Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 06.04.2018, 23:19
Assassin's Creed: Origins – Na zimno, bez emocji, po przejściu.
313V

Assassin's Creed: Origins – Na zimno, bez emocji, po przejściu.

Na początku jarałem się tym mocno jak chyba wszyscy. Emocje opadły. Alea Icta Est, chciałoby się powiedzieć i zestawić swoje początkowe przemyślenia, ze zimną oceną gry. Zapraszam! I sami podzielcie się swoimi przemyśleniami!

Pamiętam jak po krótkich oględzinach gry byłem mocno podniecony nową odsłoną przygód zakapturzonych zabójców. Gra wydawała się być genialnym krokiem milowym i naprawdę sporym odświeżeniem formy tej serii. Komplementowałem system questów, walki oraz świeższe podejście do skradania się. Czy te uczucia się utrzymały? Co się zmieniło po skończeniu gry, oraz gdy opadły emocje? Zmieniło się sporo, ale o tym za chwilę. Na początku podkreślam, opis będzie podzielony na część bez spoilerów i taką, która może zdradzić trochę sekretów z gry. Chociaż zdaję sobie sprawę, że po takim czasie dla wielu nie będą one tajemnicą, natomiast nie chcę psuć zabawy tym, którzy gry nie ograli. Skoro wszystko jasne, zapraszam na wycieczkę do Egiptu. Zobaczycie początek zakonu Assassinów!

Na pierwszy ogień idzie grafika i tutaj nie będzie nowością dla moich czytelników, że jest po prostu dla mnie obłędna. Wszystko praktycznie wygląda pięknie. Aczkolwiek wiele elementów otoczenia wydaje się pustych. Mapa jest podzielona na regiony, a te dzielą się na łączniki i właściwe elementy dla rozgrywki. Miasta wypełnione są ludźmi, którzy robią mniej lub bardziej realistyczne rzeczy. Dodatkowo co ciekawe strażnicy przemieszczają się po mapie transportują dobra do obozów, które również znajdują się w miastach. To może otworzyć nam możliwości dostania się do obozu niezauważonym, wywołania w nim poruszenia, a także stać się utrudnieniem, gdy podczas otwartego konfliktu pojawią się kolejni przeciwnicy. Co fajne wraz z rozbudowaną grafiką pojawia się więcej interakcji w grze. Możemy podpalać stosy siana, oraz oliwę, rozbijać klatki ze zwierzętami by te zaatakowały strażników. W ogóle pojawiło się trochę możliwości o których wspomnę przy elementach rozgrywki. Dla osób zakochanych w Egipcie, a wiem że i tacy są lokalizacje będą piękne. Surowe pustynie, przeplatają się z pięknymi na swój sposób oazami. Miasta jak wspominałem żyją, nie są za wielkie, ale i nie nazwałbym ich małymi. To wszystko tworzy naprawdę piękny obraz. Jednak podróżowanie między dużymi lokacjami mnie nuży. Zbyd duże odległości, a pustynie po czasie zaczynają się nudzić, przeplatane pojedynczymi ruinami, które wydają się do siebie podobne. Co do ścieżki dźwiękowej mogę powiedzieć, że jest. Chyba w sumie nic nie utkwiło mi w pamięci. To dla mnie problem gdy krótko po skończeniu gry nie pamiętam z niej utworów. Natomiast gra aktorska była okej. Mógłbym się trochę do niej doczepić, ale nie było źle, nie było też wspaniale. Brakuje mi mimo wszystko wyrazistych w swych wypowiedziach bohaterów, czegoś co utkwi w pamięci i co pokochasz. Jest dobrze, ale nie jest wybitnie, a szkoda.

I tutaj zaczynamy mówić o rozgrywce. I powiem wam szczerze, mam spory knyf. Z jednej strony jakby mogło się wydawać zmienili wiele, z drugiej tak naprawdę niewiele się zmieniło, bądź zrobione zostało bardzo średnio. Walka miała być bardziej dynamiczna i dużo trudniejsza niż poprzednio. I rzeczywiście na początku taka się wydaje. Przede wszystkim bronie, mają oczywiście inny ciężar, można je zmieniać i mogą działać inaczej na przeciwników. Jedne łatwiej przebiją się przez tarcze, drugie zaś szybciej zaatakują odsłoniętych przeciwników. Tylko co z tego? Jeżeli mogę dość łatwo odblokować kontrę tarczą i walczyć uniwersalnym mieczem z każdym, do tego dobra seria bronią i zaczyna się spam. Właściwie po co się w pewnym momencie skradać? Skoro, jeżeli mój poziom nie jest za niski kładę za sobą rzekę trupów? Czy tak powinna wyglądać gra zabójcą? System walki wydaje się na początku naprawdę głęboki, ale jednak szybko wdaje się w niego nuda i monotonia. Mimo wszystko walcząc w wiedźminie musiałem podejmować różne microdecyzje podczas walki. Tutaj tego nie czułem, większość walk wyglądało podobnie, a po odblokowaniu kontry tak naprawdę wręcz kopiuj wklej, o ile nie walczyłem z przeciwnikiem specjalnym przebijającym się przez blok. Bronie to już w ogóle jakaś kpina. Na początku podniecony ilością przedmiotów, mówię sobie to będzie to. Jednak wykonanie 2 misji specjalnych i dostanie dobrego miecza zakończyło moje poszukiwania. Strzałem w stopę jest również 'ulepszenie' u kowali. Jeżeli zdobędziemy dobrą broń legendarną, wystarczy ją ulepszać do naszego poziomu. Dzięki temu jej statystyki nie będą odstawać od poziomu naszej postaci. Brak tutaj także jakiegoś fajnego elementu ulepszania i przekuwania tych broni. Jest sporo ich rodzajów, ale śmiem twierdzić, że najlepsze są miecze. Są uniwersalne, odpowiednio szybkie i zadają dobre obrażenia. Po co żonglować bronią, skoro jedna nadaje się i tak do wszystkiego? Fajnym elementem był natomiast crafting. Rzeczywiście było czuć, że to coś nam daje. A to więcej obrażeń, innym razem większa ilość obrażeń i to było okej. Szkoda tylko, że ulepszało się również ukryte ostrze. Te nie zawsze musiało zabić przeciwnika. Z jednej strony okej komuś może się to spodobać, ale z drugiej nie po to się przekradam i korzystam z wolniejszej rozgrywki, by dowiedzieć się, że nie zabiję przeciwnika jednym atakiem i i tak rozpocznie się otwarta walka, ze sporą przewagą ale mimo wszystko. No, ale to moje czepialstwo. Jak wspominałem naszym atutem może stać się również otoczenie. Niestety klatki ze zwierzętami nie zadają wiele obrażeń, zwierzęta padają szybko. Strzały trzeba podpalać o odpowiednie miejsca, co sprawia, że rzadziej podpalimy oliwę, lub stogi siana. Jednak hej! Możemy! Na przeciwników pogwizdamy, przez co przyciągniemy ich do naszej pozycji. Co fajne wykryci mamy kilka sekund na reakcję, chociaż w sumie niewiele to dla mnie zmienia. Może mistrzowie łuku wykorzystają tę przewagę. Na pozór odmienna rozgrywka bardzo szybko pokazuje, że to zmiany delikatne. Mimo wszystko potrzebne, ale uproszczony system walki dalej daje o sobie znać, sam trzon rozgrywki jest bardzo podobny. Z jednej strony jest to dobre podejście, z drugiej wiele starych zarzutów staje się żywych. Ponadto o ile na początku przekradało mi się genialne, z czasem stało się to dużo trudniejsze, a wręcz przynajmniej dla mnie niemożliwe i praktycznie zawsze prędzej czy później kończyło się otwartym konfliktem. I o ile w niektórych częściach mogłem winić siebie, tak w przypadku tej części często czułem, że nic na to nie poradzę.

Warto wspomnieć również o Senu, orle Baek'a. Ja wiem, że dla niektórych ludzi będzie to fajny element i ciekawa mechanika. No, ale na litość boską, dlaczego wzrok orła nie może podświetlać wszystkich przeciwników, tylko muszę latać tym ptaszyskiem. Na początku było to fajne, ale w momencie gdy czasami nie podświetlano mi przeciwników których widzę, albo było ich tak nażgane, że nie ogarnąłem wszystkich pozostawała frustracja. Brak minimapy nie był aż takim problemem, gdy dobrze pozaznaczało się przeciwników, jednak gdy to nie dało efektu można było się wściec planując zdobycie danego fortu. Poza tym szukanie skarbów także ograniczało się do polecenia Senu, zaznaczenia ich i odebrania. Większość zresztą tak się kończyła, co niewiele zmieniło w konwencji gry.

 

Ogółem to przyjemne przeżycie, ale nie przesadzałbym z tą rewolucją o której wszyscy mówią i wiele zachwalanych elementów okazało się bardzo błachych. Wręcz niezauważalnych w dalszej rozgrywce. Dodatkowo rozwój postaci jest trochę pokpiony. Okej są tam fajne zdolności, ale jest też mnóstwo śmieciowych. Co gorsze brak możliwości(o ile mi wiadomo) zresetowania drzewka staje się źródłem frustracji, gdy źle zainwestujemy przedmioty. Poza tym serio w takiej grze umiejętności handlowe? No to troszkę kpina moim zdaniem, ale co mi tam oceniać. Origins to fajne rozwinięcie w rozgrywce całej konwencji, ale brak mu opiewanej rewolucji. Mimo wszystko. Chociaż to może ja się rozpieściłem i wymagam gruszek na wierzbie?

Skoro meandry rozgrywki już przegryźliśmy na kawałki przejdźmy do fabuły. W grze sterujemy Baek'iem. Medżajem, któremu zabito syna. To rozbiło jego całe życie, szczególnie że za jego śmierć odpowiada tajemnicze bractwo. Baek wyjeżdża z rodzinnej wioski w poszukiwaniu poszlak kim mogą być zabójcy jego syna. Kontrolę nad nim zdobywamy po powrocie do Siwy, jego miasta z którego pochodzi. Naszym zadaniem stanie się dokonać zemsty. No i mam problem z bohaterem, z jednej strony ma swoje ideały i przekonania, no i swój cel. Z drugiej strony jest trochę miałki, a jaja traci całkowicie na końcu przynajmniej moim zdaniem(o czym trochę później). To on teoretycznie ma stać się ojcem powstającego zakonu. Dostaje ukryte ostrze, wykorzystywane przez babilończyków. Co fajne, traci palec(na początku to poświęcenie było wymagane, wraz z udoskonaleniem ostrza przez DaVinci'ego jako upamiętnienie przyszli adepci wypalali znamię na palcu odcinanym przez ostrze). Na naszej drodze spotkamy Aye naszą małżonkę, którą Baek kocha ponad wszystko(tak mówi ja tego nie odczułem....), oraz będziemy działać z ramienia Kleopatry(tutaj fajny ficzerek. Podobno królowa Egiptu była gotowa oddać się każdemu, kto po zbliżeniu z nią ofiarowałby swoje życie, tutaj ten motyw pojawia się w jednej z cutscenek), z jej ramienia wyeliminujemy kolejnych członków tajemniczego bractwa. To układ podwójnego zwycięstwa. Na tronie zasiądzie odpowiedni przywódca, a my dokonamy zemsty na zabójcy naszego syna. Gra fajnie bawi się faktami historycznymi, a fabułę poznaje się dość przyjemnie. Co prawda rozwadnia się przy pobocznych aktywnościach, ale te swoją drogą niewiele się różnią od tych które znamy.

I tak pobieżnie to się wszystko prezentuje. Ktoś powie, że raczej negatywnie podchodzę do tej gry. To nie do końca tak, szukałem tutaj rewolucji, a nie ewolucji. Początek tym się wydawał, zresztą recenzje utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Gra miała być czymś zupełnie innym, ale nie była. Zmieniono to co powinno być zmienione od dawna, ale jednak gra nie jest warta według mnie 250zł na premierę. Za 150 i mniej brać w ciemno bo to dobry Assassin i wnosi coś do serii. Momentami męczy, ale nie są to wielkie problemy. Fabuła jest okej, ale brak jej polotu i takich ciekawych postaci. Mnie małżonka bohatera wręcz irytuje, a on sam momentami jest bezpłciowy, ale to dobry człowiek. Da się Baek'a polubić, ale moim zdaniem nie pokocha się go. Lokacje momentami są nierówne, albo są przepełnione różnymi elementami, albo są po prostu puste. Ja wiem specyfika pustyni i w ogóle, ale nie o to chodzi w grach, one nie mają być na siłę realistyczne. To dobra gra, ale nie rewolucyjna jak mi obiecywali. Szkoda.

 

Plusy:

  • Odświeżona forma znanej serii.

  • Fani będą zadowoleni.

  • Klimat Egiptu wycieka na każdym kroku.

  • Piękne widoki.

  • Kilka ciekawych możliwości prowadzenia rozgrywki.

Minusy:

  • To nie jest rewolucja, a ewolucja.

  • Brak charakterystycznych bohaterów, których polubimy.

  • Ci charakterystyczni to złamasy, których nie polubimy.

  • Obiecali nam rewolucję.

  • Kiepski rozwój postaci.

 

Ocena: 7/10

Podsumowanie: Mi nic nie urwało, porządna gra po której spodziewałem się dużo więcej, aniżeli rozwinięcia pomysłów. Tego typu produkcje powinny świecić ciekawymi bohaterami, a tutaj tego moim zdaniem trochę brak. Może po prostu ja jestem rozpieszczony. Za dobre pieniądze brać śmiało, kilka godzin dobrej zabawy.

 

Sekcja spilerowa!!!!!!

 

Więc skoro ci, którzy nie skończyli gry sobie poszli porozmawiajmy o małych spoilerowych rzeczach.

 

Rozwój postaci, nosz ja p*** oswojenie zwierzaka to tak beznadziejna umiejętność, że to się w pale nie mieści. Myślałem, że oswoję sobie zwierzaka i będzie działać jak chowaniec. Prawda jest taka, że łazisz wokół tego zużywasz cenny element ekwipunku w postaci usypiających strzałek oswajasz i łazi za Tobą kilka minut, bo się zablokuje i zginie. Umiejętności handlowe to moim zdaniem podstawa, których oczywiście ja nie kupiłem. Bo po co móc kupić sobie surowce do ulepszenia elementów, zamiast pierdyliarda ubrań i i wierzchowców, których i tak nigdy nie użyję. No i fakt uzupełnianie strzał, ale żeby na to zarobić starczy zabić kilku strażników. Dlaczego nie zaimplementowano tutaj prymitywnego systemu wpływów. Pomagam miastu mogę dostać się do lepszych przedmiotów oraz surowców. Pominę fakt, że odblokowanie serii pchnięć to praktyczny samograj, bo jest to totalnie przegięte. Postać bym pewnie ustawił inaczej, ale sory nie chce mi się kończyć tego drugi raz.

 

Fabuła no ja mam trochę zastrzeżeń. Ja wiem, że seria AC nie miała happy endów. Dlaczego nie stworzono wokół Bayeka fajnej historii dokonanej gorzkiej zemsty? Dlaczego przez pewną część gry musiałem sterować jego żoną, której raz nie lubiłem, dwa miała zupełnie inny styl gry niż moja postać. To po co ja to wszystko odblokowuje, skoro i tak kończę grę kimś innym, dokonuję zemsty kimś innym, no nie wspomnę o tym, że żeby zabić Kleopatrę muszę kupić DLC, a była to naprawdę wredna i wyrachowana sucz! Fabuła pozostawia niedosyt. I nie powiem idea stworzenia kredo i znaku Assassinów jest wprost genialny, ja nie powiem że nie. Na to logo nie spojrzę nigdy już tak samo, ale z drugiej strony po co? Baek stracił żonę, bo stała się idiotką i powiedziała, że to nie zadziała. Zrezygnowała z jedynego dobra o które walczyła, a mianowicie ich miłość. Jest cholerną socjopatką, kopie mężczyznę, który biegał za nią jak pies, a ty co? Zamiast babę za nogę do jaskini, mówisz se okej. Cały świat Cię wydymał, ale ty se mówisz okej jest fajnie. Jestem tak zawiedziony zakończeniem, że naprawdę niewiele gier to osiągnęło. No to może jest ból dupska, ale nie wiem takie mam wrażenie.

Tagi:

Oceń notkę
+ +9 -

Oceń profil
+ +62 -
Ashin
Ranking: 1577 Poziom: 37
PD: 7445
REPUTACJA: 4814