Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 15.02.2018, 21:45
Dokkan dokkan tsuiteru! - czyli Dragon Ball FighterZ
237V

Dokkan dokkan tsuiteru! - czyli Dragon Ball FighterZ

Kiedy ja byłem młody na ekranach telewizorów królował Dragon Ball. Wszyscy przeżywaliśmy przygody Goku i całej ferajny, a głośniki szklanych ekranów rozbrzmiewały francuską piosenką z openingu, jak to szło? Dragon Bol zed zed zed jakoś tak. Absolutnie każdy dzieciak chciał wystrzelić z rąk Kamehame, a jak dostaliśmy w swoje łapy bijatykę na PSX'a, a także mugeny no to po prostu oszaleliśmy.

Nie ukrywam, że jestem fanbojem uniwersum Akiry Toryamy. Zawsze lubię wracać w nostalgiczną podróż i co jakiś czas odświeżam sobie dzieło, które uprzyjemniało mi młodzieńcze lata. To Anime stanowiło idealny materiał na dobrą bijatykę, ale nie miała wielkiego szczęścia do gier. Na każdy Dragon Ball Budokai Tenkaichi powstawał crap pokroju Dragon Ball GT na PSX'a. Oczywiście nie ma co demonizować powstały dobre bijatyki na podstawie DBZ. Były Mugeny czyli całkowicie autorska inicjatywa, były bijatyki na SNES'a Super Butoden, były wspomniane przeze mnie Dragon Ball Tenkaichi Budokai, jak i same Budokai'e. Generacja 7(dobrze liczę? PS3 to 7 nie?) jednak mnie osobiście nie rozpieściła. Pokładane nadzieje w Xenoverse szybko padły, chociaż to dobra gra, nie wbiła mnie w ścianę. No i najgorsze było to grindowanie. Jasne fajnie, ale jakoś mnie nie urzekło. Szkoda bo inicjatywy z nową fabułą są zawsze dla mnie na propsie. Na ps4 był Xenoverse 2, do którego się nie przekonałem no bo... no bo jedynka mi nie spasiła i jak także spasowałem. Cichaczem jednak kolega podesłał mi gameplay z FighterZ i boże jakie to było dobre! Zacytowałbym tutaj FoodEmperora, ale sami rozumiecie nie wypada. Byłem bardzo podniecony i już miałem zamawiać grę na premierę z marszu, ale jednak się wstrzymałem. Bardzo długo zwlekałem z zamówieniem gry, ale w końcu pękłem. Trzy dni przed premierą, więc grę ogrywałem na samą premierę. No i czy jestem zadowolony? To się okaże. Przepraszam za przydługi wstęp i chaotyczne wprowadzenie – przechodzimy do mięska.

Po uruchomieniu gry? Wielkie łaaaaaaaaaaaał. Jakże to wygląda, jakie to jest piękne. No przecież prawie dostałem orgazmu! Jakby wyjęli postacie z bajki, zagnali samego Akirę(lenia śmierdzącego) do biurka i kazali wszystko namalować ponownie i poprawić. Cały klimat animacji jest tutaj obecny. Wygląda to przepięknie i będzie wyglądać przepięknie. Przejście na grafikę 2,5D to strzał w dziesiątkę, tak jak w przypadku serii Street Fighter, a tego typu stylistyka na pewno szybko się nie zestarzeje. Ponadto tego typu ruchy dają furtkę do tworzenia remasterów niskim nakładem na kolejne generacje konsol. Tak więc wilk syty i owca cała. Animacje są świetnie i przede wszystkim przepełnione dynamiką – tak jak w oryginale. Bohaterowie ruszają się płynnie, a i teł na arenie nie pominięto i nie potraktowano po macoszemu. Areny są piękne, czerpią garściami z materiały źródłowego, w tle zawsze coś się dzieje i co piękne potrafią nieznacznie się zmieniać reagując na nasze poczynania – np. odbite przez nas pociski w głąb areny mogą ją lekko uszkodzić. Brakuje jednak pełnego niszczenia aren, co pamiętam z Budokai Tenkaichi po wykonaniu potężnego ataku. No bo mimo wszystko pokonując jednego z naszych przeciwników odpowiednim atakiem, widzimy animację potężnego wybuchu – nie mówcie że to nie wpłynęłoby na architekturę środowiska. Warstwa dźwiękowa nie prezentuje się gorzej. Co prawda gram na japońskim dubbingu, który jest jedynym słusznym wyborem, tak patrząc na nagrania z sieci, są samobójcy decydujący się na angielski(pewnie ze względu na sentyment, bo zagraniczne wersje w większości miały własny pełny dubbing). Ja jednak jestem fanem oryginału i z tego co się orientuje wszyscy mieli swoje głosy(nie licząc androida 21, który jest postacią przedstawioną w tej grze) i wyszło to dobrze! Do tego delikatna muzyczna w tle i charakterystyczny głos konferansjera(czy jak go nazwać...) zapowiadającego niezłą walkę. To wszystko według mnie dopełnia się wspaniale.

Co z rozgrywka zapytacie jednak bracia i siostry? Jest złożona i prosta zarazem. Laik bardzo szybko stwierdzi, że rozgrywka jest bardzo prosta. Automatyczne combo są wyprowadzane na ślepo, a przy tym wydaja się bardzo skuteczne. Automatyczne combo można również zakończyć atakiem specjalnym. Walki wydają się być chaotyczne, szybko przemieszczamy się do przeciwnika za pomocą jednego klawisza i już możemy mashować klawisze, by wykonać dość efektowną serię ataków. No, ale czar bardzo szybko pryska, bo prawdą jest, że combosy są automatyczne, ale gra oferuje również tworzenie ich samodzielnie. Te stają się efektywniejsze i zadają większe obrażenia. Różnicę może sprawić zakończenie kombosu super atakiem. Jeżeli wykonamy go z kombinacji zada więcej obrażeń, niż ten który jest efektem rozwinięcia serii z średnimi atakami. Dodatkowo to co ludzie potrafią zrobić przy rozgrywkach sieciowych jest niesamowite, a większość postaci dopiero wtedy stawia na indywidualizm. Jeżeli nie wgryziemy się w rozgrywkę wiele z nich wyda nam się takich samych. Dodatkowo indywidualne preferencje i umiejętności postaci mogą łamać ustalone przez grę zasady. To wszystko tworzy nam bardzo skomplikowaną bijatykę, która bardzo szybko pokaże nam miejsce w szeregu, gdy spróbujemy grać na wyczucie. Zarazem jednak da wiele radości niedzielnym graczom podczas rozgrywek kanapowych. Bo gdy gramy na podobnym poziomie wiele niuansów staje się mało istotnych. To duży plus produkcji, która ma niski próg wejścia, ale wysoki poziom doprowadzania jej do mistrzostwa. Tę różnicę bardzo dotkliwie poczuje każdy kto zagra przez internet, lub spotka się z kimś kto już coś 'ogarnia' w tej grze.

Gra ma potencjał turniejowy i to nie ulega wątpliwości. Jeżeli twórcy dobrze to rozegrają i będą wspierać grę, to na pewno stworzy się wokół niej spore grono fanów. Już teraz zauważamy sporo osób, które tworzy swoistą społeczność. Na YT jest sporo poradników, oraz filmów wprowadzających w 'podstawowe zaawansowane mechaniki gry'(może to wydawać się zdanie nielogiczne, ale po kilku chwilach z produkcją zrozumielibyście). Co ważniejsze czuć, że IP dostał ktoś kto zna się na bijatykach. W końcu twórcy DBZ FighterZ są ojcami seri Guilty Gear, której chyba nie muszę przedstawiać na łamach tak szacownej widowni. Wszystko ma tutaj potencjał, jednak czy zostanie dobrze spożytkowany tego nie wiemy. Gra robi wiele by przytrzymać nas przy sobie. Stworzono walutę w grze, za pomocą której kupujemy kapsułki – te odblokowują postacie do lobby gry, dodatkowe emotikony i elementy ozdobne do naszej karty gracza. To miły dodatek i cieszy. Boję się jednak, że twórcy mogą zatracić się we wydawaniu DLC, które są zmorą dzisiejszych bijatyk(Netherrealm nie odwracaj swojej parszywej mor... paszczy, gry macie zacne, ale serio w dzień premiery dodatkowa postać do kupienia w Injustice 2? O Capcomie nie wspomnę...SFxTK pamiętam...). Zamiast odblokowywać, będziemy płacić, a jeżeli ktoś będzie chciał grać kompetetywnie to musi to dokupić, bo i postacie nawet którymi nie będziemy grać, należy poznać i chociaż w podstawowym stopniu opanować. Nie chcę jednak być złym prorokiem – czas pokaże jak to wyjdzie...

Ostatnim elementem, który chciałbym kąsnąć to na pewno tryb fabularny. Chcę powiedzieć, że jest dobry i fabuła jest świetna i w ogóle pokochałem go, ale nie potrafię. Tzn on mógłby być świetny, gdyby nie ten grind. Ja wiem, jest mnóstwo smaczków. Kwestie otwierające w zależności od wybranej drużyny są różne i odnoszą się do charakteru postaci z gry, no ale na litość boską ileż można klepać klony. Co ważniejsze gra nie penalizuje, jeżeli nie znamy bardziej zaawansowanych technik, a walki z komputerem w kampanii raczej stawiają na mashowanie ataków. Kampania powinna przedstawiać techniki i wymagać ich od graczy, poprzez rozsądne zwiększanie poziomu trudności. Tutaj pomijając przerywniki filmowe po prostu się nudziłem. Z drugiej strony mamy wspomniany funservice. To jest świetny element gry i naprawdę wspaniale współgra z całością. Nie raz śmiałem się i płakałem. Autoironia Yamchy jest po prostu świetna, gagi związane z nie oszukujmy się niską inteligencją Goku także doprowadzały mnie do łez. Dodatkowo Android 21, który tak dobrze wpasowuje się w ideę całego poczucia humoru w serialu jest świetną postacią. Cała historia nie jest zła, poznaje się ją świetnie i gdyby nie ona pewnie kampanię rzuciłbym w kąt bardzo szybko. Jeżeli chcecie więcej tego co było w DBZ to tutaj właśnie to znajdziecie. Przez to czuję się strasznie rozdarty jeżeli chodzi o ten element gry. Bo po ukończeniu kampanii, tak naprawdę dostaniemy cięgi w trybie Arcade od razu i bez kozery, a przejście go może graniczyć z cudem. Z drugiej jednak strony, gdyby był bardziej wymagający to pewnie wielu nawet nie pokusiłoby się o poznanie zawartości kampanii.

Podsumowując już te moje całe wypociny i marne próby tworzenia czegoś wartościowego. Gra nie zawiodła mnie absolutnie. Większość jej elementów jest dla mnie świetna. Małe potknięcie z kampanią jest tylko potknięciem, bo ten tryb nigdy nie będzie najistotniejszy w tym typie rozgrywki. Gameplay broni się sam, nowa autorska historia jest fajna i pasuje do klimatu serialu. Gra skrywa w sobie wielki potencjał turniejowy i sprawi na pewno wiele radości – no i puszcza co chwilę oko w stronę fanów. I tak powinno tworzyć się takie gry. To nie może być krowa dojna do nabijania kasy, a przede wszystkim porządna gra, która nawet z zmienionym całkowicie klimatem byłaby świetna i grałoby się w nią genialnie. Mi nie pozostaje nic innego jak powiedzieć Namco! Zrobiłeś to dobrze i nie spieprz tego!

Tagi:

Oceń notkę
+ +6 -

Oceń profil
+ +57 -
Ashin
Ranking: 1602 Poziom: 36
PD: 6938
REPUTACJA: 4617