrieda ku swojej zagładzie, jednak opowieść zawarta w grze nie jest kanoniczna. Rozgrywka wydaje się być całkiem ciekawa, umożliwia przełączanie się między postaciami. Jako, że nie posiadam sam konsoli Wii to wszystko co mogę powiedzieć o tej odsłonie, a zainteresowanych odsyłam na YouTube, gdzie jest trochę rozgrywek z tej odsłony.

Soul Calibur Unbreakable Soul – iOS

Mobilna odsłona zmagań dzielnych wojowników o przeklęte ostrza. Twór podobny do mobilnej wersji Tekkena, opierający się na kartach odwzorowujących ataki wybranej postaci. Oczywiście każdy inaczej działa i kontruje inny atak, te także są oparte na systemie żywiołów. Jest to bardziej ciekawostka, niż cokolwiek wartego uwagi. Warto jednak napomknąć, że gra nie ograniczała stylów do jednej postaci. Nic nie stało na przeszkodzie by Taki walczyła Soul Edge'm przejmując ruchy Nightmare. Talie mogły być edytowane i dopasowywany do naszych preferencji.

Soul Calibur Lost Souls – PS3

Znów podobny projekt do Tekkenowego. Gra oferująca tryb Free2Play dawała nam możliwość wykonywania zadań i walki z żywymi przeciwnikami. Postacie odblokowywaliśmy w grze, lub za prawdziwe pieniądze. Dodatkowo ilość akcji wykonywanych w grze wymagała od nas poświęcania AP, a te musiały się regenerować. Generalnie gra została bardzo słabo przyjęta, a ja poświęciłem jej może 2 wieczory z mojego życia. Szkoda, bo mimo wszystko takie rozwiązanie mogłoby być dość ciekawe.

Soul Calibur Broken Destiny – PSP

Wersja mobilna znanej bijatyki. Oferowała dodatkowo jedną nową postać Dampiere, oraz gościnny występ Kratosa. Gra jest niekanoniczna i oferowała tryb Gauntlet łączący w sobie Story Mode, z tutorialem pozwalającym na wprowadzenie nowych graczy do serii. To była generalnie dobra odsłona godna PSP i pozycja obowiązkowa dla każdego fana, który tę konsolę posiadał. Dobrze skrojony gameplay, miła dla oka grafika i tryb MP był wszystkim tym, czego mógł oczekiwać ówczesny posiadacz przenośnej konsoli Sony.

To wszystko. Trochę się rozpisałem i mam nadzieję, że wam się spodoba. O każdej z tych gier można by stworzyć osobny tekst, a i tak byłoby to za mało. Skupianie się na głównej fabule zabiera całą frajdę z gry, bo wiele opowieści dzieje się w międzyczasie. Każda z postaci posiada swoje aspiracje i historię, którą warto poznać, a niektóre kreacje postacie są naprawdę pokręcone – patrz Voldo. Niemniej jednak posiadają swój urok i genialnie wpasowują się w klimat uniwersum. No może nie licząc ostatniej części w której przedstawiono naprawdę sporo dziwadeł. Jeżeli kochacie tę serię zapraszam do komentarzy. Jeżeli jej nie znacie, to polecam nadrobić zaległości bo naprawdę warto!

P.S. Cały tekst został stworzony w oparciu o artykuły ze strony: http://soulc(...)ur_Wiki, gdyby nie ta społeczność tworzyłbym ten tekst, nie 4 dni a kilka tygodni. Tak więc cieszę, się że istnieją takie miejsca!

Tagi:

Oceń notkę
+ +10 -

Oceń profil
+ +55 -
Ashin
Ranking: 1715 Poziom: 35
PD: 6372
REPUTACJA: 4413